W dyskusji prowadzonej przez Bartłomieja Czekałę z AgroHorti Media udział wzięli: posłanka Bożena Lisowska (PO), przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej, Agnieszka Leszczyńska – naczelnik Wydziału Zorganizowanych Form Współpracy w MRiRW, Adam Reimann – prezes Stowarzyszenia Wspólna Rola, Mirosław Korzeniowski – prezes Stowarzyszenia Agroekoton i menedżer klastra Ogrodnictwo Przyszłości, oraz rolnik i lider grupy Nadwiślanka Rafał Perlik.
Tylko 8 tys. rolników w grupach. „Statystyki mówią same za siebie”
Agnieszka Leszczyńska z MRiRW przedstawiła na wstępie twarde dane. W Polsce w rejestrach jest ponad 700 grup producentów rolnych, które zrzeszają ok. 8 tys. rolników oraz działa ok. 100 organizacji producentów owoców i warzyw, ale tylko „garstka” (kilkanaście) realizuje programy operacyjne.
– Te liczby są odpowiedzią samą w sobie, jaki mamy poziom zrzeszania się producentów – przyznała. Resort od lat zachęca do współpracy i uważa ją za „niezbędną”, ale główną barierą – zdaniem Leszczyńskiej – jest brak liderów, którzy pociągnęliby proces od pomysłu, przez formalne założenie podmiotu, po jego codzienne zarządzanie.
– Często spotykamy się z grupami, które same pytają: „co mamy robić dalej?”. My nie możemy za nich podjąć decyzji, bo to rolnicy najlepiej znają swoje potrzeby. Jesteśmy otwarci na dialog i współpracę, ale temat współpracy nie „zrobi się” sam od góry – podkreślała.
„Duży może więcej”. Historia grupy Nadwiślanka i pięcioletnia walka z ARiMR
Że mimo barier współpraca może działać, pokazał przykład Rafała Perlika, wiceprezesa Grupy Producentów Rolnych Nadwiślanka z Kujaw.
– Jesteśmy grupą kolegów, którzy znali się wcześniej. W 2011 r. postanowiliśmy zarejestrować grupę, bo wiedzieliśmy, że duży może więcej: w sprzedaży ziarna i rzepaku oraz w zakupie środków produkcji. Im większy pakiet, tym lepsze upusty – mówił Perlik.
Grupa:
- korzystała ze wsparcia ryczałtowego (procent od obrotu),
- w 2014 r. sięgnęła po program z 50% refundacją inwestycji i wybudowała magazyn zbożowy z możliwością sortowania, przechowywania i przygotowywania dużych partii,
- później, po konsolidacji z czterema innymi grupami w woj. kujawsko-pomorskim, dalej inwestowała w bazę magazynową.
I wtedy pojawił się problem.
– Po rozbudowie magazynów nastąpił „klops”. Wprowadzono uznaniowość oceny grup. Boksowaliśmy się z ARiMR, poprawialiśmy statut zgodnie z sugestiami, ale po roku okazało się, że wykreślono nas z rejestru. Mieliśmy postawione silosy, kredyt, liczyliśmy na zwrot 50%, a nagle nie byliśmy już grupą i nie mogliśmy złożyć wniosku o płatność – relacjonował.
Sprawa trafiła do sądu. Walka trwała 5 lat.
– Ostatecznie decyzją sądu przywrócono nas do rejestru i wypłacono środki. Udało się spłacić kredyt, ale straciliśmy pięć lat. Tak nie powinno wyglądać wsparcie dla grup. To zabija motywację liderów – mówił Perlik.
Wspólna Rola: stowarzyszenie jako „lobbysta rolników produkcyjnych”
Adam Reimann przypomniał, że współpraca rolników to nie tylko spółdzielnie i grupy producenckie, ale też stowarzyszenia działające na rzecz swoich członków.
– Działanie wspólne to także stowarzyszenia, które lobbują na rzecz rolników. Nie wstydzę się tego słowa. Cały czas mówię: załatwiamy wasze indywidualne interesy, ale realizując je, załatwiamy interesy polskiego rolnictwa. Wasze interesy są polskim rolnictwem – podkreślał.
Wspólna Rola zaczynała od listy 30–40 osób, które Reimann dosłownie „wciągnął” na listę założycieli. Pierwsze dwa lata były spokojne, dopiero później stowarzyszenie zaczęło dynamicznie rosnąć.
Prezes zwrócił uwagę na ważny aspekt: jednorodność grupy.
