StoryEditor

Hodowcy świń po spotkaniu z ministrem Krajewskim: usłyszeliśmy wielkie nic

Jeszcze przed wejściem do gmachu resortu rolnictwa rolnicy mówili, że być może jadą na ostatnie rozmowy z rządem. Zostawili gospodarstwa w samym środku prac polowych, bo – jak przekonywali – wielu producentów trzody chlewnej nie stać już na dalsze dokładanie do produkcji.

03.07.2026., 18:30h

Kiedy kilka godzin później opuszczali gmach resortu, większość nie kryła rozczarowania, a nawet złości.

Zanim jednak padły gorzkie słowa o braku konkretów, hodowcy po raz kolejny próbowali przekonać Stefana Krajewskiego, że polska produkcja świń znalazła się w punkcie krytycznym.

image
Na rozmowy w gmachu resortu rolnictwa zaprosił Michał Zarzecki, szef gabinetu politycznego ministra Krajewskiego
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Zamiast protestu – rozmowy z ministrem

Początkowo 3 lipca przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi miał odbyć się głośny protest hodowców trzody chlewnej. Ostatecznie, po zaproszeniu przedstawicieli producentów na rozmowy z ministrem Krajewskim, zrezygnowano z demonstracji. Dla rolników nie miało to jednak większego znaczenia. Liczył się efekt spotkania.

Jeszcze przed wejściem do ministerstwa było widać, że cierpliwość producentów się kończy. Nie przyjechali do Warszawy po kolejne zapewnienia o analizach i dalszych rozmowach. Oczekiwali decyzji, które pozwolą zatrzymać pogłębiający się kryzys w sektorze.

– Sytuacja, z jaką dzisiaj spotykają się hodowcy, to już nie jest dno, nie jest już kryzys. Kryzys był wcześniej, a dziś zeszliśmy jeszcze poniżej opłacalności. Przed żniwami znaleźliśmy czas, żeby tutaj przyjechać, więc to pokazuje skalę desperacji wśród rolników – mówił przed rozpoczęciem spotkania Hubert Ojdana, rolnik z powiatu hajnowskiego w woj. podlaskim.

Te słowa dobrze oddawały nastroje panujące wśród uczestników. Wielu z nich podkreślało, że od miesięcy sprzedaje tuczniki poniżej kosztów produkcji, a każda kolejna partia zwierząt oznacza kolejne straty.

image
Hubert Ojdana, rolnik z powiatu hajnowskiego (woj. podlaskie)
FOTO: Krzysztof Zacharuk

"To już walka o przetrwanie"

Najczęściej powracającym tematem były ceny skupu. Rolnicy przekonywali, że trudno mówić o konkurencyjności polskiej produkcji, skoro za zachodnią granicą hodowcy otrzymują znacznie wyższe stawki.

– Ministerstwo mówi, że ceny w Europie są jednakowe. Jeżeli tak jest, to oczekujemy, żebyśmy również mieli taką cenę, jak nasi zachodni sąsiedzi. Tymczasem w Niemczech za tuczniki płaci się około 70 groszy więcej za kilogram – argumentował Ojdana.

To właśnie porównanie z rynkiem niemieckim przewijało się niemal w każdej rozmowie prowadzonej przed ministerstwem. Zdaniem producentów różnica tej skali oznacza, że polskie gospodarstwa tracą konkurencyjność mimo podobnych kosztów prowadzenia produkcji.

Rolnicy zwracali uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie obecnego poziomu cen. Coraz większym wyzwaniem staje się brak przewidywalności rynku. Jeszcze kilka lat temu sezon grillowy oznaczał wzrost popytu i poprawę cen. Dziś – jak podkreślali – ten mechanizm przestał działać.

image
Rolnicy wchodzili z nadzieją, ale po rozmowach nie ukrywali wielkiego rozczarowania 
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Coraz mniej gospodarstw, coraz więcej rezygnacji

O skali problemu mówiła również Alina Ojdana. Jej zdaniem kryzys nie jest już zagrożeniem, ale rzeczywistością, z którą każdego dnia mierzą się tysiące rodzinnych gospodarstw.

– Hodowla trzody chlewnej chyli się ku upadkowi. Możemy powiedzieć dzisiaj, że to już jest kres. Rozmawiając z właścicielami gospodarstw słyszymy, że ich dni są policzone. Weszliśmy w ten rok z około 48 tysiącami hodowców, dziś zostało ich niecałe 43 tysięce – mówiła.

Jeszcze mocniej zabrzmiały jej kolejne słowa: – Wielu hodowców nie chciało dzisiaj przyjechać. Nie dlatego, że nie zależy im na przyszłości swoich gospodarstw. Po prostu psychicznie nie byli już w stanie kolejny raz usłyszeć, że nic się nie zmieni.

