Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Strona główna>Artykuły>Uprawa>Aktualności branżowe>

Likwidacja szkód nie jest zagrożona – mimo koronawirusa

Wiosenne przymrozki uszkodziły przede wszystkim rzepak, skutkiem są popękane pędy oraz przemarznięte pąki i kwiaty. Uprawy wymagają szacowania i likwidacji szkód. Likwidacja na polu odbywa się przy szczególnych rygorach wynikających z koronawirusa informuje Michael Loesche, dyrektor oddziału VH Polska. Ma też pomysł, jak rozwiązać problem ubezpieczenia suszy.

Karol Bujoczek22 kwietnia 2020, 12:31
Koronawirus i pogoda to największe zmartwienie rolników, ale też firm ubezpieczeniowych. O likwidacji szkód w czasach koronawirusa rozmawiamy z Michaelem Loesche, dyrektorem oddziału VH Polska.

-    Późne przymrozki są szczególnie niebezpieczne dla roślin, zwłaszcza po łagodnej zimie. To jest też efekt zmian klimatycznych, gdzie mamy coraz częściej do czynienia z późnymi przymrozkami, które wyrządzają poważne szkody w uprawach jak w ostatnich tygodniach – mówi Michael Loesche. W tym roku szczególny problem mieli rolnicy ze stratami powstałymi przed 15 kwietnia, których nie można było zakwalifikować jako strat na skutek przymrozków, gdyż przepisy kwalifikują je jako zimowe, a te szacuje się według strat obsady, a nie uszkodzenia roślin. Zdaniem Michaela Loesche problem ten musi być rozwiązany na drodze legislacyjnej, gdyż obecne przepisy nie obejmują takich sytuacji, z którymi w przyszłości możemy mieć do czynienia coraz częściej. 

Likwidacja szkód w rygorach bioasekuracji


Pomimo koronawirusa i wielu ograniczeń w kontaktach osób szkody są likwidowane na bieżąco.

-    Nasi rzeczoznawcy muszą dostosować się do rygorów, nie wjeżdżają na gospodarstwo, spotykają się dopiero na polu, po wcześniejszym umówieniu terminu, przy zachowaniu odległości podczas lustracji – podkreśla Loesche. Rzeczoznawcy muszą jeździć sami w samochodzie, przy oględzinach wstępnych będzie to jeden rzeczoznawca, choć z reguły obowiązuje zasada czterech oczu – czyli dwóch rzeczoznawców przy podejmowaniu decyzji. Szacujący mają być wyposażeni w środki zabezpieczające.



Likwidacja szkód nie jest zagrożona, ale musimy sprawdzić czy nasi pracownicy nie należą do grupy ryzyka i uwzględnić to w organizacji pracy – podkreśla Loesche. Gdyby okazało się, że strat do szacowania będzie zdecydowanie więcej niż obecnie, byłoby to poważnym problemem.

Na polach susza – problem numer jeden


Susza na polach to największe zmartwienie rolników. Czy firmy ubezpieczeniowe będą miały ofertę ubezpieczenia od skutków suszy?

- Najważniejsze jest to, by z ministerstwem z firmami ubezpieczeniowymi oraz rolnikami uzgodnić, jaki system wybrać do ubezpieczenia suszy. W tym roku nie mamy takiej oferty, ale przygotowujemy ją na 2021 rok. Mamy już takie doświadczenia z innych krajów i wiemy jak potężne jest to wyzwanie, zwłaszcza w trzecim z kolei roku z suszą w całej Europie – mówi Loesche. W Europie już teraz szacuje się, że zbiory będą na bardzo średnim poziomie.
Zdaniem Michaela Loesche, w ubezpieczeniu strat suszowych potrzebny jest system, który przede wszystkim zapewni płynność finansową w gospodarstwie.
- Nie będziemy pewnie mogli zagwarantować odszkodowania strat do ostatniej złotówki, ale musimy pomóc w utrzymaniu płynności finansowej – argumentuje i dodaje – ubezpieczenie suszy odniesie sukces, jeśli rolnik zrozumie i zaakceptuje ten system.
Obecne ubezpieczenie indeksowe na podstawie wskaźników ogólnych nie jest dobrym rozwiązaniem.

-  Potrzebujemy systemu opartego na kombinacji szacowania straty na polu ze zdjęciami satelitarnymi – wyjaśnia Loesche. Obecnie trwa zagorzała dyskusja także wśród ubezpieczycieli i taki system oraz jego zasady trzeba dopiero wypracować.

Ubezpieczenia obowiązkowe czy dobrowolne?


- Obowiązkowe ubezpieczenia próbowano wprowadzić w różnych krajach ale okazało się, że szczególnie te większe gospodarstwa były przeciwne. Każdy rolnik ma swoje własne postrzeganie ryzyka i każdy buduje dla siebie własną matrycę zabezpieczającą dochody. Ubezpieczenia są tylko elementem tego zabezpieczenia  przekonuje ekspert. Jest przekonany, że to firmy ubezpieczeniowe muszą znaleźć rozwiązanie, które rolnik zaakceptuje i wtedy sam zdecyduje czy chce mieć ubezpieczenie, czy nie – podsumowuje Loesche i podkreśla, że choć w ostatnich latach wzrasta zainteresowanie wykupem ubezpieczeń na poziomie podstawowym, by spełnić obowiązek ubezpieczenia, to rolnik powinien mieć różne klocki, które wybierze dla siebie i zdecyduje na najbardziej optymalny wariant dla swojego gospodarstwa.


Picture of the author
Autor Artykułu:Karol Bujoczek
Pozostałe artykuły tego autora

Ważne Tematy

Ważne Tematy

Ważne Tematy