Na ile wycenia się dziś polski rynek żywności ekologicznej i w jakiej, pani zdaniem, jest on kondycji?
Wartość tego rynku szacuje się obecnie na ok. 2 mld zł, a jego udział w rynku żywności ogółem jest na poziomie 2%. Polski rynek żywności ekologicznej jest rynkiem małym i dopiero rozwijającym się. Niemniej przyrosty są duże i w ciągu 10 lat widać, że rośnie średnio 10% w skali roku.
Czy zjawisko greenwashingu wpływa też na popyt na żywność ekologiczną?
Na pewno. Polska Izba Żywności Ekologicznej jest od tego, żeby mówić o tych, którzy podszywają się pod żywność ekologiczną, bo tak naprawdę żywność ekologiczną od żywności konwencjonalnej w 100% odróżnia pewność bezpieczeństwa i bardzo restrykcyjne metody produkcji. I euroliść, czyli znak żywności ekologicznej, jest potwierdzeniem, że taką właśnie żywność kupujemy. Oczywiście nie oznacza to, że produkt konwencjonalny został wytworzony w sposób niezgodny z ekologią i jest dla nas niezdrowy, czy ma mnóstwo pestycydów. Po prostu my tego nie wiemy, ponieważ on nie jest poddawany tak szczegółowej kontroli jak żywność ekologiczna z certyfikowanych gospodarstw.
Na jakie atuty żywności ekologicznej wskazują konsumenci, a z tej drugiej strony, dlaczego mimo jej walorów wielu Polaków nadal po nią nie sięga albo robi to stosunkowo rzadko?
Konsumentów żywności ekologicznej przybywa, co potwierdzają też badania. I ci, którzy mówią, że ją kupują, prawidłowo wskazują na jej zalety zarówno te prozdrowotne, jak i proekologiczne. A co przemawia przeciw? Po pierwsze cena. Jednak rolnictwo ekologiczne to zupełnie inny nakład pracy. Mówiąc krótko: rolnik ekologiczny za pomocą naturalnych metod musi zapobiegać chorobom, a konwencjonalny stosuje chemię, jak już choroba się pojawi. A zapobieganie jest zdecydowanie trudniejsze. Po drugie jako naród jesteśmy bardzo nieufni.
Jakie są obecnie wydatki Polaków na żywność ekologiczną? I która kategoria produktów osiąga najlepsze wyniki sprzedażowe?
Niespełna 10 euro, czyli ok. 43 zł. Dla przykładu w Holandii czy Danii jest to ok. 70 euro na głowę rocznie. Średnia europejska waha się natomiast w okolicy 30–40 euro. Jeśli chodzi o produkty, to największą popularnością cieszą się zdecydowanie jaja, warzywa i owoce, nabiał. Najmniejszy popyt jest natomiast na pieczywo ekologiczne – zapewne jest to kwestia dostępności.
Porównywała nas pani już do innych krajów europejskich pod względem spożycia żywności ekologicznej. A jakby miała Pani ocenić, na jakim etapie rozwoju jest ten rynek w Polsce versus w krajach członkowskich?
Jesteśmy bardzo daleko za takimi krajami, jak Niemcy, Austria, Francja, Dania, Holandia, czy Włochy. Tam od wielu lat jest bardzo mocno popularyzowana wiedza na temat szkodliwości związków chemicznych, które są stosowane z rolnictwie wielkoobszarowym i konwencjonalnym, przez co świadomość konsumentów na temat tego, co to jest produkcja ekologiczna, na czym polega i jak jest certyfikowana jest wyższa o 30–40%. Na przykład we Francji jest równorzędne do euroliścia oznaczenie AB (Agriculture Biologique), ponieważ Francuzi słyną z tego, że bardziej wierzą swoim niż innym, więc na wielu opakowaniach są oba oznaczenia. My natomiast jesteśmy na pewno świadomościowo jeszcze kilkanaście lat do tyłu.
Jakich zatem działań u nas brakuje?
Jako Izba od dawna staramy się namówić kolejne władze do tego by, po pierwsze żywność ekologiczna została wprowadzona do zamówień publicznych. To znaczy, żeby przy zamówieniach publicznych były dodatkowe punkty za to, że produkt ma certyfikat ekologiczny. Żeby w szkołach, przedszkolach i żłobkach priorytetowo traktowano żywność ekologiczną i żeby ustalono w tych placówkach jej minimalny udział procentowy, który będzie rósł latami. To nie są nasze wymysły, tylko pomysły, które w Europie w krajach, takich jak Francja, Włochy, Niemcy czy Szwecja zostały wprowadzone i zrobiły kompletną rewolucję na tych rynkach, ponieważ wprowadzając takie przepisy, chcąc nie chcąc, uświadamiamy społeczeństwo, bo zaczyna o tym czytać i zastanawiać się. Jeżeli ktoś sięga po wiedzę z odpowiedniego, rzetelnego źródła, to zawsze dojdzie do wniosku, że żywność ekologiczna to żywność bezpieczniejsza i wyższej jakości. A kto nie chciałby w ten sposób karmić swoich dzieci? W związku z czym mocno lobbujemy, żeby rozpocząć od dzieci, które następnie staną się dorosłe i już inaczej nie będą sobie tego wyobrażać. Przy okazji to dzieci przychodzą z nowościami do domu i bardzo często to one wpływają też na decyzje rodziców.
