StoryEditor

KOWR przegrywa sprawy za 40-tki. Sądy po stronie rolników!

Pojawiła się nadzieja dla rolników, którym KOWR naliczył ogromne kary za rzekome niedotrzymanie warunków umów kupna państwowej ziemi. Coraz więcej sądów oddala pozwy składane przez Ośrodek przeciwko rolnikom, którzy odmówili zapłaty tzw. czterdziestek, czyli kar wynoszących 40% ceny nabycia gruntów.

Arkadiusz Jakubowski
06.01.2026., 19:00h

O sprawie pisaliśmy w top agrar w grudniu 2024 r. Kontrole prowadzone przez ośrodki terenowe KOWR dotyczyły umów sprzedaży nieruchomości rolnych Skarbu Państwa. W 2016 r. znowelizowano ustawę o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi, wprowadzając zapisy mające ograniczyć spekulację ziemią. Nabywcy mieli obowiązek:

  • nie sprzedawać nieruchomości przez 15 lat bez zgody KOWR,
  • prowadzić na niej działalność rolniczą (osobiście w przypadku osób fizycznych),
  • nie ustanawiać hipoteki na rzecz innych podmiotów niż KOWR.

Przed nowelizacją ustawy te same zobowiązane umieszczane były w poszczególnych umowach kupna-sprzedaży ziemi.

Kary za 40-tki

Złamanie tych zasad skutkowało karą w wysokości 40% ceny sprzedaży. Choć podobne zapisy umieszczano już wcześniej w umowach z Agencją Nieruchomości Rolnych (poprzedniczką KOWR), dopiero w ostatnich latach rozpoczęła się fala ich rygorystycznego egzekwowania.

image
sądy rolnik czterdziestki KOWR Arkadiusz Jakubowski
FOTO:

Pod koniec 2024 roku wymierzono 124 takie kary – niewiele liczbowo, ale ich wysokość była szokująca. Rekordzista miał zapłacić 1,6 mln zł. Najwięcej kar nakładał oddział w Opolu – 58 przypadków na łączną kwotę 15 mln zł. Sposób działania urzędników budził jednak poważne wątpliwości. Decyzje były wydawane mechanicznie, bez analizy sytuacji gospodarstw. Intencje ustawodawcy – ochrona ziemi przed spekulacją – przekształciły się w narzędzie represji, które mogło doprowadzić dobrze funkcjonujące gospodarstwa na skraj bankructwa. Po niemal roku od naszej publikacji okazuje się, że rację mieli zarówno rolnicy, jak i prawnicy wskazujący na nieprawidłowości. Sądy zaczynają stawać po stronie ukaranych. Wiadomo już o dwóch prawomocnych wyrokach z Opolszczyzny, które zapadły na korzyść rolników reprezentowanych przez mecenasa Sławomira Kubickiego.

Sprawa Pawła R. (imię i inicjał zmienione)

Paweł R. i jego żona w 2015 roku kupili 10-hektarową działkę za 193 tys. zł. Po ośmiu latach kontrolerzy KOWR uznali, że naruszyli umowę, ponieważ w 2019 r. wniosek o dopłaty obszarowe do ich działek złożyła matka rolnika. Ośrodek zażądał 77 tys. zł kary umownej z odsetkami. Małżeństwo tłumaczyło, że grunt uprawiali sami, a wniosek matki był pomyłką, skorygowaną zresztą już po roku.

Sąd Rejonowy w Prudniku częściowo przyznał rację KOWR, ale zmiarkował karę do 7,7 tys. zł. Obie strony złożyły apelację. Sąd Okręgowy w Opolu uznał, że małżonkowie faktycznie prowadzili gospodarstwo samodzielnie, a urzędowy dokument o dopłatach nie może być jedyną podstawą do wymierzania kary. Uznał, że rolnicy działali zgodnie z umową i oddalił powództwo w całości, zasądzając od KOWR zwrot kosztów postępowania w wysokości ponad 4,5 tys. zł.

Sprawa Adama L. (imię i inicjał zmienione)

Adam L. w 2013 roku kupił od Skarbu Państwa (wówczas Agencji Nieruchomości Rolnych) 4 ha ziemi za 120 tys. zł. Wkrótce przekazał działkę synowi w formie darowizny, by ten mógł rozpocząć samodzielne gospodarowanie i np. skorzystać z programu "Młody rolnik". Grunty nie zostały sprzedane ani wykorzystane w celach spekulacyjnych – syn od początku je uprawiał i uprawia

Mimo to KOWR uznał, że doszło do naruszenia warunków umowy i domagał się 49 tys. zł kary. Sąd Rejonowy w Kluczborku oddalił pozew, wskazując, że obowiązki narzucone w umowie ograniczały konstytucyjne prawo własności i opierały się na wewnętrznym zarządzeniu ANR, które nie ma mocy prawnej. Sąd uznał, że KOWR, żądając kary, nadużył prawa wbrew zasadom współżycia społecznego.

