StoryEditor

Zaczynała od 12 kur. Teraz ma własną markę i prowadzi legalną sprzedaż jaj

Karolina Przybyłek z Rzodkiewnicy w woj. mazowieckim zaczęła od 12 kur dla własnej rodziny. Dziś prowadzi Kurzą Szajkę i pokazuje, jak wygląda sprzedaż jaj z własnego gospodarstwa.

21.05.2026., 18:36h

Najpierw było rozczarowanie kupionymi jajkami

Ta historia nie zaczęła się od biznesplanu. Nie było gotowej strategii, wielkich założeń ani marzenia o własnej marce. Najpierw było zwykłe jajko, które miało być świeże i wiejskie, a po rozbiciu okazało się zepsute. Dla Karoliny Przybyłek to był moment, który mocno zapamiętała. Wcześniej zwykle brała jajka od mamy, ale – jak to w gospodarstwie – kury nie zawsze niosły się tak samo. Zaczęła więc kupować jajka wiejskie od innych. 

– Miały być świeże. Po rozbiciu okazało się, że to był zbuk, czyli tak zwane zgniłe jajo. Tak mną to wstrząsnęło! Pomyślałam: dość. Kupuję własne kury. Ja i dzieci będziemy mieć własne kurki i zawsze będzie pewność, co jedzą, zawsze będą świeże jaja – wspomina założycielka Kurzej Szajki. 

Na początku było tylko 12 kur. Tyle miało wystarczyć na domowe potrzeby. Potem ktoś z rodziny zapytał, czy nie ma kilku jajek. Później odezwali się znajomi. Z czasem okazało się, że przydomowe stado może stać się czymś więcej niż tylko źródłem jaj dla najbliższych. 

– Bo wiadomo, że takie własne jajeczka są smaczniejsze niż takie z sklepowe – opowiada. 

Stado powoli rosło. Gdy doszło do około 35 kur, pojawiła się decyzja, żeby sprzedaż zalegalizowaćDziś Kurza Szajka utrzymuje około 60 kur i dopiero zaczyna swoją drogę. Legalna sprzedaż ruszyła dosłownie kilka dni przed naszą rozmową. Profil na Facebooku istnieje od maja, a pierwsze posty zebrały już kilka tysięcy wyświetleń. Klientów stałych jeszcze nie ma wielu. Jest za to pomysł, zapał i chęć pokazania, że za jajkiem może stać konkretna osoba, a nie anonimowe ogłoszenie w internecie. 

„To jest moje naturalne środowisko”

Karolina Przybyłek pochodzi z rolniczej rodziny. Kury były w jej życiu od zawsze, podobnie jak krowy mleczne. Po ślubie trafiła do gospodarstwa męża, który również prowadzi produkcję mleczną. Mąż ma więc swoją część gospodarstwa, a ona postanowiła stworzyć coś własnego. 

– Mąż ma swoje krówki, a ja po prostu dodatkowo od siebie coś tam chcę drobnego dorobić i mam swoje kurki – mówi. 

Nie opowiada o tym jak o przypadkowym zajęciu. Raczej jak o czymś, co naturalnie pasuje do jej życia. 

image
"Kury są właśnie takie z temperamentem" - twierdzi założycielka Kurzej Szajki
FOTO: Alicja Bączek

– To jest moje naturalne środowisko – wieś, przy krówkach mlecznych i przy kurach. Po prostu to jest moje miejsce na ziemi – podkreśla. 

Z tego miejsca właśnie wyrosła Kurza Szajka. Nie kolejna strona o nazwie „jajka wiejskie”, „jaja od rolnika” czy „naturalne jajka”, ale profil, który od początku miał mieć swój charakter. 

– Gdy podjęliśmy decyzję, że będziemy sprzedawać jajka, uznaliśmy, że to musi być nazwa zupełnie inna niż wszystkie. Bo wszystkie to są „jajka naturalne”, „jaja od rolnika”, „jajka wiejskie”. A my chcieliśmy coś innego, z humorem, żeby to nawiązywało do kur i do ich charakteru – wyjaśnia. 

