Jeszcze 25 lat temu nikt nie wierzył, że okolice Kłecka mogą stać się warzywniczym zagłębiem. Dziś lokalni rolnicy produkują tysiące ton ogórków i buraków, mają własne przetwórstwo i kontrakty z gwarancją ceny. Ich historia pokazuje, jak odważna decyzja zmieniła cały region. I że bycie w grupie producentów daje naprawdę dużo możliwości.
Pierwsi postawili na warzywa
Jeszcze pod koniec lat 90. okolice Kłecka trudno było kojarzyć z produkcją warzyw. Dominowały tu tradycyjne uprawy – rzepak, buraki cukrowe, pszenica czy ziemniaki, a ważnym elementem lokalnego rolnictwa była także produkcja zwierzęca. O nowoczesnym zagłębiu warzywniczym nikt jeszcze wtedy nie myślał. A jednak właśnie tutaj grupa kilku rolników postanowiła zaryzykować i pójść w kierunku, który dla wielu wydawał się zupełnie nieracjonalny.
– Jako pierwsi w 1998 roku rozpoczęliśmy produkcję warzyw – mówi Krzysztof Kłosin, prezes Grupy Producentów Warzyw Chrobry, który prowadzi 7-ha gospodarstwo rolne w Przysiece w gm. Mieleszyn. Niemniej, jak wspomina, początki były trudne i pełne improwizacji.
Cebula była bolesną lekcją
– Na szkoleniach mówiono nam, że jak się zorganizujemy, to będziemy mieli większą siłę przebicia dzięki większym partiom towaru. Tak się jednak składa, że w Polsce rynek owoców i warzyw do dziś jest rynkiem bardzo nieuregulowanym, z dużą liczbą film pośredniczących. A wówczas nie mieliśmy ani doświadczenia, ani kontaktów handlowych. Szansą miała być współpraca z Wielkopolską Giełdą Rolno-Ogrodniczą – dodaje Kłosin. I tak pierwszą ich uprawą, która była dla nich nie lada lekcją, była cebula.
– Chcąc dostać pierwsze przedakcesyjne pieniądze w ramach programu SAPARD, trzeba było wprowadzić coś nowego, a więc najłatwiej było zasiać cebulę. I tak zostaliśmy z nią po przechowaniu – mówi Zbigniew Stajkowski, wiceprezes grupy, który gospodaruje na 70 ha w Michalczej w gm. Kłecko. Na szczęście, jak wspomina, przeksięgowanie faktur dzięki świadomości i determinacji udziałowców nie pozwoliło władować firmy w długi.
I tak mimo początkowych trudności grupa Chrobry funkcjonuje na rynku już dwie dekady i liczy siedmiu członków. Ich gospodarstwa leżą w promieniu zaledwie 15 kilometrów od siedziby firmy, mieszczącej się na terenach dawnych państwowych zakładów zbożowych w Kłecku. Zanim jednak powołano ją do życia w 2006 roku, od 2000 r. byli spółką Polanie, zrzeszająca 19 osób. Wejście Polski do Unii Europejskiej i nowe możliwości finansowania wymusiły jednak na rolnikach pewne zmiany.
– Nie mogliśmy przekształcić spółki w grupę owocowo-warzywną, bo część członków nie chciała przystąpić, a dodatkowo był kredyt preferencyjny – tłumaczy prezes. I tak w wąskim gronie przez lata pracowali na silną pozycję. A udało im się to dzięki konsekwencji, lojalności wobec siebie i rzetelności wobec kontrahentów.
Dziś mają pewny zbyt i własne kontrakty
– Umowy są rzeczą świętą i zawsze należy je realizować – podkreśla Kłosin. Skutek? Tegoroczny sezon w buraku ćwikłowym był słaby dla producentów jeśli chodzi o zbyt, a im udało się sprzedać wszystko.
– W buraku gwarantujem zbyt, ale nie gwarantujemy jeszcze ceny. Natomiast w ogórku jako jedyni w Polsce mamy umowy z gwarancją ceny – zaznacza z dumą prezes. I to właśnie te warzywa są flagowe w grupie Chrobry. W ubiegłym roku sprzedali ponad 2800 t buraka ćwikłowego i 3 tys. t ogórka gruntowego. Wszystko pochodzi z własnych upraw, a te zajmują odpowiednio 45 i 33 ha. Ponadto blisko 1000 ton buraka przetworzyli we własnym zakładzie. Dzięki przetwórstwu, które trwa od września do kwietnia, są w stanie zapewnić pracę trzynastu pracownikom przez cały rok.
Przetwórstwo daje im przewagę
Przetwórstwo jest także jednym z fundamentów bezpieczeństwa ekonomicznego grupy. Gotowane buraki, ziemniaki i fasola trafiają do sprzedaży w opakowaniach próżniowych pod marką własną Dobrodzieje. A można się nimi uraczyć m.in. w sieci Intermarché. Warzywa trafiają także jako półprodukty do dużych producentów surówek. Członek grupy Marek Garbatowski z Michalczej, który prowadzi 130-hektarowe gospodarstwo, podkreśla, że szeroki wachlarz możliwości to dziś podstawa i wartość dodana każdego biznesu. Tym samym pokusili się także o niszową (zaledwie trzech producentów w kraju) produkcję żółtego pomidora, którego uprawiają pod konkretnego odbiorcę.
– Ta odmiana zajmuje 80% 7-hektarowej plantacji pomidora. Plon z ok. 5,5 ha to 360 t – zwraca uwagę.
Warzywnictwo wymaga pełnej specjalizacji
Współczesna produkcja warzyw wymaga jednak ogromnej specjalizacji. Potrzebne są zwarte areały, infrastruktura, a także specjalistyczne maszyny. Zbiory w gospodarstwach członków odbywają się systemem samolotowym, który można także zobaczyć podczas organizowanych przez grupę Kłeckich Dni Ogórka. Poza tym cała produkcja warzywnicza jest nawadniania i pod agrowłókniną. Rolnicy jednak nie mają zamiaru na tym poprzestać. W planach jest zakup nowego autoklawu, maszyny pakującej oraz nowych agregatów chłodniczych. Wartość inwestycji szacowana jest na ok. 1,5 mln zł.
– W perspektywie dwóch lat konieczne może być również stworzenie nowej lokalizacji do przyjęcia i sortowania buraków – mówi Krzysztof Kłosin. Ruch wokół firmy może bowiem zostać utrudniony przez planowaną obwodnicę miasta. A to, zamiast zniechęcać, tylko ich motywuje do dalszego działania, zwłaszcza że mając następców mogą być spokojni o przyszłość grupy.
