Rolnicy odpowiadają, że nikt rozsądny nie ma interesu w pozostawianiu cennego nawozu na słońcu. Komentarze pod postem pokazują, że sprawa szybko przestała dotyczyć wyłącznie zapachu.
Burmistrz: w upalne dni każda godzina ma znaczenie
Grzegorz Kubik zwrócił się do rolników z apelem o szczególną uwagę podczas nawożenia pól gnojowicą i obornikiem w czasie upalnych dni.
Samorządowiec wskazał, że wysokie temperatury nasilają zapach i sprawiają, że szybciej rozprzestrzenia się on na okoliczne miejscowości. Szczególnie odczuwalny ma być w obszarach zabudowanych, gdzie przewietrzanie jest ograniczone.
Dlatego poprosił, aby po wywiezieniu nawozu możliwie szybko wymieszać go z glebą.
Jednocześnie zaznaczył, że nie chodzi o utrudnianie rolnikom pracy, lecz o znalezienie rozwiązania, które pozwoli pogodzić interes gospodarstw z komfortem mieszkańców.
To właśnie ten apel stał się początkiem szerszej dyskusji o tym, gdzie przebiega granica między prawem mieszkańców do komfortu a prawem rolników do normalnego wykonywania swojej pracy.
Kto normalny czeka w taki upał?
Pod postem burmistrza szybko pojawił się argument, że rolnikowi po prostu nie opłaca się pozostawiać nawozu na powierzchni pola. "Kto normalny czeka w taki upał z wymieszaniem z ziemią, przecież każdy dobrze wie, że każda godzina to strata składników, które kupując tanie nie są" – napisał internauta.
Gnojowica i obornik nie są dla gospodarstwa odpadem, którego trzeba się pozbyć. To wartościowe nawozy zawierające składniki potrzebne roślinom. Jeżeli można ograniczyć ich straty i skutecznie wykorzystać je w glebie, rolnik ma w tym własny, bardzo konkretny interes.
Dlatego część rolników odpowiedziała wprost: szybkie wymieszanie nawozu z glebą leży również w interesie samego gospodarstwa.
Rolnicy odpowiadają burmistrzowi
Jak podał portal RawiczInfo, do apelu burmistrza odniósł się Łukasz Rojda, przewodniczący Rady Powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Rawiczu.
Rojda zwrócił uwagę, że obornika i gnojowicy, m.in. ze względu na zawartość próchnicy, nie można w pełni zastąpić nawozami mineralnymi.
Przedstawiciel WIR miał również podkreślić, że rolnicy z powiatu rawickiego stosują zasady dobrej praktyki rolniczej i – jeśli pozwalają na to warunki – starają się możliwie szybko przyorać lub wymieszać nawozy z glebą.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o zapach. Szybkie wymieszanie nawozu ma również ograniczać straty azotu i pozwalać na lepsze wykorzystanie składników pokarmowych przez rośliny.
Rolnicy mają również swoje obowiązki i terminy
Łukasz Rojda zwrócił również uwagę na ekoschemat "Rolnictwo węglowe". W ramach tego rozwiązania przewidziano wymieszanie obornika z glebą w ciągu 12 godzin od jego wywiezienia na pole.
To istotny kontekst całej dyskusji. Odpowiedzialne stosowanie nawozów naturalnych nie jest bowiem nowym pomysłem, który dopiero trzeba rolnikom przypominać.
Gospodarstwo musi jednocześnie uwzględniać pogodę, stan gleby, potrzeby roślin, przepisy oraz wymogi programów wsparcia.
Dlatego "możliwie szybko" nie zawsze oznacza "natychmiast". Najpierw muszą istnieć odpowiednie warunki do wykonania zabiegu.
WIR ostrzega przed zaostrzeniem konfliktu
Łukasz Rojda zwrócił uwagę również na sposób prowadzenia całej dyskusji. W jego ocenie, publikowanie tego typu apeli przez samorządowców w mediach społecznościowych może prowadzić do zaostrzania konfliktu na linii miasto–wieś.
Komentarze pod wpisem burmistrza pokazują, że nie jest to obawa całkowicie bezpodstawna.
Część internautów nie odebrała apelu jako neutralnej prośby o ograniczenie uciążliwości. Potraktowała go jako kolejne oczekiwanie kierowane przede wszystkim do rolników.
Mocny apel do "mieszczuchów"
Jedna z komentujących osób napisała: "Apelujemy do mieszczuchów, którzy przeprowadzili się na wieś o zrozumienie środowiska, w którym obecnie żyją. Produkcja rolna wygląda tak od lat”.
To jeden z głównych argumentów pojawiających się w dyskusji. Wieś zmienia się bardzo szybko. Powstają nowe domy i osiedla, a coraz więcej osób przeprowadza się poza miasta w poszukiwaniu ciszy, zieleni i przestrzeni.
Problem w tym, że obok nowych domów nadal funkcjonują gospodarstwa.
A gospodarstwo rolne to nie tylko zielone pola i malowniczy krajobraz. To również ciągniki, kombajny, kurz, hałas, praca zależna od pogody oraz nawożenie.
Dlatego część komentujących przypomina: jeżeli wybieramy życie na terenach rolniczych, trzeba liczyć się również z tym, że prowadzone jest tam rolnictwo.
A jak pojedziemy do Rawicza i poczujemy spaliny?
Jeden z internautów odpowiedział burmistrzowi: "To jak pojedziemy do Rawicza i będziemy czuć smród miasta i spalin, to zgłosić to czy nie? Jak tak to komu? Będzie mniej samochodów jeździć?”
