Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Prawo>Aktualności>

Burza o ziemię nad Dnieprem

Obrazek
Od 17 grudnia ub.r. w Kijowie trwają protesty farmerów przeciwko projektowi ustawy o uwolnieniu gruntów rolnych, a szczególnie jego formie.
Andrzej Sawa31 stycznia 2020, 07:41
Na centralny plac Kijowa Chreszczatik przybyło wówczas, mimo zdecydowanej akcji policji i Gwardii Narodowej, kilka tysięcy rolników. Obawiają się oni, że aż tak liberalna forma wypuszczenia ziemi na wolny rynek może doprowadzić do skoncentrowania na własność olbrzymich połaci gruntów w rękach wąskiej grupy oligarchów, włącznie z udziałem światowego kapitału, także spekulacyjnego.

Co prawda, projekt przewiduje utrzymanie zakazu na zakup gruntów przez firmy z zagranicznym kapitałem, ale tylko do 1 stycznia 2024 r. Do protestu dołączyli politycy opozycji, m.in. partia Batkiwszczyna (Ojczyzna) byłej premier Julii Tymoszenko, partia Swoboda oraz Ukraińska Rada Agrarna. Przez kilka godzin ruch samochodowy na Chreszczatiku był zablokowany, doszło do ostrych starć z siłami porządkowymi  wybuchły zamieszki. Ucierpiało 23 funkcjonariuszy, a 26 uczestników protestu zostało zatrzymanych. Od tamtejszego naszego informatora nieoficjalnie usłyszeliśmy, że jeden z pobitych farmerów po kilku dniach zmarł. W związku z incydentami wszczęto już sprawy karne. Po kilku dniach znowu doszło do zamieszek, większa pikieta farmerów miała miejsce jeszcze w połowie stycznia. Protest trwa.

Potęga agroholdingów

Do końca 2020 r. Ukraina chce uwolnić rynek ziemi. Oznaczałoby to, że 32 mln ha, które są własnością byłych kołchoźników pójdzie na sprzedaż. Rządowy projekt uwolnienia rynku ziemi z połowy listopada ub.r. zakładał, że jeden podmiot będzie mógł kupić aż do 0,5% powierzchni użytków rolnych całej Ukrainy i aż do 8% ziemi w jednym obwodzie (województwie), co w praktyce oznacza, że np. w obwodzie lwowskim stałby się właścicielem nawet 200 tys. hektarów gruntu.

Powierzchnia użytków rolnych sąsiada za Bugiem wynosi 41,5 mln ha, z czego 32 mln ha stanowią grunty orne. Ponad 20 lat temu rozparcelowano ziemię po kołchozach, dzieląc powierzchnię każdego z nich przez liczbę jego dotychczasowych pracowników i emerytów. Każdy z nich dostał na własność geodezyjnie wyodrębnioną działkę o powierzchni od kilku do 10 hektarów, w zależności od regionu kraju – najwięcej na wschodzie. Do tej pory jednak ziemia rolna nie może uczestniczyć w obrocie, bowiem nie można jej sprzedawać.

W praktyce funkcjonują tam trzy typy użytkowania ziemi: niewielkie, przydomowe gospodarstwa, gospodarstwa, tzw. farmerskie (od kilkudziesięciu do kilkuset, a nawet kilku tysięcy hektarów) oraz olbrzymie agroholdingi, które wydzierżawiły grunty od byłych kołchoźników. Najwięksi giganci skoncentrowali grunty na powierzchni od 150 tys. do nawet 700 tys. ha w formie spółek z olbrzymim kapitałem. Gdyby rządowy projekt w pierwotnej formie wszedł w życie, grunty w praktyce mogłyby trafić w ręce 200 tamtejszych oligarchów.

Drobni bez kapitału

Ukraińcy w zdecydowanej mierze domagają się upowszechnienia własności, w tym na wsi, poprzez powiększenie rodzinnych (tzw. farmerskich) gospodarstw do powierzchni maksymalnie 500–1 tys. ha. Te jednak, liczące obecnie od kilkudziesięciu do kilkuset hektarów, nie mają kapitału na rozwój i inwestycje, w tym na zakup ziemi. Dopiero tworzone są zręby spółdzielczości rolnej (kooperatywy) do ich obsługi, głównie za ich pieniądze. Funkcjonuje już łącznie prawie 1300 spółdzielni obsługujących rolnictwo. Zajmują się m.in. wspólną sprzedażą płodów i zakupem środków do produkcji dla gospodarstw farmerskich.

Szacuje się, że po ewentualnym uwolnieniu rynku ziemi, gdyby trafiła ona do sprzedaży, 1 ha kosztowałby równowartość 1 tys. dolarów, ale są to tylko luźne przypuszczenia. Owszem, padają oficjalne słowa o wsparciu tanimi kredytami gospodarstw do 500 ha, ale kończy się to tylko na obietnicach. Małe gospodarstwa (kilka ha), których jest bardzo dużo, produkują głównie na samozaopatrzenie. Zaledwie 0,4% ogółu wszystkich producentów rolnych dysponuje w dzierżawach ponad 20% ogółu powierzchni ukraińskiej ziemi. Tylko oni mają olbrzymi kapitał, najnowocześniejszy sprzęt, technologie uprawy, są w stanie zainwestować w przetwórstwo wielkie sumy.

Ukraina w rozkroku

Część drobnych właścicieli, którzy nie uprawiają działek, jest za maksymalnym uwolnieniem obrotu. Chcieliby bowiem je sprzedać za najwyższą cenę. Tylko że takową są w stanie zapłacić jedynie agroholdingi. Społeczeństwo Ukrainy obawia się jeszcze większego pogłębienia podziałów społecznych, które tam są bardzo widoczne. Ze społecznego punktu widzenia optymalnym wyjściem byłyby gospodarstwa farmerskie, ale nie mają one większego kapitału, z kolei państwa nie stać na finansową pomoc.

Wydaje się, że do końca roku nad Dnieprem ten problem może zdominować tamtejszą dyskusję publiczną. Konflikt pomiędzy wielkim kapitałem i społeczeństwem może być ostry. W jakim kierunku pójdzie tamtejsza polityka rolna? W stronę dalszej oligarchizacji czy upowszechnienia własności, także tej na wsi?
Andrzej Sawa

Picture of the author
Autor Artykułu:Andrzej Sawa
Pozostałe artykuły tego autora

Ważne Tematy