– Interes gospodarstwa niskoprodukcyjnego, żyjącego głównie z dopłat, jest sprzeczny z interesem rolnika produkcyjnego, który utrzymuje rodzinę tylko z rolnictwa. W jednym worku trudno wypracować wspólny kierunek. My zrzeszamy rolników produkcyjnych, realnie żyjących z rolnictwa. W ich problemach widzimy problemy bezpieczeństwa żywnościowego kraju – mówił.
Jednocześnie bardzo krytycznie ocenił praktykę ARiMR przy zakładaniu grup producenckich.
– Próbowałem założyć pięć grup. Problemem była obecność osób spokrewnionych: brat z bratem, ojciec z córką. Agencja twierdziła, że skoro oni już współpracują, to po co grupa. Tymczasem spółdzielnia daje im osobowość prawną, możliwość wspólnego reprezentowania, zaciągania zobowiązań. Co mają zrobić – każdy ma zakładać osobną grupę? Mieszać rodziny, żeby tylko papier się zgadzał? – pytał retorycznie.
Reimann podkreślił, że Wspólna Rola chce budować spółdzielnie energetyczne (biogazownie, biometanownie) i będzie potrzebowała zmian prawnych, by robić to sensownie.
Agroekoton i klaster: sukces jagodowych, roboty w brokule i… brak wsparcia państwa
Mirosław Korzeniowski, prezes Stowarzyszenia Agroekoton, przypomniał, że tradycje spółdzielczości są w Polsce, a szczególnie na Lubelszczyźnie, bardzo długie.
– Spółdzielczość ponad 120 lat temu rozwijała się świetnie. Później PRL to przeczołgał, ale doświadczenie zostało. Najłatwiej było się łączyć, jak była bida. To nasza słabość – motywuje nas dopiero kryzys – mówił.
Wskazał, że boom na grupy producenckie w sadownictwie (Grójeckie, Lubelszczyzna, Sandomierskie) przyniósł wymierne efekty:
- dzięki unijnym programom grupy zbudowały nowoczesną infrastrukturę przechowalniczą,
- to pozwoliło Polsce zostać „światowym liderem eksportu jabłek”,
- dziś duże grupy integrują rynek, są głównymi dostawcami jabłek do wiodących sieci.
– To byli kilkudziesięciohektarowi sadownicy, którzy dzięki grupom stali się poważnymi graczami. Część grup nie wytrzymała z różnych powodów, ale te, które zostały, są silne – mówił Korzeniowski.
Jednocześnie podkreślał, że współpraca to nie tylko formalne grupy, ale też nieformalne środowiska:
- wspólne testowanie nowych technologii (biologizacja, precyzyjne opryski),
- budowa własnych rozwiązań (autonomiczny robot do wykrywania gniazd szkodników w brokule, skonstruowany przez „chłopaków ze wsi pod Nałęczowem”),
- rozwój upraw malin deserowych w tunelach, która uczyniła Polskę wiodącym producentem w Europie – praktycznie bez wsparcia publicznego,
- powołanie klastra Ogrodnictwo Przyszłości – z udziałem grup producenckich, indywidualnych gospodarstw, Instytutu Ogrodnictwa, IUNG, Instytutu Agrofizyki PAN i naukowców (np. prof. Marzeny Brodowskiej) – by wspólnie rozwijać praktyczne projekty.
– My mówimy, czego potrzebujemy, a naukowcy pomagają, jak to rozwiązać. Nie przyjeżdża koncern i mówi „weź to, bo dobre”, tylko sami sprawdzamy, co naprawdę działa – podkreślał.
Problemem jest jednak brak zewnętrznego finansowania. – To wszystko finansujemy z naszych składek. Fundusze promocji, o których tak dużo mówimy, to są budżety, które duża sieć wydaje na marketing w trzy dni. Sami nie wygramy tego wyścigu – oceniał, apelując o zaangażowanie także resortów zdrowia i sportu w promocję polskiej żywności.
„Prawo spółdzielcze jak kamień u szyi”. Lisowska: największą barierą jest gorset prawny
Posłanka Bożena Lisowska jednoznacznie stwierdziła, że problemem nie jest brak chęci, lecz prawo.
– Liderzy to tylko ułamek problemu. Jedną z głównych barier jest archaiczne prawo spółdzielcze, które nie było nowelizowane od lat i blokuje powstawanie nowych spółdzielni rolniczych – powiedziała.
Wskazała dwa kluczowe elementy:
- Artykuł 22 ustawy o spółdzielniach produkcyjnych – zobowiązuje członków do odpowiedzialności finansowej za zobowiązania spółdzielni, z możliwością sięgania do majątku prywatnego (ojcowizny). – Mamy orzecznictwo sądowe w tym zakresie. To jest główna bariera – podkreśliła.
