Jak oceniasz obecną sytuację na hiszpańskim rynku trzody chlewnej, szczególnie w kontekście niskich cen tuczników w tym sezonie?
Sytuacja hiszpańskich rolników jest katastrofalna. Dla przypomnienia: 19 czerwca 2025 r., jeszcze przed pojawieniem się afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Hiszpanii, ceny gwałtownie spadły po okresie wcześniejszych wzrostów. Już przed pojawieniem się ASF ceny były bardzo blisko kosztów produkcji. To był punkt wyjścia. Po lecie ceny nadal spadały. W tym samym czasie zaczęły pojawiać się informacje, dotyczące sytuacji na światowym rynku oraz wzrostu produkcji trzody w Chinach. W takich warunkach pojawił się ASF. Od grudnia 2025 r. wszyscy hiszpańscy producenci ponoszą straty. Obecnie średnia strata na jednym tuczniku sprzedanym do ubojni, liczona od grudnia 2025 do sierpnia 2026 r. wynosi 18 euro.
To średnia strata przypadająca na każdą sprzedaną świnię?
Tak. Można więc sobie wyobrazić, co oznacza dziewięć miesięcy funkcjonowania w takiej sytuacji. Producenci są sfrustrowani, bo nie wiedzą, czy rynek się odbuduje, czy kryzys będzie się pogłębiał. Jeśli potrwa dłużej, sytuacja może stać się naprawdę bardzo trudna.
Czy hiszpańscy rolnicy ograniczają w związku z tym liczebność stad albo odkładają inwestycje?
Wszystkie przyszłe inwestycje, także te będące już w fazie planowania, zostały odłożone. Projekty realizowane w Hiszpanii to najczęściej inwestycje, które uzyskały pozwolenia jeszcze w 2025 r. Problemem nie są wyłącznie kwestie ekonomiczne. Trudno jest również uzyskać pozwolenie na budowę nowej fermy albo powiększenie istniejącej.
Ile czasu trwa uzyskanie takich pozwoleń?
To zależy od konkretnej fermy. Jeżeli podlega ona unijnym przepisom dotyczącym emisji przemysłowych, czyli dotyczy największych gospodarstw, uzyskanie wszystkich pozwoleń i wybudowanie obiektu może zająć od trzech do pięciu lat. Inwestycje, które uzyskały pozwolenia w 2025 r., były często przygotowywane już od 2021 lub 2022 r. Takie fermy są obecnie budowane, ponieważ ich realizacja była już zaplanowana, a umowy podpisane. Natomiast projekty znajdujące się dopiero na papierze zostały wstrzymane. Inwestorzy zastanawiają się, jaka będzie sytuacja na rynku.
Jak to wpływa na branżę?
Hiszpania znajduje się w specyficznej sytuacji. Mamy poważny problem z cenami, ale jednocześnie bardzo duży jest popyt ze strony przemysłu. Ubojnie i zakłady przetwórcze chcą kupować coraz więcej świń. Nie mamy więc problemu z przepływem zwierząt ani z ich odbiorem. Popyt ze strony ubojni pozostaje bardzo wysoki. Kiedy rozmawiamy o krajowym planie ograniczenia produkcji, ubojnie odpowiadają: nie, potrzebujemy więcej świń. To dość paradoksalne, że ubojnie chcą zwiększać liczbę kupowanych zwierząt, ale nie chcą płacić ceny, która pozwoliłaby pokryć koszty produkcji.
Jak to wpływa na handel? Czy niskie ceny żywca przekładają się na niższe ceny mięsa i produktów wieprzowych?
Tak i nie. Wszystko zależy od rodzaju elementu oraz kraju, do którego jest on eksportowany. Problem związany z ASF polega na tym, że część rynków eksportowych została zamknięta. Poszczególne kraje nie kupują jednak całych tusz, ale konkretne elementy. Niektóre z nich mają bardzo dobry rynek zbytu, inne są znacznie trudniejsze do sprzedaży. W przypadku części produktów można utrzymać światowe ceny, podobne do tych obowiązujących w Brazylii, Stanach Zjednoczonych czy Danii. Są jednak również elementy, w przypadku których trzeba obniżyć ceny, ponieważ brakuje dla nich rynków zbytu. Wpływa to na wynik ekonomiczny zakładów. Przetwórcy kupują tańsze świnie, ale jednocześnie często uzyskują niższe przychody ze sprzedaży mięsa i poszczególnych elementów. Muszą więc utrzymać konkurencyjność, co w obecnych warunkach jest bardzo trudne.
Jak ocenia pan walkę z ASF w Hiszpanii? W Polsce rolnicy są bardzo krytyczni wobec działań podejmowanych w związku z chorobą. Teraz Hiszpania również mierzy się z dużym problemem.