W czerwcu 2025 roku Sąd Okręgowy w Opolu oddalił apelację KOWR, potwierdzając nieważność postanowień ograniczających prawo własności. Orzekł, że obowiązek informowania Agencji o zbyciu ziemi nie miał podstawy ustawowej i nie chronił interesu publicznego, więc nie mógł stanowić podstawy do nałożenia kary. KOWR przegrał proces i musiał zapłacić na rzecz rolnika 1800 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego.

Obie sprawy dotyczyły umów zawartych przed 2016 rokiem, a więc jeszcze przed nowelizacją ustawy. Nie wiadomo, jak sądy będą orzekać w podobnych przypadkach dotyczących późniejszych lat. W Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe, więc każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie.

image
Sławomir Kubicki, adwokat
FOTO: Fot. Jakubowski

Przebieg opisanych postępowań ujawnia jednak poważne luki w przepisach i nadmierne uprawnienia administracji. Zdaniem mec. Sławomira Kubickiego, który reprezentował przed sądami obu rolników, decyzje KOWR pokazują, jak łatwo urzędniczy aparat może działać bezrefleksyjnie, nie zważając na rzeczywiste intencje ustawy ani na interes społeczny.

– Kary mają sens tylko wtedy, gdy służą celom, dla których zostały wprowadzone, a nie stają się narzędziem represji wobec rolników – podkreśla mecenas Kubicki.

"To miało chronić rolników, a stało się batem"

Rozmowa z mecenasem Sławomirem Kubickim, prawnikiem broniącym rolników w sądowych sporach z KOWR

Na jakim etapie są dziś sprawy "czterdziestek", które pan prowadzi?

Oprócz tych dwóch zakończonych prawomocnymi wyrokami, oddalającymi pozwy KOWR, zajmuję się jeszcze kilkunastoma innymi. Większe sprawy, czyli te z wyższymi kwotami roszczeń, trafiły do sądów okręgowych. W wielu przypadkach czekamy dopiero na wyznaczenie terminu rozprawy, czyli sprawy formalnie jeszcze nie ruszyły. Są na etapie, w którym po naszym sprzeciwie sądy uchyliły pierwotne nakazy zapłaty. Takich spraw jest większość. Czekamy.

W naszym tekście z grudnia 2024 r. pisaliśmy, że znaczna część kar naliczona została przez OT KOWR w Opolu. Pan też na to zwrócił uwagę...

Tak. Dlatego zwróciłem się do kilku ośrodków KOWR, żeby podano mi liczbę tych spraw, w których wystąpiły nieprawidłowości. Dostałem odpowiedzi z oddziału z Olsztyna, z Opola, z Białegostoku. Okazało się, że np. w Białymstoku jest 4% nieprawidłowości, w Olsztynie 7%, a w Opolu aż 20% – i to przy zbliżonej liczbie spraw ogółem. Zacząłem dociekać, z czego tak duże rozbieżności mogą wynikać, bo przecież niemożliwe było, że to akurat rolnicy w Opolskiem upodobali sobie łamanie tych umów. Jedynym logicznym wytłumaczeniem było to, że kontrole są prowadzone w różny sposób. Poprosiłem Centralę KOWR o instrukcję przeprowadzenia tych kontroli. Dostałem zarządzenie dyrektora generalnego, jak te kontrole powinny być przeprowadzane. Tam wyczytałem np., że dowodem potwierdzającym osobiste prowadzenie gospodarstwa rolnego miało być pisemne oświadczenie prowadzącego gospodarstwo. Brak osobistego prowadzenia tej działalności był częstym powodem nakładania kar. Tak było np. w przypadku opisywanego tutaj pana Pawła. Tam kontrolerzy powoływali się, że w jednym roku dopłatę na kupioną przez niego ziemię otrzymała matka rolnika, a nie on. I nic nie pomagały jego oświadczenia, że to on osobiście prowadzi tę działalność.

Jak to możliwe, skoro czarno na białym był określony sposób weryfikacji tego zapisu?

Pytałem o to kontrolerów podczas procesu. Odpowiedź była zdumiewająca. Okazało się, że oni w ogóle nie opierali się na tym zarządzeniu. Jeden tłumaczył, że spotkali się z kolegami i stwierdzili, iż najbardziej wiarygodne będą dopłaty bezpośrednie. I kto brał dopłaty, to prowadził działalność osobiście, a kto nie – to nie. Wyszło na to, że mieli zarządzenie, czyli – mówiąc wprost – pisemne polecenie służbowe od swojego przełożonego, a mimo to postępowali inaczej. Nie byli w stanie na sali sądowej wytłumaczyć tej sytuacji.

Ta sprawa zakończyła się dla rolnika niby happy endem, bo sąd oddalił pozew, ale mimo to ponosi on konsekwencje całej sprawy.

