StoryEditor

Uprawa ziół na 25 ha: 80 ton suszu i wysokie ryzyko produkcji

Zaczynał trochę z przypadku, dziś produkuje nawet 80 ton suszu rocznie. Jednak uprawa ziół to nie tylko rosnący rynek, ale też ogromne ryzyko – od kapryśnej pogody po rygorystyczne normy jakości. Historia Mariusza Marciniaka pokazuje, dlaczego zielarstwo nie jest dla każdego.

02.05.2026., 18:00h
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jaki plon potrafią dać zioła,
  • Jakie są największe trudności w uprawie ziół,
  • Siew czy sadzonka? Kalkulacja,
  • Sprzedaż ziół – pod jakim kątem bada się susz,
  • Ile wynosi dopłata do hektara ziół,
  • Jak wygląda sytuacja ubezpieczeniowa plantacji ziół.

Gospodarstwo przyjąłem w 1998 roku. Troszkę z przypadku, bo chciałem pracować poza rolnictwem. Ale że byłem najmłodszy, a bracia już wyszli z domu, to padło na mnie – wspomina z uśmiechem Mariusz Marciniak, rolnik z Ziemlina (gm. Krobia), położonego w woj. wielkopolskim. Nie ukrywa, że początek był pełen wyzwań. W rodzinnym 7-hektarowym gospodarstwie była zarówno produkcja roślinna, jak i zwierzęca, czyli model typowy dla wielu polskich gospodarstw końca lat 90. Bez wyraźnej specjalizacji, za to z dużą ilością pracy. Zioła zajmowały wtedy tylko kilka akrów.

Od kilku akrów do 25 hektarów. Tak zmieniło się gospodarstwo

Dziś mięta, melisa, estragon, pokrzywa, prawoślaz i lubczyk są podstawą całej produkcji. I to na 25 ha. Skala, jak na zioła, robi wrażenie, ale w zielarstwie wzrost ma swój sufit, zwłaszcza jeśli chce się pozyskiwać jakościowy surowiec.

– Tu skalowalność jest ograniczona tym, że jest jednak dużo pracy fizycznej i mało mechanizacji – podkreśla rolnik. Brak dostępu do ziemi też ogranicza rozwój, ponieważ jak zwraca uwagę Marciniak, pola oddalone o 10 km od gospodarstwa nie mają uzasadnienia ekonomicznego, ze względu chociażby na dowożenie surowca. Tym samym z areału, który uprawia, a poszczególne gatunki zajmują zbliżoną do siebie powierzchnię, pozyskuje rocznie 60–80 ton suszu.

Zioła to biznes z ograniczeniami. „Nie da się tego zrobić masowo”

Z jednego hektara zioła potrafią dać plon nawet ok. 3,5 t. To liczby, za którymi stoi bardzo precyzyjna organizacja pracy, ale też duże ryzyko. Bo uprawa ziół, jak przyznaje rolnik, nie daje się wtłoczyć w sztywny kalendarz.

– Uprawa ziół jest trudna i nieprzewidywalna, dlatego w zasadzie przez te 28 lat cały czas eksperymentuję: raz zakładam uprawę jesienią, raz wiosną. Trudno ze względu na warunki atmosferyczne określić jeden schemat – zwraca uwagę plantator. W zielarstwie decydują szczegóły. Nasiona są drobne, wysiewane płytko, najwyżej na 1 cm. Żeby skiełkowały, wierzchnia warstwa gleby musi utrzymać wilgoć. A z tym, przy coraz częstszych niedoborach wody i wiosennych przymrozkach, bywa coraz trudniej.

Siew czy sadzonki? Rolnicy coraz częściej wybierają droższe rozwiązanie

Siew rozpoczyna się zwykle na przełomie marca i kwietnia, ale coraz częściej ustępuje miejsca nasadzeniom.

– Obecnie sadzonki stanowią już ok. 50% plantacji – mówi Mariusz Marciniak. I choć to rozwiązanie jest droższe, niemniej bezpieczniejsze i szybsze. Zwłaszcza gdy rynek czeka na surowiec. W przypadku np. melisy zalecana norma siewu to 2–3 kg nasion na hektar. Kilogram kosztuje ok. 300–400 zł. Przy sadzonkach skala wydatku jest znacznie większa: potrzeba od 60 do 90 tys. szt./ha, a jedna kosztuje ok. 17 gr. Z drugiej strony rośliny, takie jak zioła, czyli dwu- i trzyletnie, z nasadzeń szybciej budują potencjał plonowania, przez co koszty mogą szybciej się zwrócić.

Problem, o którym mało się mówi: kiepska jakość nasion

Zdaniem rolnika problemem staje się także jakość materiału siewnego.

