Rolnicy dostaną nawet 300 tys. euro? Sejm chce 6× podnieść limit z Funduszu Ochrony Rolnictwa
Sejmowa komisja rolnictwa poparła 11 marca poselski projekt zmian w ustawie o Funduszu Ochrony Rolnictwa. Najważniejsza zmiana dotyczy grup producentów rolnych i innych zorganizowanych podmiotów, które po nowelizacji mają móc otrzymywać wyższe rekompensaty za brak zapłaty od niewypłacalnych skupów. Zamiast dotychczasowego limitu 50 tys. euro, pułap ma wzrosnąć 6 razy: do 300 tys. euro w ciągu trzech lat.
Projekt dostał zielone światło komisji, ale podczas obrad nie brakowało mocnych sporów. Największy dotyczył tego, czy pomoc z funduszu nadal ma być traktowana jako pomoc de minimis, czy też powinna zostać z tego reżimu wyłączona.
Z 50 tys. do 300 tys. euro. Sejm chce 6× podnieść limit rekompensat
Podczas posiedzenia podkreślano, że obecne przepisy są niekorzystne dla rolników działających w grupach producenckich. Choć od lat zachęcano producentów do organizowania się, to w praktyce przy rekompensatach mieli oni niższy limit niż skala ich realnych strat.
Przedstawiając projekt, wskazywano, że celem nowelizacji jest to, „aby umożliwić otrzymanie większych rekompensat dla tych podmiotów, które działają na rynku w sposób zorganizowany i do których członkami są rolnicy”.
Ministerstwo rolnictwa poparło ten kierunek. Jak zaznaczył minister Stefan Krajewski, projekt „zasługuje na pozytywną ocenę”, bo podnosi maksymalną kwotę rekompensaty dla grup producentów z 50 tys. do 300 tys. euro i ma poprawić ich bezpieczeństwo finansowe.
Ministerstwo: zmiana potrzebna, ale jest problem z przepisami UE
Największe emocje wzbudził spór o to, czy środki z Funduszu Ochrony Rolnictwa są pomocą publiczną. Część posłów i organizacji rolniczych przekonywała, że skoro fundusz jest tworzony ze składek uczestników rynku, to nie powinien być ograniczany zasadami de minimis.
Resort rolnictwa przedstawił jednak odmienne stanowisko. Zwrócono uwagę, że choć w ustawie zapisano, iż środki funduszu nie są środkami publicznymi w rozumieniu ustawy o finansach publicznych, to z punktu widzenia prawa unijnego sytuacja wygląda inaczej.
Jak tłumaczyła przedstawicielka ministerstwa, „Komisja Europejska zajęła w przedmiotowej sprawie jednoznaczne stanowisko, że te środki są środkami publicznymi”. Dodała też, że w takiej sytuacji pomoc może być udzielana albo w ramach programu zaakceptowanego przez Komisję Europejską, albo jako pomoc de minimis.
Bruksela może kazać zwrócić pieniądze? Resort ostrzega
Resort przypomniał, że próbował uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na inny model, ale bez powodzenia. Ostrzegano, że gdyby Polska wypłacała wsparcie poza dopuszczalnymi regułami, Bruksela mogłaby nakazać beneficjentom zwrot pieniędzy z odsetkami.
Minister Stefan Krajewski podkreślił, że nie chce ryzykować takiego scenariusza. Jak mówił, można oczywiście przyjąć rozwiązanie bez ograniczeń de minimis, „natomiast nie możemy pozwolić na to, że wypłacimy bez zgody, a później będziemy windykować rolników z pomocy, która była udzielona im w tym trudnym czasie”.
Rolnicy: ta pomoc nie powinna być objęta limitem de minimis
Strona społeczna mówiła w tej sprawie dużo ostrzej. Krajowa Rada Izb Rolniczych przypomniała, że od dawna domaga się wyłączenia pomocy z Funduszu Ochrony Rolnictwa z zasad de minimis.
- Kierunek jest dobry, ale jeśli się wyczerpie pomoc de minimis, to co? Ci rolnicy zostaną bez pieniędzy? - podkreslił przedstawiciel KRIR. Dodał też, że skoro w ustawie zapisano, iż środki funduszu nie są środkami publicznymi, to jego zdaniem „nie powinny podlegać limitom de minimis”.
„Unia nie będzie grzebała w naszych lodówkach”. Ostre słowa na komisji
Jeszcze mocniej wypowiadał się prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych Władysław Serafin. Podczas komisji mówił, że rolnicy są ofiarami nieuczciwych podmiotów skupujących, a państwo nie powinno ich karać po raz drugi ograniczeniami de minimis.
