Jutro o 12.00 w Warszawie pojawią się rolnicy, pracowników przemysłu, przewoźników i inne grupy zawodowe. Protest zaplanowano już kilka tygodni temu. Sytuacja w rolnictwie pogarsza się – spadają ceny mleka, bydła mięsnego i świń, ceny zbóż szorują po dnie. Rolnicy mają coraz więcej kłopotów, które nawarstwiając się powodują coraz poważniejsze problemy finansowe w gospodarstwach.
Łukasz Komorowski, działacz Solidarności Rolników Indywidualnych oraz rolnik prowadzący hodowlę bydła ras angus i hereford, mówi, że na jutro szykują autokary, które zawiozą rolników z Mazowsza do stolicy.
Według niego protest jest reakcją na coraz trudniejszą sytuację w rolnictwie i brak konkretnych działań ze strony rządu. Jak podkreśla, wyjazd do Warszawy nie ma nic wspólnego z popieraniem którejkolwiek partii politycznej. Jego zdaniem protest jest przede wszystkim próbą pokazania narastającego sprzeciwu wobec problemów, które od miesięcy pozostają nierozwiązane.
— Jedziemy zademonstrować swoje niezadowolenie, nie chodzi o popieranie którejkolwiek partii, poprzednicy też popełnili błędy, a przy obecnej władzy sytuacja się nie poprawia. Oczekujemy realnych działań i pomocy – mówi Łukasz Komorowski w rozmowie z topagrar.pl
Komorowski zaznacza, że pojawiają się głosy oskarżające protestujących o wspieranie poprzedniej władzy, ale on sam zdecydowanie się od tego odcina. Podkreśla, że rolnicy pamiętają błędy poprzednich rządów, jednak obecnie protestują przeciwko temu, że dzisiejsza władza nie rozwiązuje narastających problemów, a rozmowy z resortem rolnictwa nie przynoszą żadnych efektów.
Spadająca opłacalność i rosnące koszty
Jednym z najważniejszych tematów poruszanych przez Komorowskiego jest spadek dochodowości gospodarstw. Jak mówi, problem staje się coraz poważniejszy, szczególnie w mniejszych gospodarstwach, które coraz wyraźniej tracą opłacalność. Większe gospodarstwa jeszcze funkcjonują, ale — jego zdaniem — głównie siłą rozpędu i również mogą wkrótce znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji.
Na pogarszającą się kondycję rolnictwa składają się rosnące koszty energii, paliwa i nawozów, a także coraz większe obciążenia regulacyjne. Komorowski wymienia tu przede wszystkim Zielony Ład i system ETS, które jego zdaniem dodatkowo podnoszą koszty prowadzenia produkcji rolnej i odbierają gospodarstwom konkurencyjność.
— Wszystkie instytuty ekonomiki pokazują, że spadek dochodowości w rolnictwie i rosnące koszty związane z Zielonym Ładem, ETS-em i tymi wszystkimi zielonymi rozwiązaniami powodują brak opłacalności w rolnictwie – zaznacza Komorowski.
W jego ocenie skutki tego procesu dopiero zaczynają być odczuwalne w pełnej skali, ale jeśli nie pojawią się konkretne działania osłonowe, kryzys obejmie kolejne sektory i kolejne gospodarstwa.
Rynek mleka pod presją
Komorowski podkreśla, że na rynku mleka sytuacja coraz bardziej się komplikuje. To właśnie tu bardzo wyraźnie widać rozjazd między kosztami produkcji a cenami uzyskiwanymi przez rolników. Jak wskazuje, w mniejszych gospodarstwach ceny za mleko są już na poziomie, który nie pozwala pokryć kosztów produkcji, a większe gospodarstwa również nie mogą mówić o stabilnym dochodzie.
- Małe gospodarstwa mają za litr mleka 1,2-1,3 zł, większe może powyżej 1,5 zł/l. To już są kwoty poniżej kosztów produkcji – mówi rolnik.
Problem jest tym poważniejszy, że przez ostatnie lata rolnicy byli zachęcani do inwestowania, rozbudowy gospodarstw i poprawy warunków produkcji. Korzystali z programów wsparcia, inwestowali w dobrostan i modernizację, a za tym wszystkim szły kredyty zaciągane na wiele lat.
— Rolnicy pobrali potężne kredyty na rozbudowę gospodarstw, żeby skorzystać z tych programów. A teraz się okazuje, że kredyty trzeba spłacać, a przychodu nie ma – mówi rolnik.
Jak zaznacza, dziś wiele gospodarstw zaczyna tracić płynność finansową. Zobowiązania pozostają, raty kredytów trzeba płacić, natomiast przychody nie dają już możliwości normalnego funkcjonowania i dalszego prowadzenia produkcji.
Płynność finansowa gospodarstw jako najpilniejszy problem
Według Komorowskiego najważniejszym problemem jest dziś utrzymanie płynności finansowej gospodarstw. Dotyczy to nie tylko mleczarstwa, ale praktycznie wszystkich sektorów rolnictwa — od produkcji sadowniczej, warzywniczej, po hodowlę bydła mięsnego, bydła mlecznego czy świń. Jego zdaniem wiele gospodarstw znajduje się dziś w sytuacji, w której koszty są ogromne, a realnego dochodu brakuje.