To ironiczny komentarz, ale kryje się za nim konkretne pytanie: czy zasada wzajemnego poszanowania powinna działać w obie strony?
Rolnicy nie kwestionują prawa mieszkańców do komfortu życia. Oczekują jednak, że ich działalność będzie traktowana jako normalny element funkcjonowania lokalnej społeczności.
Ktoś mógł pomylić zapachy
W komentarzach pojawiło się także pytanie: "A jakiś apel do ferm drobiu?" Ten głos jest o tyle interesujący, że podobny wątek pojawił się również w materiale RawiczInfo.
Jak podał serwis, w stanowisku Łukasza Rojdy zwrócono uwagę, że zapach gnojowicy czy obornika może być mylony z zapachami pochodzącymi z wielkotowarowych ferm drobiu znajdujących się na obrzeżach Rawicza.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy nieprzyjemny zapach pochodzi z ferm. Pokazuje jednak, że przed wskazaniem konkretnego źródła uciążliwości warto mieć pewność, skąd rzeczywiście pochodzi zapach.
Mieszkańcy też mają swoje racje
Nie byłoby jednak uczciwe przedstawiać całej sprawy wyłącznie jako ataku mieszkańców na rolników. Pod postem pojawiły się również komentarze pokazujące, że dla części osób zapach rzeczywiście był bardzo uciążliwy.
"A to to się tak nosiło w powietrzu. Już myśleliśmy, że szambo sąsiadom wybiło. Dziękujemy za reakcję". Ten głos również trzeba usłyszeć.
Jeżeli rolnik może ograniczyć uciążliwość bez szkody dla prowadzonej produkcji, trudno znaleźć powód, aby tego nie robić.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pojedyncze skargi prowadzą do przekonania, że sama działalność rolnicza jest czymś niewłaściwym.
Upały tylko podgrzały problem
Jeden z internautów napisał: "Skończą się upały to i smród się skończy". Choć komentarz jest żartobliwy, zwraca uwagę na istotny element sprawy.
Warunki atmosferyczne mają znaczenie dla odczuwania zapachów. Wysokie temperatury i określone warunki przewietrzania mogą sprawić, że zapach staje się bardziej intensywny i dociera dalej.
To właśnie dlatego burmistrz zdecydował się na apel w czasie upałów.
"Wpadniesz pomóc na nocną zmianę?"
Emocje części komentujących dobrze pokazuje jeszcze jeden wpis: "Rozumiem że jak będzie odpowiednie okno pogodowe to wpadniesz pomóc na nocną zmianę co by hrabiom nie śmierdziało". Ironia jest mocna, ale dotyka realnego problemu.
Z perspektywy osoby stojącej z boku szybkie wymieszanie nawozu może wyglądać na prostą czynność. W gospodarstwie oznacza jednak konieczność zorganizowania ciągnika, maszyny, operatora i odpowiedniego momentu na polu.
Jeżeli warunki pozwalają na wykonanie pracy tylko przez kilka godzin, rolnik musi ten czas wykorzystać.
Nowoczesny sprzęt ogranicza uciążliwość. Ale kosztuje
Wśród komentarzy pojawiła się także konkretna sugestia dotycząca technologii. Jeden z internautów wskazał na wozy asenizacyjne z aplikatorami pozwalającymi ograniczyć kontakt gnojowicy z powietrzem oraz rozwiązania umożliwiające aplikowanie nawozu i jego wymieszanie w jednym przejeździe.
To pokazuje, że rolnictwo dysponuje technologiami pozwalającymi ograniczać uciążliwość zapachową.
Pozostaje jednak kwestia kosztów. Dla dużego gospodarstwa nowoczesna maszyna może być inwestycją w efektywność. Dla mniejszego – poważnym obciążeniem finansowym.
Dlatego oczekiwanie nowoczesnych technologii powinno iść w parze z rozmową o ekonomicznych możliwościach gospodarstw.
Burmistrz ponownie zabrał głos
Sprawa nie zakończyła się na pierwszym apelu. Po fali komentarzy Grzegorz Kubik ponownie odniósł się do sprawy. Burmistrz podkreślił, że jego apel nie był krytyką pracy rolników i przypomniał, że sam pochodzi ze wsi oraz przez wiele lat pracował na roli.
Polityk chciał przede wszystkim zwrócić uwagę na problem uciążliwości zapachowej i zachęcić do działań, które pozwolą ją ograniczyć bez utrudniania prowadzenia gospodarstw.
To ważne dopowiedzenie, ponieważ pokazuje, że intencją samorządowca – według jego późniejszych wyjaśnień – nie było przedstawianie rolników jako źródła problemu.
Wieś musi pomieścić i mieszkańców, i rolników
W całej dyskusji obie strony mają część racji. Mieszkańcy mają prawo zwracać uwagę na uciążliwy zapach. Rolnicy mają prawo prowadzić gospodarstwa i wykonywać konieczne zabiegi agrotechniczne.
Jeżeli można szybko i prawidłowo wymieszać nawóz z glebą – warto to zrobić. Jest to korzystne zarówno dla otoczenia, jak i dla samego gospodarstwa.
Nie można jednak oczekiwać, że produkcja rolna będzie całkowicie niewidoczna, niesłyszalna i pozbawiona zapachów. Wieś nie jest miastem z większą ilością zieleni. To również miejsce pracy, produkcji żywności i prowadzenia gospodarstw.
Dlatego zamiast kolejnej internetowej wojny potrzebna jest rozmowa.
Krzysztof Zacharuk
