Podczas wczorajszego protestu rolników w Warszawie relacjonowlaiśmy na bieżąco przebieg wydarzeń - relację znajdziecie TUTAJ. Byliśmy tam obecni z naszą kamerą i rozmawialiśmy z rolnikami, których nastroje były pesymistyczne. Zdają sobie sprawę z tego, że skutki tej umowy mogą być dla polskiego rolnictwa długofalowe i negatywne. Zebraliśmy te wypowiedzi w naszej relacji filmowej.
„STOP Mercosur” – rolnicy przyjechali do Warszawy walczyć o przyszłość gospodarstw
Jednym z organizatorów warszawskiego protestu był Damian Murawiec, rolnik z Żuław. Podkreśla, że rolnicy przyjechali do stolicy pomimo bardzo trudnych warunków pogodowych – wielu z nich wyruszyło ciągnikami już dzień wcześniej.
– Chciałbym serdecznie podziękować za dzisiejszą obecność tutaj na proteście w Warszawie. Warunki, tak jak widzimy, są trudne. Chciałbym także podziękować tym rolnikom, którzy już wczoraj wyjechali ciągnikami, żeby spróbować dojechać tutaj do nas na protest – mówi Murawiec.
Jak zaznacza, umowa UE z Mercosur to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, które uderzają dziś w polskie rolnictwo.
– Naszym głównym hasłem jest STOP Mercosur, ale nie zapominajmy jak wiele problemów trapi nasze polskie rolnictwo. Mam tutaj na myśli inne umowy handlowe. Przede wszystkim sytuację z Ukrainą, umowę ze Stanami Zjednoczonymi i inne potencjalne porozumienia, m.in. z Indiami – wylicza.
„To jest krzyk rozpaczy”. Rolnicy zarzucają Unii Europejskiej hipokryzję
Rolnicy powtarzają, że nie protestują przeciwko samej Unii Europejskiej, ale przeciwko podwójnym standardom, które uderzają w unijnych producentów.
Rolnik z Opolszczyzny, Łukasz Smolarczyk, zwraca uwagę na ogrom wymogów nakładanych na gospodarstwa w Polsce i UE.
– To jest wołanie, no krzyk rozpaczy – mówi. – Na nas wszystkich, co tu jesteśmy, nakłada się elektroniczny rejestr środków ochrony roślin, wszelkie ewidencje stosowania środków ochrony roślin, ewidencje weterynaryjne.
Jednocześnie – jak podkreśla – w krajach Mercosuru, czy na Ukrainie, standardy są zupełnie inne.
– Tam nie ma żadnych norm dobrostanowych, żadnych norm środowiskowych. Mogą pryskać, czym chcą, często środkami, które są wycofane 30–40 lat temu w Unii Europejskiej. To pokazuje hipokryzję Unii Europejskiej. Ja nie potrafię znaleźć innego słowa jak hipokryzja – podkreśla Smolarczyk.
Jego zdaniem obecna polityka Brukseli niszczy Europę nie tylko rolniczo, ale i gospodarczo.
– My jako rolnicy jesteśmy zwolennikami Unii Europejskiej, ale tak naprawdę dzisiaj nie wiem, czy my widzimy dla niej ratunek. Bo to, co robią politycy europejscy, to sami tę Europę wykańczają – ostrzega rolnik.
Młodzi rolnicy: „Nie widzimy przyszłości na wsi”
Szczególnie mocno wybrzmiał głos młodego pokolenia rolników, którzy przyjechali do Warszawy, bo – jak mówią – nie widzą już swojej przyszłości w gospodarstwie. Przedstawiciel Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego zwraca uwagę, że właśnie młodzi najmocniej odczuwają ryzyko, jakie niesie ze sobą liberalizacja handlu.
– Młodzi w tej chwili przyszłości w gospodarstwie nie widzą. Zobaczcie, to jest wszystko młode pokolenie i oni patrzą na to trochę negatywnie – mówi.
Podkreśla, że polska produkcja rolna jest dobrze rozwinięta, a gospodarstwa stoją na bardzo wysokim poziomie technicznym i organizacyjnym.
– Ta cała produkcja rolna jest dobrze rozwinięta w Polsce. Gospodarstwa są naprawdę na bardzo fajnym, wysokim poziomie i oni chcą iść dalej do przodu – dodaje.
Młodzi obawiają się jednak, że napływ tańszych produktów spoza UE może w krótkim czasie przekreślić lata inwestycji.
„Rolnictwo to bezpieczeństwo strategiczne. Kto się tu pogubił?”
Krzysztof Piech, rolnik z Opolszczyzny przypomina, że choć udział rolnictwa w PKB Unii jest niewielki, to branża ta ma kluczowe znaczenie strategiczne.
– My mamy świadomość tego, jaki odsetek w PKB Europy stanowi rolnictwo. Ale też mamy świadomość, że jest to branża strategiczna. My nie możemy sobie długofalowo pozwolić na utratę wewnętrznej produkcji żywności i na uzależnienie się od importu – podkreśla.
Przypomina doświadczenia z okresu pandemii COVID-19:
– Nie trzeba wybitnej wyobraźni, żeby przypomnieć czasy pandemiczne, kiedy porwanie łańcuchów dostaw spowodowało katastrofalne skutki dla gospodarki – mówi i stawia ostre pytanie:
– Nikt nie dyskutuje, czy produkcja energii w Polsce jest potrzebna. Nikt nie dyskutuje, czy paliwo ma być na stacjach. Więc jeżeli dyskutuje się o zasadności obecności żywności na półkach – rodzimej, bezpiecznej, zdrowej – to ja się pytam, kto się pogubił? Na pewno nie rolnicy.
Piech podkreśla, że rolnicy chcą być głosem rozsądku ponad podziałami politycznymi.
– Szlag mnie trafia, jeżeli nam się dzisiaj próbuje przyczepić łatkę polityczną. Jeżeli się próbuje przerzucać winy z jednej ekipy, która rządziła, na tę, która rządzi. Ani tamci nic nie zrobili, żeby zatrzymać to szaleństwo. Ani ci dzisiaj też nie zrobili nic w tym względzie – mówi wprost.
„Jeśli nie obronimy dziś polskiego rolnictwa, za dwa lata gospodarstw już nie będzie”
Wśród protestujących nie brakowało dramatycznych ocen sytuacji. Anonimowy rolnik, pytany o powód przyjazdu do Warszawy, nie krył emocji.
– Bo jeżeli jej dzisiaj nie obronimy, to ginie polskie rolnictwo, polska wieś. Tradycja i smak od pokoleń – mówi.
Dodaje, że podpisanie umowy z Mercosur może w krótkim czasie wykończyć wiele rodzinnych gospodarstw.
– Nie widzimy przyszłości naszych gospodarstw. Jeżeli umowa z Mercosurem zostanie podpisana, nasze gospodarstwa do dwóch lat będą się zwijały – ostrzega.
