– Jest to tylko pozorna oszczędność. Udział nawożenia dolistnego w ogólnych kosztach uprawy wynosi zaledwie 1–2%. Jego brak może istotnie obniżyć plon i zwiększyć podatność roślin na stresy oraz choroby – podkreślał podczas seminarium buraczanego Paweł Grabowski z firmy ADOB.
Mikroelementy – mały koszt, duże ryzyko, gdy ich brakuje
Według specjalisty z firmy ADOB zaniechanie dokarmiania dolistnego może spowodować m.in.:
- spadek odporność roślin na stres wodny i chorobowy,
- zwiększenie podatność na choroby grzybowe,
- może się to bezpośrednio przełożyć się na spadek plonu oraz gorszą jakość surowca.
– Zdrowa, optymalnie odżywiona roślina, jest znacznie bardziej odporna na choroby i krótkotrwałe stresy, a to bezpośrednio wpływa na ilość i jakość plonu – podkreśla ekspert ADOB.
Makroelementy nie działają bez mikroelementów
Rosnące dawki azotu, fosforu czy potasu nie gwarantują pełnego efektu, jeśli roślina cierpi na niedobór mikroelementów. To one biorą udział w pobieraniu, transporcie i przemianach makroelementów w roślinie.
– Jeżeli zwiększamy nawożenie azotem, a nie uzupełniamy cynku, molibdenu czy manganu, to część poniesionych kosztów może się po prostu nie zwrócić – zaznacza Grabowski. Mikroelementy nie są dodatkiem na wszelki wypadek, lecz warunkiem efektywnego wykorzystania drogich nawozów makroelementowych.
Z gleby to za mało. Dolistnie skuteczniej i taniej
Rolnicy często zakładają, że rośliny pobiorą mikroelementy z gleby razem z innymi składnikami. To błędne założenie. W przeciwieństwie do makroelementów, które przez korzeń mogą być pobierane nawet w 95%, mikroelementy z gleby są dostępne dla roślin w znacznie mniejszym stopniu.
– Przez system korzeniowy roślina jest w stanie pobrać z gleby zaledwie kilka procent mikroelementów, natomiast przez liść może wchłonąć nawet do 100% podanych składników – tłumaczy przedstawiciel ADOB. Z tego względu dokarmianie dolistne jest nie tylko skuteczniejsze, ale też ekonomiczniejsze.
Uwaga na pH gleby – świeże wapnowanie blokuje mikroelementy
Kolejnym czynnikiem ograniczającym dostępność mikroelementów z gleby jest odczyn. Optymalne pH w okolicach 7 sprzyja wykorzystaniu makroelementów – azotu, fosforu i potasu. Ale dla mikroelementów tak wysoki odczyn jest problemem.
– Większość mikroelementów przy pH około 7, szczególnie na świeżo wapnowanych glebach, nie jest w praktyce pobierana przez rośliny – ostrzega Grabowski. Dlatego na takich stanowiskach dokarmianie dolistne jest wręcz obowiązkowe, jeśli chcemy uniknąć ukrytych niedoborów i strat plonu.
Chelaty: roślina nie ma zębów, żeby gryźć
Na rynku dostępne są różne formy nawozów dolistnych: sole, tlenki, formulacje na bazie aminokwasów oraz chelaty. Z punktu widzenia skuteczności, szczególnie tam, gdzie woda ma zróżnicowane pH i wykonuje się mieszaniny zbiornikowe. Wówczas chelaty dają istotną przewagę.
– Roślina nie ma zębów, żeby gryźć np. duże cząsteczki nierozpuszczalnych soli. Pobierze tylko to, co jest rozpuszczone w wodzie – obrazowo wyjaśnia ekspert ADOB. Proces chelatowania jest kosztowny technologicznie, ale zapewnia wysoką efektywność wykorzystania podanych mikroelementów. Wymienił zalety chelatów:
- dobrze rozpuszczają się w wodzie niezależnie od jej pH;
- tworzą stabilne roztwory;
- dobrze łączą się z wieloma środkami ochrony roślin;
- ułatwiają przygotowanie mieszanin i pozwalają zaoszczędzić czas oraz pieniądze.
Oszczędzać z głową, nie na plonie
W sytuacji presji kosztowej pokusa cięcia wydatków na nawożenie dolistne jest duża. Jednak biorąc pod uwagę, że to zaledwie 1–2% ogólnych kosztów uprawy, a jednocześnie klucz do efektywnego wykorzystania drogich nawozów doglebowych i ochrony plonu przed stresem, rezygnacja z mikroelementów może okazać się jedną z najdroższych „oszczędności” w gospodarstwie.
tcz
