Wyrok za zapach gnojowicy. Rolnicy mówią o precedensie
Sprawa z Domaszkowic poruszyła rolników w całej Polsce. Sąd Rejonowy w Nysie skazał sześciu hodowców trzody chlewnej za uciążliwości związane z rozlewaniem gnojowicy. Wyrok jest nieprawomocny, ale już dziś budzi ogromne emocje.
– Moje dzieci, idąc moimi śladami, stały się przestępcami – mówi Rajmund Bulik, rolnik skazany nieprawomocnym wyrokiem za wylewanie gnojowicy.
Zupełnie inaczej wyrok ocenia część mieszkańców wsi.
– Ja nie jestem zdziwiona tym wyrokiem – podkreśla Edyta Wąs, sołtys Domaszkowic.
Z kolei środowisko rolnicze alarmuje, że sprawa może mieć znacznie szersze konsekwencje.
– Bardzo niepokoi ten wyrok. Większość rolników jest zbulwersowana – mówi Jerzy Sewielski, prezes Izby Rolniczej w Opolu.
Co wydarzyło się w Domaszkowicach?
Jak pokazuje reportaż Kanału Rolniczego sprawa dotyczy sześciu rolników z Opolszczyzny, hodowców trzody chlewnej, którzy zostali skazani przez sąd za „smród, odór, zapach gnojowicy wylewanej na pola”.
To właśnie w Domaszkowicach znajdują się chlewnie rodziny Bulików. Rajmund Bulik podkreśla, że gospodarstwo prowadzi od lat, a hodowla trzody chlewnej była tam od zawsze.
– Gospodarstwo rolne prowadzę od 1990 roku już na własny rozrachunek, a wcześniej urodziłem się w gospodarstwie, które odziedziczyłem po rodzicach. Trzoda chlewna była od zawsze – mówi rolnik.
Jak dodaje, część gospodarstwa w Domaszkowicach kupiono w 2005 r., kolejną w 2011 r., a od 2012 r. rodzina działa w formule grupy producenckiej.
– Doprowadziliśmy to zgodnie ze wszystkimi przepisami, jakie były wymagane w owym czasie. Przestrzegamy ich do dnia dzisiejszego – zapewnia Bulik.
Gnojowica to nawóz czy problem?
Rolnicy przekonują, że gnojowica nie jest odpadem, lecz pełnowartościowym nawozem naturalnym.
– Dziś cena nawozów jest tak droga, że to jest bardzo cenny nawóz. Gnojowica nie jest odpadem, tylko nawozem, który wykorzystujemy prawie w całości na naszych polach – mówi Rajmund Bulik.
Rodzina gospodaruje na około 300 ha, a gnojowica trafia na pola jako element nawożenia. Jednak urzędnicy i część mieszkańców widzą sprawę inaczej.
Jacek Tarnowski z Wydziału Rolnictwa i Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Nysie twierdzi, że w praktyce nie chodziło wyłącznie o nawożenie.
– Z mojego doświadczenia z tych kilkunastu wizji wynika, że to nie było sensu stricte nawożenie, tylko bardziej pozbywanie się tej gnojowicy. Były pełne zbiorniki, nie było gdzie jej gromadzić i właściciele chlewni starali się jak najszybciej i jak najbliżej ją rozdysponować – ocenia.
Według niego podczas jednej z kontroli udało się oszacować, że dawka została znacząco przekroczona.
– Ta dawka była od 8 do 10 razy przekroczona – mówi Tarnowski.
I dodaje: – Charakter tego wylewania gnojowicy miał bardziej charakter pozbywania się jej niż nawożenia.
Rolnicy: kontrole nie wykazały naruszeń prawa
Rodzina Bulików odpiera zarzuty i wskazuje na wyniki kontroli przeprowadzanych przez państwowe instytucje.
– Kontrole Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w 2020 i 2022 roku nie wykazały naruszeń. Kontrola sanepidu nie stwierdza naruszeń. Kontrole weterynarii nie stwierdzają naruszeń. Kontrola ARiMR wzajemnej zgodności także nie stwierdza naruszeń – wylicza Adrian Bulik.
Rolnicy podkreślają, że inwestowali także w ograniczanie uciążliwości zapachowej.
– Staramy się tak bilansować pasze i dodawać takie dodatki, żeby uciążliwość zapachowa była jak najmniejsza. Zakupiliśmy też nowy wóz asenizacyjny z aplikatorem doglebowym, żeby zmniejszyć odór – zaznacza Adrian Bulik.
Mieszkańcy: problemem nie jest samo rolnictwo, ale skala produkcji
Przedstawiciele samorządu podkreślają, że spór nie dotyczy tego, że na wsi czuć rolnictwo, lecz skali działalności i jej wpływu na otoczenie.
