Dlaczego rynek nie reaguje tak, jak oczekiwaliby producenci? O tym dyskutowano 21 maja podczas konferencji "O-Polski Rynek Rzepaku i Zbóż" w Prószkowie k. Opola.
Ceny mocno uzależnione od sytuacji
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że rzepak będzie jedną z najbardziej perspektywicznych upraw w polskim rolnictwie. Rosnące zapotrzebowanie przemysłu tłuszczowego, rozwój biopaliw i kolejne inwestycje w przetwórstwo miały stworzyć trwały impuls do zwiększania produkcji. Dziś jednak sytuacja okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.
Z jednej strony krajowe zakłady potrzebują coraz większych ilości surowca. Z drugiej – ceny nadal pozostają mocno uzależnione od sytuacji na światowych giełdach i importu. Rolnicy słyszą więc, że rzepaku może zabraknąć, ale jednocześnie nie widzą gwałtownego wzrostu stawek.
To właśnie ten paradoks był jednym z głównych tematów debaty ekspertów podczas 8. edycji konferencji "O-Polski Rynek Rzepaku i Zbóż", zorganizowanej przez Spółdzielnię Grup Polski Rzepak i Zboża.
Polska potrzebuje coraz więcej rzepaku
Najmocniejsza diagnoza padła ze strony sektora finansowego. Artur Markowski z ING Banku Śląskiego stwierdził wprost, że Polska weszła już w etap strukturalnego niedoboru rzepaku.
Jak wyjaśniał, wynika to przede wszystkim z dynamicznego rozwoju krajowego przetwórstwa. W ostatnich latach w naszym kraju powstały nowe moce przerobowe, a kolejne inwestycje jeszcze zwiększą zapotrzebowanie na surowiec.
Szczególnie dużo mówi się o nowej olejarni Orlenu w Kętrzynie, która według uczestników debaty może potrzebować ok. 500 tys. ton rzepaku rocznie.
To oznacza, że krajowy przemysł będzie potrzebował wkrótce nawet ok. 4 mln ton rzepaku rocznie. Tymczasem produkcja w Polsce może mieć problem, by osiągać takie poziomy w sposób stabilny.
Zapasy są małe, ale rynek pozostaje globalny
Podczas debaty wiele miejsca poświęcono także aktualnym zapasom zbóż i rzepaku. Uczestnicy zgodzili się, że końcówka sezonu będzie napięta, choć różnili się w szczegółowych szacunkach.
Tomasz Sobiech z Cargill Polska ocenił, że końcowe zapasy pszenicy mogą być znacznie niższe, niż wcześniej zakładano.
– Ja uważam, że ta liczba będzie bliższa miliona – mówił o krajowych zapasach pszenicy.
Z kolei Jakub Agaś z Bunge Polska szacował, że zapasy rzepaku na koniec sezonu mogą wynosić około 300 tys. ton.
Mimo tych sygnałów eksperci wielokrotnie podkreślali, że sam niedobór surowca w Polsce nie oznacza automatycznie gwałtownego wzrostu cen. – Polski rynek nie jest wyspą – zaznaczał Jakub Agaś.
To właśnie ten wątek powracał podczas całej debaty. Nawet jeśli w kraju zabraknie surowca, zakłady mogą sprowadzać rzepak z Rumunii, Kanady czy Australii. Już dziś firmy handlowe aktywnie kontraktują import z różnych kierunków. Według ekspertów to właśnie globalny charakter rynku skutecznie ogranicza możliwość trwałego wzrostu cen w Polsce.
Rolnicy oczekują wyższych stawek
Część producentów zwracała uwagę, że skoro przetwórnie potrzebują surowca, ceny powinny mocniej reagować na sytuację rynkową.
Wiesław Gryn z Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego wskazywał, że przy realnym niedoborze krajowego rzepaku rynek powinien wyraźniej premiować polski surowiec.
Jednocześnie przyznał, że ostatecznie ceny i tak pozostają uzależnione od rynku światowego oraz kosztów importu.
