O sytuacji na rynku opowiadał nam podczas VIII Giełdy Rzepaczano-Zbożowej w Barczyźnie k. Wrześni Marcin Sobczuk, prezes Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego.
Stabilny sezon, ale bez fajerwerków
Kończący się sezon gospodarczy na rynku zbóż był - jak ocenia Marcin Sobczuk - bardzo stabilny, ale też „bardzo spłaszczony”. Jak podkreśla, żniwa zaczynały się obiecująco: pszenica konsumpcyjna dochodziła do ok. 800 zł/t, a paszowa przekraczała 700 zł/t. Potem jednak ceny poszły w dół i już do tych poziomów nie wróciły.
Dopiero wojenne napięcia na świecie oraz końcówka sezonu przyniosły krótkie odbicie. W ostatnich tygodniach pszenica paszowa dogoniła konsumpcyjną, a miejscami nawet ją wyprzedzała. To jednak nie zrekompensowało wcześniejszych spadków.
Sobczuk zwraca uwagę, że wielu producentów może wejść w żniwa z myślą o szybkiej sprzedaży ziarna.
Rolnicy będą sprzedawać szybciej
Prezes ZTR nie ma wątpliwości, że w tym roku część gospodarstw będzie chciała sprzedać zboże od razu po zbiorach.
- Ci rolnicy, którzy nie mają poduszki finansowej, będą się musieli ratować, żeby nowe zasiewy zrobić - mówi. Jak dodaje, potrzeba gotówki na kolejny sezon może wymusić szybką sprzedaż zbiorów.
To nie wszystko. Coraz częściej rolnicy pytają także o możliwość oddania zboża „spod kombajnu”, bez konieczności własnego magazynowania. Powód? Jak wskazuje Sobczuk, przy tak spłaszczonych cenach przechowywanie zwyczajnie przestało się opłacać.
Magazynowanie coraz mniej sensowne
Zamiast liczyć na późniejsze wzrosty, wielu rolników woli uniknąć strat magazynowych, problemów ze szkodnikami czy kosztów wentylacji.
- Magazynowanie w tym roku, krótko mówiąc, się nie opłacało - zaznacza Sobczuk. W takich przypadkach rozliczenie zwykle odbywa się po cenie dnia sprzedaży, choć - jak przyznaje - w niektórych sytuacjach skupy stosują też dodatkowe korekty, by zatrzymać klienta.
Żniwa mogą ruszyć szybciej
Na start nowego sezonu wpływ może mieć także pogoda. Według Sobczuka nadchodzące upały mogą przyspieszyć żniwa, zwłaszcza jęczmienia i zbóż ozimych.
Ale z prognozami plonów jest ostrożny. W jego ocenie na Zamojszczyźnie i Lubelszczyźnie, gdzie ubiegły rok był bardzo dobry, a miejscami rekordowy, trudno liczyć na poprawę wyniku.
Susza i słabe rozkrzewienie odbiją się na plonach
- Nie wygląda to kolorowo - ocenia Sobczuk i wskazuje na opóźnione zasiewy jesienią, słabe rozkrzewienie zbóż, brak regulatorów wzrostu w części gospodarstw i ograniczone zabiegi fungicydowe.
Największym problemem pozostają jednak bardzo niskie opady.
- Jesteśmy w bardzo niskich opadach historycznych i to na pewno nie wpłynie na duże plony - mówi prezes ZTR. Do tego dochodzi niższa obsada kłosów niż w poprzednich latach.
Ceny będą rynkowe, nie żniwne
Sobczuk przestrzega jednak rolników przed liczeniem na wyższe ceny tylko dlatego, że plony mogą być słabsze.
- Tu korelacji nie ma i ta cena, jaka będzie, będzie rynkowa - podkreśla. Jego zdaniem o stawkach zdecyduje sytuacja globalna. Jeśli zboża urodzą się w innych częściach świata, nie ma co oczekiwać znaczącego wzrostu cen w Polsce.
Ukraina już nie dominuje lokalnego rynku
Choć Zamojszczyzna pozostaje regionem szczególnie wrażliwym na sytuację przy granicy z Ukrainą, Sobczuk mówi, że dziś presja tamtejszego ziarna nie jest już tak odczuwalna jak tuż po wybuchu wojny.
Na rynku lokalnym większą rolę odgrywają dziś inne komponenty paszowe - śruty, suche wysłodki - a nie samo zboże. Jednocześnie koszty transportu sprawiły, że opłacalność wywozu ziarna do portów mocno spadła.
- W tym roku za dużo tego zboża do portu nie pojechało - zauważa. Lokalnie często można było uzyskać lepszą cenę niż po przewiezieniu towaru kilkaset kilometrów dalej.
Bartłomiej Czekała
Fot. Śliwiński
