Obecna sytuacja pogodowa
Prognozy jeśli chodzi o deszcz nie są łaskawe. W ostatnim tygodniu lokalnie spadło trochę wody, np. w woj. kujawsko-pomorskim, ale generalnie na nadmiar deszczu nie narzekamy. Widać to szczególnie na uprawianych pod gatunki jare polach. Gleba szybko się przesusza, a to oznacza, że głębiej wody też zaczyna już brakować.
Póki co oziminy nie cierpią jeszcze z braku wody, ale to może się szybko zmienić. Tam gdzie udało się szybko wjechać z azotem, rośliny już z niego korzystają. Kto się jednak zastanawiał zbyt długo i zastosował nawozy ok. 10 marca czy później, na szybkie ich działanie raczej nie ma co liczyć.
Zobacz także: Sucho i zimno, ale z pierwszą dawką azotu nie warto zwlekać. Jaka forma pod różny stan zbóż?
Wpływ wody na nawożenie
Wstęp o opadach była zasadny pod względem istoty wody dla działania nawozów. Eksperci określają, że potrzeba przynajmniej 10–15 mm opadów, by nawozy się nie tylko rozpuściły, ale przede wszystkim zostały przemieszczone w strefę korzeniową roślin. Można też się spotkać z opiniami, że wystarczy 5 mm deszczu. Na pewno można zgodzić się z tym, że nawóz rozpuści się już przy niewielkiej ilości deszczu. Sami rolnicy na forach poświęconych agrotechnice wymieniają się spostrzeżeniami, że jeśli granula się rozpadnie, to nawóz wnika na 2–3 cm, a deszcz wpłucze go głębiej i będzie mógł działać. To natomiast, co pozostaje na powierzchni w postaci białego proszku ma być otoczką granuli. To nie jest do końca prawda, bo większość nawozów azotowych stosowanych w pierwszej dawce w oziminach otoczki raczej nie posiada. Granule posiadają natomiast powłokę przeciw ich zbrylaniu się, więc być może ona przez niektórych uważana jest za otoczkę mającą zapobiegać stratom składników.
Co robić, gdy nie pada?
Generalnie trzeba podkreślić, że azot w pierwszej dawce powinien już być rozsiany, najlepiej oczywiście zaraz po 1. marca. Zdarzają się jednak sytuacje, że nie zawsze udaje się pewne prace wykonać w terminie, bo np. nie można było wjechać w pole (na terenach, gdzie było dużo śniegu i po roztopach stagnowała woda). Jeśli nie podaliśmy jeszcze azotu, to nie warto czekać na deszcz, ale zrobić to jak najprędzej. Każdy, nawet najmniejszy deszcz rozpuści nawóz i chociaż trochę wpłucze go w glebę.
Ryzyko strat azotu
Jeśli nawóz leży na glebie i nie rozpuszcza się, to oczywiście rośliny z niego nie skorzystają. To pierwsza strata, oznaczająca mniejszy plon. Druga może wynikać ze strat azotu z samego nawozu. Największa będzie z mocznika, ale zakładam, że nikt tego nawozu nie będzie stosował na suchą glebę. Ocenia się, że straty azotu w postaci amoniaku mogą wynosić tu nawet 30–50%.
Straty z innych nawozów azotowych mają być już dużo mniejsze. Eksperci z Grupy Azoty oceniają, że bezpieczne pod tym względem są saletra amonowa, saletrzaki czy siarczan amonu, z których straty będą raczej małe.
