Ile naprawdę kosztuje produkcja?
Mateusz Kulecki w swoich kalkulacjach stara się uwzględniać przede wszystkim rzeczywiste wydatki związane z prowadzeniem upraw. Nie dolicza jednak wprost kosztu własnej pracy ani amortyzacji wszystkich maszyn. Jak tłumaczy, w przypadku części prac polowych do kosztu paliwa dodaje kwotę, która ma uwzględniać bieżące zużycie sprzętu i drobne naprawy.
- Jak ciągnik wypali 20 litrów na hektar i przyjmujemy średnio 6 zł, to po drodze mogą być też jakieś koszty, typu płyn do chłodnic, śruby czy jakieś bieżące rzeczy. Dlatego te kilkadziesiąt złotych jeszcze zawsze do tego dodaję - tłumaczy Kulecki.
Rolnik zaznacza jednocześnie, że jego kalkulacje nie mają udawać księgowości prowadzonej według jednej, sztywnej metodologii.
- Nie jest to idealnie, ale mam jakieś argumenty, które myślę, że są w miarę logiczne, dlaczego liczę w taki, a nie inny sposób. Chcę, żeby to było w miarę realne - dodaje.
Koszt pracy rolnika
Jedną z kwestii, która często pojawia się przy tego typu kalkulacjach, jest koszt pracy rolnika. Mateusz Kulecki nie wpisuje go jako osobnej pozycji. Jego podejście wynika z tego, że dochód z gospodarstwa traktuje jako pieniądze, którymi sam później dysponuje. Rolnik podkreśla, że nie oznacza to, iż ignoruje ten koszt w całym obrazie gospodarstwa. Po prostu jego zdaniem w kalkulacji kosztu konkretnej uprawy można go rozpatrywać inaczej.
Nawozy tylko wtedy, kiedy są potrzebne
W jego zestawieniach nie zawsze pojawia się również koszt nawożenia NPK. Powód jest prosty, rolnik nie stosuje nawozów automatycznie na każdej uprawie. Decyzje podejmuje na podstawie wyników badań gleby.
- Skoro z prób glebowych wychodzą wartości średnie do bardzo wysokich, plony się zgadzają, to bezsensownym jest nasypanie dla zasady, bo trzeba nasypać - tłumaczy i dodaje - Jeżeli dojdzie do sytuacji, że te zasobności mocno spadną albo że gdzieś zacznie się to odbijać na plonach, to po prostu będę stosował te nawozy w odpowiednich ilościach.
Poplony i obornik też mają swoje miejsce w kalkulacji
Rolnik uwzględnia natomiast koszty poplonów. Jeżeli poplon jest wysiewany pod konkretną uprawę, jego koszt przypisuje właśnie do niej. Podobnie traktuje obornik, choć przyznaje, że w tym przypadku można dyskutować nad sposobem rozliczania jego wartości w czasie. - Zazwyczaj po prostu jest informacja, że był zastosowany obornik i jego wartość, koszt wywozu też jest zawsze ujęty - wyjaśnia.
Rzepak poniżej dwóch ton z hektara
W rozmowie pojawił się również temat tegorocznego rzepaku. Wynik w gospodarstwie Kuleckiego był słabszy, plon wyniósł poniżej dwóch ton z hektara. Mimo tego rolnik nie zamierza na podstawie jednego sezonu całkowicie zmieniać swojej strategii.
- Były lata, że się udawało zbierać wysokie plony, są lata, że się zbiera kiepskie plony - dodaje.
Jego zdaniem właśnie w taki sposób powinno się patrzeć na opłacalność produkcji roślinnej, przez kilka sezonów, a nie wyłącznie przez pryzmat jednego wyniku.
„Biznesu w rolnictwie nie buduje się na rekordowym roku”
To jedna z najważniejszych zasad, którymi kieruje się Kulecki przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.
Jego zdaniem problem pojawia się wtedy, gdy rolnicy podejmują duże zobowiązania finansowe, opierając się na wynikach osiąganych w wyjątkowo dobrych latach.
- Nie można biznesu w rolnictwie budować na rekordowym roku. Biznes w rolnictwie buduje się na takich średnich latach, bo wtedy ma to ręce i nogi - wyjaśnia rolnik.