- Podwójne opodatkowanie spółdzielni – osoby prawne płacą CIT od dochodu, a gdy wypłacają wynagrodzenie czy dywidendę członkom, ci płacą jeszcze PIT.
– Nie ma takiego prawa w Unii Europejskiej. Musimy się uczyć od Francuzów, Belgów, Holendrów, gdzie 50–70% rolników jest zrzeszonych w spółdzielniach, a te są kluczowym ogniwem walki z globalną konkurencją – mówiła.
Jej zdaniem konieczne jest:
- wprowadzenie ograniczonej odpowiedzialności członków – do wysokości wkładu lub maksymalnie jego dwukrotności,
- zniesienie podwójnego opodatkowania,
- stworzenie systemu, w którym KOWR z nadwyżkami (zamiast oddawać je do budżetu państwa) współfinansuje kapitał spółdzielni, ale bez prawa dominującego głosu,
- dopuszczenie partnerstw publiczno-prywatnych z zachowaniem decydującej roli rolników,
- gruntowna zmiana otoczenia administracyjnego:
– Państwo polskie nie może być policjantem dla grup producenckich. Musi być partnerem. Każda decyzja urzędnika to potencjalny dramat rodzinny. Mamy ARiMR, KOWR, ODR – ogrom aparatu, który powinien wspierać, a nie niszczyć – apelowała.
Lisowska przyznała, że dramatyczne historie grup z Lubelszczyzny – zamykanych „bezpodstawnie”, walczących latami w sądach – są jej dobrze znane. – Rolnicy słyszą, że komuś zabrano statut i zniszczono grupę. Nic dziwnego, że się boją – podsumowała.
„Czekamy na świeże powietrze”: 10 lat po sądach za eksport borówek
Mirosław Korzeniowski tylko potwierdził te słowa, przywołując przykład grupy z jego klastra.
– Mamy w klastrze grupę producentów, która eksportuje borówki do ponad 20 krajów. Wygrali sprawę z ARiMR po 10 latach. Jaka jest motywacja, żeby rozwijać grupę, jeśli przez dekadę włóczysz się po sądach? – pytał.
Zwrócił się do posłanki Lisowskiej: – Piękne rzeczy pani mówi, ale my to wszystko wiemy. Czekamy na działania. Czekamy na świeże powietrze, które powie: „róbcie, a my nie będziemy traktować was jak bandytów”.
Jego zdaniem bez dużej, systemowej zmiany legislacyjnej i zmiany nastawienia administracji „najlepsze programy zdechną”, a liderzy będą się wypalać.
MRiRW: pieniądze są, ale wymagają wiedzy i administracji
Na pytanie, co rolnicy mogą dostać „tu i teraz”, Agnieszka Leszczyńska wymieniła dostępne instrumenty wsparcia:
- Ryczałt dla grup i organizacji producentów – do 100 tys. euro rocznie przez 5 lat, liczony jako procent od wartości produkcji sprzedanej członków.
- Programy operacyjne w sektorze owoców i warzyw – organizacje zakładają fundusz operacyjny z własnych składek, a państwo refunduje co do zasady 50% wydatków na zatwierdzony program.
- Przetwórstwo i wprowadzanie do obrotu – inwestycje w przetwórstwo, przechowalnictwo, magazyny; zarejestrowane formy współpracy mogą liczyć na 60% refundacji kosztów.
- Indywidualne działania (modernizacja gospodarstw) – członkowie grup i spółdzielni dostają dodatkowe punkty i wyższy poziom wsparcia.
- Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich – środki na „sieciowanie”, wyjazdy studyjne do innych krajów, wizyty w spółdzielniach i grupach (Dania, Holandia, Włochy).
- Systemy jakości (np. integrowana produkcja) – dowolna grupa producentów (również nieformalna, z umową cywilną) może otrzymać do 75% refundacji kosztów kampanii promocyjnych, udziału w targach, materiałów reklamowych.
- Działanie „rozwój współpracy producentów w ramach systemów jakości” – czteroletnie wsparcie na budowanie form współpracy w oparciu o systemy jakości.
Leszczyńska zastrzegła jednak, że sięganie po te środki wymaga:
- przygotowania się do spełnienia warunków,
- pilnowania terminów,
- prowadzenia dokumentacji i wniosków o płatność.
– Środki są, ale to nie jest hop-siup. Ktoś musi tym zarządzać – przyznała.
„Konsorcja na słupa”. Reimann: I.13.4 to bubel konstrukcyjny
Adam Reimann, odnosząc się bezpośrednio do działania „rozwój współpracy producentów w ramach systemów jakości”, nie miał złudzeń.
