Wysłuchaj kolejnego odcinka podcastu: "Czekał(a) na Urbana, czyli rynkowy last minute"!
Gorące informacje z rynku zbóż: pszenica stoi, kukurydza szykuje się do skoku
Zimowa aura wyraźnie schładza aktywność na krajowym rynku zbóż.
– Mrozy zaatakowały już w całym kraju i to wprowadza taką nieco ospałą zimową atmosferę w regionach, gdzie jak otworzysz drzwi, to je natychmiast chcesz z powrotem zamknąć. Skupujący woleliby jednak, by drzwi na wagi w ich obiektach się nie zamykały, a tak niestety nie jest – opisuje dr Juliusz Urban.
Mimo trudnych warunków pogodowych część rolników zaczyna zwiększać sprzedaż, ale raczej lokalnie. Urban przytacza rozmowę z hodowcą bydła z Lubelszczyzny. -W jego ocenie rolnicy z niskimi cenami się już pogodzili i sprzedają zboże zanim mocniej stanieje i nawozy jeszcze będą droższe.
Na rynku widać jednak duże zróżnicowanie nawet w obrębie jednego województwa – jedne punkty mówią o „mocnym ruszeniu” skupu, inne o całkowitym „zamarznięciu” rynku. Zbyt małą podażą najmniej przejmują się dziś młyny, które należą do „szczęśliwców” z wystarczającą ilością surowca.
Pszenica konsumpcyjna: stabilnie, ale bez fajerwerków
Na Matifie notowania pszenicy oscylują wokół 189,5–190 €/t. – W kraju większość skupów cen nie zmienia, a pozostali nie wiedzą co robić. Jedni lekko podnoszą ceny, inni je opuszczają – relacjonuje Urban. W efekcie średnia cena pszenicy konsumpcyjnej ustabilizowała się na poziomie 721 zł/t (wzrost o 4 zł w dwa tygodnie), przy widełkach 680–770 zł/t. Najwyższe stawki płacą młyny i skupy z północy kraju.
Pszenica paszowa i jęczmień: wyrównywanie różnic
Pszenica paszowa podrożała średnio o 5 zł/t w dwa tygodnie i osiągnęła poziom 686 zł/t, przy widełkach 640–780 zł/t.
– Rywalizacja przy płytkiej podaży o pszenicę paszową jeszcze przez moment powodować będzie dalsze zrównywanie się cen paszówki i konsumpcji – ocenia ekspert. Zastrzega jednak, że ten proces nie potrwa długo, bo „te dwa segmenty dzieli zaledwie 35 zł/t, a jakaś symboliczna różnica się utrzyma, choć nie we wszystkich regionach będzie odczuwalna”.
Jęczmień po dłuższym zastoju wreszcie lekko drgnął – średnia cena wzrosła o 5 zł/t w tydzień (i również 5 zł/t w 14 dni) do poziomu 650 zł/t. Rozkład cen jest szeroki: 590–730 zł/t.
Pszenżyto, żyto, owies: małe ruchy, ale ważne trendy
Pszenżyto w dwa tygodnie podrożało o 6 zł/t, do średnio 624 zł/t (widełki 560–670 zł/t), dzieląc wzrost „na dwie tygodniowe porcje po równo”. Urban zwraca uwagę, że większy eksport morski pszenżyta (116 tys. t załadowane w portach w pierwszej połowie sezonu, o ponad 50% więcej niż rok temu) oraz drożejąca i niechętnie sprzedawana pszenica paszowa mogą szybko doprowadzić do cenowego zbliżenia pszenżyta i jęczmienia – dziś dzieli je średnio 25 zł/t.
Żyto w ostatnich 14 dniach podrożało o 4 zł/t, przy czym w ostatnim tygodniu średnia 564 zł/t „nie drgnęła nawet o złotówkę”. Skupy i przetwórcy oferują obecnie 500–660 zł/t.
– Także żyto wchodzi w klasyczny okres roku, kiedy staje się ono nieco droższe – wskazuje Urban.
Owies „z naddatkiem oddał to, co zarobił” tydzień wcześniej i w rezultacie średnia w 14 dni spadła o 3 zł do 504 zł/t (widełki 440–580 zł/t).