A charakteru, jak mówi pani Karolina, kurom nie brakuje.

– Kury są właśnie takie z temperamentem. One mają taką własną hierarchię w tym kurniku. Tam zawsze coś się dzieje, któraś rządzi, którejś nie lubią, któraś spadnie z grzędy, wielki krzyk... I właśnie dlatego powstała Kurza Szajka. Kury mają temperament i mają własne między sobą konflikty jak w takiej szajce z kryminału – dodaje. 

Ta nazwa dobrze ustawia całą opowieść. Jest lekko, swojsko i z humorem. Ale za żartobliwym szyldem stoi całkiem konkretna praca. 

Dzień zaczyna się od bitwy o wyjście na wybieg

Za sprzedażą jaj stoją bardzo konkretne codzienne czynności. Dzień przy kurach zaczyna się około siódmej rano. Wtedy pani Karolina idzie otworzyć kurnik. 

– Wybiegają jak oszalałe. To jest bitwa, która pierwsza wyjdzie przez okienko na wybieg. To jest ich najbardziej wyczekiwany moment dnia – mówi. 

Potem przychodzi czas na świeżą zieleninę. Raz jest to pokrzywa, innym razem trawa. Wszystko zależy od tego, co akurat dobrze rośnie i co można zebrać. 

– Zielonka to jest ich danie ulubione. Zboże się przy tym nie umywa. Ta zielonka musi być – śmieje się rolniczka.

image
Jak zaznacza Karolina Przybyłek, jej kury karmione są przede wszystkim zbożem, zielonką oraz tym, co same znajdą na wybiegu.
FOTO: Alicja Bączek

Codziennie trzeba uzupełnić wodę, umyć poidła, zajrzeć do gniazd, zebrać jajka, dosypać paszę, posprzątać, dościelić. Jajka nie są znoszone wszystkie jednocześnie. Część kur niesie się rano, część w południe, a zdarza się i taka, która potrafi znieść jajko dopiero wieczorem. Dlatego do kurnika zagląda się kilka razy dziennie. To nie jest praca, którą robi się raz i o niej zapomina.

Wieczorem trzeba stado zamknąć. Kury schodzą się do kurnika dopiero wtedy, gdy robi się ciemno. Na grzędach też potrafią mieć swoje układy. Starsze kury zajmowały kiedyś najwyższe miejsca, a młodsze nie miały tam wstępu. Pani Karolina zmieniła więc grzędę z „drabinki” na równą, żeby ograniczyć kurnikowe konflikty. 

– Wszystkie sobie ładnie siedzą na równym. Awantur nie ma – opowiada.

W małym stadzie każda kura ma swój charakter

W Kurzej Szajce są kury rasy Rosa oraz ptaki z własnych lęgów. Te drugie to, jak mówi pani Karolina, kolorowe miksy: trochę Green Shell, trochę Marans, trochę Leghorn. Chodziło też o to, żeby stado było różnorodne. 

Kury z własnych lęgów są bardziej oswojone. Niektóre lubią podejść do człowieka, inne trzymają dystans. Są też takie, które szczególnie zapadają w pamięć. 

– Jest jedna kurka, która lubi wskakiwać na rączki, gdy wchodzę daje się pogłaskać. Inna znów kategorycznie nie chce podejść. Charaktery są bardzo różne. Najwięcej się dzieje między kogutami – tutaj zawsze są jakieś spory – mówi pani Karolina. 

