To, czego w wielu regionach kraju rolnicy mają jak na lekarstwo, na Żuławach staje się prawdziwym utrapieniem – i to już drugi raz w ciągu pół roku. Ponownie woda przerwała podziurawione przez bobry wały i przelewa się przez spiętrzające wodę bobrowe tamy. Pola rzepaku i pszenicy będą musiały poczekać dłużej niż w innych regionach kraju, gdzie lada chwila wiosna „zawoła” o natychmiastowe działania na start wegetacji. Przed rolnikami kolejne trudne decyzje uprawowe i dodatkowe wydatki, po już i tak bardzo trudnym sezonie.
Zbiór kukurydzy i późny siew pszenicy
Damian Murawiec, rolnik z Żuław, ma poważne problemy na polu, które z roku na rok przybierają na sile. Ostatnie zalania w lipcu po deszczach nawalnych spowodowały opóźnienia w zbiorach i straty w plonach. Nasiąknięta ziemia nie zdążyła przefiltrować wilgoci, a dostała kolejną porcję z roztopów. To jednak nie jedyna bolączka, bo znów we znaki dają się bobry, a na pola trafia jeszcze więcej wody.
– Jesienią, w bólach, w błocie wykosiliśmy kukurydzę. Udało się posiać rzepak, ale nie miał dobrych warunków rozwoju, bo było mokro i brakowało mu powietrza. Pszenicę też częściowo udało się posiać. Potem przyszły mrozy i udało się zaorać. Teraz wszystko czekało na wiosnę, ale nie ma opcji z wjazdem z nawozami. W zasadzie wszystkie pola są pozalewane w mniejszym lub większym stopniu. Niektóre plantacje pewnie będą do częściowego przesiania, a inne do zlikwidowania w całości – mówi Damian Murawiec, rolnik z powiatu elbląskiego w woj. warmińsko-mazurskim.
Obserwuje sytuację i wie, że czeka go trudny sezon, pełen decyzji podejmowanych na ostatnią chwilę. Pola pszenicy na razie są zalane. Kiedy oceni straty, planuje puste miejsca przesiać pszenicą jarą.
– W rzepaku jest najgorzej, bo jak większość pola jest zalana, rośliny wypadną, to będzie trzeba likwidować plantację i siać wtedy co innego, prawdopodobnie kukurydzę. Najgorzej jest w tych miejscach, gdzie widać szkodliwą działalność bobrów. Pola już po lecie i jesieni były nasiąknięte, woda nie zdążyła zejść. Tam, gdzie bobry robią tamy na rowach, spiętrzyła się woda i pola są zalane. Jednak to nie tylko kwestia tam, ale uszkodzeń w wałach przez bobrowe jamy. Niektóre wały puściły i woda powylewała się na pola – mówi Damian Murawiec.
Podkreśla, że mimo iż wegetacja startuje, na całkowite zejście wody z pól trzeba będzie poczekać prawdopodobnie około 1–2 miesięcy. Rolnikom na tym terenie szykuje się bardzo późna wiosenna uprawa i siew. A konsekwencje niestety odbiją się w plonach.
Murawiec zaznacza, że na obszarze Żuław zostało sporo nieuprawionych pól, gdzie jesienią stała woda, uniemożliwiając bezpieczny wjazd w pole.
Opłacalność produkcji na minusie
Rolnik zbierał kukurydzę z mokrych pól, o wilgotności ponad 40 proc. Średnia plonów z okolicy to od 7 do 12 ton „na mokro”. Trzeba było dołożyć do uprawy. Szacuje, że średnio rolnicy stracili na hektarze ok. 1000 zł.
– Niektórym rolnikom zwróci się tylko koszt usługi koszenia i zwiezienia z pola, bo zbierali po 3 t/ha. Straty ogromne – ocenia Murawiec. Podkreśla, że kukurydza miała słabe warunki, zabrakło słońca i temperatur, przyszły przymrozki, ziarno nie dojrzało w pełni. Gospodarstwa, które w tym regionie mocno nastawiły się na uprawę kukurydzy ziarnowej w 2025 r., niestety sporo straciły.
– Z racji wydatków, kredytów, zakupu nawozów, musiałem sprzedać całą magazynowaną pszenicę. Średnia cena 750 zł/t za konsumpcyjną pszenicę – to śmiech na sali. Cały rzepak sprzedałem w lutym, cena odbiła o 100 zł i wyniosła 2100 zł/t. Kukurydzę też będę musiał zaraz sprzedać. Niestety, przy takich niskich cenach w skupie i wysokich kosztach produkcji nie mam takiej możliwości, żeby móc ją dłużej magazynować – mówi Murawiec. Miniony sezon był trudny, a nadchodzący nie zapowiada się optymistycznie. Dopłaty bezpośrednie dotarły na czas – w lutym, ale za chwilę, jak mówi – rozpłyną się na bieżące i coraz to większe wydatki.
– Warto dodać, że w porównaniu do ubiegłego roku, przez zmiany, które wprowadzono w ekoschematach, dostaliśmy mniej pieniędzy o około 25 proc. I tak zaraz większość zostanie wykorzystana na przesiewy pszenicy i zasiewy jarych. Te uprawy pochłoną bardzo dużo pieniędzy, bo były koszty poniesione jesienią, a teraz dodatkowe, nieplanowane – wiosną – mówi rolnik.
Według niego najbardziej poszkodowane w wyniku zmian w ekoschematach i dopłatach bezpośrednich 2025 były gospodarstwa od 100 do 300 ha (dwa ekoschematy, limit do 300 ha), w tym jego własne.
