Ceny nawozów, paliwa i energii mocno obciążają budżet gospodarstwa. Damian Murawiec, rolnik z Żuław Wiślanych ograniczył nawożenie azotowe w rzepaku i pszenicy, a jednocześnie nadal stawia na kukurydzę, ponieważ własna suszarnia pozwala mu przygotować surowiec do przechowania ziarna i sprzedaży w korzystniejszym terminie.
Rolnik kupuje nawozy, ale azotowe zakupy dopiero przed nim
Murawiec właśnie kupił część nawozów. Podzielił się z nami cenami produktów, zapłacił m.in. za Korn-Kali 1400 zł/t netto oraz blendowany nawóz NPK 7-19-29 za 2330 zł/t netto. Saletrę nabył wcześniej, w sierpniu, po 1835 zł/t netto.
- Dzisiaj nie kupiłbym jej już po tej cenie. Teraz pojawiają się oferty saletrzaku po 2100 zł/ netto - mówi rolnik. Nawóz NPK został wysiany pod pszenicę. Korn-Kali trafi pod kukurydzę, a saletra będzie przeznaczona na wiosenne nawożenie. Największe zakupy nawozów azotowych są jednak dopiero przed nim.
Damian Murawiec wylicza, że potrzebuje jeszcze około 6 samochodów saletry amonowej, jednego samochodu mocznika oraz około dwóch samochodów siarczanu amonu lub Saletrosanu.
Gospodarstwo uprawia obecnie 110 ha rzepaku, 210 ha pszenicy oraz około 95 ha kukurydzy.
Azotu mniej. Powodem są ceny pszenicy i rzepaku
W tym sezonie Damian Murawiec ograniczył nawożenie azotowe. W rzepaku dawkę zmniejszył o 25 proc., a w pszenicy o 20 proc. Jak podkreśla, podobny poziom nawożenia może utrzymać również w kolejnym sezonie.
– Przy obecnej cenie pszenicy nie widzę możliwości uzyskania dobrej opłacalności. Może ona wystąpić jedynie na bardzo dobrym stanowisku i przy sprzyjającej pogodzie, przede wszystkim przy korzystnym rozkładzie opadów – ocenia. Średni plon pszenicy w tym roku w gospodarstwie wyniósł około 7 t/ha. Sprzedał ją średnio po około 850 zł/t. Po odliczeniu kosztów szacuje, że zostało około 1000 zł zysku z hektara.
To wynik, który nie pozwala na większe inwestycje.
– Dzisiaj nie można mówić o jakimkolwiek większym inwestowaniu – trzeba po prostu przetrwać. Najważniejsze jest dokładne liczenie kosztów i szukanie alternatyw – podkreśla rolnik.
Ile kosztuje suszenie kukurydzy w gospodarstwie Damiana?
Kukurydza pozostaje ważną uprawą w gospodarstwie, mimo wysokich kosztów produkcji. W 2021 roku rolnik zainwestował w suszarnię zasilaną gazem. Dzięki temu może wysuszyć ziarno, przechować je i sprzedać po żniwach.
Obecna cena suchej kukurydzy wynosi około 960–980 zł/t. Ostateczna opłacalność zależy jednak przede wszystkim od plonu i wilgotności ziarna.
W ubiegłym roku kukurydza miała średnio 38 proc. wilgotności, a dwa lata wcześniej około 29 proc. Tak duża zmienność istotnie wpływa na koszt suszenia.
Rolnik wylicza, że przy cenie gazu wynoszącej około 1,80 zł netto za litr zużycie wynosi około 1,8 l na tonoprocent. Przy wilgotności na poziomie 30 proc. sam gaz kosztuje około 55 zł/t.
Do tego dochodzi:
- ubytek masy podczas suszenia, wynoszący około 17–18 proc.,
- energia elektryczna,
- praca człowieka,
- obsługa ładowarki teleskopowej,
- załadunek i rozładunek,
- kontrola wilgotności oraz regulacja urządzeń,
- amortyzacja i serwis suszarni.
Łączny koszt suszenia rolnik szacuje na około 220 zł netto/t. W zależności od ceny gazu może wzrosnąć do 220–240 zł netto/t.
Jak podkreśla Damian Murawiec, nie można analizować kosztu suszenia wyłącznie przez pryzmat zużycia gazu. Równie ważne są ubytek masy, prąd, praca i utrzymanie urządzeń.
Kukurydza nadal się broni, ale tylko przy dobrym plonie
W dobrym roku gospodarstwo może zebrać około 12 t suchego ziarna kukurydzy z hektara. W słabszym sezonie plon spada do 8–10 t/ha.
– Wszystko zależy od wilgotności ziarna i relacji między nakładami a uzyskiwanym plonem – zaznacza rolnik.
W jego ocenie kukurydza nadal może być opłacalna, ale pod wieloma warunkami. Wysoka cena ziarna nie gwarantuje zysku, jeśli plon jest niski, a wilgotność wysoka.
Magazynowanie daje szansę na poprawę wyniku. W poprzednim sezonie pszenica kosztowała w żniwa około 720 zł/t, a w maju była sprzedawana po około 870 zł/t. Różnica 150 zł/t mogła wyraźnie poprawić przychód.
Jednocześnie przechowywanie całej produkcji jest ryzykowne. Trzeba finansować bieżące zakupy paliwa, nawozów i środków ochrony roślin. Cena pszenicy może również spaść z około 960–1000 zł/t do 800 zł/t.
Jakie alternatywy dla pszenicy widzi rolnik?
Na słabszych stanowiskach część pszenicy osiągnęła około 6 t/ha. W tym sezonie lepiej poradziła sobie pszenica jara, która po opadach w czerwcu dała 7–7,5 t/ha. Jak sam przyznaje, szuka alternatywy w płodozmianie i rozważa soję.
– Soja ma obecnie cenę ponad dwa razy wyższą niż bobik czy groch. Przy stabilnych plonach soja może być opłacalną uprawą – wyjaśnia Damian Murawiec.
Wąski płodozmian wynika z ekonomii i logistyki
Gospodarstwo wcześniej uprawiało buraki cukrowe oraz rośliny strączkowe, między innymi groch i bobik. Buraki wyeliminowano między innymi z powodu problemów z uzyskaniem limitu oraz dużej odległości do cukrowni.
Rośliny strączkowe ograniczono ze względów ekonomicznych. W trudnych latach miały poprawiać wynik gospodarstwa, ale ich udział stopniowo zmniejszano.
– Trzeba szukać alternatywy, przede wszystkim dla pszenicy – mówi rolnik.
Koszty znikają szybciej niż pieniądze ze sprzedaży
W tym sezonie Damian Murawiec sprzedał już około 1000 ton pszenicy oraz około 220 ton rzepaku. Mimo braku dużych inwestycji pieniądze szybko znikały z rachunku.
Jak zaznacza jednorazowa dostawa 5000 litrów paliwa kosztuje dzisiaj mniej więcej tyle, ile dwa samochody pszenicy. Z kolei dziś zakup nawozu NPK był wart ponad 2,5 samochodu pszenicy.
Największe obciążenia stanowią obecnie nawozy i paliwo. Rolnik nie korzystał w tym roku z zakupów z odroczonym terminem płatności, dlatego nie spłaca zobowiązań z poprzedniego sezonu. Mimo to bieżące koszty produkcji mocno ograniczają płynność finansową gospodarstwa.
