Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Uprawa>

Metody rolników na siew na polach pełnych kamieni

Obrazek

Kamienie to zmora każdego rolnika. Odwiedziliśmy gospodarstwa, w których pola ze względu na położenie geograficzne zasłane są kamieniami. Oto sposoby na uprawę wymagających pól i uzyskiwanie zadowalających plonów.

Dawid Konieczka16 sierpnia 2022, 15:54

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Sposoby na uprawę wymagających pól i uzyskiwanie zadowalających plonów
  • Uprawa pasowa – strip till na polach i rędzinach
  • Płytka uprawa zakamienionych pól broną talerzową w praktyce
  • Sprzęt rolniczy wykorzystywany na wymagających polach
  • Jak na ekstremalnie zakamienionych polach radzą sobie Marek i Adam Jurczykowie (Bartkowice)
  • Co oszczędza maszyny w gospodarstwie Aleksandra Materli (Księży Las)

Uprawa gleb zakamienionych wiąże się z częstymi i poważnymi awariami sprzętu. To jeden z głównych, ale nie najważniejszy problem uprawy takich pól. Jeszcze trudniejsze jest zasianie roślin uprawnych. Zasiać można tylko raz w sezonie, siew można wykonać dobrze lub całkowicie zepsuć. Dlatego ten etap uprawy spędza sen z powiek rolników gospodarujących w rejonach, gdzie położenie geograficzne warunkuje niezliczone kamienie na polu.

Rolnicy szukają sposobów uprawy, które pozwolą zasiać rośliny w tak trudnych warunkach. Inaczej trzeba podejść do uprawy pól z dużą liczbą drobniejszych kamieni w całym profilu glebowym, jeszcze innych metod uprawy i maszyn trzeba używać na polach, gdzie duże kamienie zalegają pod powierzchnią gleby. Oto doświadczenia naszych Czytelników.

UPRAWA PASOWA – STRIP TILL NA POLACH I RĘDZINACH


Marek Jurczyk, Adam Jurczyk (Bartkowice, pow. częstochowski). Gospodarstwo rodzinne: ojciec, trzech synów i córka łącznie 1300 ha, produkcja roślinna: rzepak 200 ha, pszenica 300 ha, jęczmień oz. 100 ha, kukurydza 300 ha, słonecznik 200 ha, łąki 200 ha, produkcja zwierzęca: 160 krów mlecznych.

– Nie wystarczy zasiać, najważniejsze jest, aby każde nasiono powschodziło, to było dla nas największym problemem – mówi Marek Jurczyk, z miejscowości Bartkowice na północy woj. śląskiego. Rolnik wspólnie z trzema synami i córką prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne o powierzchni 1300 ha. W Bartkowicach znajduje się rdzenne gospodarstwo, ale Jurczyk bezpośrednio po przemianach ustrojowych rozpoczął dzierżawę gruntów agencyjnych. Obecnie są to trzy lokalizacje, a maksymalna odległość między polami wynosi 70 km.


Prosta słupica agregatu do siewu pasowego bez okładnicy nacina glebę, nie niszcząc jej

– Tam nie ma ziemi na polu, na powierzchni są tylko kamienie – mówi Adam, najmłodszy z synów Jurczyka. Dotyczy to gruntów położonych w miejscowości Zagórze, kilka kilometrów na wschód od granic Częstochowy. Zagórze położone jest na skraju Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Gospodarstwo tamtejsze liczy 360 ha, z czego ok. 120 ha stanowią grunty ekstremalnie zakamienione. – Pole przed siewem jest białe, dominują tam wapienne kamienie o wielkości podstawki do filiżanki – mówi Adam. Ich jedyną zaletą jest stały, wysoki poziom pH 7,0–7,5.

Nie tylko kamienie

– Szukaliśmy technologii uprawy bardzo ciężkiej gleby, a że sprawdza się ona także na naszych zakamienionych polach, to jej dodatkowy plus – mówi syn Adam. Od 2015 roku w gospodarstwie Jurczyków zboża i rzepak wysiewane są siewnikami Mzuri. Obecnie w parku maszynowym są dwa siewniki Pro-Till o szerokości 4 m, jeden współpracuje z ciągnikiem o mocy 300, a drugi 390 KM.