– Ile tam tej dopłaty wychodzi? Osiemset – siedemset złotych? Taka wychodzi stawka jeśli jest możliwość zaznaczenia jednego ekoschematu – mówi Murawiec zrezygnowany. Warto przypomnieć, że w swoim gospodarstwie prowadzi uprawę kukurydzy, rzepaku i pszenicy. Każda z nich miała niestety w ostatnich miesiącach „pod górkę” na wszystkich frontach.
Jak długofalowo poprawić sytuację rolników z Żuław?
Rolnicy uważają, że nadal pilnie potrzebne są inwestycje w konserwację struktury przeciwpowodziowej i melioracyjnej. Ostatnie wydarzenia – zalania i podtopienia – zdaniem rolników z Żuław pokazują wszystkie zaniedbania ostatnich lat.
Murawiec zaznacza, że od lipca, na zgłoszenia rolników, niektóre prace na wałach zostały wykonane, zostały oczyszczone pewne odcinki kanałów, interwencyjnie było to zabezpieczone.
– Jednak to nadal wymaga dużo pracy. To, co zostało wykonane, to jest kropla w morzu potrzeb. To będzie działo się stale, dopóki nie zostanie zmniejszona populacja bobra w tym rejonie. Oczekujemy od Ministerstwa Klimatu wydania zgody na odstrzał, na depopulację bobra na Żuławach. Od Ministerstwa Infrastruktury oczekujemy realnego podejścia do dofinansowania i do nadzoru Wód Polskich. Od Ministerstwa Rolnictwa oczekujemy wsparcia w wywieraniu presji na dwa powyższe resorty, żeby zwiększyć środki na zabezpieczenie Żuław, na naprawę uszkodzeń i zaniedbań, żeby te środki zostały jak najszybciej uruchomione. Oczekujemy zajęcia się tematem naprawdę na poważnie, bo w ciągu w zasadzie pół roku mamy już dwie katastrofy – apeluje Damian Murawiec.
Podkreśla, że doraźnie na pewno by pomogła rekompensata, bo ta sytuacja na polach w większości jest spowodowana zaniedbaniami infrastruktury melioracyjnej i przeciwpowodziowej, co wynika z błędnych decyzji politycznych.
– Ubiegłoroczna pomoc finansowa została wypłacona w listopadzie, ta na bazie zdjęć satelitarnych. W tym przypadku pojawił się problem fundamentalny, że system źle zdiagnozował zalania działek. Sama obsługa wniosków w biurach powiatowych i wypłata środków była szybka, ale system zawiódł kompletnie. Dobrze, że zostały powołane komisje szacujące straty i na bazie protokołów szacowania strat otrzymaliśmy dopiero realną pomoc, były realizowane do końca grudnia. System wymaga naprawy, jeśli szacowanie szkód ma się odbywać przy jego pomocy – mówi Damian Murawiec.
Zalane tereny rolnicze
- Sytuacja jest skomplikowana na całych Żuławach, wpłynęły na to dwa czynniki. Pierwszy czynnik typowo geograficzny, czyli dużo śniegu i niskie położenie terenu. A drugi czynnik to zaszłości w infrastrukturze wodnej. Byłem przed chwilą na miejscu, rozmawiałem z rolnikiem i widziałem, jak faktycznie sytuacja wygląda na polu. Wody Polskie zapewniają, że pompy pompują, że wszystko po ich stronie odbywa się właściwie. Natomiast w terenie widać, że śnieg jeszcze jest, tam gdzie rowy były wyczyszczone – woda płynie. Na kanałach woda stoi. Także w gminie Ostaszewo, w miejscowości Jeziernik, wczoraj była zalana droga gminna. Rolnicy zadziałali i już jest przejezdna – komentuje w rozmowie z naszą Redakcją Paweł Cywiński, pełnomocnik ministra rolnictwa ds. Żuław. Został powołany na to stanowisko po krytycznej sytuacji w lipcu ubiegłego roku.
- Wody po raz kolejny jest za dużo. Widać, że grunty są tak nasiąknięte, że w sposób w pełni naturalny, zanim ta woda wsiąknie i teoretycznie można by było cokolwiek tam robić, to raczej wygląda na to, że będzie już za późno, żeby siać – dodaje Paweł Cywiński i zaznacza, że bobry miały swój udział w tych problemach.
Podkreśla, że są miejsca, gdzie wały podziurawione przez jamy bobrów wyglądają jak sito – infrastruktura nie wytrzymała.
– Niestety nie ma większej woli współpracy ze strony Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, w zasadzie ani jednej, ani drugiej – tak pomorskiej, jak i warmińsko-mazurskiej. Za wszelką cenę upierają się, że bóbr to zwierzę chronione. Jasne, oczywiście chronione, to trzeba zrozumieć, ale trzeba też zrozumieć, że infrastruktura wałowa jest również infrastrukturą obronną. Konieczne jest rozsądne współdziałanie, żeby wyeliminować bobry, nie mówię koniecznie o odstrzale, bo szukamy też innych skutecznych rozwiązań – mówi Cywiński i podkreśla, że rozważane są różne opcje, choć część z nich ma jedynie teoretyczne podłoże, a na Żuławach się nie sprawdzi.
Zaznacza, że w tym przypadku konieczna jest długofalowa strategia i mechanizm ochronny dla tego specyficznego regionu i należy ją opracować przy współpracy zarówno Wód Polskich, Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Klimatu i Rolnictwa, jak i Ministerstwa Obrony.
Paweł Cywiński zalecił zgłaszanie przez rolników do gmin zalanych pól, żeby pozostał po tym ślad i nie okazało się, że nikt o niczym nie informował, a konieczne było uruchomienie komisji klęskowych.