To zdanie najlepiej oddawało atmosferę panującą przed rozpoczęciem rozmów. Obok złości coraz częściej pojawiało się zniechęcenie i przekonanie, że kolejne spotkanie może zakończyć się tak samo jak poprzednie.

image
Rolnicy wchodzili z nadzieją, ale po rozmowach nie ukrywali wielkiego rozczarowania 
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Młodzi hodowcy: nie walczymy już o rozwój, walczymy o przetrwanie

Wśród uczestników byli również młodzi producenci prowadzący gospodarstwa w cyklu zamkniętym. To właśnie oni zwracali uwagę, że rodzinne gospodarstwa coraz trudniej konkurują z dużymi podmiotami.

– Zakłady nie są raczej po naszej stronie. Im zależy, żeby takich gospodarstw jak nasze nie było. Wtedy łatwiej kontrolować rynek i wielkość produkcji – mówił jeden z hodowców oczekujących na rozpoczęcie spotkania.

Ich zdaniem problemem są jednocześnie niskie ceny i wysokie koszty.

– Jedno i drugie nas dobija. Nie ma żadnej stabilizacji. Zaczął się sezon grillowy, a cena zamiast rosnąć, ciągle spada. Żeby wyjść na zero, potrzebowalibyśmy dziś około 5,20–5,30 zł za kilogram żywca. Tymczasem realne stawki są znacznie niższe – mówili.

image
Przed MRiRW pojawiło się 40 hodowców z całego kraju
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Rolnicy podkreślali również, że jednorazowe programy pomocowe nie rozwiązują problemu.

– Produkcja trwa cały czas. Pomoc również powinna być systemowa, a nie doraźna. Nie może być tak, że wsparcie pojawi się dopiero wtedy, kiedy wielu gospodarstw już nie będzie – przekonywali.

Przed wejściem do ministerstwa trudno było znaleźć hodowcę, który mówiłby o poprawie sytuacji. Dominowało przekonanie, że od wyniku piątkowych rozmów może zależeć przyszłość wielu rodzinnych gospodarstw. Wszyscy liczyli, że tym razem z gabinetów resortu padną konkretne propozycje działań.

image
Wejście rolników zabezpieczała grupa policjantów
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Spotkanie miało przynieść odpowiedzi. Przyniosło kolejne pytania

Do rozmów z ministrem Stefanem Krajewskim zasiedli przedstawiciele hodowców trzody chlewnej, kierownictwo resortu rolnictwa, reprezentanci podległych instytucji oraz przedstawiciele zakładów mięsnych. Rolnicy nie ukrywali, że oczekują przede wszystkim działań, które pozwolą zahamować pogłębiający się kryzys.

Lista problemów, z którymi przyjechali do Warszawy, była długa. Mówili o cenach skupu, które od miesięcy nie pokrywają kosztów produkcji, rosnących wydatkach na pasze i zakup warchlaków, skutkach ASF oraz coraz większych stratach powodowanych przez fale upałów. W ich ocenie wiele rodzinnych gospodarstw znalazło się w sytuacji, w której dalsza produkcja oznacza dokładanie do każdego sprzedanego tucznika.

Jednym z głównych tematów była również różnica pomiędzy cenami obowiązującymi w Polsce i w Niemczech. Producenci przekonywali, że przy zbliżonych kosztach prowadzenia gospodarstw polscy hodowcy otrzymują za swoje zwierzęta wyraźnie mniej niż ich zachodni konkurenci. Ich zdaniem właśnie ta dysproporcja w największym stopniu podważa konkurencyjność krajowej produkcji.

Rolnicy zwracali także uwagę na nierówny – w ich ocenie – podział marży pomiędzy producentów, zakłady przetwórcze i handel. Wskazywali, że to właśnie gospodarstwa ponoszą największe ryzyko związane z produkcją, podczas gdy ich udział w ostatecznej wartości produktu pozostaje niewspółmiernie niski.

image
Każdy ruch hodowców był dokumentowany policyjną kamerą
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Przetwórcy przedstawili własne argumenty

Podczas spotkania swoje stanowisko zaprezentowali również przedstawiciele branży mięsnej, w tym firmy Animex. Odnosili się do mechanizmów kształtowania cen na rynku wieprzowiny, sytuacji w krajowym uboju oraz uwarunkowań wpływających na handel mięsem.

Choć szczegóły dyskusji nie zostały ujawnione, z krótkiego komunikatu ministerstwa rolnictwa wynika, że obie strony przedstawiły własne analizy rynku, próbując uzasadnić swoje stanowiska.

Był to jeden z nielicznych momentów spotkania, podczas którego bezpośrednio skonfrontowano argumenty producentów i przetwórców.

