Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, a część demonstrantów sforsowała kordon i zablokowała jedną z głównych arterii stolicy. Rolnicy przekazali rządowi 16 postulatów i zapowiedzieli dalszą obecność w Bukareszcie.
Rolnicy przyjechali do stolicy z konkretnymi postulatami
We wtorek 15 września br. do centrum Bukaresztu przyjechali hodowcy z różnych części Rumunii. Według relacji BTA w demonstracji uczestniczyło ponad 1000 osób, choć w innych doniesieniach pojawiały się liczby sięgające kilku tysięcy. Hodowcy domagają się przede wszystkim zmian w zasadach zwalczania chorób zakaźnych oraz rekompensat za zwierzęta poddane ubojowi w ramach działań sanitarnych. Jednym z najważniejszych punktów sporu pozostają również ograniczenia dotyczące handlu żywymi zwierzętami.
Zamknięty eksport coraz większym problemem
W czerwcu Komisja Europejska przedłużyła do końca 2026 r. ograniczenia dotyczące eksportu owiec i kóz z Rumunii do państw trzecich. Decyzja związana jest z występowaniem pomoru małych przeżuwaczy (PPR) oraz oceną ryzyka dalszego rozprzestrzeniania się choroby. Hodowcy kwestionują część działań podejmowanych przez służby weterynaryjne. Szczególne znaczenie ma dla nich kwestia uboju zwierząt ze stad objętych działaniami związanymi ze zwalczaniem choroby. Producenci domagają się również rekompensat za wybite zwierzęta. Wśród postulatów znalazł się także sprzeciw wobec planowanego obowiązkowego szczepienia zwierząt. Dla gospodarstw utrzymujących duże stada ograniczenia oznaczają nie tylko wyzwania związane ze zdrowiem zwierząt, ale również poważne konsekwencje ekonomiczne.
Wśród protestujących dominowali pasterze owiec, w tym często gospodarze posiadający stada, ale nieposiadający własnej ziemi.
Spokojna demonstracja przerodziła się w starcia
Przez pierwszą część dnia sytuacja pozostawała względnie spokojna. Z czasem część uczestników zaczęła opuszczać wyznaczoną strefę.
Doszło do prób przerwania policyjnych zabezpieczeń. Demonstranci przedostali się na jezdnię, a ruch w rejonie Placu Zwycięstwa oraz alei Kiseleff został utrudniony. Wstrzymano również ruch tramwajowy. Według służb część protestujących rzucała przedmiotami w funkcjonariuszy i próbowała przerwać kordon. Żandarmeria odpowiedziała użyciem gazu łzawiącego. Jak przekazywały służby, środki przymusu miały być stosowane „punktowo, stopniowo i proporcjonalnie”.
Część hodowców odcięła się od agresywnych zachowań
Nie wszyscy uczestnicy protestu popierali konfrontacyjny charakter części wydarzeń. Constanța Ștefan, przedstawicielka rumuńskiego środowiska hodowców owiec, zwracała uwagę, że część osób biorących udział w najbardziej dynamicznych wydarzeniach mogła nie reprezentować środowiska hodowców. „Widać, że to nie nasi pasterze” – mówiła, odnosząc się do części uczestników zgromadzenia.
Politycy komentują wydarzenia w Bukareszcie
Do wydarzeń odniósł się lider AUR George Simion, który wezwał uczestników do pokojowego i odpowiedzialnego protestu, oraz prezydent Nicușor Dan, który potępił akty wandalizmu i zaapelował o odpowiedzialność. Z kolei szef PSD Sorin Grindeanu wezwał premiera do podjęcia dialogu z rolnikami.
Rząd zapoznał się z postulatami hodowców
Po kilku godzinach napięcie zaczęło opadać, jednak protest nie został zakończony. Premier Ilie Bolojan wezwał demonstrantów do zachowania spokoju i poinformował, że rząd zapoznał się z postulatami przedstawionymi przez środowisko hodowców. Tymczasem rolnicy zapowiadają dalszą obecność w Bukareszcie. Gheorghe Dănulețiu informował, że oczekują odpowiedzi władz na przedstawione postulaty do środy.
Hodowcy przedstawili rządowi 16 postulatów
Protestujący przekazali do kancelarii rządu listę 16 postulatów. Dotyczą one m.in. handlu zwierzętami, zasad zwalczania chorób, odszkodowań oraz kosztów prowadzenia gospodarstw.
