Forma i termin nawożenia decydują o skuteczności azotu
dr Maria Walerowska: Panie profesorze, nie ma lepszej osoby, której mogłabym zadać to pytanie. Czy ten azot w ogóle miał szansę zadziałać?
Prof. UPP dr hab. Witold Szczepaniak: Powiem tak, patrząc na większość Polski, z tego co ja się orientuję, te teopady po przeprowadzonym nawożeniu wiosennym były na tyle niskie, że na pewno nie działa idealnie. Natomiast czy działa lepiej, czy działa gorzej, to zależy od bardzo wielu zmiennych. Z jednej strony od tego, kiedy rzeczywiście było to nawożenie przeprowadzone, czy to było w jednej dawce całość podane, czy było tutaj podzielone na dwie dawki, tak jak wspomniałaś. I z drugiej strony też trzeba mieć świadomość, które formy w tym roku miały większą szansę efektywniejszego zadziałania, a które mniejszą szansę.
No i jeśli ktoś w taki klasyczny sposób podzielił nawożeniae czyli pierwsza dawka i odstęp dwutygodniowy i druga dawka, a pierwsza dawka początkiem marca była zastosowana, a druga w połowie czy często po połowie marca, bo wiem, że takie rzeczy się w tym roku działy i do tego niestety jeszcze w drugiej dawce był zastosowany przykładowo mocznik z inhibitorem urazy, to wtedy szansa na zadziałanie tego azotu jest zdecydowanie jeszcze mniejsza niż w tych warunkach, kiedy był ten azot zastosowany w pełni na początku marca i w całości tutaj w saletrzaku, tudzież innych nawozach, które mają te dwie formy mineralne azotu, które są pobierane, czyli forma NH4NO3.
W gospodarstwach, które są nastawione na RSM możemy sobie jasno powiedzieć, że może to nie było idealne rozwiązanie, ale tam należało zrobić mianowicie to, żeby jak najszybciej całość azotu tutaj podać, tylko różnica między RSM-em a mocznikiem z inhibitorem urazy polega na tym, że w RSM-ie ta forma amidowa nie jest blokowana przez inhibitor, natomiast tutaj, jak sama nazwa wskazuje, mamy jeszcze odwleczone działanie tego składnika i to naprawdę w tym roku nie było wskazane, jeśli patrzymy na mocznik z inhibitorem urazy.
Dostępność nawozów i warunki pogodowe wymusiły decyzje
MW: Ja zakładam, że chyba mimo wszystko większość zastosowała te formy raczej szybko działające azotu, widząc co się dzieje, aczkolwiek trudno mi powiedzieć, bo zależy kto jaki miał nawóz kupiony, prawda?
WS: Myślę, że od tego należało zacząć, szczególnie, że przez jakiś czas był problem z dostępnością azotu i podejrzewam, że wtedy to, co było na placu, co było w magazynie, to jechało na pole i nie zawsze było akurat to, co powinno być, no bo ta utrata liści, ta zima bez śniegu w wielu regionach Polski skutkowała tym, że te formy amidowe, a szczególnie już mocznik z inhibitorem urazy w tym roku, no krótko mówiąc nie pasuje tutaj do strategii tegorocznego żywienia rzepaków.
Chłodna wiosna i susza zaburzyły pobieranie azotu
MW: Dodajmy jeszcze do tego, że było stosunkowo, nawet nie stosunkowo, ale dosyć chłodno, zwłaszcza jeżeli porównamy tą wiosnę do poprzednich wiosen, prawda?
WS: To jest kolejny aspekt, który znowu mówi o tym, że bardziej formy mineralne niż formy tutaj amidowe, czy to w moczniku, czy w innych nawozach, czy to w RSM-ie, czy w innych produktach, więc tutaj musimy sobie jasno powiedzieć, że mimo, że te warunki w całej Polsce nie są idealne i nie były idealne do tej pory przez ostatnie tygodnie do pobierania azotu, to musimy powiedzieć jasno, że można było to zrobić lepiej, można to było zrobić gorzej, a optymalnie by było, gdyby już część azotu była zastosowana jesienią, późną jesienią, żeby ten azot mógł być już przemieszczany w tych miesiącach zimowych, kiedy gleba nie była zamarznięta, to wtedy ta efektywność na pewno będzie większa. Natomiast patrząc na pola, możemy powiedzieć jedną rzecz, że te pola są bardzo różne w tym roku. Są takie plantacje, które dopiero teraz w ostatnim czasie wybijają wpęd i gdzieś te pąki kwiatowe dopiero są odsłaniane, a są takie plantacje, gdzie już od dwóch tygodni mamy sterczące anteny widoczne, pąki kwiatowe.
Zobacz także: Rozeta stoi w miejscu. Po czym poznać, czy rzepak jeszcze odbije?
Tylko kłopot polega na czym jeszcze, że dzisiaj jesteśmy w tym terminie, kiedy ten azot powinien być budowany w tej roślinie, powinien być pobierany intensywnie. Większość potrzebnego azotu musi pobrać do początku kwitnienia, bo jeśli tego nie zrobi, to później już możemy z góry powiedzieć, że każde zakłócenie bieżącego pobierania będzie skutkowało tym, że ten plon będzie słabiej kodowany, a później słabiej wykształcany. A z drugiej strony, jeśli nagle się rozpada na koniec kwitnienia czy po kwitnieniu i ten azot, który zastosowaliśmy wcześniej, będzie w całości dostępny dla rośliny, to roślina może zgłupiać fizjologicznie i zareaguje w ten sposób, że będzie chciała tworzyć nowe liście.