Minister: państwo nie może ustalać cen

Najważniejsza odpowiedź ze strony resortu dotyczyła oczekiwań związanych z cenami skupu.

Minister Stefan Krajewski podkreślił, że państwo nie posiada instrumentów prawnych pozwalających administracyjnie ustalać ceny na wolnym rynku. Jednocześnie zapewnił, że resort dostrzega trudną sytuację producentów i zamierza pracować nad rozwiązaniami o charakterze systemowym.

image
Na rozmow do gmachu resortu rolnictwa weszło 40 hodowców trzody chlewnej z całego kraju 
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Wśród zapowiedzianych działań minister wymienił:

  • przygotowanie współfinansowanych przez państwo ubezpieczeń od spadku cen, wzorowanych na rozwiązaniach funkcjonujących w Stanach Zjednoczonych,
  • wsparcie gospodarstw inwestujących w produkcję energii z gnojowicy, co miałoby stworzyć dodatkowe źródło dochodów,
  • uszczelnienie zasad wydatkowania środków z funduszy promocji,
  • utrzymanie rygorystycznych kontroli surowca na granicach prowadzonych przez podległe inspekcje.

Minister zapowiedział również, że postulaty zgłoszone przez hodowców zostaną przeanalizowane przez departamenty merytoryczne resortu oraz Główny Inspektorat Weterynarii.

Odpowiedź, która najbardziej rozczarowała hodowców

Choć minister przedstawił propozycje działań systemowych, uczestnicy spotkania oczekiwali przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, dlaczego ceny skupu świń w Polsce pozostają jednymi z najniższych w Europie.

Jak relacjonowali później hodowcy, właśnie ten fragment rozmowy najbardziej zapadł im w pamięć.

– Zapytaliśmy, czym spowodowane jest to, że w Polsce mamy praktycznie najniższą cenę tuczników w Europie. Między Polską a Niemcami jest około 70–80 groszy różnicy. Dostaliśmy odpowiedź: "tak działa wolny rynek". Sami to oceńcie. Sami to skomentujcie – mówił po zakończeniu spotkania Janusz Terka.

Dla wielu uczestników była to odpowiedź, która najlepiej pokazała różnicę pomiędzy oczekiwaniami producentów a możliwościami deklarowanymi przez administrację. Hodowcy liczyli na rozwiązania, które mogłyby poprawić ich sytuację w najbliższych tygodniach. Ministerstwo mówiło przede wszystkim o instrumentach wymagających dalszych analiz i przygotowania zmian systemowych.

To właśnie w tym momencie zaczęło być jasne, że po zakończeniu rozmów obie strony będą oceniały ich rezultat zupełnie inaczej.

Po kilku godzinach rozmów przyszło rozczarowanie

Kiedy drzwi sali konferencyjnej się otworzyły, było widać, że nastroje hodowców są zupełnie inne niż kilka godzin wcześniej. Przed spotkaniem mówili o nadziei na konkretne decyzje. Po jego zakończeniu dominowało poczucie niedosytu i przekonanie, że po raz kolejny usłyszeli więcej zapowiedzi niż rozwiązań.

Jako pierwszy głos zabrał Janusz Terka, rolnik z powiatu piotrkowskiego, który od początku uczestniczył w rozmowach z przedstawicielami resortu.

– Przyszliśmy przede wszystkim do ministra po to, żeby przedstawił propozycje rozwiązania tej trudnej sytuacji. Nie można powiedzieć, że nic nam nie zaproponował. Aczkolwiek to, co usłyszeliśmy, jest tak prawie jak nic. Czy jest nadzieja na poprawę sytuacji? Jak będziemy mieć szczęście, jak Bóg da, to będzie. Na tę chwilę żadnych zapowiedzi działań nie ma – powiedział tuż po zakończeniu spotkania.

W jego ocenie najważniejsze pytanie zadane podczas rozmów – dotyczące różnicy pomiędzy cenami skupu w Polsce i Niemczech – nie doczekało się odpowiedzi, której oczekiwali producenci. Zamiast propozycji działań usłyszeli wyjaśnienie, że takie są mechanizmy wolnego rynku.

image
Wejście rolników zabezpieczała grupa policjantów
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Burzliwe spotkanie, ale bez konkretów

Podobnie przebieg rozmów oceniał Hubert Ojdana. Nie kwestionował samego faktu, że do spotkania doszło, ale podkreślał, że z punktu widzenia hodowców zabrakło decyzji, które mogłyby realnie poprawić sytuację gospodarstw w najbliższym czasie.

– Mam taką refleksję po tym spotkaniu. Było ono bardzo burzliwe, ale mało merytoryczne, bo nie było żadnych konkretów. To, co państwo sobie wyobrażacie, że mogło zostać zaproponowane przez ministerstwo, zostało zaproponowane... praktycznie nic – mówił.