Co stoi na przeszkodzie?
Nasz kraj od innych różni to, że w Polsce jest zakaz wskazywania związku między żywnością ekologiczną a zdrowiem. To ewenement na skalę Europy. Wszędzie są badania, które przecież tak samo działają na Francuza, jak i na Polaka, jeśli chodzi o skład chemiczny produktów żywieniowych i jak one wpływają na nasz organizm. I wszędzie jest komunikacja oparta na tym, jaka jest różnica i dlaczego żywność ekologiczna działa w wielu przypadkach prozdrowotnie i ma lepszy skład. A w Polsce, jeżeli korzysta się z jakichkolwiek grantów, np. unijnych, to KOWR zabrania takiego informowania. To jest kuriozum i bardzo utrudnia nam prowadzenie kampanii promocyjnych, bo możemy się tylko na połowie zalet żywności bio skupiać, czyli na aspektach prośrodowiskowych.
Czy w związku z tymi wszystkimi trudnościami, a co za tym idzie – byciem w tyle za wieloma krajami Europy, mamy czym się poszczycić, jeśli chodzi o eksport żywności ekologicznej?
Jak najbardziej. Jesteśmy dosyć skuteczni w eksporcie surowców i półproduktów, tj. mrożonych owoców jagodowych czy jabłek. To jest nasza domena. Każdy kraj ma swoje produkty, z którymi się przebił, jak chociażby Niemcy z kiszoną kapustą, czy Austriacy z dżemem morelowym.
Czy wiemy, jak wartościowo kształtuje się eksport żywności bio?
Niestety, nie ma żadnych badań w tym kierunku. Mogę powiedzieć jedynie to, co wiem na podstawie rozmów i doświadczenia członków Izby, a mamy ich stu. W szczególności tych z branży owocowo-warzywnej, produkujących owoce jagodowe, ponieważ u nich eksport jest zdecydowanie tą pierwszą nogą biznesu i odpowiada za ponad 50% obrotów. W przypadku tych produktów, które nie wiodą prymu w eksporcie, eksport jest dodatkiem. On się odbywa, nasze produkty są coraz bardziej rozpoznawalne i kojarzone z wysoką jakością nie tylko w Europie, ale i na świecie, natomiast to nie są faktycznie jakieś znaczące ilości.
Na których rynkach zagranicznych mamy dzisiaj największe możliwości rozwoju?
Na pewno rynek europejski, w szczególności myślę o rynku niemieckim. Bardzo intensywnie są w tej chwili promowane nasze produkty w Azji, w Singapurze, Chinach, Korei czy Wietnamie. Tam coraz częściej i coraz chętniej jeździmy na targi, i promujemy produkty europejskie, bo to są kampanie ze środków europejskich, ale też produkty polskie mają coraz lepszą opinię, ponieważ KOWR i MRiRW organizuje na nich stoiska. I faktycznie mam sporo członków w Izbie, którzy odnoszą duże sukcesy na rynkach azjatyckich. Przed wojną, bo teraz wszystko jest wstrzymane, wskazałabym jeszcze na Półwysep Arabski, który jest specyficzny, bo ma mocno ograniczone możliwości produkcji jakiejkolwiek żywności. Nasze polskie produkty w ostatnich latach spotykały się tam z dużym zainteresowaniem.
Co pani zdaniem będzie miało największy wpływ na rozwój tego naszego rynku bio w najbliższych latach?
Myślę, że oprócz oczywiście wycofania zakazu mówienia o walorach prozdrowotnych, kampanie powinny być prowadzone w sposób bardziej stały i z większym budżetem. Nasi rządzący powinni zrozumieć, że kluczem do tego, żebyśmy byli konkurencyjni, bo nie ukrywajmy, jest w tej chwili mnóstwo różnego rodzaju taniej żywności na rynku, musimy się wyróżnić i mieć argument, żeby społeczeństwo chciało zapłacić za żywność więcej – a żywność wysokiej jakości zawsze będzie kosztować więcej. Żywność ekologiczna jest żywnością najwyższej jakości. I jeśli chcemy być konkurencyjni na tym wyższym poziomie, musimy w to zainwestować.
Dziękuję za rozmowę.
