Były szef MRiRW a obecnie szef prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, chętnie spotyka się z rolnikami w całej Polsce. W minionym tygodniu odwiedził Wrześnię w Wielkopolsce, gdzie rozmawiał z gospodarzami o aktualnych problemach trapiących polskie rolnictwo. Jednym z tematów były konsekwencje Zielonego Ładu.
Zielony Ład nie zniknął, tylko zmienił tempo
W ocenie Jana Krzysztofa Ardanowskiego wielu rolników miało nadzieję, że po protestach i po wyborach do Parlamentu Europejskiego Bruksela zacznie wycofywać się z najbardziej kontrowersyjnych elementów Zielonego Ładu. On sam uważa jednak, że to była tylko chwilowa gra polityczna.
Jego zdaniem europejskie instytucje jedynie na moment złagodziły przekaz, ale strategiczny kierunek się nie zmienił. Nadal chodzi o:
- redukcję emisji,
- ograniczanie produkcji,
- dalsze podnoszenie wymagań środowiskowych,
- przesuwanie gospodarki w stronę modelu nisko- i zeroemisyjnego.
Rolnik ma produkować mniej, ale drożej
Ardanowski podkreśla, że problem Zielonego Ładu polega nie tylko na nowych obowiązkach, ale przede wszystkim na tym, że rolnik ma produkować w coraz trudniejszych warunkach ekonomicznych.
W praktyce oznacza to:
- wyższe koszty,
- więcej regulacji,
- większą presję administracyjną,
- mniejszą konkurencyjność wobec importu spoza UE.
W jego ocenie Europa stawia rolnikom coraz wyższe wymagania, a jednocześnie dopuszcza żywność z państw, które takich obciążeń nie mają.
- W Europie nie widzę dziś żadnej poważnej refleksji. To, co przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wyglądało na ustępstwa wobec rolników, było tylko na pokaz. Po wyborach Ursula von der Leyen jasno zapowiedziała przyspieszenie Zielonego Ładu i polityki klimatycznej - ocenia były minister rolnictwa.
Polska chce być „liderem” zmian?
Były minister krytycznie ocenia także podejście władz w Polsce, które – jego zdaniem – często nie tylko nie hamują unijnych pomysłów, ale wręcz próbują być ich prymusem. Uważa, że to szczególnie niebezpieczne dla kraju o tak dużym znaczeniu rolnictwa jak Polska.
Z jego perspektywy zamiast ślepo przyspieszać wdrażanie kolejnych obciążeń, Polska powinna twardo bronić własnej racji stanu i interesów gospodarstw rodzinnych.
Bez narodowej polityki rolnictwo przegra
Jan Krzysztof Ardanowski nie ma złudzeń, że sama krytyka Brukseli nie wystarczy. Jego zdaniem Polska musi prowadzić własną, bardziej zdecydowaną politykę rolną:
- chronić rynek,
- wspierać produkcję,
- stabilizować sytuację dochodową gospodarstw,
- ograniczać skutki nadmiernych regulacji.
Jeśli tego zabraknie, Zielony Ład stanie się – w jego opinii – jednym z głównych narzędzi wypychania produkcji rolnej z Europy.
- Dlatego, jeśli nie mamy wpływu na Brukselę, musimy prowadzić twardą politykę narodową. Oczywiście jesteśmy w Unii Europejskiej i pewne ramy nas obowiązują, ale państwo polskie musi bronić własnego rolnictwa narzędziami krajowymi. Inaczej to rolnictwo upadnie - oceniał były szef resortu rolnictwa.
Rolnictwo zapłaci najwyższą cenę
Były minister uważa, że to właśnie rolnicy są dziś jedną z grup, które najmocniej odczuwają skutki polityki klimatycznej. A jeśli proces będzie postępował bez korekty, wiele gospodarstw może nie udźwignąć nowych kosztów i ograniczeń.
- Jeżeli Europa nie zmieni podejścia, to polskie i europejskie rolnictwo rodzinne upadnie. Ziemię będą przejmować fundusze inwestycyjne, banki i wielkie koncerny - smutno ocenia Jan Krzysztof Ardanowski.
Bartłomiej Czekała