Były to słowa, które dobrze oddawały nastroje większości uczestników opuszczających ministerstwo.

Najmocniejsza wypowiedź padła już po wyjściu z resortu

Emocje były na tyle duże, że Hubert Ojdana zdecydował się na bardzo mocne podsumowanie

– Mam dla hodowców jedną radę. Sprzedawajcie swoje gospodarstwa, póki jeszcze możecie. Póki są coś warte. Bo w polskiej hodowli świń nie będzie miejsca dla rodzinnych gospodarstw. Zostaną tylko największe podmioty, które będą próbowały wykarmić ten kraj – powiedział.

To była najbardziej emocjonalna wypowiedź po zakończeniu rozmów. Nie tyle opis przebiegu spotkania, ile wyraz frustracji hodowcy, który – podobnie jak wielu innych producentów – uważa, że czas na kolejne deklaracje już się kończy.

Janusz Terka nie rozwijał już tej myśli. Podsumował jedynie, że większość uczestników spotkania ma podobne odczucia i nie widzi potrzeby dalszego komentowania wyniku rozmów.

image
Janusz Terka, rolnik z powiatu piotrkowskiego (woj. łódzkie)
FOTO: Krzysztof Zacharuk

Rozbieżność pozostała

Piątkowe spotkanie pokazało, jak trudno znaleźć dziś wspólny język pomiędzy producentami trzody chlewnej a administracją.

Rolnicy oczekiwali działań, które pozwolą szybko poprawić opłacalność produkcji i ograniczyć różnicę pomiędzy cenami w Polsce i w Niemczech. Resort odpowiadał, że nie ma możliwości administracyjnego wpływania na ceny i może proponować przede wszystkim rozwiązania systemowe.

Obie strony zgodziły się co do jednego – sytuacja w sektorze jest trudna. Różnią się jednak w ocenie tego, jak szybko i jakimi narzędziami można ją poprawić.

Czy to były ostatnie rozmowy?

Jeszcze przed wejściem do ministerstwa Janusz Terka mówił, że od tego spotkania zależy przyszłość wielu gospodarstw i że jeśli nie zapadną konkretne decyzje, dalsze rozmowy mogą nie mieć sensu.

Kilka godzin później hodowcy wracali do swoich gospodarstw z poczuciem, że najważniejsze problemy pozostają nierozwiązane.

Na początku dnia Hubert Ojdana mówił, że przyjazd do Warszawy w środku prac polowych pokazuje skalę desperacji producentów. Po południu, opuszczając gmach ministerstwa, nie mówił już o nadziei. Mówił o rozczarowaniu.

I być może właśnie ta zmiana nastrojów najlepiej podsumowuje piątkowe spotkanie w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dialog się odbył. Pytanie, czy dla części hodowców nie nastąpił zbyt późno.

Po spotkaniu w resorcie rolnictwa część rolników udała się na drugie spotkanie – tym razem w Sejmie. Zaprosiła ich posłanka Anna Gembicka (PiS). – Chcemy zapytać, co opozycja ma nam do zaoferowania – tłumaczyli hodowcy. 

Krzysztof Zacharuk

Krzysztof Zacharuk
Autor Artykułu:Krzysztof Zacharuk

Krzysztof Zacharuk – dziennikarz specjalizujący się w polityce rolnej, ekonomii, a także tematach dotyczących gospodarowania gruntami rolnymi i zarządzania gospodarstwami towarowymi. Od 2005 roku uważnie obserwuje to, co dzieje się w Sejmie, Senacie, Pałacu Prezydenckim i Radzie Ministrów, a co bezpośrednio wpływa na polskie rolnictwo. Jest autorem tysięcy artykułów, analiz i reportaży dotyczących wsi i rolnictwa. Swoje teksty publikował w wielu mediach branżowych, a dziś pisze na łamach miesięcznika top agrar Polska, kwartalnika Agroszef, a także topagrar.pl. Poza tym jego publikacje regularnie ukazują się w serwisie tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczych) oraz wrp.pl (Wiadomości Rolnicze Polska). Jego dewizą jest szybka, sprawdzona i rzetelna informacja, która trafia do czytelników w przystępnej formie. Często można spotkać go z aparatem w dłoni, ponieważ jego pasją jest fotografia.
Obszary specjalizacji: bieżąca polityka rolna, zarządzanie nowoczesnym gospodarstwem towarowym, ekonomika rolnictwa, a także zagadnienia dotyczące eksport produktów rolno-spożywczych.
Kontakt: [email protected]
https://www.linkedin.com/in/krzysztof-zacharuk-963434332/

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
03. lipiec 2026 21:01