Coraz więcej klientów dużych sieci handlowych zauważa, że na sklepowych półkach brakuje jaj. Problem dotyczy na razie wybranych sklepów i konkretnych asortymentów, ale branża ostrzega: w najbliższych tygodniach sytuacja może się pogorszyć.
Jak wynika z informacji Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP), przyczyny są znacznie głębsze niż chwilowe zakłócenia w dostawach.
Braki jaj w sklepach to efekt kilku procesów naraz
Z punktu widzenia rynku mamy dziś do czynienia z nakładaniem się kilku zjawisk. Najważniejsze z nich to grypa ptaków, zmiany w strukturze sprzedaży jaj oraz napięcia między popytem a realną podażą.
Jak podaje KIPDiP, tylko w ostatnich sześciu tygodniach pogłowie kur nieśnych w Polsce zmniejszyło się o co najmniej 5 mln sztuk, czyli o blisko 10% krajowego potencjału produkcyjnego. Co istotne, likwidacji podlegały w dużej mierze stada utrzymywane w alternatywnych systemach chowu – ściółkowym, wolnowybiegowym i ekologicznym. To właśnie te jaja dominują dziś w ofercie większości dużych sieci handlowych.
Grypa ptaków realnie zmniejsza podaż jaj
Problem nie jest teoretyczny. W połowie stycznia potwierdzono w Wielkopolsce jedno z największych ognisk HPAI w ostatnich latach. W samym stadzie kur niosek objętym chorobą utrzymywano ponad 1,46 mln ptaków. Łącznie do 20 stycznia 2026 r. w Polsce wykryto 19 ognisk grypy ptaków, a liczba drobiu objętego likwidacją przekroczyła 2,95 mln sztuk.
Mniej niosek to mniej jaj, a odbudowa stad trwa miesiącami, nie tygodniami.
Detal postawił na jaja alternatywne, których dziś brakuje
Drugim filarem problemu są decyzje handlu detalicznego. W ostatnich latach wiele sieci handlowych wycofało jaja klatkowe ze swojej oferty. Stało się to pod presją kampanii społecznych i deklaracji wizerunkowych.
Tymczasem struktura produkcji w Polsce pozostaje niezmienna: ok. 68% potencjału produkcyjnego nadal opiera się na chowie klatkowym. Jaja ściółkowe odpowiadają za ok. 24%, wolnowybiegowe za 7%, a ekologiczne za zaledwie 1,4% podaży.
Efekt jest taki, że popyt sieci handlowych koncentruje się na segmencie, który dziś ucierpiał najmocniej wskutek grypy ptaków.
– Na rynku mamy klasyczną sytuację niedostosowania popytu do podaży. Wszyscy wielcy detaliści sprzedają już tylko jaja alternatywne. Teraz tych jaj jest po prostu zbyt mało – ocenia Katarzyna Gawrońska, prezeska KIPDiP.
Ceny jaj rosną nierówno, rynek się rozjeżdża
W hurtowym obrocie jajami sytuacja staje się coraz bardziej niespójna. Ceny jaj alternatywnych rosną, bo ich brakuje. Jednocześnie ceny jaj klatkowych spadają, ponieważ część produkcji nie znajduje odbiorców w dużym detalu.
Zdaniem KIPDiP najprostszym sposobem na szybkie złagodzenie napięć byłoby czasowe dopuszczenie jaj klatkowych do sprzedaży w sieciach, przynajmniej tam, gdzie półki świecą pustkami. Taki ruch mógłby poprawić dostępność i ograniczyć presję cenową.
Import jaj zamiast krajowej produkcji?
Branża obawia się jednak innego scenariusza. W miejsce krajowych jaj klatkowych sieci mogą sięgnąć po import, w tym z Ukrainy, Turcji, a w dłuższej perspektywie także z Brazylii.
To szczególnie istotne w kontekście zmian proceduralnych na poziomie UE. Pod koniec 2025 r. Komisja Europejska zgodziła się na stosowanie wobec Brazylii systemu pre-listingu, co upraszcza drogę tamtejszych producentów na rynek unijny. Pierwsze oferty dostaw na I kwartał 2026 r. już trafiły do europejskich kupców – o czym pisaliśmy wcześniej na portalu. Więcej szczegółów znajdziesz TUTAJ.
Na razie wolumeny importu z Brazylii pozostają symboliczne. Decyzja zapadła jednak w momencie, gdy import jaj do UE i do Polski wyraźnie rośnie. Pamiętajmy również, że zaledwie tydzień temu, 17 stycznia br., została podpisana umowa handlowa UE-Mercosur. Pisaliśmy o tym w artykule:
Co to oznacza dla polskiego rolnika?
Z perspektywy producenta jaj obecna sytuacja pokazuje jedno: rynek znalazł się w punkcie, w którym decyzje handlu rozmijają się z realiami produkcji. Braki jaj w sklepach nie wynikają z braku jaj w ogóle, lecz z braku jaj w konkretnym segmencie, przy jednoczesnym nadmiarze w innym.
Jeśli sieci handlowe nie skorygują swojej polityki zakupowej, a grypa ptaków nadal będzie ograniczać podaż, presja na import będzie rosła. To z kolei oznacza większą konkurencję dla krajowych producentów – często na zasadach, które nie zawsze są równe.
Oprac. Mkh na podst. KIPDiP