To właśnie takie drobiazgi sprawiają, że profil Kurzej Szajki może być czymś więcej niż miejscem do sprzedaży. Pani Karolina planuje pokazywać życie stada, jego rytm, zabawne sytuacje i zwykłą codzienność, której klient przy zakupie jaj z półki nigdy nie zobaczy. 

image
W skład mieszanki wchodzą: pszenica, pszenżyto, jęczmień, owies, kukurydza, rzepak, kreda pastewna i niewielka ilość słonecznika.
"Własnoręcznie mieszam odpowiednią dawkę dla kur" - Karolina Przybyłek.
FOTO: Alicja Bączek

Zboże od rolnika i mieszanka robiona własnymi rękami

Kury w Kurzej Szajce dostają zboże, zielonkę i to, co znajdą na wybiegu. Gospodarstwo pani Karoliny nie uprawia zbóż na paszę dla kur. Jedyną uprawą jest kukurydza na kiszonkę dla bydła. Zboże kupuje więc od innego rolnika, pana Kazimierza, który prowadzi gospodarstwo około 30 kilometrów dalej. 

– Zawsze raz w miesiącu jadę kupić zboże, które następnie przywożę do siebie i ustalam konkretne dawki. Własnoręcznie mieszam, odpowiednią dawkę dla kur – opowiada. 

W skład mieszanki wchodzą: pszenica, pszenżyto, jęczmień, owies, kukurydza, rzepak, kreda pastewna i niewielka ilość słonecznika. Pani Karolina nazywa to typowo zbożowym żywieniem. 

– Bez żadnych pasz przemysłowych. To jest dla mnie zakazane. Nie widzę tego (w swoim gospodarstwie – od red.). Ktoś może mi tłumaczyć, że to jest super, i ja tego nie kupię, bo kiedyś tego nie było. Ja właśnie w takim stylu karmię zwierzęta, jak dawniej. Babcia zawsze sypała zboże, to co było, i te kurki znosiły jajka. Bez pośpiechu. Ile było, tyle było i były bardzo smaczne – mówi. 

To nie jest produkcja nastawiona na maksymalną liczbę jaj każdego dnia. Pani Karolina podkreśla raczej spokojny rytm i smak, który pamięta z dzieciństwa.

Latem żółtka są intensywniejsze, zimą kurki zwalniają

Pora roku ma znaczenie. Latem kury mają dużo zielonki, wychodzą na wybieg, grzebią, zbierają robaczki i korzystają z przestrzeni. Wtedy jajek jest więcej, a żółtka mają intensywniejszy kolor

– Jajko różni się zimą kolorystycznie, jeśli chodzi o żółtko. Latem kurki mają bardzo dużo zielonki, więc te żółtka są po prostu słodsze i mają intensywniejszą barwę. Jajek jest najwięcej latem – mówi pani Karolina. 

Zimą sytuacja wygląda inaczej. Kury nadal wychodzą na wybieg, ale mróz i krótszy dzień wpływają na nieśność. Pani Karolina suszy latem pokrzywę, żeby zimą podawać ją kurom jako dodatek.  

Przy silnym mrozie opóźnia wypuszczanie kur. Wspomina, że gdy temperatura spadła do minus 25 stopni, nie otwierała kurnika od razu rano. Czekała, aż zrobi się trochę spokojniej i pojawi się słońce. 

– Chociaż trochę miały tego wybiegu i zimą, żeby im to nie zaszkodziło – mówi. 

Są też okresy przepierzania, gdy kury wymieniają pióra i robią naturalną przerwę w niesieniu jaj. To wszystko sprawia, że w małej sprzedaży klient musi rozumieć jedno: jajka nie biorą się z magazynu. Zależą od żywych zwierząt, pogody, pory roku i kondycji stada. 

Lis, jastrząb i sroka. Małe stado też wymaga ochrony

Wybieg daje kurom swobodę, ale nie zwalnia opiekuna z pilnowania bezpieczeństwa. Pani Karolina mieszka przy lesie, więc lista zagrożeń jest długa.

image
Karolina Przybyłek, założycielka Kurzej Szajki
FOTO: Alicja Bączek

– Największy problem jest z lisami, jest ich bardzo dużo. A kurka to dla lisa prawdziwy smaczek, są bardzo sprytne. Moje pieski mogą leżeć na tarasie, a lis przejdzie tak po cichutku, że nawet pies się nie zorientuje – opowiada. 

