StoryEditor

Groch, łubin i bobik mają potencjał. Juliusz Młodecki: "Problemem jest sprzedaż"

Europa nie osiągnie pełnej samowystarczalności białkowej, ale może ograniczyć zależność od importowanej śruty sojowej. Warunkiem jest rozwój krajowej produkcji rzepaku, soi i roślin bobowatych oraz stworzenie dla nich stabilnego rynku. O możliwościach i ograniczeniach polskiej strategii białkowej mówi Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

31.07.2026., 18:00h

Albert Katana: Panie Prezesie, Komisja Europejska przyjęła w lipcu EU Livestock Strategy, której istotną częścią jest plan białkowy. Zakłada on zwiększenie do 2035 r. udziału białka pochodzącego z uprawianych w UE roślin oleistych i wysokobiałkowych, wykorzystywanego w paszach, z 25 do 35 proc. Czy przy obecnej opłacalności tych upraw oraz strukturze rynku ten cel jest realny?

Juliusz Młodecki: Bardzo dobrze, że Komisja Europejska po raz kolejny ogłosiła strategię białkową, czyli plan zwiększenia samowystarczalności Europy w zaopatrzeniu w białko roślinne wykorzystywane do produkcji pasz. Mam jednak nadzieję, że tym razem nie skończy się na wyprodukowaniu kolejnych ton papieru, lecz strategia nabierze realnego kształtu.

Trzeba jasno powiedzieć - Europa nigdy nie będzie w pełni samowystarczalna w zakresie pasz wysokobiałkowych. Import soi z obu Ameryk nadal będzie się dokonywał, ale możemy podjąć działania, które ograniczą jego skalę i zwiększą produkcję rodzimego białka, naturalnego dla europejskiej strefy.

Nie osiągniemy 100 proc. samowystarczalności, ale udział krajowego i unijnego białka możemy zwiększyć z obecnych dwudziestu kilku procent do 35–40 proc., a tym samym poprawić bezpieczeństwo białkowe Europy.

Albert Katana: Rzepak, soja i rośliny strączkowe mają zupełnie inne znaczenie dla polskiego bilansu białkowego i różne możliwości rozwoju. Na których uprawach Polska powinna oprzeć własną strategię zwiększania produkcji białka?

Juliusz Młodecki: Jeżeli patrzymy na bilans białka roślinnego w Polsce, wszystkie te uprawy trzeba traktować równoważnie. Rzepak jest rośliną oleisto-białkową – z jego przerobu otrzymuje się około 60 proc. śruty rzepakowej i 40 proc. oleju. Soja i pozostałe rośliny bobowate, takie jak groch, łubin czy bobik, są natomiast zdolne do wiązania azotu z powietrza, co zwiększa ich znaczenie w strukturze zasiewów.

Rzepak ma już trwałe miejsce w polskim rolnictwie. W normalnym roku, nie takim jak obecny 2026, produkujemy 3,5–4 mln ton nasion, z których powstaje ponad 2 mln ton śruty rzepakowej. To standaryzowane źródło białka, które w wielu zastosowaniach może zastępować śrutę sojową, która, warto o tym pamiętać, jest modyfikowana genetycznie, choć w Europie nie wolno uprawiać roślin GMO. Powierzchnia uprawy rzepaku w Polsce wynosi około 1,1 mln ha, i rezerwy dalszego wzrostu są już niewielkie.

Inaczej wygląda sytuacja soi. W ciągu pięciu lat jej areał wzrósł pięciokrotnie, a w tym roku obsiano nią około 104 tys. ha. Praktyka pokazuje, że soja, jako roślina krótkiego dnia, może być z powodzeniem uprawiana przede wszystkim w południowej części Polski, i tam zainteresowanie nią rośnie.

Z kolei groch, łubin i bobik są naturalnie predysponowane do uprawy w naszych warunkach. Nie wymagają nowej technologii, specjalnych maszyn ani tajemnej wiedzy. W ich przypadku problem nie leży po stronie produkcji, lecz po stronie rynku.

Albert Katana: Unia w swoim planie białkowym przyjmuje, że Ukraina już dziś staje się elementem autonomii białkowej Europy. Ukraina nie jest członkiem UE i prawdopodobnie przez kilka następnych lat nim nie będzie. Czy w takim kształcie plan białkowy rzeczywiście stanowi wsparcie dla unijnej produkcji roślin białkowych i oleistych?

Juliusz Młodecki: Jak już powiedziałem, Polska i Unia Europejska raczej nie będą w pełni samowystarczalne w zakresie białka roślinnego do produkcji pasz. Do tej pory głównymi źródłami importu soi, najlepszego komponentu do produkcji pasz, są Stany Zjednoczone, Brazylia, Argentyna i Paragwaj. Ukraina również produkuje soję i może w pewnym stopniu zastąpić dostawy z obu Ameryk – ten segment handlu nie musi stanowić zagrożenia dla europejskiego rynku, ponieważ uzupełnia deficyt surowca, którego w Europie brakuje.