Każdy rolnik i lekarz weterynarii wie, że walka z ASF jest niezwykle skomplikowana. Zwalczanie choroby byłoby łatwiejsze, gdyby występowała wyłącznie w gospodarstwach. Wtedy można wykryć problem, wybić zwierzęta i przeprowadzić wszystkie niezbędne kontrole. Obecnie choroba występuje w populacji dzików. Ich kontrola jest znacznie trudniejsza ze względu na przemieszczanie się zwierząt i warunki terenowe. W prowincji Barcelony, gdzie występuje ASF, znajdują się m.in. obszary położone blisko wybrzeża. Jest tam bardzo dużo ludzi, a teren jest silnie zurbanizowany. To nie jest obszar leśny, w którym łatwo byłoby postawić ogrodzenie i kontrolować sytuację. W regionie, w którym występuje choroba, ludzie i dziki przemieszczają się na dużym obszarze. Nie mamy pełnej kontroli nad ruchem dzików, dlatego tak trudno jest wyeliminować chorobę. W tej chwili ASF w populacji dzików jest problemem związanym z terytorium, a nie z gospodarstwami. Rolnicy mogą jedynie apelować do władz o większe zaangażowanie i dodatkowe działania, które pozwolą ograniczyć chorobę. Z poziomu gospodarstwa nie możemy zrobić wiele poza dalszym wzmacnianiem bioasekuracji i ochroną ferm przed wirusem. To bardzo frustrujące, ponieważ rolnicy są pierwszymi, którzy ponoszą konsekwencje ASF, ale nie mają wpływu na sytuację w populacji dzików.
To podobne do sytuacji w Polsce.
Walka z ASF w całej Europie i na świecie zależy w dużej mierze od zaangażowania władz, dostępnych środków, ludzi i pieniędzy. Bez odpowiednich zasobów nie da się skutecznie kontrolować tej choroby.
Jak zmieniły się koszty produkcji świń w Hiszpanii?
W Hiszpanii działa firma, która monitoruje koszty produkcji u większości producentów trzody chlewnej. Obecnie średni koszt produkcji wynosi 1,39 euro za kilogram żywca. Bardzo ważne są jednostki, ponieważ w innych krajach stosuje się odmienne sposoby obliczania kosztów. Problemem jest jednak bardzo duże zróżnicowanie między gospodarstwami. Najniższe koszty wynoszą ok. 1,31 euro, a najwyższe sięgają 1,45 euro za kilogram. Niektórzy producenci mają tak niskie koszty, że być może w tym roku zdołają uniknąć strat. Dla gospodarstw ze średnimi kosztami będzie to bardzo trudny rok, a dla tych o najwyższych kosztach – rok katastrofalny.
Czy niskie ceny i ASF mogą wpłynąć na hiszpański eksport, szczególnie do Chin i innych krajów azjatyckich?
Przez ostatnie 4–5 lat pracowaliśmy nad porozumieniem w sprawie regionalizacji. Dlatego możemy eksportować do Chin, ale nie z całego terytorium Hiszpanii. Z części prowincji, w tym z Barcelony, eksport jest wstrzymany. Z pozostałych regionów możemy nadal wysyłać produkty. Na razie jesteśmy więc zadowoleni z sytuacji dotyczącej Chin. Problem polega jednak na tym, że tamtejszy rynek bardzo się zmienił. Nie jest już taki jak 2–3 lata temu. Chiny nie są obecnie dużym rynkiem dla mięsa. Największe zapotrzebowanie dotyczy podrobów. Dodatkowo konkurencja ze strony innych krajów sprawia, że ceny uzyskiwane za produkty eksportowane do Chin są coraz niższe.
Dlaczego sytuacja na chińskim rynku tak bardzo się zmieniła?
W Chinach nakłada się na siebie kilka czynników. Kraj zmaga się z problemami gospodarczymi. Siła nabywcza konsumentów spadła. Problemy związane m.in. z rynkiem nieruchomości wpływają na całą gospodarkę. Chińczycy muszą kupować tańsze produkty. Jednocześnie wzrosła krajowa produkcja świń. Nie chodzi już tylko o tradycyjne, małe gospodarstwa, ale o profesjonalne fermy. Powstaje ich coraz więcej, a mięso z tych ferm trafia do miast. To właśnie duże miasta były naszym głównym rynkiem. Obecnie konkurujemy tam z krajową produkcją. Do tego chiński rząd wspiera rozwój produkcji trzody. Widzimy, że firmy mogą otrzymywać pomoc, aby zwiększać liczbę świń. Produkcja rośnie, a ceny wieprzowiny spadają i są coraz niższe. Importowane produkty muszą być dopasowane do cen obowiązujących na tamtejszym rynku. Dlatego nie eksportujemy już do Chin dużych ilości mięsa. Jest ono produkowane na miejscu. Tak więc w tej chwili Kraj Środka pozostaje jednym z niewielu rynków, który może przyjąć tak duże ilości produktów, jednak ceny muszą być coraz bardziej konkurencyjne.
