StoryEditor

184 tys. zł szkody i uchylony areszt. Co mówi rolnik i dokumenty o zaoranym asfalcie na drodze?

Najpierw był "wandalem", który zaorał asfalt, dwa dni później został aresztantem, któremu groziła wieloletnia odsiadka. Potem zaczęły pojawiać się wątpliwości, medialna narracja zmieniała ton, a z pozoru prosta historia coraz bardziej się komplikowała.

AUTOR
Arkadiusz Jakubowski
28.09.2026., 19:00h

Dotarliśmy do dokumentów, decyzji administracyjnych i sądowych, uzyskaliśmy odpowiedzi gliwickich urzędników, rozmawialiśmy z Józefem Magierą – słynnym na całą Polskę "rolnikiem z Gliwic" – i jego obrońcą. Za wydarzeniami z 7 sierpnia 2026 r. przy ul. Rybackiej kryje się znacznie więcej niż historia rolnika, który pługiem uszkodził drogę.

W Gliwicach-Ostropie 7 sierpnia ok. godz. 15.10 Józef Magiera (zgodził się na ujawnienie przez naszą redakcję imienia i nazwiska) wjechał ciągnikiem z pługiem na świeżo wykonaną nawierzchnię ul. Rybackiej i uszkodził ją na odcinku blisko 200 metrów. Dalszą jazdę uniemożliwili mu pracownicy prowadzący roboty, blokując ciągnik walcem i ładowarką. Rolnik został zatrzymany przez policję. Od początku przekonywał, że droga została wykonana na gruncie, do którego ma prawo, a prowadzone tam prace były bezprawne.

Pochopny areszt?

Początkowo straty oszacowano na ok. 300 tys. zł, a Magierze przedstawiono zarzut zniszczenia mienia znacznej wartości. Sąd Rejonowy w Gliwicach 9 sierpnia zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Decyzja wywołała kontrowersje, a sprawą zainteresował się pełnomocnik terenowy Rzecznika Praw Obywatelskich w Katowicach.

Kilka dni później, po dokładniejszym oszacowaniu szkód na ok. 184 tys. zł, zmieniono kwalifikację prawną czynu. Prokurator uchylił 14 sierpnia tymczasowy areszt i Magiera wyszedł na wolność. Postępowanie karne jednak się nie zakończyło i trwa nadal.

Od początku mieliśmy jednak wątpliwości, czy tę historię można sprowadzić wyłącznie do rolnika, który wjechał pługiem na świeży asfalt. Owszem, doszło do uszkodzenia nawierzchni drogi, ale co stało za tym czynem? Próbujemy odtworzyć wszystkie okoliczności i przede wszystkim powody, które doprowadziły rolnika do desperacji.

– Sprawa niewątpliwie ma charakter karny i jest przedmiotem postępowania przygotowawczego – przyznaje mec. Adam Szewc, obrońca rolnika. – Odrębną kwestią pozostaje jednak to, czy zachowanie pana Józefa wyczerpało wszystkie znamiona zarzucanego mu przestępstwa. W przypadku art. 288 § 1 k.k. znaczenie ma ustalenie, czy przedmiotem działania była cudza rzecz, a także czy sprawca obejmował swoim zamiarem zniszczenie lub uszkodzenie takiej rzeczy. Spór dotyczący własności gruntu i historycznego przebiegu granic może mieć znaczenie dla oceny świadomości i zamiaru pana Józefa. Odrębnie należy natomiast ustalić status samej nawierzchni oraz to, kto rzeczywiście poniósł szkodę.