MW: Całą masę nadziemną, rozety, liście.
WS:Dokładnie, tej, której nam dzisiaj brakuje, bo tej rozety nam często brakuje, szczególnie w sytuacji, gdzie nie mieliśmy śniegu, gdzie 80, 90 czy ponad 90% liści z jesieni zostało odrzuconych. No i wtedy zacznie budować liście zamiast budować plon. On już wtedy ma budować plon i myślę, że dzisiaj jeszcze jest czas, gdzie możemy jeszcze pomóc temu rzepakowi, żeby ten plon zbudował.
Dokarmianie dolistne może jeszcze pomóc
MW: No i właśnie, Panie Profesorze, co robić w tej sytuacji? Czy my możemy ratować się dostarczeniem makroskładników przez liść? Czy to jest rozwiązanie?
WS: Jak najbardziej uważam, że jesteśmy w takim terminie, gdzie możemy już z czystym sumieniem to powiedzieć głośno. Dlaczego mówię głośno? Bo do tej pory mieliśmy bardzo dużo dni z przymrozkami, gdzie praktycznie, no, czy byliśmy krótko po przymrozku, czy byliśmy przed przymrozkiem, czy byliśmy w trakcie przymrozku i wtedy pompowanie rośliny przez liście, no, ma swoje pewne ograniczenia i często możemy prowadzić do tego, że uszkodzimy te rośliny. Natomiast teraz, jeśli nagrywamy tutaj ten program w Wielkopolsce, to od kilku dni mamy ciepło, nie ma w nocy przymrozków, są idealne warunki do dostarczania składników łącznie z azotem przez liść.
I co jest też istotne? Istotne jest to, że jeszcze mamy na tyle wilgoci w glebie, że te rośliny odzyskują turgor. Bo gdyby już te rośliny były przewiędnięte, wtedy dajmy sobie święty spokój, nic nie róbmy, bo bardziej zaszkodzimy niż pomożemy. Ale jeśli tutaj się wkopiemy, to głębiej jeszcze jest wilgotna gleba, korzeń jest dobrze rozwinięty też z jesieni.Na wiosnę już jest pewna regeneracja tego systemu korzeniowego, to można jeszcze nawet kilkadziesiąt kilogramów do kwitnienia przez ten liść tutaj zastosować.
Ile azotu przez liść? Kluczowe są stężenie i warunki
MW: No i na pewno pojawi się teraz pytanie, ile na jednym, w jednym przejeździe, w jednym zabiegu, ile kilogramów czystego składnika możemy wpompować efektywnie w rzepak teraz przez liść?
WS: Wszystko zależy czym to robimy i w jakiej fazie mamy rzepak, ale przyjmuje się, że w tej fazie rozwojowej zielonego pąka 10-12% możemy jeszcze tutaj takie stężenia mocznika czy rsm 32% robić i to jest bezpieczne. Aczkolwiek pod jednym warunkiem, to co mówiliśmy wcześniej, żeby nie było przymrozków znaczących. Co mam na myśli, jeśli przez pół godziny, godzinę będzie minus jeden nad ranem, to rzepak jest akurat tą rośliną, która sobie z tym poradzi, ale jak będzie minus cztery, minus pięć, minus sześć, to wtedy będą już uszkodzenia, więc tego należy jak najbardziej unikać. I kolejna rzecz, na którą musimy tutaj zwrócić uwagę, akurat nagrywamy w słoneczku program. Do tej pory było nam zimno, teraz jest całkiem cieplutko, ale nie w pełnym słońcu, przy większej wilgotności powietrza i to są te warunki podstawowe, gdzie te maksymalne stężenia dedykowane do tej fazy możemy jak najbardziej wprowadzić. Natomiast jak już będzie żółty pąk, to wtedy idziemy w te stężenia w granicach, bym powiedział, 8-10%. Jak będzie nawet ten zabieg na opadający płatek, to do 6% też jest to bezpieczne, a w skrajnym przypadku, gdyby nam tego azotu jeszcze brakowało w roślinie, to na zieloną łuszczynę, czyli w pierwszym tygodniu po kwitnieniu czy pod koniec kwitnienia, jak już mamy ostatnie kwiatki rozwinięte, które i tak nie są plonotwórcze, znowu 10% tych nawozów, które tutaj wspomniałem. Mocznik czysty, bez inhibitora urazy i RSM 32%, byle to nie był RSM z siarką, bo wtedy możemy mieć uszkodzone rośliny, ale też mamy na rynku szereg nawozów gotowych, które oferują różne firmy, które też zawierają azot, zawierają też inne składniki pokarmowe, bo myśmy się tutaj skupili na czym? Dorzucamy jak najbardziej, dorzucamy siarcza magnezu, dorzucamy co jeszcze? No przede wszystkim mikroelementy, no i trzeba mieć świadomość, że ze względu na te warunki pogodowe, które w tym roku mieliśmy, bardzo często jeden, a czasami dwa zabiegi z borem nam umknęły, a musimy mieć świadomość, że tym borem powinniśmy karmić rośliny sukcesywnie, czyli nie, że na raz dużo, tylko w kilku terminach, bo z jednej strony ten bor jest słabo przyswajalny, a z drugiej strony jest to bardzo trudne.
Całość w naszym filmie!