Kukurydza liderem potencjalnych podwyżek
Na tle innych zbóż kukurydza rośnie najspokojniej, ale to ona może stać się najciekawszą gwiazdą przedwiośnia. W ostatnim tygodniu średnia cena wzrosła tylko o 1 zł/t, ale w dwa tygodnie już o 5 zł, do poziomu 703 zł/t. Skupy płacą dziś 660–780 zł/t.
Kluczowe jest jednak to, co dzieje się na Matifie.
– Wyraźnym liderem podwyżek musi chyba stać się kukurydza, która na Matifie już o 3 euro przeskoczyła pszenicę. Kukurydza na marzec kosztuje 192,75 €/t, a pszenica, jak już mówiliśmy, 189,50 €/t – podkreśla Urban.
Ekspert przypomina sytuację z przełomu XX i XXI wieku:
– Tu możemy liczyć, że wydarzy się coś, co na przełomie wieku XX/XXI było normą i kukurydza była droższa od pszenicy konsumpcyjnej o ok. 20–25 zł.
Urban widzi więc „perspektywę lekkich podwyżek” na rynku zbóż, ale ostrzega przed newralgicznym okresem wiosennej podaży. – Wraz z większym zatowarowaniem magazynów rolników rośnie ryzyko szybkiego zasypania regularnie i bez większych szczytów kupujących przetwórców, co zaraz uruchomić może regulacyjne, a nawet nadmierne dołowanie ofert – przestrzega.
Jego zdaniem, jeśli podaż będzie wstrzymywana do końca mrozów (które mogą potrwać co najmniej do połowy lutego), późniejsza kumulacja sprzedaży „może być przyczyną przykrych zmian”.
Rzepak: powrót do 2000+ zł/t, ale z dużym znakiem zapytania
Na rynku rzepaku styczniowe prognozy dr. Urbana na razie się sprawdzają.
– Rzepak wraz z giełdowymi podskokami styczeń przyniósł powrót cen oferowanych przez przetwórców do korytarza 2020–2100 zł/t – mówi ekspert. Firmy handlowe oferują dziś 1900–2040 zł/t, a średnia cena w handlu (bez przetwórców) to 1980 zł/t.
Urban przypomina jednak, że rzepak „szczególnie podlega bardzo indywidualnym negocjacjom”, a w drugiej połowie sezonu „cenniki są traktowane tylko orientacyjnie”.
Na Matifie, wbrew wcześniejszym założeniom, udało się przebić wskazany przez Urbana „sufit”. –
Mówiłem, iż Matif w trakcie styczniowych podskoków raczej 480 €/t nie przeskoczy, a za najbardziej realne uznawałem poziomy 475 €/t i tak było jeszcze do wczoraj. (…) A wczoraj 21 stycznia, po 4-eurowych wzrostach, rzepak na luty podskoczył do 478,25 €/t. Jak widać Dzień Babci ma swoje prawa – żartuje.
Powodem skoku może być porozumienie Kanady z Chinami w sprawie handlu canolą. – Kanada dogadała się chyba wreszcie z Chinami, co do handlu canolą i mamy od razu giełdę wyżej – tłumaczy Urban, po czym studzi nastroje.
– Szczerze to myślę, że to jest właśnie ten moment, że chciałbym się pomylić. Bieżące (lutowe) kontrakty giełda Matif wycenia o 5 euro wyżej niż majowe, które za chwilę będą najnowszymi, więc można wysnuć wniosek idący w kierunku dołowania notowań już wkrótce. A dopiero potem w lutym siermiężnego odbudowywania kursów, z tym że na nieco niższych niż obecne poziomach.
Urban liczy na „większe podskoki”, które zniwelowałyby ewentualne późniejsze korekty, być może wywołane przez silne mrozy w Europie. Jednocześnie przyznaje: – W zbożach najgorsze to chyba to, co jeszcze niedawno już mieliśmy, a w rzepaku obawy są większe.
Umowy UE, Mercosur i USA: kto obroni polską kukurydzę?
W dalszej części rozmowy ekspert przechodzi od bieżących cen do geopolityki i umów handlowych UE. Z niepokojem patrzy na próby „przestawiania” utrwalonych szlaków handlu.