Historia aż sprzed 100 lat

I właśnie słowo "cudza" jest kluczem do zrozumienia całej tej historii. To, co początkowo wyglądało jak prosta sprawa zniszczenia świeżo wyremontowanej drogi, prowadzi nas niemal sto lat wstecz – od dawnych granic gospodarstwa Magierów, przez powojenne podziały geodezyjne, po przejęcia gruntów przez gminę i ciągnący się latami spór o odszkodowanie. Żeby zrozumieć, dlaczego 7 sierpnia Józef Magiera opuścił pług na asfalt, trzeba najpierw wyjaśnić, dlaczego do dziś jest przekonany, że zrobił to na swoim.

image
Józef Magiera najpierw był "wandalem", który zaorał asfalt, dwa dni później został aresztantem. Problem sięga prawie 100 lat wstecz...
FOTO: Fot. Jakubowski

– Nasza rodzina gospodaruje tutaj od 1927 roku – opowiada rolnik. – Wzdłuż naszego pola od zawsze biegła wąska droga polna, która nazywała się Żernicka, a później, po włączeniu Ostropy do Gliwic, stała się ulicą Rybacką. Po wojnie, po drugiej stronie drogi zaczęło powstawać osiedle, budowano kolejne domy. Same domy stanęły na swoich działkach, ale z czasem mieszkańcy zaczęli wychodzić ogródkami w stronę drogi. I w ten sposób polna droga zaczęła przesuwać się na nasze pole. Ojciec pokazywał mi, którędy wcześniej przebiegała i gdzie była granica naszej ziemi. Nie mówię, że tej drogi tam nie było. Ona była, tylko była wąziutka i biegła inaczej – opowiada Józef Magiera.

– Pan Józef posługuje się pamięcią przekazywaną z ojca na syna. Ojciec pokazywał mu, gdzie przebiegała granica pola i ta pamięć rodzinna w nim pozostała. To nie jest tak, że spadł z Księżyca i wymyślił sobie tę historię. Są podstawy, żeby historyczny przebieg granic i drogi dokładnie zbadał geodeta, sięgając również do dawnych map i znaków granicznych – mówi mec. Adam Szewc.

Trzy sporne działki, trzy osie sporu

Tyle pamięć rolnika, a co wynika z dokumentów? Aby odtworzyć historię spornych gruntów przy ul. Rybackiej, zwróciliśmy się o dokumenty i szczegółowe wyjaśnienia do Urzędu Miejskiego oraz Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach. W tej historii są trzy zasadnicze osie sporu. Pierwsza dotyczy własności gruntów i odszkodowania za ich przejęcie przez gminę. Druga – przebiegu granic i tego, czy ich obecne położenie odpowiada historycznemu stanowi w terenie. Trzecia zaś dotyczy robót przeprowadzonych w 2026 r.: czy asfalt położono wyłącznie w dotychczasowym śladzie jezdni, czy też droga została poszerzona kosztem terenu, który wcześniej był użytkowany rolniczo?

image
Sprawa Józefa Magiery, który zaorał asfalt, sięga prawie 100 lat wstecz...
FOTO: Fot. Jakubowski

Historia przejmowania pod ul. Rybacką gruntów należących do Magiery dotyczy m.in. trzech działek (802, 803 i 804), które przed laty zostały wydzielone z jego pola. Grunty te zostały skomunalizowane na przełomie XX i XXI wieku. Co ciekawe, odbyło się to w dwóch różnych trybach. W przypadku działki 802 wojewoda stwierdził, że z mocy prawa stała się ona własnością gminy już 1 stycznia 1999 r., ponieważ wcześniej była faktycznie zajęta pod drogę publiczną. Podstawą tej decyzji był art. 73 ustawy reformującej administrację publiczną. Ustawa ta m.in. sankcjonowała sytuacje, w których drogi publiczne od lat faktycznie przebiegały po gruntach prywatnych o nieuregulowanym stanie własności. Z mocy prawa przeszły one wtedy na własność Skarbu Państwa lub gmin.

Inaczej wyglądała historia działek 803 i 804 (to ta, na której zaorany został asfalt). Powstały one w następstwie podziału nieruchomości Magiery, zatwierdzonego w 2001 r. Miasto przyjęło wówczas, że jako działki wydzielone pod pas drogowy ul. Rybackiej przeszły one z mocy prawa na własność gminy na podstawie art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Czy jednak prawidłowo zastosowano wtedy ten przepis? W 2001 r. art. 98 obejmował działki wydzielane pod drogi publiczne, natomiast przepis dotyczący wydzielania gruntów pod poszerzenie istniejących dróg został dodany dopiero w 2004 r. Do tego wątku wrócimy.