Tak, bo są konsekwencje, i to dość poważne, nawet wtedy, gdy sądy uznają kary "czterdziestek" za bezpodstawne. Po pierwsze, ci rolnicy – mówiąc kolokwialnie – "świecą się" w KOWR na czerwono jako osoby zalegające z opłatami. Bo chociaż sąd oddalił pozew, żadnego prawomocnego obowiązku zapłaty nie ma, to sąd nie unieważniał wyników kontroli KOWR. Efekt jest taki, że tacy rolnicy są wykluczani z przetargów na dzierżawę czy sprzedaż. Zauważyłem też przypadki, w których KOWR zwlekał ze złożeniem pozwu. Rolnik nie może się oczyścić, bo pozwu nie ma, jest oznaczony w dokumentach KOWR jako zalegający z opłatami no i jeszcze narastają mu odsetki. Jednemu z moich klientów przyrasta ok. 400 zł dziennie. Tłumaczę im, że szanse na wygraną są duże, ale proszę sobie wyobrazić, co czuje człowiek, który codziennie rano myśli: "znów przybyło mi 400 zł długu". To nie jest łatwa sytuacja.

W imieniu klienta napisałem do KOWR w trybie dostępu do informacji publicznej z pytaniem, czy w ogóle planują wnieść pozew. Odpowiedziano mi, że nie mam "interesu publicznego", bo reprezentuję klienta. Zamiast zwykłego "tak" albo "nie", spotykamy się z urzędniczym uporem i niechęcią. Nawet w takiej małej sprawie oni nie chcą pomóc temu człowiekowi, rolnikowi. A przecież do tego zostali powołani, a tymczasem, wie pan, jest wprost przeciwnie. Instytucje, które miały pomagać rolnikom, teraz ich straszą, szukają najmniejszego pretekstu, by rolnika ukarać. Jest taki blackout: przepisy miały chronić rolników, a dzisiaj te przepisy wykorzystuje się przeciwko rolnikom i z pełną świadomością to po prostu robią.

Nie przesadza pan?

Niestety nie. Jeden mój klient kupił działkę od Skarbu Państwa i włączył ją do księgi wieczystej wraz z innymi swoimi działkami. Brał kredyt, ustanowił zastaw hipoteczny na tej księdze. Szybko się jednak zorientował, że tego zrobić nie mógł, bo tam była ta działka kupiona od państwa. Więc tę kupioną działkę przeniósł, za zgodą banku, do innej księgi wieczystej, nieobciążonej. Ale, wie pan, zanim to się stało, przez 77 dni ta działka była jednak obciążona hipoteką. I co? Za ten okres KOWR stwierdził, że on już złamał warunki umowy, i naliczył mu karę – 150 tysięcy złotych za 77 dni nieuwagi! Rolnicy, którzy zarządzają dużymi gospodarstwami, to osoby rozsądne, praktyczne i pragmatyczne. Wiedzą, że te warunki zostały ustanowione jako zabezpieczenie przed spekulacją ziemią i nikt tego nie kwestionuje. Ale w wielu przypadkach tych ukaranych przez KOWR rolników to były sytuacje niejako niezawinione, w każdym razie niemające nic wspólnego ze spekulacją ziemią. Były wynikiem nieuwagi czy zapomnienia. I co? Rolnicy początkowo – po otrzymaniu zawiadomienia o karze – szli do KOWR z pełnym przekonaniem, że wyjaśnią sprawę, a ktoś ich tam wysłucha, zrozumie i karę anuluje. Ale z jakiegoś powodu wszyscy odbili się od tego KOWR jak od ściany. To znaczy, w żadnym przypadku KOWR nie starał się zrozumieć, co ci ludzie do nich mówią. Mam wrażenie, że tam nawet nikt nie przeczytał tłumaczeń, które nadsyłali.

Jakoś można zaradzić takim sytuacjom na przyszłość?

Wspominałem już o protokołach z kontroli, które nadal znajdują się w archiwach KOWR i wpływają na ocenę rolników przy przetargach. W zasadzie nie da się ich unieważnić. Jest dla mnie niepojęte, że wystarczy, by dwóch kontrolerów wpisało coś w protokół – i tego nie można de facto skutecznie podważyć. Bo formalnie od decyzji kontrolerów KOWR w Opolu można się odwołać do... dyrektora KOWR w Opolu, a potem do dyrektora generalnego KOWR – i na tym koniec. Jak może być skuteczność takiej procedury? W tej chwili to nie działa. Przechodziłem tę procedurę odwoławczą co do wykluczenia z przetargu. Mój klient, mimo że były już prawomocne wyroki oddalające powództwo, został wykluczony z przetargu i odwołania absolutnie nic nie dały. Mój klient nie został przywrócony.

To przecież daje podstawę do zaskarżenia całego przetargu…

Zamierzamy to zrobić.

Arkadiusz JakubowskiArkadiusz Jakubowski
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
06. styczeń 2026 19:02