Rolnicy chcą między innymi:
- wznowienia eksportu owiec,
- ograniczenia uboju zwierząt w ramach działań związanych ze zwalczaniem chorób,
- rekompensat za wybite stada,
- zmian w systemie opłat weterynaryjnych,
- tańszych dzierżaw pastwisk,
- rekompensat za straty spowodowane suszą.
Postulaty pokazują, że protest dotyczy nie tylko ograniczeń w handlu, ale także szerszych problemów, z którymi mierzą się rumuńscy hodowcy.
Protesty rolników w Rumunii. „To nie jest obraz całego sektora”
Karol Bujoczek, dyrektor wydawniczy AgroHorti Media, jest aktualnie w Rumunii z grupą polskich rolników. Tak relacjonuje sprawę demonstracji prosto z tego kraju:
- Jesteśmy akurat na wyjeździe studyjnym w Rumunii i pewnie słyszeliście o tym, jak niebezpieczne i burzliwe były protesty w tym kraju. Protesty przypisywano rolnikom. Jak się jednak okazuje, przede wszystkim protestowali rolnicy zajmujący się hodowlą owiec. Powodem ich niezadowolenia jest bardzo trudna sytuacja, w jakiej się znaleźli, również ze względu na chorobę, która dotknęła stada owiec i kóz - tak zwaną chorobę małych przeżuwaczy. W związku z tym, z tego, co podają lokalne media, bo oczywiście nie byliśmy w stanie zweryfikować wszystkiego na miejscu, zaproponowano różne warianty ochrony i walki z chorobą. Rolnicy obawiają się jednak programów szczepień, ponieważ istnieje przekonanie, że po zaszczepieniu zwierząt mogą pojawić się problemy z ich sprzedażą. Do tego dochodzi bardzo trudna sytuacja pogodowa. W wielu regionach Rumunii panuje susza, co dodatkowo komplikuje sytuację gospodarstw. Natomiast brutalny przebieg tych protestów i zamieszki były w dużej mierze związane z tym, że do protestujących rolników dołączyły, jak sami Rumuni mówią, grupy nacjonalistyczne czy bardzo prawicowe. Dla tych środowisk właściwie każdy protest jest okazją do tego, żeby wszcząć burdę i wyrazić sprzeciw wobec rządu. Sami rolnicy produkcyjni trochę wstrzymują się od komentarza, ponieważ podkreślają, że to, co widzieliśmy podczas protestów, nie jest obrazem ani reakcją całego sektora rolnego na trudną sytuację. Ta sytuacja zresztą zmienia się z roku na rok. Takie mamy przynajmniej informacje, jakie przekazują nam tutaj, na miejscu, lokalni mieszkańcy i rolnicy podczas naszego pobytu w Rumunii.
Grupa rolników, która wybrała się na wyjazd studyjny do Rumunii, odwiedziła również tamtejszego gospodarza, Emila Turdeana. Rolnik opowiedział o sytuacji rumuńskiego sektora rolnego oraz odniósł się do trwających protestów.
Jak twierdzi Turdean, sytuacja rumuńskich rolników jest obecnie trudna i wymaga większego wsparcia oraz zapewnienia stabilnych warunków do prowadzenia gospodarstw. Jak wskazuje, dalsze pogłębianie się problemów może sprawić, że część producentów będzie zmuszona zrezygnować z działalności rolniczej i szukać zatrudnienia w innych branżach. W jego ocenie rolnicy oczekują przede wszystkim możliwości spokojnego prowadzenia gospodarstw oraz warunków, które pozwolą im na dalszy rozwój.
Wśród protestujących, jak wskazuje Turdean byli także pasterze antyunijne poglądy. Jednocześnie, dodał że sytuacja na rumuńskim rynku pracy daje rolnikom większe możliwości zmiany źródła utrzymania. Część osób może więc zdecydować się na pracę poza rolnictwem lub połączyć prowadzenie gospodarstwa z dodatkowym zatrudnieniem, zamiast całkowicie rezygnować z działalności.
Patrycja Bernat
Źródła: Digi24, Agerpres, BTA, Romania Actualitati, Republika.
FOt: Canva/Facebook
