Jest jednak haczyk: jeśli większość opadu spadnie w ciągu kilkudziesięciu minut, znaczna część wody zamiast zasilić glebę może odpłynąć z pola. – Dzisiejsza burzowa noc nie spłaci wodnego długu – mówi Michał Brennek z Instytutu Geofizyki PAN.
60 mm na mapie. Co naprawdę oznacza dla pola?
Kiedy na mapie pogodowej pojawia się liczba 60 mm, łatwo uznać, że gleba otrzyma ogromną porcję wody. To jednak dopiero połowa informacji. Kluczowe jest to, w jakim czasie ten opad spadnie.
– Opady deszczu są opisywane dwoma różnymi parametrami. Pierwszy to natężenie opadu – informacja, ile pada w tej chwili, w milimetrach na godzinę. Drugi parametr to zakumulowana suma opadu – ile łącznie spadnie, na przykład przez dobę – wyjaśnia Michał Brennek.
Dla rolnictwa różnica jest zasadnicza. 60 mm spokojnego deszczu rozłożonego na kilkanaście godzin i 60 mm spadające podczas gwałtownej burzy to dwa zupełnie różne zjawiska.
– Te same 60 milimetrów w dobę może oznaczać spokojny, całonocny deszcz o natężeniu 3 mm/h albo trzy kwadranse oberwania chmury i potem brak opadów. Skutki są zupełnie różne: pierwszy deszcz wsiąknie w glebę, drugi niemal w całości spłynie po powierzchni, powodując podtopienia i gwałtowne wezbrania rzek – mówi ekspert.
W pierwszym przypadku gleba ma czas stopniowo przyjmować wodę. W drugim rośnie ryzyko spływu powierzchniowego, erozji i podtopień.
600 m³ wody na hektar. Tyle może spaść z nieba
Skalę opadu łatwo policzyć. 10 mm deszczu to 10 litrów wody na każdy metr kwadratowy. Na hektarze daje to 100 m³. Przy 60 mm jest to około 600 m³ wody.
To aż 600 tys. litrów na jednym hektarze. – Pomocny przelicznik domowy: 10 mm deszczu to pełne wiadro wody, czyli 10 litrów, wylane na każdy metr kwadratowy – tłumaczy Brennek.
600 m³ na hektar robi wrażenie, ale nie oznacza, że cała ta ilość zostanie wykorzystana przez glebę. Jeśli deszcz pada spokojnie, podłoże ma czas na stopniowe przyjmowanie wody. Gdy opad jest gwałtowny, tempo infiltracji może być zbyt małe.
Wtedy część wody zaczyna spływać po powierzchni.
W nocy może spaść nawet 70 mm
W analizowanym scenariuszu pogodowym prognozowane są sumy 40–60 mm, lokalnie do 70 mm. To ilość, która w niektórych miejscach odpowiada dużej części miesięcznej sumy opadów i może spaść w ciągu jednej nocy.
Prognozowany układ może przynieść zarówno wielogodzinny deszcz frontalny, jak i miejscowe, znacznie intensywniejsze epizody burzowe. Wraz z nimi możliwe są silne porywy wiatru i grad.
Dla gospodarstw najważniejsze pozostaje jednak pytanie: jak szybko spadnie prognozowana ilość wody?
40 mm w godzinę to nie to samo co 40 mm w dobę
IMGW klasyfikuje opady według ich natężenia. Do 2 mm/h deszcz jest słaby, do 5 mm/h umiarkowany, do 10 mm/h silny. Powyżej 10 mm/h zaczyna się ulewa, a powyżej 20 mm/h – deszcz nawalny.
W centrum silnej komórki burzowej natężenie może sięgać 20–40 mm/h, choć sama komórka może przejść nad konkretnym miejscem w ciągu zaledwie 10–20 minut.
Jeżeli deszcz spada szybciej, niż gleba jest w stanie przyjąć wodę, część opadu zaczyna płynąć po powierzchni. Trafia do obniżeń terenu, rowów i cieków, a następnie do rzek.
Skutkiem mogą być podtopienia, erozja oraz wymywanie części gleby i składników pokarmowych. Duży opad nie oznacza więc automatycznie dużego zasilenia gleby.
Po suszy 60 mm też nie musi rozwiązać problemu
Po okresie niedoboru wody 40, 50 czy 60 mm deszczu brzmi jak wiadomość, na którą rolnicy czekali. Spokojny, rozłożony w czasie opad rzeczywiście może znacząco poprawić uwilgotnienie gleby.
Gwałtowna ulewa to jednak zupełnie inny scenariusz. – Woda spadnie na przesuszone zlewnie, więc spłynie szybko – możliwe są zalane ulice i podtopienia – wskazuje Brennek.
Dla gospodarstwa różnica może być bardzo konkretna: spokojne 60 mm poprawi uwilgotnienie gleby, natomiast gwałtowne 60 mm może oznaczać spływ powierzchniowy, zastoiska wody i utrudnienia w pracach polowych.
Dlatego sama suma milimetrów nie mówi, ile wody faktycznie pozostanie w profilu glebowym.
40 mm na mapie nie musi oznaczać jednej burzy
Jest jeszcze jedna pułapka przy czytaniu prognoz. Jeżeli mapa pokazuje 40 mm sumy dobowej, nie oznacza to automatycznie, że cała ta ilość spadnie podczas jednej burzy.
– W układzie takim jak dziś, czyli front plus wbudowana konwekcja, to zwykle na przykład 25 mm z godzinnego epizodu burzowego plus kilkanaście milimetrów wielogodzinnego deszczu frontalnego – tłumaczy ekspert.
Dwa miejsca mogą więc otrzymać identyczną sumę dobową, ale w zupełnie inny sposób. W jednym będzie to efekt wielogodzinnego deszczu, w drugim – połączenie opadu frontalnego z krótką, bardzo intensywną burzą.
Dokładny przebieg takiego zjawiska można ocenić dopiero na podstawie danych o większej rozdzielczości czasowej, m.in. z deszczomierzy rejestrujących opad co 10 minut.
Jak rolnik powinien czytać mapę opadów?
Przy dużych prognozowanych opadach warto zadać trzy pytania. Ile milimetrów i w jakim czasie? Czy podana wartość oznacza natężenie w mm/h, czy sumę za dobę? Jaki jest stopień ostrzeżenia IMGW?
Sama liczba na mapie nie określa jeszcze skali zagrożenia. Oficjalne ostrzeżenie pozwala lepiej ocenić potencjalne skutki zjawiska.
Jedna burza nie spłaci tzw. wodnego długu
Pamiętajmy! Nawet 60 czy 70 mm deszczu nie musi zakończyć problemu niedoboru wody.
– Jednej rzeczy możemy być pewni: dzisiejsza burzowa noc nie spłaci wodnego długu. Woda z gwałtownej ulewy spłynie po wyschniętej ziemi wprost do rzek, zamiast powoli zasilać glebę i odbudowywać zasoby wodne – mówi Michał Brennek.
Jeżeli chcemy, żeby gwałtowny opad rzeczywiście poprawiał bilans wodny, znaczenie ma nie tylko ilość deszczu, ale również zdolność krajobrazu do zatrzymywania wody.
Mokradła, zadrzewienia, renaturyzacja rzek czy ograniczanie powierzchni szczelnych mogą spowalniać odpływ. Dzięki temu większa część opadu ma szansę pozostać w środowisku, zamiast szybko trafić do cieków i rzek.
Krzysztof Zacharuk
