Chodzi o głośną nowelizację ustawy o ochronie przyrody wprowadzającą tzw. milczącą zgodę. Projekt przeszedł już etap prac komisji sejmowych, ale od wielu miesięcy utknął w Sejmie i nadal nie został uchwalony.
Rządowy projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody (druk nr 1447) miał być jednym z ważniejszych elementów deregulacji procedur administracyjnych. Największe zainteresowanie wzbudził zapis, zgodnie z którym urząd nie mógłby w nieskończoność przeciągać spraw dotyczących wycinki drzew.
Urząd milczy? Rolnik mógłby wyciąć drzewo legalnie
Najważniejsza zmiana dotyczy wprowadzenia mechanizmu milczącej zgody. Projekt zakłada, że jeśli urząd w określonym terminie nie wniesie sprzeciwu wobec zgłoszenia wycinki, właściciel nieruchomości będzie mógł usunąć drzewo bez konieczności uzyskania formalnej decyzji administracyjnej.
Zgodnie z projektem organ miałby 14 dni od przeprowadzenia oględzin na wniesienie sprzeciwu, ale maksymalnie 60 dni od momentu złożenia zgłoszenia. Po tym czasie brak reakcji urzędu oznaczałby możliwość legalnej wycinki.
To właśnie ten zapis wywołał największą dyskusję zarówno wśród samorządów, jak i właścicieli nieruchomości. Dla rolników oznaczałby przede wszystkim koniec sytuacji, w których sprawy ciągną się miesiącami bez jednoznacznej decyzji.
W praktyce nowe przepisy mogłyby ułatwić usuwanie starych drzew z siedlisk, podwórek, dróg dojazdowych czy gruntów przygotowywanych pod inwestycje gospodarcze.
Projekt od miesięcy stoi w miejscu
Choć temat był przedstawiany jako ważny element deregulacji, prace nad ustawą wyraźnie wyhamowały. Projekt wpłynął do Sejmu jeszcze w lipcu 2025 r., a komisje zajmowały się nim latem i jesienią ubiegłego roku.
4 grudnia 2025 r. Komisja do Spraw Deregulacji oraz Komisja Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej przyjęły sprawozdanie (zobacz treść) i rekomendowały uchwalenie ustawy.
Od tamtej pory jednak projekt nie przeszedł kolejnych etapów legislacyjnych. W praktyce oznacza to, że zapowiadane uproszczenia nadal nie obowiązują.
Biuro Obsługi Medialnej Kancelarii Sejmu poinformowało naszą redakcję, że projekt ustawy nadal oczekuje na drugie czytanie na posiedzeniu Sejmu.
"W przypadku podjęcia decyzji o włączeniu go do porządku posiedzenia, informacja o tym fakcie zostanie opublikowana" – stwierdzono lakonicznie.
Więcej obowiązków dla właścicieli gruntów
Projekt nie ogranicza się wyłącznie do milczącej zgody. Nowelizacja przewiduje również bardziej szczegółowe wymagania dotyczące zgłoszeń wycinki drzew.
Właściciel nieruchomości miałby obowiązek podania m.in. gatunku drzewa, obwodu pnia mierzonego na dwóch wysokościach, celu usunięcia drzewa oraz dołączenia mapki lub rysunku wskazującego jego lokalizację.
Projekt przewiduje także możliwość formalnego wyznaczania terminu oględzin przez urząd w sytuacji, gdy właściciel utrudnia ich przeprowadzenie.
Jest też ważne zabezpieczenie przed obchodzeniem przepisów
Rząd chce jednocześnie ograniczyć sytuacje, w których drzewa byłyby wycinane pod pretekstem celów prywatnych, a następnie teren byłby wykorzystywany komercyjnie.
Projekt zakłada, że jeśli w ciągu pięciu lat od wycinki właściciel wystąpi o pozwolenie na budowę związane z działalnością gospodarczą, urząd będzie mógł naliczyć opłatę za usunięcie drzewa.
To szczególnie istotne dla inwestycji realizowanych na gruntach rolnych i działkach przekształcanych pod działalność gospodarczą.
Opozycja chciała krótszych terminów i kar dla urzędów
W trakcie prac komisji pojawiły się także poprawki opozycji. Jedna z nich zakładała skrócenie maksymalnego terminu reakcji urzędu z 60 do 40 dni.
Zgłoszono również propozycję kar finansowych dla urzędów, które nie przeprowadzą wymaganych oględzin przed upływem terminu tzw. milczącej zgody. Według tej propozycji urząd mógłby zapłacić 5 tys. zł za każde takie zaniedbanie.
Na razie jednak wszystkie te rozwiązania pozostają wyłącznie na papierze. A rolnicy oraz właściciele gruntów nadal funkcjonują według obecnych, często długotrwałych procedur administracyjnych.
Krzysztof Zacharuk
