W trakcie sejmowej dyskusji o bezpieczeństwie wodnym wskazywano, że rolnictwo będzie potrzebowało coraz więcej wody, ale jednocześnie musi wykorzystywać ją znacznie efektywniej.
Deszcz to jeszcze nie zapas wody
Dla rolnika różnica jest zasadnicza. Intensywny opad może w krótkim czasie dostarczyć dużej ilości wody, ale nie oznacza to automatycznie, że pozostanie ona w glebie i będzie dostępna dla roślin w kolejnych tygodniach.
Podczas dyskusji 28 września w Sejmie, w ramach Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa i Rozwoju "OdNowa RP", zwracano uwagę na różnicę między całkowitym zasobem wodnym a ilością wody, którą rzeczywiście można zatrzymać i wykorzystać. W przedstawionych analizach wskazywano również na rosnące znaczenie temperatury i ewapotranspiracji, czyli strat wody związanych z parowaniem i transpiracją roślin.
Dla gospodarstwa oznacza to jedno: sam deszcz nie gwarantuje jeszcze wody dostępnej dla roślin.
Jeżeli po intensywnym opadzie większość wody szybko odpływa, a następnie przez dłuższy czas nie ma kolejnych opadów, problem niedoboru może powrócić bardzo szybko.
Rolnictwo będzie potrzebowało więcej wody
To jeden z najważniejszych wniosków z przedstawionej podczas spotkania analizy. – Rolnictwo w Polsce będzie potrzebowało coraz więcej wody. To jest oczywiste – mówił jeden z uczestników dyskusji. Jednocześnie zwrócił uwagę, że większe zapotrzebowanie na wodę nie powinno oznaczać po prostu większego jej zużycia.
– Ale zasada powinna być prosta. Minimum zużycia, na przykład kropelkowe nawadnianie, maksimum plonów i bezpieczeństwo żywnościowe – podkreślił.
To ważna wskazówka również z punktu widzenia ekonomiki gospodarstwa. Jeśli dostęp do wody będzie coraz ważniejszy dla produkcji, znaczenia nabierze nie tylko jej ilość, lecz także efektywność wykorzystania.
Dlatego coraz większą rolę mogą odgrywać technologie ograniczające straty podczas nawadniania, zatrzymywanie wody na miejscu oraz rozwiązania zwiększające zdolność gleby do magazynowania wilgoci.
Susza zaczyna się wcześniej, niż widać ją na polu
Problem z wodą na polu często staje się widoczny dopiero wtedy, gdy rośliny zaczynają reagować na jej niedobór. Tymczasem o dostępności wody decyduje cały wcześniejszy proces – od momentu opadu po jej zatrzymanie, odpływ i wykorzystanie.
Dlatego podczas dyskusji tak dużo uwagi poświęcono retencji. W jednym z wystąpień zwracano uwagę, że bezpieczeństwo wodne ma dwa podstawowe wymiary: z jednej strony chodzi o dostęp do wody, z drugiej – o ochronę przed jej nadmiarem. Łączy je retencja i gospodarowanie zasobem.
– Właściwa retencja kreuje nam poziom bezpieczeństwa wodnego – podkreślano.
Dla rolnictwa oznacza to potrzebę patrzenia na wodę w sposób bardziej kompleksowy. Nie chodzi wyłącznie o szybkie odprowadzenie jej z pola podczas intensywnych opadów. Równie ważne jest zatrzymanie części zasobu na czas, kiedy będzie potrzebny.
Najpierw zatrzymać wodę, później jej szukać
Duże zbiorniki retencyjne mogą zwiększać bezpieczeństwo całych regionów, ale z punktu widzenia gospodarstwa równie ważne jest to, co dzieje się z wodą bezpośrednio na polu.
Jeżeli po intensywnym opadzie większość wody szybko odpływa, jej późniejszy brak może być odczuwalny właśnie wtedy, gdy rośliny najbardziej jej potrzebują.
W przedstawionej podczas spotkania koncepcji zarządzania zasobem wodnym wskazywano, że dostępność wody w czasie można zwiększać poprzez retencję, a w przestrzeni – poprzez jej transfer.
Autor koncepcji bardzo orientacyjnie szacował, że sterowalna część zasobu wodnego może wynosić około 10–15%. Jednocześnie zastrzegał, że jest to jedynie szacunek, a dokładne parametry powinny zostać określone przez hydrologów.
To pokazuje, jak ważny może być każdy poziom retencji – od dużych zbiorników po rozwiązania stosowane bezpośrednio w gospodarstwie.
