Mimo że ceny bydła rzeźnego w skupach wciąż utrzymują się na dość dobrym poziomie, producenci opasów nie mają powodów do optymizmu. Coraz większym problemem staje się bowiem koszt zakupu cieląt i odsadków, bez których trudno myśleć o dalszej produkcji. Na rynku brakuje zwierząt do opasu, a wcześniejsze ograniczenia transportowe i problemy epizootyczne (niebieski język) nadal odbijają się na dostępności. Co ważne, dziś praktycznie nie widać już różnicy cenowej między zwierzętami krajowymi a importowanymi.
Obecnie wielu rolników rezygnuje z zakupu drogich odsadków i woli samodzielnie odpajać mniejsze cielęta. Powód jest prosty: przy obecnych stawkach ryzyko handlowe robi się bardzo duże, a marża na opasie coraz trudniejsza do wypracowania.
– Ostatnio kupiliśmy cielęta mieszańce mięsne z simentalem o wadze 100-150 kg po ok. 4000 zł za sztukę. Odsadków nie kupujemy już wcale przez bardzo wysokie ceny – mówi producentka opasów z woj. łódzkiego.
Ceny cieląt i odsadków w Polsce. Ile trzeba zapłacić?
Na rynku najbardziej poszukiwane są dziś dobre jakościowo mieszańce mięsne. Za odsadki o masie około 300 kg trzeba zapłacić obecnie 25–27 zł/kg, co w przeliczeniu daje kwoty sięgające nawet 7,5–8 tys. zł za sztukę.
W przypadku młodszych zwierząt ceny również pozostają wysokie:
2-tygodniowe cielęta mięsne – ok. 3400 zł/szt.
2-tygodniowe cielęta hf – ok. 2500 zł/szt.
Jak podkreślają producenci, obecnie liczy się przede wszystkim jakość zwierzęcia, a nie to, skąd pochodzi. Zarówno cielęta krajowe, jak i importowane są wyceniane bardzo podobnie.
Rynek bez różnicy między importem a krajową ofertą
Jeszcze niedawno importowane cielęta i odsadki bywały wyraźnie droższe lub tańsze od krajowych. Dziś jednak różnice praktycznie zanikły.
– W praktyce zarówno cielęta krajowe, jak i importowane trafiają dziś do podobnych widełek cenowych. Czasem udaje się znaleźć odsadki rasy hf w cenie 20 zł za kilogram za granicą, ale doliczając do tego koszty transportu i papierologii to i tak wychodzi prawie 25 zł – mówi pośrednik zajmujący się sprzedażą i importem cieląt oraz odsadków.
Na rynku wciąż utrzymuje się deficyt zwierząt do dalszego opasu. Ograniczenia związane z chorobami zakaźnymi, wcześniejsze bariery transportowe oraz mniejsza podaż na wielu rynkach sprawiają, że kupujący mają coraz mniejszy wybór.
To prowadzi do prostego mechanizmu: mniejsza podaż przy dużym popycie oznacza dalszy wzrost cen. Problem w tym, że producenci opasów nie wiedzą, czy za kilka miesięcy sprzedadzą bydło na równie korzystnym poziomie, jak dziś kupują zwierzęta do odchowu.
Producenci opasów liczą ryzyko
Przy obecnych stawkach coraz więcej gospodarstw kalkuluje, czy zakup drogich cieląt i odsadków w ogóle się opłaci. Wielu rolników woli kupić tańsze cielę i samodzielnie je odpajać, niż inwestować w odsadek za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych.
Jak zgodnie podkreślają hodowcy, rynek bydła pozostaje silny, ale jednocześnie coraz bardziej niepewny. Wysokie ceny sprzedaży nie zawsze oznaczają bowiem wysoką rentowność, jeśli koszt zakupu młodego bydła rośnie równie szybko.
