Kto przejmuje zakład Vion?
Ubojnię w Crailsheim kupuje niemiecka firma Boeser Frischfleisch. Dla wielu rolników ta nazwa może brzmieć obco – i słusznie, bo nie jest to jeden z największych koncernów ubojowych działających w Europie. Boeser to firma rodzinna, której korzenie sięgają tradycyjnej działalności rzeźniczej w Kolonii. Z czasem jednak przedsiębiorstwo wycofało się z uboju i skupiło na rozbiorze mięsa, czyli etapie, który następuje już po uboju. Dziś obsługuje przetwórców, handel detaliczny i gastronomię, dostarczając elementy mięsa dopasowane do potrzeb odbiorców.
Jak podaje topagrar.com, firma osiągnęła w 2025 roku obrót na poziomie niespełna 210 mln euro. To pokazuje, że choć nie jest gigantem, ma stabilną pozycję w swoim segmencie.
Dlaczego firma postanowiła wrócić do uboju?
Najważniejszy powód jest bardzo praktyczny – chodzi o surowiec. W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Niemczech z rynku zniknęło wiele małych i średnich ubojni. Z jednej strony wynikało to z rosnących kosztów, z drugiej – ze zmian strukturalnych w hodowli i przetwórstwie.
Dla firm zajmujących się rozbiorem oznacza to coraz większą zależność od innych zakładów. Boeser kupował dotąd półtusze wieprzowe z różnych rzeźni, ale wraz z rozwojem sprzedaży pojawił się problem: coraz trudniej było zapewnić stałą ilość surowca. Zakup ubojni to więc sposób na większą niezależność. Firma chce mieć kontrolę nad całym łańcuchem – od zwierzęcia po gotowy element mięsa.
Zakup tego zakładu Vion w Crailsheim nie jest przypadkowy
Wybór lokalizacji też nie jest przypadkowy. Region wokół Crailsheim w południowych Niemczech wciąż ma relatywnie silną produkcję zwierzęcą – zarówno trzody chlewnej, jak i bydła. To ważne, bo w niektórych częściach Niemiec pogłowie zwierząt mocno spadło. Budowa nowej ubojni w takich regionach nie miałaby większego sensu.
Dodatkowo Crailsheim dobrze wpisuje się w logistykę firmy. Boeser już dziś dostarcza mięso do klientów w Badenii-Wirtembergii i Bawarii. Nowy zakład pozwala skrócić łańcuch dostaw i lepiej obsłużyć południowy rynek.
Skala robi wrażenie. Jak duża jest ubojnia Vion?
Zakład w Crailsheim to duże przedsięwzięcie. Według deklaracji nowego właściciela chodzi o potencjał sięgający nawet około 1 mln świń i blisko 100 tys. sztuk bydła rocznie. To wyraźny krok naprzód dla firmy, która do tej pory działała wyłącznie w rozbiorze. Dla porównania – obecnie Boeser przetwarza ok. 18–20 tys. świń tygodniowo, ale już po uboju. Wejście w ubój oznacza więc rozszerzenie działalności o kluczowy etap produkcji mięsa.
Co z dotychczasowymi kontraktami?
W Crailsheim Vion współpracował m.in. z dużymi sieciami handlowymi, takimi jak Edeka czy Kaufland. Nowy właściciel nie zamierza zrywać tych relacji. Z zapowiedzi wynika, że część produkcji nadal będzie realizowana w ramach programów kontraktowych, a część trafi na wolny rynek. To podejście daje większą elastyczność – z jednej strony zapewnia stabilność sprzedaży, z drugiej pozwala reagować na sytuację rynkową.
Jaką rolę odegrają rolnicy?
W całej tej transakcji kluczowy jest jeden wątek: dostęp do zwierząt. Nowy właściciel jasno wskazuje, że chce współpracować z lokalnymi rolnikami i grupami producenckimi. Firma ma doświadczenie w tej części rynku – właściciele wywodzą się z hodowli i sami pracowali przy zwierzętach.
To może mieć znaczenie, zwłaszcza że w Niemczech pogłowie świń i bydła spada. W niektórych regionach zmiany strukturalne są bardzo szybkie.
Z perspektywy rolnika oznacza to, że zakłady zaczynają coraz bardziej zabiegać o surowiec. Stabilny odbiór zwierząt i długoterminowa współpraca mogą być dla nich kluczowe.
Kiedy przejęcie ubojni Vion stanie się faktem?
Na razie transakcja nie jest jeszcze zamknięta. Musi ją zatwierdzić niemiecki urząd antymonopolowy. Procedura może potrwać kilka tygodni. Do tego czasu zakład działa pod dotychczasowym operatorem, czyli Vion. Dopiero po uzyskaniu zgody nastąpi faktyczne przejęcie. Przypomnijmy, że Vion już wcześniej zapowiadał stopniowe wycofywanie się z rynku niemieckiego i koncentrację działalności w krajach Beneluksu.
Boeser zapowiada, że nie będzie gwałtownych zmian. Firma chce najpierw dokładnie ocenić sytuację zakładu, a dopiero potem podejmować decyzje o ewentualnych inwestycjach czy rozbudowie.
Na podst. topagrar.com