Dwa ataki lisów już się zdarzyły. Lis podkopał się pod siatką i porwał kury. Dlatego wybieg jest ogrodzony wysoką, dwumetrową siatką, dodatkowo wkopaną w ziemię. 

Nad wybiegiem jest kolejna siatka. Chroni przed jastrzębiem, który atakuje z góry. Kuny wymagają zaś szczególnej ostrożności przy otwieraniu i zamykaniu kurnika. 

– Jak wpadnie taka kuna do kurnika, to robi niezłą masakrę. I tutaj właśnie trzeba zawsze pilnować otwierania i zamykania. Nie można otworzyć zbyt wcześnie kurek, gdy jeszcze jest ciemno – tłumaczy pani Karolina. 

Najbardziej zaskakujący problem to jednak sroki

– Mamy nietypowego szkodnika na wybiegu – sroki. Niewinny ptaszek. Ona jest niesamowitą złodziejką. Mówi się, że kradnie świecidełka, ale tak naprawdę uwielbia jeść jajka. Szczególnie moje. Sroka potrafi znaleźć jakąś szparę, dziurę między siatkami, wejść do kurnika i zjeść jajko – opowiada. 

Jak widać, sprzedaż jaj nie polega tylko na zebraniu jaj z gniazda. Trzeba zbudować wybieg, zabezpieczyć go od dołu, boków i góry, przewidzieć zachowanie drapieżników, pilnować godzin i reagować na to, co dzieje się wokół gospodarstwa. 

Bioasekuracja zaczyna się przed wejściem do kurnika

Przy niewielkim stadzie łatwo pomyśleć, że choroby drobiu dotyczą głównie dużych ferm. Pani Karolina patrzy na to inaczej. Skoro prowadzi legalną sprzedaż i chce mieć zdrowe kury, musi pilnować codziennych zasad. 

Przy wejściu są maty dezynfekcyjne. Do kurnika wchodzi w osobnym obuwiu. Nie chodzi w nim po podwórku ani po gospodarstwie. 

– Do kurnika zawsze wchodzę czysta, żeby nic z zewnątrz nie przynieść. Mam obuwie tylko do kurnika. Stoi obok maty. Kiedy wychodzę w swoich klapkach do kurnika, tam zmieniam obuwie, przechodzę przez matę i dopiero wchodzę na wybieg – tłumaczy. 

Do tego dochodzi regularne sprzątanie i dezynfekcja.

– Cotygodniowa dezynfekcja kurnika musi być. Wyganiam wtedy kurki na wybieg. Jest gruntowne sprzątanie i opryskiwanie. Sucha dezynfekcja, co trzeba pomalować, to coś się maluje wapnem, żeby było po prostu czysto i żeby nic się tutaj nie namnażało – mówi. 

Pani Karolina zwraca uwagę nie tylko na choroby wirusowe, takie jak grypa ptaków czy rzekomy pomór drobiu, ale też na pasożyty: ptaszyńca, pchły czy wszoły. Jej zdaniem czystość ma ogromne znaczenie. 

– Są choroby wirusowe, ale są również pasożyty na kurach typu pchły, ptaszyniec i to się rozwija w brudzie. Im większy brud, tym większa może być plaga robactwa w kurniku. Trzeba dbać o to, żeby nie miało gdzie przebywać – podkreśla.

Zdrowe stado zaczyna się od legalnego źródła kur

image
Jajka Kurzej Szajki
FOTO: Alicja Bączek

Pani Karolina mówi też o sprawie, którą osoby zaczynające przygodę z kurami często lekceważą: skąd pochodzą ptaki. Sama nie kupuje kur od przypadkowych handlarzy. 

– Nie kupuję z przerzutu, od handlarzy. Bo o tym się nie mówi, to jest bardzo niewygodny temat, ale nie kupuje się kur od handlarzy – mówi wprost. 

Tłumaczy, że przypadkowo kupione ptaki mogą pochodzić z różnych miejsc, mieszać się w transporcie i przynieść do gospodarstwa choroby albo pasożyty. Dlatego stawia na legalne odchowalnie albo gospodarstwa nadzorowane przez lekarza weterynarii. 