Jeżeli Ukraina rzeczywiście po długich negocjacjach stanie się członkiem Unii i spełni wymagania, które musiały spełnić wszystkie państwa przystępujące do Wspólnoty, handel białkiem roślinnym może być także w okresie przejściowym pomostem pokazującym, że można prowadzić wymianę handlową bez niebezpieczeństwa dla unijnego rynku. Warunkiem jest rzeczowe podejście, stały monitoring oraz egzekwowanie od Ukrainy europejskich norm, zwłaszcza fitosanitarnych.

Albert Katana: Raport „Outlook for Ukrainian agricultural market 2026” pokazuje, że Ukraina chce ograniczać eksport nasion soi i rzepaku, a zwiększać ich przerób oraz sprzedaż olejów i śrut. Jak ten kierunek może wpłynąć na sytuację polskich producentów i zakładów przetwórczych?

Juliusz Młodecki: Trzeba zacząć od liczb. Europa produkuje około 20 mln ton rzepaku, a potrzebuje około 25 mln ton. Kraje Europy Zachodniej zawsze sprowadzały z Ukrainy nasiona jako surowiec do produkcji oleju, biopaliw i śruty, natomiast w Polsce w normalnych latach krajowi rolnicy są w stanie zaspokoić potrzeby przemysłu spożywczego i biopaliwowego wynoszące około 3,6–3,8 mln ton rzepaku.

Warto powiedzieć, że ten poziom zapotrzebowania jest efektem m.in. działalności Koalicji na Rzecz Biopaliw, w której uczestniczy Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych. Jako Zrzeszenie zawsze zachęcamy rolników do uprawy rzepaku, ponieważ na ten towar jest zbyt.

Jednak rok 2026 jest dla rzepaku wyjątkowo zły – prawdopodobnie najgorszy od wielu lat – deficyt nasion może wynieść 800 tys. ton, a w skrajnym wariancie nawet 1 mln ton. W związku z tym nasion może zabraknąć i zakłady olejarskie, aby utrzymać produkcję i wywiązać się z wcześniej zawartych kontraktów, będą musiały uzupełnić brakujący surowiec importem. Ze względu na obowiązujące w Polsce embargo nie mogą sprowadzić nasion rzepaku bezpośrednio z Ukrainy, nie ma jednak embarga na import gotowego oleju. Niezależnie od tego, skąd będzie importowany olej, może to mieć poważne konsekwencje: mniejszy przerób nasion w kraju oznacza mniej śruty rzepakowej, czyli krajowego komponentu białkowego, który może zastępować śrutę sojową. Oznacza również mniejsze wykorzystanie mocy zakładów i ryzyko ograniczenia zatrudnienia.

Jednak jak do tej pory zbyt rzepaku nie jest dla rolników problemem, natomiast w tym roku problemem są niskie plony. Stan wielu plantacji jest tak słaby, że producenci czekają już tylko na zakończenie zbiorów, żeby nie patrzeć na ten katastrofalny stan plantacji.

Albert Katana: Polska jest uzależniona od importu śruty sojowej, a krajowa produkcja roślin oleistych i wysokobiałkowych nie rozwija się w tempie pozwalającym osiągnąć w przewidywalnej przyszłości większą autonomię. Z czego wynika ten problem i czego brakuje polskim rolnikom, aby zwiększenie produkcji było trwałe i opłacalne – stabilnego rynku zbytu, przetwórstwa, kontraktacji czy odpowiedniego wsparcia?

Juliusz Młodecki: Trzeba rozdzielić rzepak od pozostałych roślin białkowych. Rzepak jest podstawową rośliną oleistą w Polsce i jeszcze długo nią pozostanie, jednak areał, wynoszący około 1,1 mln ha, zbliża się do granicy racjonalności agrotechnicznej. Według zgodnych ocen rolników i naukowców górny pułap to około 1,2–1,25 mln ha, dalszy wzrost oznaczałby zbyt częsty powrót rzepaku na to samo pole, odejście od co najmniej czteroletniej przerwy w płodozmianie i większe problemy z chorobami oraz szkodnikami. Rynek zbytu dla rzepaku istnieje, a relacja jego ceny do ceny pszenicy była w ostatnich latach korzystna.

Oczywiście działamy na rynku globalnym, więc ceny są światowe, i ceny rzepaku są bardzo często uzależnione od ceny soi, która znajduje się w tym samym segmencie – przy czym rzepaku zbiera się na świecie ok. 90 mln ton, a soi 450 mln ton.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja roślin bobowatych. Rolnicy wiedzą, jakie korzyści dają te rośliny: wiążą azot z powietrza, poprawiają strukturę gleby i ograniczają zapotrzebowanie roślin następczych na nawożenie azotowe. Ograniczenie nawożenia jest zbieżne z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla, więc to są działania środowiskowe. W dodatku uprawa tych roślin nie wymaga ani dodatkowej technologii, ani nowych maszyn.

