StoryEditor

Wiatrak do 300 m może powstać, a nowa obora rolnika nie? Spór w rolniczej gminie

W rolniczej gminie Barciany na Warmii i Mazurach rolnicy obawiają się, że nowe plany ograniczą im możliwość budowy obór, silosów i innych budynków potrzebnych do rozwoju gospodarstw. Jednocześnie projekty dla OZE dopuszczają turbiny wiatrowe do 300 m wysokości. Sprawdzamy, skąd ten paradoks i co może oznaczać dla miejscowych gospodarstw.

04.09.2026., 12:00h

Rolnicy pytają: gdzie mamy budować nowe obory, chlewnie czy silosy? Pytań jest jednak więcej i dotyczą nie tylko rolniczych interesów. Gmina Barciany leży w północnej części województwa warmińsko-mazurskiego, tuż przy granicy z obwodem królewieckim. To niezbyt zamożna (planowane w tym roku dochody własne z podatków, opłat i gminnego majątku to ok. 24 mln zł) gmina, o zdecydowanie rolniczym charakterze – rozległe pola uprawne są jednym z podstawowych elementów jej gospodarki, ale też krajobrazu. A ten jest wyjątkowy. Tworzą go otwarte przestrzenie, urozmaicone alejami starych drzew, śródpolnymi zadrzewieniami i oczkami wodnymi oraz łagodnie pofałdowany teren.

– I władze naszej gminy chcą, by w tym krajobrazie wybudowano u nas aż 30 gigantycznych 300-metrowych wiatraków. Na lądzie takich nikt jeszcze nie stawia – mówi Szymon Janczura z Zalewskiej Góry, maleńkiej wsi w gminie Barciany.

Janczura nie jest rolnikiem, jest inżynierem budownictwa. Zainteresował się sprawą, gdy zobaczył projekt MPZP dopuszczający turbiny do 300 m.

– Na publicznym spotkaniu zapytałem inwestora, dlaczego turbiny muszą być tak ogromne. Usłyszałem, że mniejsze byłyby mniej opłacalne – mówi. Potem przeanalizował dokumenty. – Skutki realizacji gminnych planów będą fatalne nie tylko dla krajobrazu, ale też dla miejscowych rolników – mówi.

Teraz jest liderem protestującej przeciw tym planom grupy mieszkańców skupionych w stowarzyszeniu Mazurski Horyzont, działając m.in. poprzez stronę na Facebooku "NIE dla wiatraków w Gminie Barciany".

Park Wiatrowy Barciany

Skąd pomysł? Inwestorami są wpd Polska i ONDE DEV 2, ale do inicjatywy przyznaje się wójt Marta Kamińska. Na spotkaniu z mieszkańcami mówiła:

– Idea urodziła się w mojej głowie. A gdy wpd Polska zaproponowało budowę kilkunastu turbin, uznałam, że to nasza przyszłość. Koncepcję tę przełożono następnie na dokumenty planistyczne – MPZP oraz nadrzędny wobec nich plan ogólny gminy.

Co ciekawe, prace nad planem ogólnym i planami miejscowymi dla OZE toczyły się niemal równolegle. Rada Gminy przystąpiła do sporządzania planu ogólnego 30 sierpnia 2024 r., a zaledwie 56 dni później rozpoczęła procedowanie trzech MPZP dla farm wiatrowych, fotowoltaiki i magazynów energii. W kwietniu 2026 r. ruszyły prace nad czwartym MPZP dla OZE. Z inicjatywą sporządzenia wszystkich MPZP wystąpili inwestorzy. Plan ogólny uchwalono 23 czerwca.

– Plan ogólny i MPZP procedowano niezależnie – zapewnia pani wójt.

Projekty MPZP szeroko zakreślają możliwości inwestycyjne w OZE. Dopuszczają budowę 30 wiatraków do 300 m wysokości i 200 m średnicy wirnika, ale także fotowoltaikę do 7 metrów wysokości, magazyny energii bez ustalonej maksymalnej mocy, stacje elektroenergetyczne i infrastrukturę techniczną. Dla części tych instalacji nie określono precyzyjnych ograniczeń, co otwiera drogę dla inwestycji OZE, których ostateczna skala nie jest jeszcze znana. To niepokoi mieszkańców.

Strefa otwarta na 94% gminy

Zapisy wszystkich nowo powstających MPZP muszą być zgodne z planem ogólnym i Barciany nie są tu wyjątkiem. I tutaj dochodzimy do sedna tematu. Bo o ile projekty planów miejscowych określają, co może powstać na konkretnych terenach, o tyle plan ogólny przesądza o znacznie szerszej wizji zagospodarowania całej gminy. I ta wizja część mieszkańców Barcian wprawiła w konsternację.