Jeśli nie Chiny, to kto?
Poza Chinami ważnymi rynkami są Meksyk i Japonia. Należą one do największych importerów wieprzowiny na świecie. Niestety, również w przypadku tych rynków mamy ograniczenia związane z ASF. Niedawno odwiedzili nas przedstawiciele japońskich władz, aby ocenić, czy możliwe będzie wznowienie eksportu. Przez 5 miesięcy nie mogliśmy eksportować również na Filipiny. Obecnie eksport został wznowiony dzięki zastosowaniu regionalizacji. Nadal wysyłamy tam jednak głównie podroby, a ceny są niższe niż przed pojawieniem się ASF. Sytuacja zmieniła się, ponieważ zmienił się światowy rynek. Ogromną presję wywiera Brazylia, która eksportuje duże ilości mięsa po bardzo konkurencyjnych cenach. Aby konkurować na światowym rynku, musimy być równie konkurencyjni, jak Brazylijczycy.
Jakie są perspektywy dla Hiszpanii i Europy?
W najbliższych miesiącach spodziewamy się kolejnego spadku cen. Obecnie obserwujemy niewielki wzrost wynikający z bardzo wysokich temperatur latem, które ograniczyły tempo wzrostu świń. Jesienią sytuacja się zmieni. Produkcja wzrośnie, a wraz z większą liczbą świń na rynku ceny będą spadać. Spodziewamy się, że czwarty kwartał będzie gorszy niż obecny okres. Średnia dla całego roku będzie bardzo trudna. Rok 2027 rozpoczniemy w warunkach poważnego kryzysu. Nadal będziemy tracić pieniądze, prawdopodobnie po ponad 12 miesiącach funkcjonowania poniżej kosztów produkcji.
A przyszły rok?
Sytuacja w 2027 r. będzie zależała od tego, czy Europa dostosuje produkcję do popytu. Jeśli wszystkie kraje ograniczą produkcję świń i uda się zrównoważyć podaż z zapotrzebowaniem, ceny tuczników mogą zacząć się odbudowywać. Nie będzie to jednak powrót do bardzo dobrych warunków. Optymistyczny, ale realistyczny scenariusz zakłada, że w 2027 r. ceny pozwolą utrzymać produkcję na poziomie zbliżonym do kosztów i nie generować dalszych strat.
To nie jest optymistyczna perspektywa. Jakie są 3 największe wyzwania dla producentów trzody chlewnej w Europie?
Pierwszym jest oczywiście zdrowie zwierząt. To kwestia kluczowa. W krajach, w których występuje ASF, sytuacja rynkowa jest jeszcze trudniejsza. Jeśli choroba obejmie Hiszpanię w większym zakresie, będzie to poważny problem dla całej Europy.
Drugim wyzwaniem będą zmiany związane z ochroną środowiska. W 2030 r. zaczniemy wdrażać kolejne przepisy dotyczące emisji przemysłowych. Będą one szczególnie trudne dla małych i średnich gospodarstw. Regulacje dotyczące emisji oraz zagospodarowania gnojowicy mogą doprowadzić do znacznego ograniczenia produkcji w Europie. Najbardziej odczują to właśnie małe i średnie gospodarstwa.
Trzecim wyzwaniem jest dobrostan zwierząt. Możemy spodziewać się nowych propozycji dotyczących stosowania kojców w produkcji świń. Oznacza to kolejne inwestycje i dodatkowe prace w istniejących gospodarstwach. Nie martwimy się wyłącznie o finansowy wpływ tych zmian. Największe obawy dotyczą ich wpływu na psychikę rolników. Wymaga się od nich, aby po raz kolejny przebudowywali gospodarstwa – ze względu na środowisko i dobrostan zwierząt. Część rolników zdecyduje się zakończyć produkcję trzody. Presja jest ogromna, a codzienna praca na fermie staje się coraz trudniejsza.
Rolnicy nie chcą hodować świń.
Dlatego kolejnym ważnym wyzwaniem jest przyszłość ludzi w tym sektorze. Potrzebujemy nowego pokolenia rolników i pracowników, którzy będą chcieli pracować przy produkcji świń. Obecnie nie mamy ich wystarczająco dużo. Podsumowując, najważniejsze wyzwania to zdrowie zwierząt, ochrona środowiska, dobrostan oraz przyszłość producentów i pracowników sektora.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Anna Kurek