– My nie wiemy tak naprawdę, skąd, od kogo są te kury, czy one są zdrowe, bo są przecież w klatkach, to się nie oceni. Może być jakaś mykoplazma, ptaszyniec, wszoły. Dlatego trzeba kupować z legalnych źródeł – zaznacza. 

Ważna jest również kwarantanna. Nowych kur nie powinno się od razu wpuszczać do starego stada. 

– To powinny być przynajmniej dwa tygodnie takiej kwarantanny. Oddzielić te kury. Niech one się zaaklimatyzują. Niech nauczą się jeść nowego jedzenia, bo nie wiadomo, co do tej pory jadły. I dopiero potem te dwa oddzielne stada ze sobą połączyć. To jest bardzo ważne – podkreśla. 

Legalna sprzedaż jaj nie okazała się tak trudna, jak straszyli inni

Jednym z najważniejszych tematów Kurzej Szajki jest legalność. Pani Karolina działa pod nadzorem Powiatowego Lekarza Weterynarii i nie ukrywa, że od początku chciała prowadzić sprzedaż zgodnie z przepisami. 

Co usłyszała od otoczenia? Niekoniecznie zachętę. 

– Odwrotnie. Usłyszałam słowa: „Dziewczyno, a po co ci to? Dlaczego utrudniasz sobie życie? Przecież będziesz miała kontrolę. Po co? Przecież można sprzedawać jajka bez rejestracji!” – mówi. 

Jej odpowiedź jest prosta: można próbować sprzedawać nielegalnie, ale grozi za to mandat. W przypadku sprzedaży bez rejestracji kary mogą wynosić od 200 do 5000 zł. Dla niej ważniejsze było jednak coś innego: spokój i przejrzystość. 

A dla mnie to nie jest żadne utrudnienie, bo nic się nie zmieniło. A to, że przyjedzie pan lub pani z PIW-u do mnie na kontrolę, no to co? Zobaczy, że mam wszystko dobrze zrobione. A gdyby coś było nie tak, to dzięki temu ja to zmienię i będzie poprawione. Bo mogę być aktualnie czegoś nieświadoma – mówi. 

To zdanie dobrze pokazuje różnicę w podejściu. Kontrola nie musi być straszakiem. Może być informacją zwrotną, zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero zaczyna. 

Sama procedura, jak twierdzi pani Karolina, nie była trudna. 

– Formalności były bardzo łatwe, także nie ma w tym nic trudnego. Z wymagań i tak trzeba spełnić to, co spełnia każdy, kto chce mieć zdrowe kury, czyli częste sprzątanie kurnika i dbanie o te kury. To dla mnie było oczywiste od samego początku – mówi. 

Pomieszczenie do przechowywania jaj kosztowało około 5 tys. zł

image
Karolina Przybyłek w pomieszczeniu do przechowywaniu jaj
FOTO: Alicja Bączek

Największą inwestycją było przygotowanie pomieszczenia do przechowywania jaj. Pani Karolina miała do dyspozycji pomieszczenie gospodarcze, ale musiała je wyremontować i dostosować. 

– Jedynym takim wymogiem było pomieszczenie do przechowywania jaj. I bardzo dobrze, cieszę się z tego, że mam takie pomieszczenie, bo to musi być pomieszczenie jasne, z powierzchniami łatwo zmywalnymi, bez bezpośrednich promieni słonecznych, ze stałą temperaturą  pokojową – wylicza. 

Większość prac zrobiła sama. Przy doprowadzeniu wody pomógł mąż, a elektrykę zrobił wujek. Koszt wyniósł około 5 tys. zł, choć pomieszczenie wymaga jeszcze dodatkowego ocieplenia z zewnątrz. 

– Takie podstawowe rzeczy, jak zrobienie ścian, podłogi, sufitu, to ja wszystko ogarnęłam bez problemu. Koszt takiego pomieszczenia wyszedł około 5 tysięcy złotych. Jeszcze przez lato musi być zrobione ocieplenie z zewnątrz. Będę się uczyć – mówi. 