Od 2015 roku w gospodarstwie pracuje pierwszy z agregatów do siewu pasowego Mzuri Pro-Till o szerokości 4 m

Pola w Zagórzu są bardzo mozaikowate, na skłonach dominują kamienie, w zaniżeniach terenu znajdują się bardzo ciężkie w uprawie rędziny z dużą zawartością iłu, a na drugim końcu pola gleba przechodzi w piaszczyste podłoże klasy V. – Niemożliwe jest dobrze zasiać na polu z tak dużą zmiennością glebową – mówi Marek Jurczyk.

Zanim w gospodarstwie Jurczyków zaczęto stosować jakiekolwiek uproszczenia, pola były orane. W efekcie na najcięższych fragmentach pole po orce było głęboszowane, a ciągnik z przodu miał dodatkowo zamontowany wał Campbella. Wszystko po to, aby rozbić grudy ciężkiej ziemi. W rezultacie pola nie były uprawiane, tylko zajeżdżane.

Dłuta sekcji uprawowej agregatu pasowego robią wolną przestrzeń pomiędzy licznymi kamieniami do wzrostu i rozwoju korzenia palowego rzepaku – mówi Adam Jurczyk. Wcześniej, gdy korzeń natrafił na kamień, rozwijały się boczne korzenie, w efekcie tego średni plon rzepaku z zakamienionych pól rzadko przekraczał 2 t/ha. – Dziś na tych polach uzyskujemy średnio 4 t/ha – mówi senior rodziny.


Uprawa pożniwna realizowana jest 6-belkowym kultywatorem Horsch Crusier

Nie za głęboko

Siewnik to nie głębosz, w zależności od stanowiska gleba spulchniana jest na głębokość od 15 cm na polach po rzepaku, maksymalnie do 19 cm po innych przedplonach – mówi Adam Jurczyk. Przy głębszej pracy lawinowo rośnie ryzyko uszkodzenia sprzętu, a także zużycie drogiego ON.

Zaletą zestawu Mzuri jest dłutowa redlica wysiewająca. W czasie pracy rozsuwa ona zalegające na powierzchni pola wszechobecne kamienie. Dzięki niej powstaje pas z nieco mniejszą liczbą białych kamieni na powierzchni. – Na tych fragmentach pola nie sprawdzają się siewniki z redlicami talerzowymi, które tylko toczą się po kamieniach – mówi Adam Jurczyk.


Jeden z kamieni wapiennych wykopanych z pola trafił do ogrodu Jurczyków

Ale nie ma rozwiązań idealnych. – Bardzo trudno jest uzyskać idealnie równą głębokość siewu na polu z kamieniami, na rędzinie i fragmentach piaszczystych – mówi najmłodszy z Jurczyków.

Dotyczy to głównie pracy w wilgotnej glebie. Rolnicy znaleźli już złoty środek. Sprzęt musi być tak ustawiony, aby na fragmentach pola z kamieniami i lżejszej glebie głębokość siewu wynosiła ok. 2–3 cm. Wtedy w obniżeniach na zlewnej i wilgotnej ziemi część ziarna nie jest zakryta glebą, bo szczelina pozostawiona po redlicy siewnej nie zamyka się całkowicie. Dlatego, gdy tylko pole nieco przeschnie, konieczne jest wałowanie. – W technologii pasowej po siewie powstają górki pomiędzy rzędami wysianych nasion, włóka wału je wyrównuje, a pierścienie dociskają glebę – mówi Jurczyk.

Uprawa pól z kamieniami
W skład gospodarstwa rodziny Jurczyków wchodzą m.in. grunty położone w miejscowości Zagórze. Część pól to lity kamień, pola przed siewem mają biały kolor

PŁYTKA UPRAWA BRONĄ TALERZOWĄ


Aleksander Materla (Księży Las, pow. strzelecki). Gospodarstwo: 840 ha, produkcja roślinna: rzepak 200 ha, zboża ozime i jare nasienne ok. 550 ha, warzywa korzeniowe ok. 90 ha. Działalność pozarolnicza: obrót płodami rolnymi, dystrybucja nawozów, ś.o.r. i maszyn rolniczych.