– To są nasze pieniądze i nie będzie nam żadna Unia grzebała w naszych lodówkach – mówił Serafin. – Odejść od pojęcia de minimis, bo to jest podwójne karanie. Ta pomoc i tak nie zwraca szkód, w które wpadł rolnik, a na trzy lata ma zamkniętą formę wszelkiej pomocy - dodał.
Podobnie argumentowali przedstawiciele organizacji rolniczych z Lubelszczyzny. Wskazywali, że część grup producenckich poszkodowanych po upadku podmiotów skupujących do dziś czeka na pełne rozliczenie rekompensat, a obecne przepisy zamykają im drogę do wyższej wypłaty.
Wszyscy zgodni w jednym: fundusz musi zostać
Choć wokół de minimis pojawiły się ostre spory, sama idea funduszu miała szerokie poparcie ponad podziałami politycznymi.
Były minister rolnictwa Robert Telus ocenił, że ustawa o Funduszu Ochrony Rolnictwa była „jedną z lepszych ustaw, które w ostatnich latach udało nam się uchwalić”. Przypominał, że przez lata wielu rolników było oszukiwanych przez firmy skupujące, a fundusz miał być dla nich realnym zabezpieczeniem.
Poseł Krzysztof Ciecióra mówił z kolei, że fundusz to „bardzo potrzebny mechanizm, który wypłaca rekompensaty rolnikom, gdy podmiot skupujący staje się niewypłacalny. To finansowa siatka bezpieczeństwa dla tysięcy producentów”.
Również Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa podkreślał, że mechanizm powinien być rozwijany, bo ma chronić gospodarstwa przed upadkiem po utracie należności za sprzedane produkty.
Dlaczego firmy nie płacą rolnikom? Kołodziejczak chce analizy rynku
Podczas posiedzenia głos zabrał także poseł Michał Kołodziejczak, który zwracał uwagę, że sam mechanizm wypłat z Funduszu Ochrony Rolnictwa nie rozwiąże problemu, jeśli nie zostaną przeanalizowane przyczyny zatorów płatniczych na rynku.
– Dla mnie bardzo ważna jest analiza, skąd biorą się problemy pośredników i handlowców, którzy nie płacą rolnikom. Bez takiego podejścia będziemy tylko wykładać pieniądze, a nie rozwiązywać problemu – mówił.
Z kolei przedstawiciel Krajowej Rady Izb Rolniczych i szef Podlaskiej Izby Rolniczej Grzegorz Leszczyński podkreślał, że rolnicy obawiają się ograniczeń związanych z pomocą de minimis.
– Jeśli rolnicy wyczerpią limit de minimis, mogą zostać bez wsparcia z funduszu. Dlatego naszym zdaniem tę pomoc powinno się z tego systemu wyłączyć – zaznaczył.
Ile pieniędzy już wypłacono rolnikom z funduszu
Podczas komisji padły też konkretne liczby. Ministerstwo podało, że w 2025 roku wnioski o pomoc z Funduszu Ochrony Rolnictwa złożyło 633 producentów rolnych i grupy, w tym 26 podmiotów, które potencjalnie mogłyby korzystać z wyższego limitu 300 tys. euro.
Skutki finansowe wypłaty wyższych rekompensat dla tych grup oszacowano na około 2,7 mln zł. Dla porównania, łączna wartość przyznanych w 2025 roku rekompensat wyniosła 31,87 mln zł, a na funduszu zgromadzono około 110 mln zł.
Resort zaznaczył, że planowana zmiana nie powinna zagrozić wypłatom dla pozostałych rolników.
Padła też informacja, że 237 wniosków zostało odrzuconych. Jednocześnie ci, którzy złożyli już dokumenty, mają po zmianie przepisów móc uzupełnić wymagane oświadczenia i skorzystać z wyższego limitu bez konieczności składania całego wniosku od nowa.
Komisja dała zielone światło. Co dalej z ustawą?
Ostatecznie komisja przeszła do szczegółowego rozpatrzenia projektu i przyjęła go wraz z poprawkami redakcyjnymi. W głosowaniu 21 posłów było za, nikt nie był przeciw, 2 osoby się wstrzymały.
Na koniec minister rolnictwa zapowiedział, że resort może jeszcze raz wrócić do rozmów z Komisją Europejską w sprawie charakteru tej pomocy. – Możemy raz jeszcze wystąpić do Komisji Europejskiej i podjąć taką próbę uzyskania zgody. Jeśli taka zgoda by była, to wrócimy do nowelizacji i zmienimy przepisy – zadeklarował Stefan Krajewski.
Na dziś najważniejsze jest jednak to, że projekt otwierający drogę do wyższych rekompensat dla grup producentów rolnych przeszedł przez komisję i trafi do dalszych prac w Sejmie. Jeśli ustawa zostanie uchwalona, zorganizowani rolnicy dostaną większą ochronę przed skutkami niewypłacalności skupów.
Kamila Szałaj
