Polska produkcja trzody chlewnej znalazła się w jednym z najtrudniejszych momentów od wielu lat.
Gwałtowne obniżki cen skupu zbiegły się z wysokimi kosztami produkcji, presją importową i utrzymującym się zagrożeniem afrykańskim pomorem świń (ASF). W efekcie wielu producentów sprzedaje tuczniki ze stratą, a część gospodarstw rozważa całkowitą rezygnację z hodowli.
Minister rolnictwa przekonuje, że możliwości bezpośredniego dopłacania do cen skupu są ograniczone przez przepisy obowiązujące na wspólnym rynku Unii Europejskiej. Hodowcy odpowiadają jednak, że państwo powinno znaleźć instrumenty, które pozwolą przetrwać rodzinnych gospodarstwom w okresie wyjątkowo głębokiego kryzysu.
Ceny tuczników runęły. "Tak dalej się nie da"
Impulsem do kolejnych obniżek były spadki notowań na niemieckim rynku, który od lat wyznacza kierunek zmian cen w Europie. Polskie zakłady mięsne bardzo szybko przeniosły te obniżki do swoich cenników.
– Giełda niemiecka mocno spadła, a polskie zakłady praktycznie od razu obniżyły ceny. Dziś za tuczniki oferuje się około 4 zł za kilogram, a przy mniejszych partiach cena zbliża się już do 3 zł – mówi Janusz Terka, hodowca świń z powiatu piotrkowskiego w woj. łódzkim.
Zdaniem producentów obecne stawki nie pokrywają kosztów produkcji. Rosnące ceny pasz, energii, paliwa, usług weterynaryjnych i wymogów bioasekuracji sprawiają, że sprzedaż każdej kolejnej partii tuczników oznacza pogłębianie strat.
To nie tylko kwestia cen. Kryzys narasta od lat
Zdaniem przedstawicieli branży obecna sytuacja jest efektem kilku nakładających się problemów. Wśród nich wymieniają rosnący import wieprzowiny, zwłaszcza półtusz i elementów mięsa, wysokie koszty produkcji oraz coraz słabszą pozycję negocjacyjną producentów wobec dużych zakładów mięsnych.
Polska od lat traci również samowystarczalność w produkcji wieprzowiny. Liczba stad systematycznie maleje, a znaczną część krajowego zapotrzebowania pokrywa import prosiąt, tuczników i mięsa.
Zdaniem producentów obecny kryzys może jeszcze bardziej przyspieszyć ten proces, prowadząc do dalszego ograniczenia krajowej produkcji i wzrostu uzależnienia od zagranicznych dostaw.
Rolnicy: przedstawiliśmy rozwiązania, ale usłyszeliśmy, że "nic się nie da zrobić"
Podczas spotkania z ministrem rolnictwa 3 lipca producenci przedstawili propozycje działań, które – ich zdaniem – mogłyby ograniczyć skutki obecnego kryzysu.
– Proponowaliśmy konkretne rozwiązania dotyczące nadmiernego przywozu wieprzowiny i sytuacji na rynku. Usłyszeliśmy jedynie, że nic nie da się zrobić – zaznacza Janusz Terka.
Przedstawiciele branży przekonują, że skoro państwo nie może wpływać na mechanizmy rynkowe, powinno przynajmniej wesprzeć producentów ponoszących największe straty.
– Rolnikom sprzedającym tuczniki ze stratą należy te straty zrekompensować. Wsparcia potrzebują również gospodarstwa utrzymujące stada podstawowe, aby nie dopuścić do dalszej likwidacji produkcji – tłumaczy Terka.
Resort rolnictwa podkreśla z kolei, że analizuje sytuację na rynku i zapowiada działania mające wyjaśnić, czy przy ustalaniu cen skupu nie dochodzi do nieprawidłowości.
Kolejne ognisko ASF zwiększa niepewność
Na problemy ekonomiczne nakłada się również utrzymujące się zagrożenie ASF. Potwierdzenie kolejnego ogniska choroby w stadzie świń w powiecie świeckim ponownie wywołało niepokój wśród producentów.
Choroba oznacza nie tylko likwidację zakażonych stad, ale także ryzyko nowych ograniczeń w przemieszczaniu zwierząt oraz wzrost kosztów związanych z bioasekuracją.
Choć ASF nie jest bezpośrednią przyczyną obecnych spadków cen, od kilku lat pozostaje jednym z najważniejszych czynników osłabiających konkurencyjność polskich producentów i utrudniających odbudowę pogłowia świń.
Branża ostrzega przed kolejną falą likwidacji stad
Ostatnie lata przyniosły wyraźny spadek liczby gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną. Wielu producentów zakończyło hodowlę po wybuchu ASF, inni nie wytrzymali presji rosnących kosztów produkcji i pogarszającej się opłacalności.
Coraz częściej pojawiają się sygnały, że obecny kryzys może doprowadzić do kolejnej fali likwidacji stad. Dla części gospodarstw sprzedaż tuczników po obecnych cenach oznacza utratę płynności finansowej i konieczność zakończenia produkcji.
"Nie będziemy czekać w nieskończoność"
Przedstawiciele branży deklarują, że nadal liczą na dialog z resortem rolnictwa, ale jednocześnie zapowiadają możliwość protestów.
– Nie będziemy czekać w nieskończoność. Jeżeli nie będzie reakcji ministerstwa rolnictwa, protesty hodowców trzody chlewnej na pewno będą. Wciąż liczymy jednak na rozmowy i rozwiązanie problemów – zapowiada Janusz Terka.
Z kolei Bogdan Kołodziejczyk, producent świń z Bud Szynczyckich nie ukrywa rozczarowania odpowiedziami przedstawicieli resortu rolnictwa. Jak podkreśla, producenci od dawna nie odczuli poprawy opłacalności, mimo zapewnień, że rynek wieprzowiny podlega naturalnym wahaniom koniunktury.
– Kiedy była ta górka, o której mówi minister? Nie było jej już dawno. Dalej tak nie pociągniemy – mówi Kołodziejczyk, podkreślając, że wielu producentów traci wiarę w możliwość utrzymania rodzinnych gospodarstw bez zdecydowanych działań państwa.
Co dalej z przyszłością polskiej wieprzowiny?
Dzisiejszy kryzys nie jest wyłącznie kolejnym cyklem spadku cen. To efekt wieloletnich problemów, na które nałożyły się skutki ASF, wysokie koszty produkcji, rosnący import wieprzowiny oraz pogarszająca się opłacalność hodowli.
Hodowcy podkreślają, że odbudowa stad trwa latami, natomiast ich likwidacja może nastąpić w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Dlatego decyzje podejmowane dziś – zarówno przez producentów, jak i administrację – mogą zaważyć na przyszłości polskiej produkcji wieprzowiny na wiele kolejnych lat.
Jeżeli nie uda się zatrzymać obecnego trendu, kraj będzie w coraz większym stopniu uzależniony od importu, a odbudowa sektora okaże się znacznie trudniejsza i kosztowniejsza niż jego utrzymanie.
Krzysztof Zacharuk
