Szarek komośnik jeszcze niedawno uchodził za szkodnika typowego przede wszystkim dla wschodnich rejonów kraju. Dziś sytuacja wyraźnie się zmienia. Jak pokazują obserwacje z plantacji pod Jarocinem, jego obecność w Wielkopolsce nie jest już incydentem, lecz realnym zagrożeniem dla plantatorów buraka cukrowego. Na sąsiednim do tegorocznej plantacji polu szkodnik został stwierdzony już trzy sezony temu. Wówczas wyrządził bardzo duże szkody, ograniczając obsadę buraka do około 60 tys. roślin na hektarze. Mimo strat plantację pozostawiono, ponieważ zachowane rośliny były w dobrej kondycji i dawały szansę na przyzwoity plon.
Powiększa swój zasięg
Jak podkreśla Mateusz Krawczyk, dyrektor ds. produkcji roślinnej w gospodarstwie Paul Polska, problem obejmuje dziś kolejne rejony kontraktacyjne.
– Wydawało się, że to jest większy problem na wschodzie Polski. Jesteśmy, można powiedzieć, w centrum i mamy sygnały, że to jest problem koło Jarocina, Kalisza i Leszna – zaznacza. Tegoroczne obserwacje są szczególnie niepokojące. Choć warunki pogodowe były chłodne, a wiosna rozwijała się powoli, pierwsze osobniki szarka odłowiono bardzo wcześnie.
– Siew na opisywanej plantacji wykonano 30 marca, a już 31 marca w pułapkach pojawiły się pierwsze chrząszcze. To przeczy obiegowej opinii, że szarek uaktywnia się dopiero przy wyższych temperaturach i intensywniejszym ociepleniu – mówi agronom. Eksperci zwracają uwagę, że podobny mechanizm obserwowano w tym roku także w przypadku niektórych szkodników rzepaku. Być może długa zima i głód sprawiły, że owady rozpoczęły aktywność wcześniej niż zwykle.
Jeden chrząszcz może zniszczyć kilkadziesiąt siewek
Skala zagrożenia jest bardzo duża, zwłaszcza w fazie wschodów i początku rozwoju buraka. Szarek komośnik potrafi błyskawicznie przerzedzić plantację.
– Chrząszcz potrafi zjeść kilkadziesiąt siewek w ciągu doby. Jeśli więc w pułapkach odławianych jest kilkadziesiąt osobników, straty na plantacji mogą rosnąć bardzo szybko. W praktyce oznacza to ryzyko silnego uszkodzenia całych pasów pola nawet w bardzo krótkim czasie – podkreśla Mateusz Krawczyk.
Monitoring to dziś podstawa
Zdaniem praktyków najważniejszym narzędziem w walce z tym szkodnikiem pozostaje monitoring. Bez niego trudno ocenić realną skalę zagrożenia i moment, w którym należy reagować. Na plantacji pod Jarocinem wykorzystano pułapki feromonowe, uzupełnione o dodatkowe elementy zwiększające powierzchnię chwytną. Takie rozwiązanie pozwala szybciej wychwycić moment nalotu szkodnika (patrz zdjęcia poniżej). Pułapki najlepiej ustawiać przy brzegu pola, szczególnie od strony stanowisk, na których buraki rosły w poprzednim sezonie. To właśnie tam szarek najczęściej zimuje i stamtąd przemieszcza się na nowe plantacje.
Chemiczne zwalczanie? Możliwości są ograniczone
Największym problemem pozostaje jednak ograniczona liczba skutecznych narzędzi do zwalczania szarka. Plantatorzy i doradcy zwracają uwagę, że dostępne rozwiązania nadal nie dają pełnego bezpieczeństwa. Z doświadczeń prezentowanych podczas ubiegłorocznej konferencji poświęconej burakowi cukrowemu w Lublinie wynika, że część substancji czynnych działa jedynie przeciętnie. Lepsze efekty dawały mieszaniny, a spośród wymienianych rozwiązań najlepiej oceniano działanie lambda-cyhalotryny, głównie ze względu na efekt paraliżujący.
– To właśnie szybkie zatrzymanie żerowania ma kluczowe znaczenie. Preparaty działające systemicznie nie zawsze rozwiązują problem, bo zaczynają działać dopiero po uszkodzeniu rośliny. Dodatkowym utrudnieniem jest budowa samego szkodnika. Szarek ma twarde pokrywy na grzbiecie, dlatego skuteczność zabiegu zależy również od bardzo dobrego pokrycia owada cieczą roboczą i właściwego doboru adiuwanta – ocenia ekspert.
Kiedy zostawić plantację, a kiedy myśleć o przesiewie?
Uszkodzenia wyrządzane przez szarka bardzo często prowadzą do trudnych decyzji o ewentualnym przesiewie. To oznacza dodatkowe koszty, opóźnienie wegetacji i niepewność co do opłacalności. Zdaniem Mateusza Krawczyka, jeśli obsada nie spada poniżej 55–60 tys. roślin na hektarze, a pozostające rośliny są zdrowe i rokują prawidłowy rozwój, zwykle nie warto podejmować pochopnej decyzji o likwidacji plantacji. Jeśli jednak obsada spada poniżej 50 tys. roślin lub stan zachowanych buraków wyraźnie się pogarsza, wtedy przesiew może być konieczny.