Zawiła historia odszkodowania

Oba tryby przejęcia ziemi wiązały się z odszkodowaniem, choć na różnych zasadach. W przypadku działki 802 właściciel musiał wystąpić o jego wypłatę, natomiast za działki 803 i 804 odszkodowanie ustalano w postępowaniu administracyjnym.

– Z dokumentów, którymi dysponuję, wynika, że w przypadku działki nr 802 o powierzchni 338 m2 wojewoda śląski w 2004 r. stwierdził nabycie jej przez gminę z mocy prawa. Za nią było odszkodowanie, które zostało odebrane – mówi mec. Adam Szewc.

O odszkodowanie za działki 803 i 804 pytaliśmy w Urzędzie Miasta Gliwice. Na pytania odpowiedziała pisemnie Aleksandra Wysocka, zastępca prezydenta Gliwic.

Historia odszkodowania za te grunty jest wyjątkowo zawiła. W 2002 r. prezydent Gliwic ustalił je na 50,4 tys. zł. Magiera odwołał się, a wojewoda uchylił decyzję i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Kiedy 3 lata później postępowanie zakończyło się ponownie, odszkodowanie wynosiło już tylko 26 803 zł, czyli niemal o połowę mniej! Kolejne odwołanie Magiery wpłynęło dzień po terminie, dlatego nie zostało merytorycznie rozpoznane. Rolnik pieniędzy nie odebrał, dlatego ostatecznie gmina złożyła 26 803 zł do depozytu sądowego, w którym pieniądze leżą do dzisiaj.

Formalnie sprawa wydaje się zamknięta. Urząd Miejski wskazuje na księgę wieczystą, w której jako właściciel działek figuruje Gmina Gliwice i trudno ten zapis podważać. Magiera odpowiada jednak, że wpis w księdze nie rozstrzyga, czy ćwierć wieku temu grunt został przejęty prawidłowo.

I tutaj pojawia się druga oś sporu. Nie dotyczy ona już tego, kto dziś figuruje w księdze wieczystej jako właściciel, lecz tego, gdzie w rzeczywistości przebiegały granice nieruchomości i sama ul. Rybacka. Magiera przekonuje, że obecny stan w dokumentach nie odpowiada historycznemu przebiegowi granic. Powołuje się przy tym na pamięć ojca, dawne mapy i znaki graniczne.

Dokumenty pokazują, że spór o granice nie narodził się po wydarzeniach z sierpnia 2026 r. Magiera kwestionował podział gruntów już ćwierć wieku wcześniej. Choć postępowanie podziałowe z 2001 r. zostało formalnie wszczęte na wniosek ówczesnego właściciela, czyli samego rolnika, to jednak on sam odwołał się potem od decyzji, a po utrzymaniu jej w mocy przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze pisał wprost, że nie zgadza się na podział działek. Także później, przy okazji postępowania odszkodowawczego, podnosił kwestie dotyczące granic i wyceny gruntów.

To istotne, bo pokazuje, że dzisiejsze twierdzenia rolnika o niewłaściwym przebiegu granic nie pojawiły się dopiero wtedy, gdy zaorał asfalt. Czy jednak ma rację? To powinno być łatwe do zweryfikowania. Magiera twierdzi, że w terenie wciąż zachowały się przedwojenne znaki graniczne. Ich odnalezienie i zestawienie z dawnymi mapami oraz współczesną dokumentacją geodezyjną mogłoby pomóc odtworzyć historyczny przebieg granic działek. Wymagałoby to jednak przeprowadzenia fachowej analizy przez biegłego geodetę.

– Chciałbym doprowadzić do takiej weryfikacji granic w terenie – mówi mec. Adam Szewc. – Dla obrony nie jest to wyłącznie spór historyczny. Wynik takiej ekspertyzy mógłby mieć znaczenie także w sprawie karnej. Jeżeli okazałoby się, że wskazywany przez Magierę dawny przebieg granicy znajduje potwierdzenie w mapach i znakach granicznych, wzmacniałoby to argument, że 7 sierpnia rolnik rzeczywiście był przekonany, że pługiem wjeżdża na własny grunt.

