Jesteśmy na Agroshow, gdzie przyglądamy się temu, co obecnie dzieje się na rynku nawozów. W ramach prowadzonej od kilku lat Sondy nawozowej co tydzień monitorujemy ceny nawozów w Polsce, Europie i na światowych rynkach. Sprawdzamy również, dlaczego ceny zmieniają się w taki, a nie inny sposób.
W cotygodniowym materiale przyglądamy się najważniejszym czynnikom wpływającym na rynek - od cen gazu, energii i surowców, przez kursy walut i koszty transportu, aż po sytuację geopolityczną i konflikty zbrojne, które mogą wpływać na produkcję, handel oraz dostępność nawozów.
W każdej sondzie nawozowej nie brakuje oczywiście konkretnych cen z polskiego rynku i przykładów pokazujących, jak różnią się one pomiędzy poszczególnymi województwami.
Jak wygląda obecnie sytuacja na rynku nawozów?
Obecnie na rynku nawozów mamy do czynienia z dość dużą presją kosztową, szczególnie w przypadku nawozów azotowych. Kluczowe znaczenie ma tutaj cena gazu, bo gaz jest podstawowym surowcem do produkcji nawozów azotowych. W ostatnich dwóch miesiącach ceny gazu TTF wzrosły o ponad 65 proc. To oczywiście zwiększa koszty produkcji nawozów. Jednocześnie drożeje również mocznik - w ciągu ostatnich dwóch miesięcy jego cena wzrosła o ponad 20 proc. W Polsce średnia mocznika z inhibitorem wynosi około 2800 – 3000 złotych netto za tonę.
Co tak naprawdę najbardziej wpływa dzisiaj na cenę nawozu? Dlaczego wystarczy zmiana ceny jednego surowca czy energii, żeby przełożyło się to na ceny, które widzi rolnik?
W przypadku nawozów nie ma jednego czynnika, który decyduje o cenie. To jest cały łańcuch kosztów od surowców i energii, przez produkcję, transport, kursy walut, aż po sytuację na światowym rynku. Najlepszym przykładem jest gaz. Dla producentów nawozów azotowych jest on jednym z najważniejszych kosztów produkcji. Jeżeli gaz gwałtownie drożeje, rosną koszty wytwarzania amoniaku, a następnie kolejnych nawozów azotowych. Do tego dochodzi sytuacja geopolityczna. Konflikty zbrojne czy zakłócenia transportu mogą ograniczać podaż surowców i nawozów, a jednocześnie zwiększać koszty transportu.
Zobacz także: Rekordowy deficyt nawozów w Polsce. 1,76 mln ton na minusie i 551 mln euro straty
Mamy również czynniki regulacyjne. W przypadku rynku europejskiego znaczenie ma między innymi CBAM oraz zmiany w warunkach importu nawozów spoza Unii Europejskiej. To wszystko powoduje, że nawet pozornie niewielka zmiana jednego elementu może ostatecznie przełożyć się na cenę, którą widzi rolnik u sprzedawcy.
Co dalej z cenami nawozów? Kupować już teraz czy jeszcze obserwować rynek?”
Tutaj byłabym ostrożna z czekaniem na duże przeceny. W najbliższym miesiącu, półtora spodziewałabym się raczej względnej stabilizacji i niewielkich wahań cen. Jak widzimy na przykładzie tego tygodnia ceny w przypadku saletry poszły o około 180 złotych netto w góre, drożej wychodzą też fosforowe, przez sytuację z siarką, która ma wpływ na produkcje tych nawozów.
W listopadzie i grudniu ryzyko podwyżek będzie moim zdaniem wyraźnie większe. Przede wszystkim drogi gaz, rosnące ceny mocznika, a także ograniczony import nawozów azotowych spoza Unii Europejskiej. W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku do Polski sprowadzono z krajów spoza UE zaledwie 88,9 tys. ton nawozów azotowych, podczas gdy rok wcześniej było to aż 898,3 tys. ton. Dlatego jeżeli rolnik wie, że będzie potrzebował nawozu i ma możliwość zakupu po akceptowalnej dla siebie cenie, nie widzę obecnie mocnego argumentu za tym, żeby czekać wyłącznie z nadzieją na duży spadek cen.
Oczywiście nie oznacza to, że trzeba kupować cały potrzebny wolumen od razu. Rozsądne może być rozłożenie zakupów i obserwowanie rynku, ale przy obecnych czynnikach ryzyko jest raczej po stronie wzrostu cen niż dużych obniżek.
Patrycja Bernat