– U nas nie sprawdzają się dłutowe maszyny uprawowe – mówi Aleksander Materla z miejscowości Księży Las w województwie opolskim. Gospodaruje tam na 840 ha, w skład rozłogu wchodzą ciężkie w uprawie zakamienione rędziny, a także piaszczyste gleby klasy V, których jest aż 280 ha. Przy gospodarstwie funkcjonuje firma, w której sprzedawane są środki do produkcji rolnej, maszyny rolnicze, a także odbywa się obrót płodami rolnymi. W gospodarstwie stosuje się konwencjonalny i uproszczony sposób uprawy gleby. – Pod rzepak zawsze orzemy, jednak głębokość orki ze względu na kamienie wynosi od 15 do 18 cm – mówi Materla.

Większość pól uprawiana jest bezorkowo, podstawową maszyną jest tutaj brona talerzowa Pöttinger Terradisc. Do siewu wykorzystywany jest siewnik Terrasem. – Nie głęboszujemy nawet ścieżek technologicznych, bo w naszych warunkach każda głęboka uprawa to wyciąganie kamieni na powierzchnię – mówi Materla.

Na polach rolnika kamienie zalegają głównie pod powierzchnią gleby. – Jedno z naszych pól nazywam zburzoną Jerozolimą. Gleba jest bardzo trudna w uprawie ze względu na kamienie, ale jest stabilna pod względem plonowania – zaznacza rolnik.


Kamienie znajdują się pod powierzchnią gleby, dlatego pola uprawiane są wyłącznie broną talerzową. Maszyny zębowe nie sprawdzają się w takich warunkach

Kamieniołom na polu

W jego gospodarstwie również inne pola mają nazwy związane z kamieniami. Na jednym z pól na tzw. skale znajduje się wyrobisko po XIX-wiecznym kamieniołomie. – Ostro pilnujemy prędkości roboczej podczas każdej uprawy. W czasie pracy z broną talerzową i siewnikiem nie przekraczamy 10 km/h – mówi rolnik.

Zaznacza, że dzięki takiemu reżimowi płynność pracy jest niezakłócona, nie ma awarii i przestojów. – Uderzenie w kamień z prędkością 10 km/h to co innego niż przy 14 lub 16 km/h – mówi Materla. Rolnik jest przekonany, że tutaj pośpiech nie opłaca się. Dodaje przy tym, że w technologii przyszłości, czyli maszynami autonomicznymi prace uprawowe będą odbywać się z jeszcze mniejszą prędkością.


Niektóre pola uprawiane są nawet 3-krotnie w sezonie, więc maszyna pracuje co roku na ok. 2000 ha

Materla twierdzi, że praca z mniejszą prędkością oszczędza maszyny. W jego gospodarstwie pracowały maszyny różnych marek i żadna z nich nie jest niezniszczalna. – Ze względu na duże kamienie obawiam się, że uprawa pasowa nie sprawdzi się na naszych glebach. Różne firmy proponują mi pokaz, ale duże ryzyko awarii nie skłania mnie do tej technologii – mówi Materla.

Elementy robocze w bronie talerzowej wystarczyły na 4 lata. Kamienie są zabójcze nie tylko dla talerzy, ale dla całej maszyny. Gdy wał uderzy w duży kamień, cierpią łożyska, a także elementy konstrukcyjne. Dlatego w gospodarstwie w czasie prac polowych sukcesywnie zbierane są największe kamienie. Trafiają na podwórko, a z nich odnawiane są m.in. budynki. Jednym z nich jest stara gorzelnia, w której znajdują się pomieszczenia biurowe.

Artykuł ukazał się w sierpniowym numerze top agrar Polska. Zachęcamy do prenumeraty!



Picture of the author
Autor Artykułu:Dawid Konieczka
Pozostałe artykuły tego autora

Masz pytanie lub temat?Napisz do autora

Ważne Tematy

Ważne Tematy

Ważne Tematy