Problemem jest sprzedaż.

Trzeba jasno powiedzieć, że najlepszym komponentem białkowym dla pasz jest soja, ponieważ zawiera około 46 proc. białka i ma najlepszy skład aminokwasowy. Groch czy łubin zawierają zwykle od dwudziestu kilku do około 30 proc. białka, a firmy paszowe kupują białko, dlatego wyceniają rośliny bobowate przez odniesienie do soi.

Musimy pogodzić się z sytuacją, że rynek kieruje się swoimi prawami, ale jeżeli chcemy realizować cele środowiskowe, ograniczać zużycie nawozów azotowych i zwiększać bezpieczeństwo białkowe, musimy stworzyć trwały system dopłat do uprawy roślin bobowatych. Próby administracyjnego zobowiązania firm paszowych do wykorzystywania określonego udziału krajowego białka nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Potrzebne jest więc połączenie stabilnego wsparcia dla rolników z wyborem konkretnych gatunków, które mogą zapewnić przemysłowi paszowemu duże, jednolite i całoroczne dostawy. Na słabszych glebach może to być łubin, na lepszych groch, a także bobik, który już dziś znajduje odbiorców, również w eksporcie.

Albert Katana: W debacie o polskiej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej wiele mówi się o odbudowie pogłowia i konkurencyjności hodowli. Czy sektor rzepaku i roślin białkowych powinien uczestniczyć w tworzeniu tej strategii jako zaplecze paszowe?

Juliusz Młodecki: Zdecydowanie tak. Polska produkcja drobiarska, będąca jedną z największych w Europie, opiera się na precyzyjnie zbilansowanych paszach, których podstawowym elementem są komponenty wysokobiałkowe. Tak samo jest w produkcji trzody chlewnej. Zwierząt nie utrzymuje się już w sposób ekstensywny, ponieważ zarówno producenci, jak i konsumenci oczekują standaryzowanego produktu. Dotyczy to również bydła mlecznego i mięsnego. Krowa produkująca 10 tys. litrów mleka rocznie nie jest już ewenementem, lecz standardem, a taki poziom wydajności wymaga bardzo dobrze zbilansowanej dawki pokarmowej. Strategia rozwoju produkcji zwierzęcej musi więc uwzględniać dostępność krajowych komponentów białkowych.

Albert Katana: Rośliny bobowate wiążą azot i sprzyjają realizacji celów środowiskowych, które mają być jednym z warunków wsparcia gospodarstw w zreformowanej Wspólnej Polityce Rolnej. Czy polska strategia białkowa powinna zostać wpisana do Planu Partnerstwa Krajowego i Regionalnego?

Juliusz Młodecki: Nie jest najważniejsze, w którym dokumencie strategia zostanie zapisana. Polska na pewno będzie uczestnikiem realizacji europejskiej strategii białkowej. Najważniejsze jest to, aby nabrała ona praktycznego wymiaru i przełożyła się na konkretne instrumenty dla rolników oraz rynku.

Albert Katana: Dziękuję za rozmowę.

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana

Albert Katana – dziennikarz specjalizujący się w polityce rolnej i Zielonym Ładzie Unii Europejskiej. Od 2015 roku śledzi decyzje podejmowane w Brukseli i Strasburgu oraz ich wpływ na polskie rolnictwo. Jest autorem setek analiz, reportaży i komentarzy publikowanych na łamach topagrar.pl (Top Agrar), wrp.pl (Wiadomości Rolnicze Polska) i tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczych) w których opisuje m.in. reformy Wspólnej Polityki Rolnej, system dopłat bezpośrednich, Zielony Ład, unijne umowy handlowe oraz prawo rolne. Na co dzień pracuje z dokumentami Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, EFSA oraz raportami instytucji finansowych i naukowych, sięgając także po literaturę ekspercką, taką jak opracowania Aliny Szczepaniak, Jerzego Wilkina czy monografie poświęcone WPR w praktyce. Dorastał na wsi i zna z własnego doświadczenia realia pracy w gospodarstwie, dzięki czemu łączy analityczne podejście do przepisów z praktycznym spojrzeniem rolnika. Jego celem jest prostym i konkretnym językiem wyjaśniać, co decyzje unijnych instytucji naprawdę oznaczają dla polskich gospodarstw.
Obszary specjalizacji: Wspólna Polityka Rolna, Zielony Ład, dopłaty bezpośrednie, unijne umowy handlowe, prawo rolne, regulacje środowiskowe w rolnictwie.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
31. lipiec 2026 18:02