Zobacz także: Żniwa w Kombinacie Rolnym Kietrz zakończone. Rzepak i pszenica w dół
Jak zauważa, w okresach bardzo wysokich cen płodów rolnych łatwo dojść do wniosku, że inwestycja w nową maszynę czy kolejne hektary będzie się bez problemu spłacać. Problem pojawia się wtedy, gdy ceny wracają do normalnego poziomu.
Maszyny mają po kilkanaście i kilkadziesiąt lat
Kulecki zwraca również uwagę na problem amortyzacji. W jego gospodarstwie część najważniejszych maszyn jest już bardzo wiekowa. Kombajn ma 27 lat, dwa główne ciągniki wykorzystywane przy uprawie mają po 21 lat, a najmłodszy ciągnik ma 11 lat.
- Te maszyny, które w tym sezonie głównie pracują, to są maszyny, które już się dawno zamortyzowały - mówi.
Dlatego rolnik nie chce mechanicznie wpisywać do kalkulacji wysokiej amortyzacji sprzętu, którego wartość księgowa dawno została rozliczona. Zamiast tego stosuje własne stawki na przygotowanie i utrzymanie maszyn.
- Jak u mnie jest około 200 hektarów i mam 200 zł na hektar kosztu przygotowania maszyny, to raptem w ciągu roku zbiera się 40 tysięcy. To też nie jest mało. W przypadku kombajnu przyjmuje 400 zł na hektar.
Dzierżawa to koszt działki, a nie koszt uprawy
Kolejną kwestią, która wzbudza dyskusje, jest sposób rozliczania dzierżawy. Kulecki nie wpisuje czynszu dzierżawnego bezpośrednio do kosztu produkcji konkretnej uprawy. Uważa, że może to zaburzać późniejsze porównanie opłacalności poszczególnych roślin.
- Koszt dzierżawy nie jest kosztem uprawy. Ja, licząc to w taki sposób, mogę bardzo prosty sposób zobaczyć, która z upraw się najbardziej opłacała - wyjaśnia rolnik.
Podaje przykład: jeśli na jednym polu rzepak przyniesie dobry wynik, ale wysoka dzierżawa sprawi, że ostatecznie zostanie niewielki zysk, nie oznacza to automatycznie, że rzepak jest mniej opłacalny od uprawy na własnym gruncie.
Jego zdaniem dzierżawę należy więc analizować przede wszystkim przy ocenie, czy dana działka w ogóle opłaca się gospodarstwu.
Dopłata nie jest kosztem produkcji
Rolnik odpowiada także na często pojawiające się pytanie, dlaczego w jego kalkulacjach nie uwzględnia dopłat. Powód jest zasadniczy: jego zestawienia mają pokazywać koszt produkcji, a nie końcowy dochód z hektara.
- Dopłata nie jest kosztem produkcji. Ja pokazuję koszty produkcji. Nie pokazuję, ile ja zarobiłem - wyjaśnia Kulecki.
Do tego dochodzi jeszcze cena sprzedaży. W momencie przygotowywania kalkulacji rolnik często nie wie przecież, po ile ostatecznie sprzeda zebrane zboże czy rzepak.
„Każdy musi to zweryfikować na swoim przykładzie”
Mateusz Kulecki przyznaje, że jego sposób liczenia kosztów od lat wywołuje dyskusje. Jedni uważają go za prawidłowy, inni wskazują na elementy, które ich zdaniem powinny być rozliczane inaczej. Rolnik nie twierdzi, że jego metoda jest jedyną słuszną. - Jednym się podoba, innym się nie podoba. Jedni mówią, że robię to źle, inni mówią, że robię to dobrze. Ja wiem, znam swoją sytuację, wiem, jakie mam kredyty, wiem, jakie mam dzierżawy - tłumaczy
I właśnie to jego zdaniem jest najważniejsze. Kalkulacja ma przede wszystkim pomagać konkretnemu gospodarstwu podejmować decyzje. Trzeba na końcu wiedzieć jaka ilość zebranego plonu pozwoli na opłacalność dzierżawionej ziemi czy kupowanego sprzętu. W jaką uprawę warto inwestować, na czym się skupić. Finalnie jak trafie zauważa, gospodarz, wszystko zależy od tego, w jakiej cenie sprzedamy płody wolne, ale liczenie ponoszonych kosztów na przestrzeni lat daje nam już pewien obraz, jak to wygląda i wtedy można podjąć decyzję dotyczącą dzierżawy czy zakupu.
„Każdy musi gdzieś tam na swoim przykładzie sam to weryfikować".
Patrycja Bernat
