Przepisy dotyczące emisji spalin niosą ze sobą dwie sprzeczności. Z jednej to błogosławieństwo, a z drugiej złorzeczenia użytkowników – nie tylko traktorów. Wszyscy liczymy na poprawę czystości powietrza, ale właściciele pojazdów z silnikami wysokoprężnymi muszą się liczyć z wyższymi kosztami użytkowania takiego sprzętu. Wraz z sukcesywnym wprowadzaniem coraz surowszych norm emisji spalin, silniki wysokoprężne ciągników musiały być stopniowo wyposażane w filtr cząstek stałych, czyli DPF.
Co ważne, wyposażenie traktora w filtr cząstek stałych nie ogranicza jego użyteczności. Dla nabywcy ciągnika irytujące jest jednak to, że musi więcej za niego zapłacić. Podobnie jak każdy inny filtr, także DPF jest stopniowo blokowany przez uwięzione cząsteczki. Gdyby można go było wyjąć z ciągnika i oczyścić jak filtr powietrza, to pół biedy. Ale tak się po prostu nie da zrobić!
Jak działa DPF?
Co się dzieje w filtrze DPF podczas użytkowania ciągnika? Jest on stale pod kontrolą czujników. Mierzą one różnicę ciśnień pomiędzy wlotem i wylotem spalin. Jeśli różnica jest zbyt duża, pojazd automatycznie uruchamia program czyszczenia DPF. Wtedy temperatura spalin jest specjalnie zwiększana przez podawanie większej ilości paliwa podczas wtrysku. Powoduje to, że cząsteczki sadzy są spalane w trakcie pracy, nawet bez zauważenia tego zabiegu przez traktorzystę.
Ta zaprogramowana automatycznie czynność działa dobrze, ale najlepiej, jeżeli silnik przepracował stosunkowo niewielką liczbę godzin. Nawiasem mówiąc, końcowym produktem opisanego tu spalania jest popiół osadzający się w filtrze. Po 3–4 tys. godzinach pracy obciążenie DPF popiołem jest często tak duże, że silnik nie może już prawidłowo funkcjonować. Do komputera pokładowego i na wyświetlacz dociera sygnał o nieprawidłowym funkcjonowaniu podzespołu.
Traktorzysta zostaje poinformowany, że silnik będzie musiał przejść w tryb, nazwijmy go awaryjnym. Zatem doszło do takiego stanu, jakiego można było się spodziewać. Nie stanowi to zagrożenia dla ciągnika, a producenci pojazdów i warsztaty informują, że DPF zostanie wymontowany i poddany regeneracji, po czym wróci na swoje miejsce. Nie byłoby to problemem, gdyby nie koszt nawet 15 tys. zł!
Dalszą część artykułu przeczytasz w lipcowym numerze top agrar Polska (7/2027) na str. 122.