– To nie jest problem zapachu działalności rolniczej jako takiej. W Domaszkowicach chodzi o skalę produkcji bez dokumentów, które dawałyby mieszkańcom poczucie, że przepisy ochrony środowiska są przestrzegane – mówi Robert Giblak z Wydziału Rozwoju Wsi i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Nysie.
Jak dodaje, mieszkańcy od dawna zgłaszają nadmierne wylewanie gnojowicy.
Podobnie sprawę widzi sołtys wsi.
– Oprócz tego, że bardzo często musimy mierzyć się z ogromnym fetorem i smrodem, to jeszcze wdychamy siarkowodór i inne substancje, które są niebezpieczne dla zdrowia. Coraz więcej mieszkańców ma problemy oddechowe – mówi Edyta Wąs.
Jednocześnie wskazuje, że jej zdaniem gospodarstwo powinno posiadać pozwolenie zintegrowane.
– Ten rolnik powinien zrobić sobie pozwolenie zintegrowane. Nie robi tego, bo to są duże koszty, ale też dlatego, że w świetle nowych przepisów taka chlewnia nie mogłaby tu powstać w takiej skali – ocenia.
Proboszcz: protesty były uzasadnione, ale jest pole do kompromisu
Głos w sprawie zabrał także proboszcz parafii w Domaszkowicach, ks. Janusz Ogórek. Przyznaje, że protesty mieszkańców miały podstawy.
– Te protesty były od początku uzasadnione, zwłaszcza kiedy funkcjonowanie tej firmy było bardzo dla nas uciążliwe – mówi duchowny.
Jednocześnie zwraca uwagę, że sytuacja częściowo się poprawiła.
– Pole do kompromisu już w jakimś stopniu zostało osiągnięte, bo nikt nie chce zniszczyć firmy, tylko chcemy tutaj jakoś funkcjonować. W tej chwili samo wywożenie gnojowicy jest już bardziej pilnowane, są też procedury, choćby wtryskiwania gnojowicy w glebę – dodaje.
Czy wyrok za gnojowicę zagrozi całej branży rolnej?
Dla rodziny Bulików i części środowiska rolniczego sprawa wykracza daleko poza jedną miejscowość.
– Ja jako młody rolnik czuję się bardzo pokrzywdzony. Ojciec ukierunkował nas, żebyśmy kończyli szkoły rolnicze i prowadzili gospodarstwa, a dziś za ciężką pracę przy chowie trzody chlewnej jesteśmy skazani nieprawomocnym wyrokiem na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu – mówi Rafał Bulik.
Rajmund Bulik ostrzega, że jeśli wyrok się uprawomocni, może stać się groźnym precedensem.
– Walczymy o byt naszej rodziny, ale nie tylko. Jeśli ten wyrok, nie daj Boże, się uprawomocni, to dla całej branży – najpierw trzody chlewnej, ale też kurników i bydła – będzie to precedens, żeby wszystkich wykończyć – mówi rolnik.
Podobne obawy ma prezes Opolskiej Izby Rolniczej.
– Wyrok drugiej instancji może mocno skutkować dla wszystkich rolników w całej Polsce. Bardzo czekamy na ustawę o funkcjonalności wsi, bo skarg jest coraz więcej – zaznacza Jerzy Sewielski.
Jak dodaje, część gmin na Opolszczyźnie przyjęła już uchwały intencyjne dotyczące uciążliwości mieszkania na wsi.
Gdzie kończy się rolnictwo, a zaczyna konflikt społeczny?
Robert Giblak podkreśla, że nie chodzi o karanie kogokolwiek za sam fakt, że gnojowica pachnie tak, jak pachnie.
– Nie chciałbym, żeby sekować kogokolwiek za to, że gnojowica śmierdzi, bo nie o to chodzi w rolnictwie. Chodzi o to, żeby rolnictwo nie przeszkadzało mieszkańcom wsi – mówi urzędnik.
Zaznacza też, że gdyby od początku działalność była jasno nazwana i prowadzona w odpowiednich ramach formalnych, być może nie doszłoby do obecnego konfliktu.
– Gdyby tu od początku ferma była fermą, jestem przekonany, że dziś nie byłoby tej rozmowy i tych problemów – ocenia.
Sprawa z Domaszkowic pokazuje, że Polsce potrzebne są jasne przepisy
Reportaż z Domaszkowic pokazuje, że konflikt między produkcyjną funkcją wsi a oczekiwaniami mieszkańców będzie tylko narastał. Im większa skala chowu i im większa presja społeczna, tym częściej podobne sprawy mogą trafiać do sądów.
Sprawa z Opolszczyzny jest wyraźnym sygnałem alarmowym. To ewidentne potwierdzenie tego, że należy bardzo mocno pochylić się nad stworzeniem w Polsce przepisów regulujących funkcje produkcyjne wsi. To staje się coraz bardziej pilne.