Największe kontrowersje budzi strefa otwarta SO, którą w Barcianach wprowadzono na 94% powierzchni gminy! Z definicji SO ma służyć zachowaniu niezurbanizowanej przestrzeni, m.in. gruntów rolnych, lasów i terenów naturalnych. Z rolniczego punktu widzenia brzmi to więc na pierwszy rzut oka zupełnie niegroźnie. Problem tkwi jednak w profilach podstawowych, określających, co można lub nie w strefie SO budować. W SO jednym z domyślnych profili podstawowych jest... teren rolnictwa z zakazem zabudowy.

Dla miejscowych rolników nie jest to zapis abstrakcyjny – chodzi o możliwość stawiania w przyszłości nowych obór, chlewni, magazynów, silosów, czy innych budynków niezbędnych do rozwoju gospodarstw. Tymczasem w tej samej strefie otwartej profil dodatkowy dopuszcza m.in. tereny elektrowni wiatrowych i słonecznych, magazynowania energii oraz innej infrastruktury technicznej. I właśnie ten kontrast wywołuje największe emocje: w typowo rolniczej gminie możliwości nowej zabudowy związanej z gospodarstwami zostały mocno ograniczone, podczas gdy plan ogólny pozostawia ogromną przestrzeń do rozwoju infrastruktury OZE.

Jako członkini stowarzyszenia Mazurski Horyzont Małgorzata Cieślak patrzy na sprawę szerzej. Jego członkowie obawiają się trwałej zmiany krajobrazu rolniczych Mazur, a także ich wpływu na przyrodę i mieszkańców. Ich zdaniem to de facto zmiana charakteru gminy z typowo rolniczej w przemysłową strefę OZE.

Szymon Janczura zwraca uwagę na tzw. salami slicing, z którym jego zdaniem mamy do czynienia w Barcianach. To dzielenie dużej inwestycji na mniejsze, osobno procedowane części.

– Obawiamy się, że w ten sposób inwestor ramię w ramię z gminą może uniknąć dużo bardziej skomplikowanej, ale też rzetelniejszej oceny skumulowanego oddziaływania wszystkich tych inwestycji na krajobraz, środowisko, mieszkańców, a także kwestię obronności, co ma szczególne znaczenie tak blisko granicy z Rosją – mówi Szymon Janczura. – Domagamy się, żeby wszystkie planowane inwestycje OZE oceniono łącznie, a nie każdą osobno w ramach kolejnych planów miejscowych.

– Gmina nie analizowała łącznego oddziaływania inwestycji OZE ani nie sporządziła wspólnych modeli hałasu, migotania cienia i wpływu na krajobraz – przyznaje.

Inwestora, firmę wpd Polska zapytaliśmy, czy analizowała koszty likwidacji infrastruktury po zakończeniu jej eksploatacji. Olimpia Schneider, manager ds. komunikacji i marketingu odpisała, że: "regulacja tego zagadnienia była przedmiotem rozmów i negocjacji z samymi właścicielami nieruchomości, na których będzie się ona znajdować. W związku z tym właściciele są zabezpieczeni poprzez odpowiednie zapisy w podpisanych przez nas umowach". Nie przedstawiono natomiast wyliczenia kosztów demontażu całej inwestycji i jej oddziaływania.

Plan pod lupą wojewody

Plan ogólny uchwalono 23 czerwca 2026 r. Grupa mieszkańców wystąpiła jednak do wojewody o stwierdzenie jego nieważności, zarzucając gminie m.in. naruszenie zasad konsultacji, nadużycie władztwa planistycznego kosztem rolników oraz wady prognozy środowiskowej. Wojewoda nadal bada plan. I choć termin na rozstrzygnięcie nadzorcze upłynął 27 lipca, jak informuje jego rzecznik Szymon Tarasewicz, w razie stwierdzenia istotnego naruszenia prawa wojewoda może zaskarżyć uchwałę do WSA.

Zastrzeżenia do prognozy środowiskowej mieszkańcy skierowali także do RDOŚ w Olsztynie. Rzecznik Justyna Januszewicz wyjaśnia, że nie wszczęło to odrębnego postępowania. Plan wraz z prognozą był jednak kilkakrotnie analizowany przez RDOŚ i ostatecznie uzgodniony w maju 2026 r.

Co na to rolnicy?

Ponad 80% powierzchni gminy stanowią użytki rolne. Rolnictwo opiera się przede wszystkim na średnich i dużych gospodarstwach indywidualnych. Mateusz Witek ze wsi Radosze prowadzi 250-hektarowe gospodarstwo mleczne, utrzymując ok. 170 sztuk bydła. Jego największym problemem jest dziś brak miejsca na rozwój.

– Robi nam się tutaj ciasno. Chciałbym w przyszłości na sąsiedniej działce wybudować większą oborę i silosy na paszę – tłumaczy. I właśnie dlatego niepokoją go zapisy planu ogólnego. Nie chodzi o inwestycję, którą musi rozpocząć jutro, ale o to, czy za kilka lat, gdy przyjdzie czas na kolejną modernizację gospodarstwa, nadal będzie miał gdzie ją przeprowadzić.

