Adam Koc: To był kolejny trudny rok, może nawet trudniejszy niż poprzedni. Ale już chyba się przyzwyczajamy do tego, że żyjemy w takich czasach, że nic nie wiadomo. Początek sezonu był dość trudny, bo nie było podaży, co nas trochę zaskoczyło. Byliśmy aktywni przez pierwszą część tego roku gospodarczego. Końcówka się zupełnie odwróciła i pojawił się wypływ surowca na rynku. To musiało prędzej czy później nastąpić. W tej chwili skupujemy na bieżąco pod potrzeby własnej produkcji. Co do nowych zbiorów, to oczywiście będziemy gotowi na tę większą falę sprzedaży ze strony farmerów, którzy muszą sprzedać na pniu pszenicę czy inne gatunki zbóż. Zobaczymy, co przyniesie nowy rok gospodarczy. Miejmy nadzieję, że będzie spokojniejszy i stabilniejszy, bo chyba wszystkim się to przyda — zarówno farmerom, jak i nam, przetwórcom.
Dopłaty dla rolników pobudzają sprzedaż ziarna
Adam Koc: Tak. W okresie końcówka maja, początek czerwca mieliśmy więcej sygnałów z chęcią sprzedaży surowca. Byliśmy otwarci na współpracę w tym zakresie. Teraz jednak nieco spadło zainteresowanie sprzedażą, bo w części północnej Polski mamy do czynienia z suszą i farmerzy wyczekują, czy cena nie wzrośnie w związku z tą sytuacją. Mają jeszcze czas do końca czerwca. Ale to już naprawdę nieliczne jednostki. Ci, którzy potrzebowali miejsca na nowe zbiory lub pogodzili się z obecnym poziomem cen, już sprzedali surowiec.
Susza na północy, dobre zbiory na południu
Zobacz także: 1/3 polskiego zboża na pasze, 1/3 na mąkę i 1/3 na eksport. Krzysztof Gwiazda, prezes PZPPZM
Adam Koc: Odnosząc się do dwóch sezonów poprzednich, nie zauważyłem jakiś znaczących problemów z jakością w 2021 roku. Mieliśmy nieco drobniejsze ziarno, ale pozostałe parametry były dobre. W tym sezonie ziarno już było grubsze, ale może miało nieco mniejszą ilość białka. Nie nazwałbym tego jednak problemami jakościowymi. Co do nowego sezonu, to nie wiadomo, co zbierzemy. Jeszcze trochę czasu pozostało, a przyroda lubi nas zaskakiwać. Na chwilę obecną rzeczywiście jest ta polaryzacja: południe Polski jest super, tam zapowiadają się naprawdę dobre zbiory ilościowo i jakościowo. Natomiast północ cierpi na suszę, przez cały maj praktycznie nie padało i to może się odbić na jakości, szczególnie na zawartości białka. Taka jest moja ocena.
Rynek krajowy nie nadąża za MATIFem
Adam Koc: Nie będę oryginalny. Sytuacja jest tak dynamiczna i zmienna, że nie sposób tutaj zadeklarować konkretnej ceny. W danej chwili ona będzie odpowiadać rynkowo, jeżeli chodzi o naszą firmę. Na ten moment to wszystko, co mogę powiedzieć. Jeszcze trochę czasu pozostało, aby się określać cenowo. Na razie jedna i druga strona, przetwórca i farmer, powstrzymują się od podpisywania kontraktów i czekają na bardziej jasny i klarowny moment.
Bartłomiej Czekała: Zapytam inaczej. W ostatnich miesiącach przez trudne warunki na rynku krajowym cena krajowa była trochę poniżej ceny na MATIFie, który zawsze wyznaczał nam tę cenę rynkową. Czy spodziewa się Pan, że to taki trend, który się utrzyma na dłużej, czy też w okresie żniw to raczej MATIF będzie regulował cenę na rynku krajowym?
Adam Koc: Szczerze mówiąc, to wróciliśmy do takiego trendu, który mieliśmy przed trzema laty przez dłuższy czas, gdzie cena rynkowa w Polsce była nieco niższa od MATIFu. Port był równy MATIF albo ciut wyższy (zależy od relacji dolar-złotówka czy euro-złotówka). Teraz wróciliśmy do tego poziomu, gdzie będziemy krążyli wokół MATIFu, a raczej poniżej niego. Myślę, że ta tendencja się utrzyma przez dłuższy czas. Taka sytuacja, gdzie przez rok 2021-2022 cena w Polsce była wyższa niż na MATIFie, gdy nie było podaży i przetwórcy płacili więcej niż MATIF za surowiec, żeby zachować płynność produkcyjną, już się raczej nie powtórzy.
Nadzieja na stabilizację w nowym sezonie
Adam Koc: Dokładnie tak. Tego sobie i rolnikom życzę.