W praktyce oznacza to, że nawet przy ograniczonej podaży w kraju ceny nie mogą oderwać się od notowań MATIF oraz sytuacji w innych krajach europejskich.
Czy można jeszcze zwiększyć areał rzepaku?
To pytanie wywołało podczas debaty jedną z najciekawszych dyskusji. Teoretycznie rosnący popyt powinien zachęcać rolników do większych zasiewów. Problem polega jednak na tym, że możliwości dalszego zwiększania areału są coraz bardziej ograniczone.
Wiesław Gryn ocenił, że potencjał wzrostu nadal istnieje, ale nie będzie spektakularny. – Myślę, że dużo nie możemy zwiększyć, ale te 20, a nawet może i 30% – mówił.
Jednocześnie podkreślał, że rzepak nie może wracać na to samo pole zbyt często, bo prowadzi to do problemów ze zmianowaniem i pogarsza sytuację fitosanitarną plantacji.
Coraz większym problemem stają się także ograniczenia w ochronie roślin. Rolnicy alarmowali, że presja chowaczy i słodyszka jest coraz większa, a dostępnych narzędzi do walki ze szkodnikami ubywa. W debacie pojawiły się wręcz głosy, że część producentów może zacząć rezygnować z rzepaku, jeśli sytuacja będzie się pogarszać.
Rzepak nadal daje przewagę w gospodarstwie
Mimo problemów eksperci nie mają wątpliwości, że rzepak pozostaje jedną z najważniejszych upraw w polskim rolnictwie. Decyduje o tym nie tylko potencjalna opłacalność, ale również znaczenie dla płodozmianu i jakości stanowiska pod zboża.
Rolnicy zwracali uwagę, że relacja cen rzepaku do pszenicy nadal pozostaje relatywnie korzystna, choć sama uprawa jest bardzo kosztowna i wymaga dużych nakładów.
Mariusz Olejnik, prezes Spółdzielni Grup Polski Rzepak i Zboża podkreślał, że producenci coraz ostrożniej podchodzą jednak do kontraktowania nowych zbiorów.
– Trzeba rozkładać ryzyko – mówił podczas debaty.
Coraz częściej pojawiają się również pytania o alternatywy dla rzepaku. Dyskutowano m.in. o soi i słoneczniku, jednak uczestnicy debaty byli zgodni, że żadna z tych upraw nie będzie w najbliższych latach realnym zamiennikiem dla rzepaku w skali całego kraju.
Zboża także pod presją
Dużo miejsca poświęcono również sytuacji na rynku zbóż. Rolnicy alarmowali, że tegoroczna susza i wysokie koszty nawożenia mogą wyraźnie obniżyć plony.
– Co najmniej 10–15% produkcja zbóż będzie niższa – oceniał Wiesław Gryn.
Eksperci zwracali uwagę, że nawet niższe zbiory w Polsce nie muszą jednak oznaczać poprawy cen. Rynek zbóż pozostaje całkowicie globalny, a konkurencja z krajami basenu Morza Czarnego, Kanadą czy Australią nadal będzie bardzo silna.
Przyszłość zależy nie tylko od rynku
W debacie wyraźnie wybrzmiał jeszcze jeden wniosek: przyszłość rynku rzepaku zależy dziś nie tylko od pogody i giełd, ale również od polityki rolnej i energetycznej.
Część uczestników wskazywała, że dalszy rozwój biopaliw oraz zwiększanie udziału biokomponentów mogłyby stać się ważnym impulsem dla krajowej produkcji.
Jednocześnie rolnicy podkreślali, że bez poprawy opłacalności, stabilniejszych warunków produkcji i skuteczniejszej ochrony roślin trudno będzie znacząco zwiększać areał upraw.
A to oznacza, że Polska może w najbliższych latach coraz mocniej zmagać się z problemem, który jeszcze niedawno wydawał się mało realny – rosnącym niedoborem własnego rzepaku mimo stale rozwijającego się przetwórstwa.
Krzysztof Zacharuk
