Amsterdam usuwa reklamy mięsa z przestrzeni publicznej
Amsterdam zdecydował się na kolejny krok związany z polityką klimatyczną. Jak opisuje Flamandzkie Centrum Informacji Rolniczej i Ogrodniczej VILT, od 1 maja 2026 r. w przestrzeni publicznej należącej do miasta obowiązuje zakaz reklamowania mięsa, przetworów mięsnych i ryb.
Zobacz też: Nawet 3 lata za przegonienie dzika z pola? Alarm po zmianach w ustawie
Nowe przepisy obejmują m.in. billboardy, wiaty przystankowe i inne miejskie powierzchnie reklamowe. Początkowo samorząd chciał objąć zakazem wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego, także nabiał. Tego pomysłu nie udało się jednak przeforsować politycznie. Ostatecznie ograniczenia dotyczą mięsa i ryb.
Władze argumentują, że reklama produktów o dużym śladzie środowiskowym stoi w sprzeczności z miejską polityką klimatyczną. Lokalni politycy przekonują, że przestrzeń publiczna nie powinna zachęcać mieszkańców do konsumpcji produktów uznawanych za wysokoemisyjne.
Miasto chce ograniczyć spożycie mięsa o połowę
Zakaz reklam wpisuje się w szerszą strategię klimatyczną Amsterdamu. Miasto zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Jednym z celów jest także zmniejszenie spożycia mięsa przez mieszkańców o połowę – pisze vilt.be. Nowe przepisy dotyczą również reklam paliw kopalnych, samochodów benzynowych i linii lotniczych. Według władz miasta branże te mają duży udział w emisji CO₂.
Co ważne, zakaz nie obejmuje prywatnych sklepów ani mediów. Firmy nadal mogą więc promować swoje produkty innymi kanałami. Samorząd przewidział też okres przejściowy. Choć przepisy już obowiązują, miasto nie będzie aktywnie ich egzekwować aż do 2027 roku.
Debata o mięsie coraz częściej wykracza poza samą produkcję
Choć decyzja Amsterdamu ma charakter lokalny, pokazuje szerszy kierunek zmian widocznych w części Europy. Dyskusja dotycząca mięsa coraz częściej dotyczy już nie tylko samej produkcji rolnej czy hodowli, ale także reklamy, języka używanego na opakowaniach i polityki klimatycznej.
Dla producentów mięsa i hodowców to kolejny sygnał, że europejska debata wokół żywności mocno się zmienia i coraz częściej przenosi się także do przestrzeni publicznej oraz regulacji dotyczących marketingu i komunikacji z konsumentami.
UE równolegle zaostrza zasady dla roślinnych zamienników mięsa
Wspomnijmy chociażby o tym, że w Unii Europejskiej trwa zaostrzanie zasad dotyczących nazewnictwa roślinnych zamienników mięsa. Jak opisywaliśmy niedawno na naszym portalu, UE przygotowała listę 31 określeń, których produkty roślinne nie będą mogły już używać. Chodzi m.in. o takie nazwy jak „schab”, „antrykot”, „polędwica”, „żeberka” czy „wołowina”. Jednocześnie utrzymano możliwość stosowania określeń typu „roślinny burger” czy „roślinna kiełbasa”.
W tamtym materiale opisywaliśmy również argumenty obu stron sporu. Zwolennicy zmian przekonują, że nowe przepisy mają chronić tradycyjne nazwy produktów mięsnych i zwiększyć przejrzystość dla konsumentów. Branża roślinna uważa natomiast, że konsumenci dobrze rozumieją oznaczenia i nie byli dotąd wprowadzani w błąd. Więcej o nowych zasadach i sporze wokół nazewnictwa roślinnych zamienników przeczytasz w naszym artykule:
Oprac. Maria Khamiuk na podst. vilt.be