Krzysztof Konopacki prowadzi 60-hektarowe gospodarstwo, w którym dominuje produkcja roślinna. Utrzymuje jednak także bydło – obecnie 6 krów mamek – i właśnie rozwój produkcji mięsnej bierze pod uwagę jako jeden z kierunków na przyszłość.

– Jeżeli miałbym stawiać jakiś budynek inwentarski i będę miał zakaz, to oczywista sprawa, że ogranicza mi to rozwój – mówi.

Małgorzata Cieślak ze wsi Radosze wraz z mężem prowadzi ok. 100-hektarowe gospodarstwo. Specjalizują się głównie w produkcji roślinnej, w znacznej części ekologicznej. Rodzina rozwija przetwórstwo własnych płodów – produkuje m.in. mąki, oleje i kosmetyki. Rzepak uprawiają już właściwie wyłącznie na potrzeby własnej produkcji oleju. To dla nich sposób na zwiększenie wartości tego, co wyprodukują na swoich polach i uniezależnienie od coraz trudniejszej sytuacji na rynku.

Małgorzata Cieślak najbardziej obawia się, że zapisy planu ogólnego zamkną jej rodzinie drogę do dalszego rozwoju gospodarstwa. Dziś trudno przecież przewidzieć, jak będzie ono wyglądało za kilka lat i jakich nowych budynków będzie wymagało.

– Nie wiemy, co będzie potrzebne naszym dzieciom, w jakim kierunku będą chciały rozwijać gospodarstwo. Jeżeli nie będziemy mogli się budować, to zostaniemy z tym, co mamy – tłumaczy. W jej ocenie w typowo rolniczej gminie planowanie przestrzenne powinno pozostawiać gospodarstwom możliwość rozbudowy, zamiast z góry ograniczać ją na dziesięciolecia.

Co na to inwestor?

Z odpowiedzi Olimpii Schneider z wpd Polska wynika, że spółka ma już zabezpieczone grunty pod wszystkie planowane przez siebie turbiny. Inwestor napisał, że posiada "pełne prawa do gruntów", umożliwiające lokalizację 16 elektrowni wiatrowych Parku Wiatrowego Barciany. Inwestor tłumaczy, że wysokość 300 m to parametr na przyszłość. Przygotowanie farmy potrwa 8–10 lat, a technologia turbin w tym czasie może się znacząco zmienić. Zbyt niskie limity wpisane dziś do MPZP mogłyby więc za kilka lat wymuszać zmianę planu.

Firma przekonuje, że inwestycja przyniesie gminie przede wszystkim wielomilionowe wpływy z podatków, zwiększy bezpieczeństwo energetyczne i może przyciągnąć kolejnych inwestorów. Na spotkaniu z mieszkańcami przedstawiciele inwestora szacowali, że przy 30 turbinach wpływy do budżetu mogłyby wynieść ok. 4,5 mln zł rocznie przez 30 lat. To ok. 18% tegorocznych wpływów własnych gminy Barciany. Sporo, ale należałoby jeszcze uwzględnić choćby ewentualne uszczuplenia podatku rolnego, wynikające z zahamowania rozwoju rolnictwa czy utraty części tzw. janosikowego. Dla porównania sąsiednie Korsze w latach 2015–2025 uzyskały z podatków związanych z elektrowniami wiatrowymi 37,5 mln zł. Rocznie dawało to 2,2–4 mln zł, czyli wg urzędu 5–14% dochodów bieżących gminy.

Tymczasem inna z sąsiednich gmin, Srokowo, zgłosiła zastrzeżenia wobec planowanej w Barcianach inwestycji. Sprzeciwiła się lokalizacji czterech turbin w pobliżu swojej granicy i zażądała odsunięcia ich na co najmniej 1000–1500 metrów. Samorząd srokowski argumentuje, że oddziaływanie odczują również mieszkańcy gminy Srokowo. Wskazywał m.in. na możliwy negatywny wpływ na krajobraz, rozwój przestrzenny, agroturystykę, wartość nieruchomości i przyrodę.

W sprawie nic nie jest przesądzone. Po pierwsze, wojewoda wciąż bada legalność uchwalonego w Barcianach planu ogólnego. Ponadto RDOŚ w odpowiedzi na nasze pytania zaznaczała, że uzgodnienie planu ogólnego nie oznacza jeszcze środowiskowej akceptacji samych wiatraków. Wpływ konkretnej inwestycji na lokalną przyrodę i krajobraz ma zostać zbadany na dalszym etapie, w postępowaniu o wydanie decyzji środowiskowej.

Arkadiusz Jakubowski
Autor Artykułu:Arkadiusz Jakubowski
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
04. wrzesień 2026 12:02