– Dziś w zielarstwie nie mamy w ogóle odnawialności gatunku. Nikt nie prowadzi hodowli, nikt nie prowadzi selekcji gatunków, tylko jest to cały czas z tych samych nasion – zaznacza Marciniak. Skutek? Gorsze wschody, większa presja patogenów i mniejsza przewidywalność plantacji. Niemniej po latach doświadczeń nawet z takimi trudnościami jest sobie w stanie poradzić.

– Zioła sieję rzędowo: uprawy korzeniowe co 64 cm, a ziela co 45–50 cm, w zależności od tego, czy pochodzą z siewu, czy z sadzonek – podkreśla rolnik. Ten rozstaw nie jest przypadkowy. Ma umożliwić mechaniczne i ręczne ograniczanie chwastów. Bo właśnie zachwaszczenie jest jednym z największych problemów tej produkcji.

– Tutaj chemii praktycznie nie ma, do dyspozycji jest tylko haczka. A więc pozbycie się chwastów na 25 ha jest nie lada wyzwaniem – dodaje producent ziół z Wielkopolski. Plantacje są pielone do każdego zbioru ok. 4–5 razy. A te zdarzają się nawet dwa w sezonie. Do tego dochodzą choroby, takie jak mączniak i zgorzel korzenia oraz szkodniki glebowe: drutowce i rolnice. Odpowiedzią na nie są głównie działania agrotechniczne, m.in. spulchnianie gleby. W zielarstwie margines błędu jest mały, bo jakość surowca ocenia się bardzo surowo.

Zbiór i suszenie – kluczowy moment dla jakości surowca

Od maja gospodarstwo wchodzi w kolejny etap: zbiór i suszenie. Kolejność roślin na polach jest tak zaplanowana, by suszarnie mogły pracować bez przestojów. Najpierw pokrzywa, potem estragon, melisa, mięta, prawoślaz, na końcu lubczyk. W przypadku ziół z nasadzeń w sierpniu przypada drugi zbiór. Przy siewie jest to zwykle pierwszy i jedyny zbiór w sezonie.

Ścięte zioła trafiają do suszarni, gdzie w pięciu komorach partiami dosuszane są w temperaturze 38°C do 10–12% wilgotności. Proces trwa od 2,5 do 3 dni, w zależności od asortymentu. Suszenie trwa zazwyczaj do października. Potem przychodzi czas na wybieranie korzeni, który z kolei przeciąga się czasami nawet do połowy grudnia.

Eksport do Niemiec i surowe normy. „Kilka roślin może zniszczyć wszystko”

Gospodarstwo pracuje pod konkretnych odbiorców.

– Mam klientów, którzy wymagają powtarzalnej jakości. Do lokalnych producentów herbatek trafia 10–15% produkcji, reszta idzie na eksport i jedzie głównie do Niemiec. Surowiec znajduje zastosowanie nie tylko w przemyśle spożywczym, ale także w farmacji – mówi Mariusz Marciniak. I właśnie tu zaczyna się najbardziej wymagająca część tej pracy: laboratoryjna weryfikacja jakości.

– Surowiec przechodzi szereg badań. Największą przeszkodą przy sprzedaży są alkaloidy, które występują najczęściej w starcu zwyczajnym. Wystarczy ok. 4–5 roślin na hektar, aby zdyskwalifikować całą partię – zwraca uwagę. Pokazuje to, jak niewielki detal może przesądzić o wyniku ekonomicznym całego sezonu. A presja starca zwyczajnego, jak mówi rolnik, jest dziś ogromna. Kolejne zagrożenie to pozostałości pestycydów.

– Wystarczy mała nieostrożność któregoś z sąsiadów i mam kłopoty. A normy to są setne dziesiątych – dodaje plantator.

Brak ubezpieczeń. Rolnicy czują się pomijani

Na tym tle szczególnie boleśnie wybrzmiewa kwestia zabezpieczenia produkcji. – Jesteśmy dyskryminowani, bo nie mamy dotacji do ubezpieczenia ziół – mówi wprost. Firmy ubezpieczeniowe nie chcą obejmować plantacji ochroną od ryzyka wymarznięcia czy suszy, uznając je za zbyt wysokie. Tymczasem producenci ziół mogą liczyć właściwie tylko na podstawowe dopłaty w ramach WPR. W ubiegłym roku było to ok. 700 zł do hektara. Przy tak specjalistycznej i ryzykownej produkcji to niewiele.

Pasja mimo trudności

A jednak w głosie rolnika nie ma zniechęcenia. Jest raczej świadomość, że zielarstwo to zajęcie dla tych, którzy godzą się na zmienność i nie szukają dróg na skróty.

– Wyzwań jest całe mnóstwo, ale zioła niemal mam we krwi. Jak się lubi, co się robi, to wiadomo, nie jest się w pracy, a mnie zielarstwo sprawia przyjemność – przyznaje z dumą.

image

Czy nisze w rolnictwie dają zysk? Sprawdziliśmy to w duńskim gospodarstwie!

Dominika Mulak
Autor Artykułu:Dominika Mulak
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
02. maj 2026 19:00