– Wniosków nie ma nie dlatego, że ludzie nie chcą. Przyczyny są inne. Konstrukcja działania jest absurdalna – mówił.
Wskazał, że:
- podstawową formą miały być konsorcja: lider + 3–4 rolników,
- lider otrzymuje wszystkie środki, odpowiada za realizację zobowiązań przez pięć lat,
- jeśli któryś z członków nie wywiąże się ze zobowiązań, lider oddaje pieniądze i może potem dochodzić roszczeń na drodze cywilnej.
– To jest pomysł na lidera i czterech słupów. Lider bierze odpowiedzialność za wszystko, pieniądze idą na jego faktury. Spółdzielnię dopuszczono do działania dopiero na dwa tygodnie przed ostatnim naborem. Spółdzielnię zakładamy trzy miesiące – komentował.
Zwrócił uwagę, że:
- wsparcie może sięgać 120 tys. zł rocznie przez cztery lata na „funkcjonowanie grupy”,
- w konsorcjum faktycznie nie ma kosztów formalnego funkcjonowania (księgowość, prawnik, zarządzanie),
- w spółdzielni takie koszty są realne i tam właśnie takie wsparcie miałoby sens.
– Wrzucanie tych pieniędzy w konsorcja to wyrzucanie środków. Składałem kilkanaście takich wniosków i sam się zastanawiałem, po co. W pierwszych naborach i tak nic nie wyszło. To trzeba zmienić – podkreślał.
Lisowska przyznała, że to kolejny punkt do listy zmian, którymi powinien zająć się parlament i resort.
Małe kroki: stowarzyszenia, granty i kapitał społeczny
Oprócz „grubych zmian” w prawie spółdzielczym posłanka Lisowska zachęcała rolników do zakładania stowarzyszeń i korzystania z programów Narodowego Instytutu Wolności.
– Zanim wejdziecie na głębokie wody dużych grup czy spółdzielni, warto uczyć się zrzeszania na poziomie lokalnym. Stowarzyszenia mają uproszczone procedury, a państwo zachęca do ich tworzenia – mówiła.
Wskazała m.in. na:
- programy grantowe dla małych miejscowości do 20 tys. mieszkańców (np. „Moc Małych Społeczności”) – środki na konferencje, wydarzenia, edukację,
- możliwość finansowania wolontariatu, uniwersytetów ludowych,
- uproszczoną księgowość do 1 mln zł przychodów,
- granty do 700 tys. zł na rozwój organizacji, kapitał żelazny, zakup nieruchomości.
Jako przykład podała stowarzyszenie „Kraina Rumianku” na Lubelszczyźnie, które na bazie zamkniętej szkoły stworzyło prężną organizację:
- prowadzącą warsztaty zielarskie i edukacyjne,
- zatrudniającą ok. 20 osób,
- przyciągającą wycieczki szkolne i artystów.
– Takie inicjatywy budują kapitał społeczny, zaufanie i integrację wsi, przeciwdziałają wyludnianiu. Praprzyczyną naszych problemów jest brak zaufania: między rolnikami, między rolnikiem a ARiMR, KOWR, państwem. Bez małych kroków nie zbudujemy fundamentu pod większą współpracę – podkreślała.
„Fundamentem jest biznes”. Podsumowanie: współpraca jako konieczność
Mirosław Korzeniowski dopowiedział, że działania społeczne są ważne, ale nie zastąpią rozwiązań biznesowych.
– Jak nie będziemy mieli z czego żyć, to wieś będzie tylko przechowalnią i sypialnią, fajną bazą agroturystyki, ale nie utrzymamy rolnictwa. Fundamentem jest biznes. Rolnictwo to ważny dział gospodarki. Musimy zacząć od dużych zmian legislacyjnych i nastawienia administracji, a równolegle robić działania społeczne – podsumował.
Bartłomiej Czekała kończąc panel zwrócił uwagę, że choć temat współpracy rolników w Polsce jest „cały czas w trybie ograniczonym względem swojego potencjału”, to podczas konferencji wybrzmiało kilka ważnych deklaracji i konkretów – zarówno ze strony polityków, jak i liderów organizacji.
– Liczymy na to, że przy kolejnym spotkaniu będziemy mogli wrócić do tych tematów i sprawdzić, co udało się realnie zrobić – powiedział.
Z przebiegu debaty jedno wynika jasno: współpraca rolników to dziś nie tyle możliwość, co konieczność – ale bez odblokowania archaicznych przepisów, zmiany roli państwa z „policjanta” na partnera i realnego wsparcia liderów, nawet najlepsze oddolne inicjatywy będą się rozbijać o ścianę.