Urzędnicy bronią swojej racji

Jeśli przy ulicy Rybackiej w Gliwicach faktycznie doszło do "rozjechania" się granic papierowych z granicami w terenie, nie byłby to pierwszy taki przypadek. Takich sytuacji w Polsce jest wiele i często dotyczą one właśnie przebiegu dróg.

Gliwiccy urzędnicy twardo stoją na stanowisku, że obecny stan prawny jest prawidłowy. Wskazują na decyzje administracyjne, dokumentację geodezyjną i wpisy w księdze wieczystej.

Co ciekawe, sam Zarząd Dróg Miejskich przyznawał jednak w oficjalnym komunikacie publikowanym po wydarzeniach z sierpnia, że "pas gruntu należący do gminy jest szerszy niż teren faktycznie zajęty pod drogę". To ważne rozróżnienie, bo po pierwsze, czym innym jest bowiem granica nieruchomości należącej do miasta, a czym innym dotychczasowy ślad samej jezdni. Po drugie pojawia się kwestia do wyjaśnienia, o której wspomnieliśmy wyżej: czy w 2001 roku prawidłowo zastosowano przepis z art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami?

Pojawia się też tutaj trzecia oś sporu – dotycząca zakresu robót wykonanych przy ul. Rybackiej w 2026 r.

Zapytaliśmy ZDM m.in. o dokładny zakres robót, szerokość jezdni przed ich rozpoczęciem i po zakończeniu oraz przebieg asfaltowanej nawierzchni względem granic działek. Także o to, czy przed rozpoczęciem prac wyznaczono geodezyjnie pas drogowy i granice nieruchomości. To ważne pytanie, bo rolnik twierdzi, że ślad pozostawiony przez pług na świeżym asfalcie pokrywa się dokładnie z przebiegiem krawędzi jezdni sprzed remontu.

Drogowcy byli w prawie?

Odpowiedź ZDM jest kategoryczna. Dyrektor ZDM Paweł Olek odpisał, że szerokość jezdni nie uległa zmianie, a roboty przeprowadzono z zachowaniem dotychczasowego przebiegu jezdni na działkach.

Dyrektor nie podał jednak, ile dokładnie wynosiła szerokość jezdni przed remontem i po jego wykonaniu ani nie odpowiedział, czy przed rozpoczęciem robót przebieg drogi oraz granice nieruchomości zostały geodezyjnie wyznaczone w terenie.

Przebieg drogi przed i po remoncie powinien być jednak bardzo łatwy do sprawdzenia, bo zgodnie z pkt 1.5.2.11 Specyfikacji Technicznej Wykonania i Odbioru Robót Budowlanych wykonawca miał obowiązek wykonać dokumentację fotograficzną każdego zadania remontowego przed rozpoczęciem i po zakończeniu robót.

Fotografie te mogą mieć również duże znaczenie dla sprawy karnej Magiery. Jeżeli okaże się, że ślad pozostawiony przez pług pokrywa się z dawną krawędzią jezdni, będzie to istotnym potwierdzeniem jego wersji, że przejechał tylko po pasie świeżego asfaltu położonym tam, gdzie wcześniej jezdni nie było. Nie przesądziłoby to o jego niewinności, ale może mieć znaczenie przy ocenie zamiaru rolnika i jego przekonania, że działał na własnym gruncie.

– Chciałbym wykazać, że pan Józef miał podstawy, by być przekonanym, że działa na swoim gruncie. Z punktu widzenia prawa karnego czym innym jest świadome zniszczenie cudzej rzeczy, a czym innym działanie w przekonaniu, że niszczy się własne mienie – mówi mec. Adam Szewc.

AUTOR<br/>Arkadiusz JakubowskiAUTOR
Arkadiusz Jakubowski
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
28. wrzesień 2026 19:02