Dla mnie oszczędność to jest mądre wydawanie pieniędzy – podkreśla prof. Zygmunt M. Kowalski. – Nie jestem absolutnie zwolennikiem głupiego oszczędzania, a więc eliminacji dodatków paszowych z gospodarstwa, jakiegoś drastycznego cięcia kosztów. Ekspert przypomina, że sytuacja na rynku mleka jest trudniejsza niż rok temu, ale właśnie dlatego to dobry moment na przegląd kosztów.
– To jest najlepszy czas na to, żeby się zastanowić, jak wydajemy pieniądze, bo często dopiero sytuacja kryzysowa zmusza nas do refleksji – mówi. – Mamy wiele prostych rezerw, o których nie myślimy, kiedy jest nam dobrze.
Jako przykłady wymienia:
- jakość pasz objętościowych,
- przygotowanie krów do laktacji,
- mądre brakowanie.
– Krowa, która produkuje 20 litrów mleka, jest jak starej daty samochód – pali bardzo dużo, żeby przejechać 100 km. Krowa efektywna to nowy samochód hybrydowy – mało pali, a też jedzie 100 km – obrazuje profesor.
Żywienie to ponad 50% kosztów. Gdzie szukać rezerw?
Według prof. Kowalskiego żywienie stanowi „grubo ponad 50%” całkowitych kosztów produkcji mleka. Do tego trzeba doliczyć koszty odchowu młodzieży, w dużej części także żywieniowe.
– Szczególną uwagę zwróciłbym na marnotrawstwo – zaznacza. – Inwestowanie w urządzenia do wybierania kiszonek, wóz z frezem czy nawet wóz samojezdny to poważne decyzje, ale w długim okresie się opłacają, bo nie trwonimy pieniędzy. Największą „ukrytą” rezerwą jest jednak… samo liczenie kosztów.
– Widzę ogromną rezerwę w tym, żeby w ogóle zacząć liczyć koszty. Kiedy zaczniemy to robić, nagle odkryjemy wiele płaszczyzn, w które warto inwestować i gdzie można realnie zaoszczędzić. Jak zaczniemy liczyć, będziemy bardziej efektywni i po prostu mądrzejsi – podkreśla.
Kukurydza na kiszonkę: tania odmiana może drogo kosztować
Wybór odmiany kukurydzy na kiszonkę w wielu gospodarstwach traktowany jest jako szybka decyzja „pod cenę”. Zdaniem profesora to błąd, który mści się przez cały rok.
– Kupuję tańszą odmianę, ale konsekwencje tej decyzji trwają rok, półtora. To bardzo ważna decyzja – ostrzega. – Cena nie jest dobrym wyznacznikiem. Kowalski zwraca uwagę, że odmiana nie jest jedynym czynnikiem jakości kiszonki – liczą się także uprawa, zbiór i zakiszanie – ale jej rola jest wciąż kluczowa.
– Nie patrzyłbym wyłącznie na to, żeby kukurydza miała pełną kolbę i dużo ziarna. Dziś kluczowa jest strawność masy zielonej – podkreśla. Profesor wskazuje też na fundamentalne znaczenie strawności włókna NDF w dawce.
Strawność NDF – dodatkowy litr mleka na krowę
– Im krowa więcej trawi i lepiej trawi, tym więcej pobiera paszy i produkuje więcej mleka – wyjaśnia. Jeżeli zwiększymy strawność NDF-u (włókna) o 1%, to krowa zjada średnio około 0,17 kg suchej masy więcej i produkuje około 0,25 kg mleka więcej. Poprawa strawności o 4% – co naprawdę nie jest trudne – daje nam około 1 litr mleka więcej, praktycznie bez dodatkowego wydatku. „Płacimy” jedynie mądrzejszym wyborem odmiany. Dlatego rekomenduje, by wybierać odmiany zapewniające wysoką strawność masy organicznej. Takie odmiany są na rynku, często są droższe, bo są efektem kosztownej pracy hodowlanej firm nasiennych, ale te nakłady się zwracają.
Kolejnym dużym składnikiem kosztów jest praca ludzka. Stąd rosnące znaczenie automatyzacji – nie tylko w doju, ale również w żywieniu.
– Mamy coraz mniej ludzi do pracy i nie chcemy tak ciężko pracować. Produkcja mleka to ogromny wysiłek całej rodziny – zauważa prof. Kowalski.
W jego ocenie automatyzacja to naturalny kierunek dla nowoczesnych gospodarstw, bo zmniejsza pracochłonność, uniezależnia od problemów kadrowych i poprawia powtarzalność wielu czynności. Roboty są powtarzalne, nie strajkują i robią wszystko tak samo. Kowalski zwraca jednak uwagę na ograniczenia, bo roboty kosztują – wymagają analizy opłacalności w porównaniu z pracownikiem i nie obserwują krów tak jak człowiek, np. w kontekście rui czy kondycji.
– Ja jestem fanem automatyzacji. Myślę, że w przyszłości od niej nie odejdziemy. Smart farming to rzeczywistość XXI wieku – podsumowuje.