Największą zagwozdką okazała się… temperatura pokojowa. Przepisy wskazują ją ogólnie, ale w praktyce rolnik musi wiedzieć, jaką temperaturę utrzymywać. 

– Nikt mi nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, jaka to jest temperatura pokojowa. Do samej Warszawy napisałam. Wysłano mi rozporządzenie i tak jak w rozporządzeniu: „pokojowa”. Więc ustaliłam sobie, że to jest około 15 stopni i taką właśnie w tym pomieszczeniu mam – opowiada pani Karolina. 

Ten szczegół pokazuje, że formalności często nie są trudne same w sobie. Trudniejsze bywa przełożenie ogólnych zapisów na codzienne decyzje w małym gospodarstwie. 

Cena jajka to nie tylko jajko

Kurza Szajka sprzedaje jajka według rozmiaru. Ceny zaczynają się od 1,20 zł za sztukę i dochodzą do 1,50 zł za największe jajka. Pani Karolina wie jednak, że część klientów wciąż oczekuje dużego jajka w bardzo niskiej cenie. 

– Klient oczekuje bardzo dużego jajka XL w cenie poniżej złotówki. To jest bardzo częsty problem – mówi. 

W małej sprzedaży cena nie obejmuje tylko samego jajka. W tle jest zakup kur, zboże, ściółka, zabezpieczenia wybiegu, dezynfekcja, remont pomieszczenia i codzienna praca. Sam zakup kur mocno podrożał. 

– Kiedyś kury ok. 20 tygodni kosztowały 30-35 zł za sztukę. Obecnie taka kura kosztuje 45–50 zł. A 24-tygodniowa, która już znosi jajko, potrafi kosztować 55 zł, nawet do 60 zł – mówi. 

Na ceny wpływają też choroby drobiu i problemy w odchowalniach. Pani Karolina zwraca uwagę, że gdy pojawiają się ogniska chorób, część sprzedaży staje, część ferm ma ograniczenia, a zdrowe ptaki z legalnego źródła stają się droższe. 

Do tego dochodzi zboże. Jego cena zależy od roku, pogody i urodzaju. Jeśli przyjdzie susza, koszt paszy rośnie. Pani Karolina kupuje zboże od konkretnego rolnika i nie negocjuje z nim ceny. 

– Zawsze się dostosuję, bo powinniśmy się wspierać. Wieś powinna się wspierać. My jesteśmy jednak producentami. Gdyby nie pan Kazimierz, który sprzedaje mi zboże, ja bym nie miała czym karmić kur – mówi.

Klient ma zobaczyć, od kogo kupuje

Na razie Kurza Szajka szuka klientów. Pani Karolina wie, że nie jest łatwo przekonać kogoś do zmiany źródła jaj. Jeśli ktoś od lat kupuje w jednym miejscu, potrzebuje czasu, żeby zaufać komuś nowemu. Dlatego nie chce sprzedawać wyłącznie przez krótkie ogłoszenia. Chce pokazać wszystko, co można pokazać: kury, wybieg, jedzenie, pomieszczenie do przechowywania jaj i siebie. 

– Zależy mi na tym, aby ludzie przyjechali tutaj i zobaczyli, że ja niczego nie boję się pokazać. Nie wstydzę się również niczego i mogą przyjechać obejrzeć – mówi. 

W planie jest dowóz do 25 kilometrów przy zamówieniu od 30 jaj. Najważniejsze mają być najbliższe miejscowości: Chorzele, Myszyniec, Jednorożec, Baranowo i okolice. To tam pani Karolina chce znaleźć pierwszych stałych klientów. 

– Chciałabym pozyskać klientów z tych najbliższych miasteczek i pokazać im swoje gospodarstwo. Ja im również dowiozę, więc zachęcam wszystkich tutaj do zakupu. A później mam nadzieję, że się to rozwinie, że zapełnię cały kurnik i będę miała tych klientów więcej – mówi. 