– Jako rynkowiec mam obawy, że owe pakty na siłę starają się zastąpić utarte ścieżki handlowe i mogą zagrozić ustalonej tymi ścieżkami naszej polskiej rzeczywistości. (…) W wielu firmach to właśnie eksport jest celem zasadniczym i w ten właśnie eksport nowe umowy UE uderzają bezpośrednio – podkreśla.
Urban zadaje niewygodne pytania o postawę krajów południa Europy wobec umowy Mercosur:
– Dlaczego Włosi dali się przekupić i nie oprotestowali razem z nami umowy z Mercosur? Dlaczego Hiszpania nie widzi przeszkód? Bo kraje te produkują oliwę, orzechy oraz warzywa i owoce, które są na czele listy produktów top 10 unijnego eksportu rolno–spożywczego do krajów Mercosuru. I zarazem importują sporo zbóż, w tym kukurydzy.
W tym układzie – jak zauważa – „żaden latynoski kraj w UE nie będzie umierał za polską kukurydzę, jeśli w podobnych, albo niższych cenach będzie ją mógł kupić w Brazylii, czy Argentynie”.
Urban przyznaje, że dobrze się stało, iż umowa Mercosur trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE:
– Teraz już nie będzie się rozsądzać zasadności handlowej, tylko prawne aspekty zgodności z unijnymi traktatami i zostaną zapewne dostrzeżone przez sąd przypadki złamania zasad w przyspieszonym trybie podpisywania tej umowy.
Trump, cła i chaos: rynki nie lubią bałaganu
Kolejnym czynnikiem ryzyka dla rynków zbóż i rzepaku są Stany Zjednoczone i potencjalna nowa umowa UE–USA.
– To przecież różnica, czy cła będą wynosić 15, czy 30, czy jak to ostatnio zagroził Trump 200% – zauważa dr Urban.
Jego zdaniem „mieszanie przez Trumpa wydaje się jednym z najważniejszych problemów dla światowych rynków”.
– Niemal każda wypowiedź amerykańskiego prezydenta zmierza do tworzenia politycznego i gospodarczego chaosu. Rynki nie lubią bałaganu, bo nie pozwala na poukładanie jakiegoś sensownego planu inwestycyjnego i takie działanie zmierza na efekt, że ważne jest tylko tu i teraz – mówi ekspert.
To uderza także w rolników, którzy – siejąc zboże, soję czy rzepak – de facto zawierają „transakcję terminową” na przyszłe zbiory.
– Stracą oparcie w jakichkolwiek cenowych realiach. Kto chce prowadzić z dużą prędkością pojazd, gdy nie wiesz, co cię czeka za zakrętem? Chyba tylko szaleniec – obrazowo podsumowuje.
Urban przypomina też, jak silnie na cały łańcuch kosztów wpływa ropa naftowa.
– Popatrzmy tylko jak skacze ropa naftowa, która potrafi w jeden tydzień, kiedy to Trump zapowiedział interwencję w Iranie, podrożeć nawet o 8%. Przecież ceny paliw wprost są wpisane w koszty dystrybucji i, ucinając marżę, jeszcze zmniejszają realne wolumeny eksportowe.
Intensywnie czy ekstensywnie? „Wywołajmy kryzys”… tylko czy na pewno?
W pewnym momencie rozmowy Bartłomiej Czekała zauważa, że z wypowiedzi eksperta można wyczuć sugestię przechodzenia produkcji rolnej w bardziej ekstensywny tryb. Urban odpowiada prowokacyjnie.
– Trochę tak jest, że gdy biznes nam się nie spina, to albo dążymy do zwiększenia produkcji, albo tniemy koszty. W Polsce produkcję towarową zbóż i rzepaku już mamy dość intensywną, a cięcie kosztów zwykle odbija się na plonach. Co mamy zrobić z wyprodukowanymi ilościami, których nie będziemy mogli sprzedać? – pyta.
Przypomina sytuacje, gdy zboża kolejny rok z rzędu zostają w magazynach, a ceny nie rosną.
– Oczywiście idąc na skróty, odpowiemy, że czekamy na wzrosty cen, ale tak naprawdę czekamy na kataklizm, czyli kryzys małych zbiorów” – mówi wprost.