Wody podziemne jako strategiczny zasób
Podczas spotkania pojawił się również temat wód podziemnych. Prelegent wskazywał, że zasoby te, jako najtrudniej odnawialne, powinny być traktowane jako strategiczne i zarządzane w sposób szczególnie ostrożny.
Krytycznie odniósł się również do wykorzystywania głębinowych wód do nawadniania pól, argumentując, że powinny być zachowane przede wszystkim dla najważniejszych potrzeb, w tym zaopatrzenia ludności. Był to postulat przedstawiony podczas dyskusji, a nie obowiązująca zasada.
Dla rolnictwa oznacza to ważne pytanie o przyszłe źródła wody do produkcji oraz sposób gospodarowania tym zasobem.
Nie chodzi tylko o to, ile mamy wody, ale gdzie ona jest
Kolejnym problemem jest infrastruktura. Podczas dyskusji wskazywano, że jednym z ograniczeń gospodarki wodnej jest możliwość magazynowania i przesyłania zasobów tam, gdzie są potrzebne.
W tym kontekście pojawiła się m.in. koncepcja wykorzystania wyrobiska po kopalni Bełchatów jako potencjalnego dużego zbiornika słodkiej wody. Wskazywano jednak, że samo zgromadzenie wody nie rozwiązuje problemu – pozostaje jeszcze kwestia jej dystrybucji. W przedstawionej koncepcji wyrobisko było wskazywane jako potencjalnie bardzo duży rezerwuar, ale właśnie możliwość wykorzystania zgromadzonej wody pozostawała jednym z kluczowych pytań.
To również ważne dla rolnictwa. Woda zgromadzona w jednym miejscu nie pomoże gospodarstwu, jeżeli nie będzie możliwości wykorzystania jej tam, gdzie występuje niedobór.
Renaturyzacja rzek wywołała dyskusję
Ważnym elementem spotkania była również kwestia renaturyzacji rzek. Dr Marek Zawadka mówił o gospodarce wodnej z perspektywy swoich doświadczeń związanych m.in. z żeglugą śródlądową, transportem wodnym i drogami wodnymi.
W swoim wystąpieniu odnosił się do problemów związanych z retencją oraz sposobem gospodarowania rzekami. Wskazywał również na doświadczenia związane z Wrocławskim Węzłem Wodnym i zbiornikiem Racibórz, podnosząc kwestię konsekwencji decyzji dotyczących sposobu funkcjonowania infrastruktury wodnej.
Jego wystąpienie pokazało, że w dyskusji o rzekach pojawiają się różne podejścia do łączenia funkcji środowiskowych, retencyjnych i gospodarczych.
Potrzebne są rozwiązania także na poziomie gmin
W dalszej części spotkania przedstawiano koncepcje dotyczące zarządzania zasobami wodnymi na poziomie państwa, regionów i gmin.
Jedna z propozycji zakładała większą rolę gmin w bilansowaniu lokalnych zasobów wodnych i planowaniu ich wykorzystania. Wskazywano również na możliwość włączenia gospodarki wodnej do planowania przestrzennego oraz wykorzystania spółek wodnych jako elementu lokalnego systemu zarządzania wodą.
To istotne szczególnie na terenach rolniczych. Problemy z wodą często mają bowiem charakter lokalny. W jednym miejscu pojawia się jej nadmiar po intensywnych opadach, podczas gdy w innym występuje niedobór.
Dlatego działania dotyczące dużej infrastruktury powinny być uzupełniane rozwiązaniami prowadzonymi bliżej miejsca, w którym woda jest potrzebna.
Co to oznacza dla rolnika?
Najważniejszy wniosek z całej dyskusji jest prosty: woda będzie coraz ważniejszym elementem zarządzania gospodarstwem.
Nie chodzi wyłącznie o budowę dużych zbiorników czy kosztowne inwestycje hydrotechniczne. Równie istotne są rozwiązania znacznie bliżej gospodarstwa: zatrzymywanie wody opadowej, poprawa retencji, efektywne nawadnianie i ograniczanie strat.
Rolnictwo będzie potrzebowało wody, ale jednocześnie będzie musiało wykorzystywać ją coraz bardziej efektywnie.
Dla rolnika najważniejsze będzie więc nie tylko to, ile wody spadnie z nieba, ale ile uda się zatrzymać i wykorzystać wtedy, gdy będzie najbardziej potrzebna. Im więcej wody uda się zatrzymać w gospodarstwie, tym mniejsze może być ryzyko strat w okresie niedoboru i tym większa szansa na utrzymanie plonu.
Zapis całego posiedzenia można obejrzeć tutaj.
Krzysztof Zacharuk