O sprzedaży na targu na razie myśli ostrożnie. Przy 60 kurach trudno planować większą sprzedaż wyjazdową. Gdyby kiedyś stado urosło do 300 kur, mogłaby pojawić się na lokalnych wydarzeniach. Co ciekawe, bardziej niż zwykła sprzedaż interesują ją akcje charytatywne. 

„Nie ma wstydu, żeby pokazać wieś”

Pani Karolina nie miała problemu z pokazaniem siebie na Facebooku. Nie ukrywa się za nazwą profilu. Uważa, że skoro produkuje żywność, klient powinien widzieć osobę, która za nią stoi. 

– To jest produkcja żywności. Ja prosta dziewczyna ze wsi. Pokazać siebie to nie jest żaden problem. Strzelić sobie selfie z kurami – trochę zabawne. Starsze pokolenie powie: o matko, co ona robi. A dla mnie jest to śmieszne – mówi. 

To podejście nadaje Kurzej Szajce charakter. Nie ma tu udawania wielkiej marki ani wygładzonej opowieści. Jest wieś taka, jaka jest: z kurami, zielonką, jajkami, lisem pod siatką, sroką w kurniku, myciem poideł, matami dezynfekcyjnymi i zdjęciem zrobionym między codziennymi obowiązkami. 

– To wieś, życie na wsi, to trzeba pokazywać. Trzeba być zabawnym, a nie szarym, ponurym człowiekiem. I taka jest właśnie Kurza Szajka. Z humorem. Nie ma żadnego wstydu, żeby siebie pokazać. I będzie więcej. Mam nadzieję, że powstaną jeszcze jakieś filmiki zabawne z kurkami. Oby jak najwięcej pokazać wsi – zapowiada. 

Na razie to dopiero początek. Nie ma jeszcze długiej listy stałych klientów ani opowieści o wielkim sukcesie. Jest za to małe stado, legalna sprzedaż, własna praca, remont wykonany w dużej części samodzielnie i przekonanie, że klient powinien wiedzieć, co trafia na jego stół. 

I może właśnie dlatego ta historia jest ciekawa. Pokazuje sprzedaż bezpośrednią nie od strony gotowego efektu, ale od pierwszych dni. Z obawami, kosztami, codziennym doglądaniem kur i wiarą, że lokalny produkt może obronić się wtedy, gdy za jajkiem stoi konkretna osoba, a nie anonimowe ogłoszenie.  

Oprac. Maria Khamiuk

Maria Khamiuk
Autor Artykułu:Maria Khamiuk

Maria Khamiuk – dziennikarka pisząca o rolnictwie, rynkach produktów rolnych oraz polityce rolnej Unii Europejskiej. Od ponad pięciu lat przygotowuje artykuły, analizy i reportaże dotyczące sytuacji w rolnictwie oraz międzynarodowego handlu produktami rolnymi, publikowane m.in. na łamach topagrar.pl (Top Agrar), tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy), a także inne portale AgroHorti Media. Najczęściej opisuje to, co dzieje się na rynkach rolnych – takich jak rynek mleka, świń, bydła mięsnego czy zbóż – a także tematy związane z hodowlą zwierząt gospodarskich, chorobami zwierząt i polityką rolną UE. Na co dzień pracuje z danymi statystycznymi, dokumentami instytucji krajowych i unijnych oraz raportami branżowymi, starając się przekładać liczby i przepisy na prosty, zrozumiały język. W swoich tekstach stawia na rzetelność informacji i jasne wyjaśnianie zmian, tak aby rolnicy mogli szybko zorientować się, co nowe decyzje i dane oznaczają w praktyce.
Obszary tematyczne: rynki rolne, polityka rolna UE, Wspólna Polityka Rolna, handel międzynarodowy w rolnictwie, rynek mleka, rynek trzody chlewnej, rynek bydła mięsnego, rynek zbóż, choroby zwierząt gospodarskich.
Kontakt: [email protected]
LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maria-khamiuk-8b62b226b/

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
21. maj 2026 19:01