I dodaje mocne, celowo kontrowersyjne zdanie:
– Wiem, że to zabrzmi prowokacyjnie, ale tak ma zabrzmieć. To po co czekać? To wywołajmy ten kryzys ekstensywną produkcją i wtedy zaczniemy to zboże sprzedawać drożej. Tylko czy na pewno? Czy nie zostawimy miejsca zagranicznej konkurencji? Przecież w ustach wielu z nas słowa Mercosur już brzmią jak popularne hiszpańskie przekleństwo – Caramba!”.
Urban przypomina też, że realna sytuacja finansowa gospodarstw często wygląda lepiej, niż wynikałoby to z „cen za tonę”:
– Zwykle jak rozmawiam o cenach i przechodzę na wyliczenia już nie ceny za tonę, a wartości z ha, to nagle się milknie i wychodzi, że nie było wcale tak źle.
Zima, Golfsztrom i ryzyko wymarznięć: szansa na odbicie cen?
W kontekście najbliższego sezonu ważną rolę mogą odegrać czynniki pogodowe. Obecna fala mrozów nie ogranicza się do Polski.
– Z dużymi mrozami pojawiła się nie tylko u nas, ale także w Rosji, Białorusi i w Ukrainie. Mrozy mają być także w Niemczech, na Węgrzech i Danii, a przed nami jeszcze nie tylko końcówka stycznia, ale też cały luty – wylicza dr Urban.
Odwołuje się również do prognoz klimatologów dotyczących osłabienia prądu zatokowego na Atlantyku (Golfsztromu):
– Według tych prognoz wpływ słabnącego Golfsztromu na klimat Europy będzie na tyle dramatyczny, że kontynent europejski może stać się wyjątkiem na tle globalnego ocieplenia i Europa Zachodnia i Północna, zamiast się nagrzewać, może stać się chłodniejsza nawet o kilka stopni Celsjusza.
To oznacza powrót ryzyka słabego przezimowania upraw ozimych – zarówno zbóż, jak i rzepaku.
– Ten rok może być więc pierwszym, od wielu i z wielu następnych, w których wróci ryzyko związane z gorszym przezimowaniem upraw ozimych, a siarczyste mrozy na Wschodzie Europy mogą utrudnić logistykę eksportową, co może wesprzeć kursy giełdowe pszenicy i kukurydzy. Na rzepak obawy o wymarznięcia mogą wpłynąć jeszcze bardziej – ocenia Urban.
Na rynku krajowym mrozy mogą „zjeść zapasy” u większych przetwórców.
– Spowolnione mrozami dostawy nie będą nadążać za przerobem, co będzie generowało pojawiające się dodatkowe premie za jakieś okazjonalne szybkie realizacje” – przewiduje ekspert. W jego ocenie może to również przywrócić „szacunek dla lokalnych producentów i budowania trwałych relacji z przemysłem”, nadszarpnięty nieco przez globalizację.
Kanada–Chiny, canola i rzepak: nowe rozdanie?
Na koniec Urban wraca do kluczowej dla rzepaku informacji: porozumienia Kanady z Chinami w sprawie canoli. Według doniesień agencji, na które się powołuje, ma dojść m.in. do:
- obniżenia chińskiego cła importowego na kanadyjski rzepak do 15%,
- zawieszenia ceł na import innych produktów rolnych, w tym śruty,
- w zamian za zgodę na import 49 tys. chińskich samochodów elektrycznych do Kanady przy stawce 6%.
– To zburzy filozofię nadmiernego uspokojenia u europejskich przetwórców, którzy na dostawy canoli z będącej na musiku Kanady mocno liczyli” – podsumowuje Urban.
Na co powinni przygotować się rolnicy?
Podsumowując, dr Juliusz Urban widzi:
- w zbożach – „perspektywę lekkich podwyżek” przy równoczesnym ryzyku gwałtownej, wiosennej podaży i wpływu zimy na logistykę oraz przezimowanie upraw;
- w rzepaku – zrealizowany styczniowy scenariusz wzrostów, ale duże obawy o dalszy przebieg notowań na Matifie i wpływ globalnych porozumień handlowych;
- w polityce i umowach UE – poważne zagrożenie dla utrwalonych szlaków eksportowych polskiego rolnictwa;
- w pogodzie – możliwy powrót do lat z realnym ryzykiem wymarznięć i problemów logistycznych, co paradoksalnie może wspierać ceny.

