Dobrze zaplanowany opas tych grup zwierząt, połączony z przemyślanym rozrodem, może stać się ważnym filarem dochodów – nie obciążając dodatkowo pracy w gospodarstwie, a wręcz ją ułatwiając. Przez lata buhajki z ras mlecznych czy krowy poprodukcyjne traktowane były często jako „uboczny produkt” produkcji mleka. Przy obecnych relacjach cenowych znaczenie tych grup zwierząt nabiera zupełnie innego wymiaru. Gdyż mogą one przynosić znaczne dochody, ale pod warunkiem mądrego podejścia do opasu i selekcji zwierząt.
Zobacz też: 70 proc. zwrotu składki za ubezpieczenie zwierząt. Rusza nabór ARiMR
Wolce z ras mlecznych jako bezpieczny kierunek opasu
Profesor zwrócił uwagę, że buhaje mleczne nie są najkorzystniejszym rozwiązaniem ani z punktu widzenia bezpieczeństwa, ani organizacji produkcji. Zdecydowanie poleca ich kastrację i opas w formie wolców.
- Buchajki mleczne stanowią bardzo wartościowy towar pod warunkiem, że wykonamy wcześniej kastrację. To prosty zabieg, możliwy do wykonania przez samego hodowcę. Efekty są wielowymiarowe: zwierzęta stają się spokojniejsze, nie wymagają specjalnie wydzielonych pomieszczeń, można je trzymać w grupach mieszanych z jałówkami. Co ważne, zmniejsza się liczba groźnych wypadków w gospodarstwach – powiedział podczas naszego Forum Mleka profesor Gołębiewski.
- Najwięcej śmiertelnych i bardzo poważnych wypadków w gospodarstwach występuje głównie z udziałem buhajów. Wykastrowane wolce zupełnie tracą werwę, nie niszczą infrastruktury, która po jednym cyklu produkcyjnym czasami musi być bardzo mocno remontowana – dodał profesor.
Przy odpowiednim żywieniu z takich zwierząt można uzyskać świetnej jakości wołowinę kulinarną. Prof. Gołębiewski przekonuje, że ktoś, kto nie byłby specjalistą, nie odróżniłby steków z czysto rasowych wolców holsztyńsko–fryzyjskich od tych z wybitnych ras mięsnych.
Opas krów wybrakowanych – duży potencjał w polskich stadach
Drugim, dużo mniej oczywistym, a bardzo perspektywicznym kierunkiem jest opas krów wybrakowanych. W Polsce mamy 2,3 mln krów, z czego – jak szacuje profesor – około 25%, czyli nawet 700 tys. sztuk rocznie jest brakowane i duża część z nich może nadawać się do intensywnego opasu.
- Nie chodzi jednak o każdą krowę. Zwierzęta, które nie mają problemów z kulawiznami, nie mają chorób metabolicznych, a zostały wybrakowane, bo nie chciały się zacielić, bądź produkują mleko mastitowe – wówczas takie młode sztuki, w pełni sił, idealnie nadają się do tego do tego, żeby je zasuszyć, a następnie przez 3–4 miesiące intensywnie opasać – powiedział prof. Marcin Gołębiewski
W tym krótkim okresie można podnieść masę ciała krowy o około 100 kg i znacząco zwiększyć wartość rzeźną. Szczególnie rasie holsztyńsko–fryzyjskiej sprzyja naturalna zdolność do otłuszczenia śródmięśniowego, co daje bardzo dobre parametry kulinarne mięsa.
- Można wyprodukować dosyć tanio, bardzo dobrej jakości wołowinę, która raz, że będzie smaczna, a dwa, że będzie przystępna, bo pochodzi z kategorii zwierząt, która nie jest aż tak cenna – podkreślił prof. Gołębiewski. Zamiast krowy „wyeksploatowanej”, oddanej prosto do rzeźni, mamy zwierzę odpowiednio zasuszone i intensywnie opasane, które przynosi dodatkową wartość.
Profesor odwołał się także do doświadczeń z zagranicy. W krajach anglosaskich bardzo modne jest to, że są gospodarstwa wyspecjalizowane, które zajmują się tylko opasem krów poprodukcyjnych. Ich przewaga polega na tym, że w porównaniu do opasu od cielęcia do dorosłego zwierzęcia, przy krowach można zrobić 3–4 cykle w ciągu roku, czyli to stanowisko szybciej się zwraca, szybciej amortyzuje. Przy dzisiejszych relacjach cen profesor ocenia to jako „bardzo lukratywne zajęcie”.
Cielę mięsno–mleczne może być warte znacznie więcej
Trzecim ważnym elementem strategii jest uporządkowanie rozrodu w stadzie krów mlecznych. Chodzi o świadome rozdzielenie krów na te, od których chcemy jałówek na remont stada, i te, dla których lepszym rozwiązaniem będzie produkcja cieląt mięsnych.
- Hodowcy, którzy produkują bydło mleczne, dzisiaj mogą podwyższyć wartość sprzedanych cieląt, jeżeli będą rozważnie i uporządkowanie prowadzili rozród. Szacuję, że 25-40% krów mlecznych osiągających słabsze wyniki w produkcji mleka, po których hodowcy nie chcą mieć potomstwa na remont stada, mogą inseminować buhajami ras mięsnych – stwierdził profesor.
W obecnej sytuacji rynkowej podwyższona wartość takiego cielęcia mięsno–mlecznego może mieć znaczący efekt ekonomiczny dla gospodarstwa, szczególnie, jeżeli ktoś uzyskuje niższe ceny za mleko. Dlatego prof. Gołębiewski zachęca do uporządkowania tego rozrodu po to, żeby stworzyć sobie przestrzeń na generowanie przychodów, niekoniecznie z oszczędności czy wzrostu wydajności samego mleka, ale z towarzyszących mu działań związanych z produkcją wołowiny.
Oprac. Andrzej Rutkowski