— Są zobowiązania, a nie ma z tego zysku. A koszty są ogromne: i energetyczne, i nawozów, i paliwa – mówi Łukasz Komorowski.
W tym kontekście wskazuje, że potrzebne są szybkie działania pomocowe, które pozwoliłyby przynajmniej częściowo wyrównać wzrost kosztów. Chodzi między innymi o mechanizmy wsparcia związane z nawozami i paliwem, a także o rozwiązania, które pozwolą gospodarstwom przetrwać najbliższe miesiące bez utraty zdolności do dalszej produkcji.
Mercosur, Ukraina i rosnąca presja zewnętrzna
W rozmowie pojawia się również temat presji zewnętrznej na polski rynek rolny. Komorowski krytycznie odnosi się do umowy z Mercosurem, która — jak mówi — miała tworzyć nowe możliwości, zwłaszcza dla polskiego mleczarstwa, a w praktyce nie przyniosła oczekiwanych korzyści. Zwraca uwagę, że kraje należące do tej grupy, zwłaszcza Brazylia, nie dopuszczają polskich produktów mleczarskich, więc deklarowane szanse eksportowe okazały się iluzją.
Jednocześnie wskazuje na napływ towarów z Ukrainy i innych rynków zewnętrznych. Jego zdaniem polscy rolnicy muszą konkurować z produktami wytwarzanymi w zupełnie innych warunkach kosztowych i regulacyjnych, co prowadzi do destabilizacji rynku.
— Jaka ilość towarów wpływa dzisiaj na rynek polski, jaka ilość mleka wpływa na ten rynek, jaka ilość mięsa na ten rynek wchodzi. A nasze rynki to destabilizuje – mówi rolnik.
W jego ocenie obecny model konkurencji stawia polskich producentów w z góry przegranej pozycji, bo oni sami ponoszą wysokie koszty energii, paliwa i spełniania unijnych norm, a jednocześnie muszą rywalizować z tańszym importem.
Susza i ryzyko kolejnych strat
Kolejnym poważnym problemem, na który zwraca uwagę Komorowski, jest susza. Jak podkreśla, w jego regionie (okolice Siedlec) przez sześć tygodni nie spadła ani kropla deszczu, a skutki tej sytuacji już stają się odczuwalne.
— W moim rejonie sześć tygodni nie spadła kropla deszczu. Rolnicy w tej chwili mają problem, trawa dopiero ruszyła, pasza się kończy, będzie trzeba dokupować. A to jest dopiero maj! Z czego mamy dokładać? – mówi Łukasz Komorowski.
Jego zdaniem to szczególnie niepokojące, bo sezon dopiero się zaczyna, a najbardziej problematyczne miesiące są jeszcze przed rolnikami. Jeśli susza się utrzyma, konieczne będą dodatkowe wydatki na paszę i utrzymanie zwierząt, a sytuacja wielu gospodarstw jeszcze bardziej się pogorszy.
Właśnie dlatego jednym z postulatów protestujących jest szybkie uruchomienie pomocy suszowej i takich mechanizmów wsparcia, które będą mogły zadziałać od razu, bez długiego oczekiwania na nowe procedury.
Opóźnione dopłaty i brak środków na bieżące funkcjonowanie
Komorowski zwraca też uwagę na opóźnienia w wypłacie dopłat bezpośrednich oraz środków związanych z dobrostanem. Jak mówi, tak dużych przesunięć nie było w poprzednich latach, a dla wielu gospodarstw oznacza to dodatkowe pogorszenie sytuacji finansowej.
Jego zdaniem dopłaty, które powinny wspierać bieżące funkcjonowanie i stabilizować sytuację rolników, nie trafiają do nich na czas. To sprawia, że rolnicy pozostają bez pieniędzy w momencie, gdy mają już poniesione koszty i kolejne zobowiązania do uregulowania.
Zmiany w szacowaniu strat
Wśród proponowanych rozwiązań Komorowski wymienia także zmianę sposobu szacowania strat w gospodarstwach. Jak podkreśla, obecne zasady nie zawsze pokazują rzeczywisty rozmiar problemu, zwłaszcza w gospodarstwach o zróżnicowanym profilu produkcji.
Jego zdaniem straty powinny być oceniane w odniesieniu do konkretnych upraw i konkretnych działek, a nie całego gospodarstwa. Tylko wtedy możliwe będzie rzetelne oszacowanie skali szkód i przyznanie pomocy tym, którzy rzeczywiście jej potrzebują.
Handel, sieci handlowe i osłabienie polskiego rynku
W wypowiedzi Komorowskiego pojawia się także szersza diagnoza dotycząca struktury rynku rolno-spożywczego w Polsce. Jego zdaniem jednym z problemów jest to, że przez lata oddano dużą część handlu i przetwórstwa zewnętrznym podmiotom, przez co polscy producenci i przetwórcy znaleźli się w słabszej pozycji negocjacyjnej.
W tym kontekście wskazuje na potrzebę wprowadzenia podatku obrotowego dla sklepów wielkopowierzchniowych. W jego ocenie mogłoby to być jedno z narzędzi ograniczających dominację wielkich sieci handlowych i przywracających równowagę na rynku.
Brak dialogu z ministerstwem
Bardzo mocno wybrzmiewa także krytyka sposobu, w jaki — zdaniem Komorowskiego — ministerstwo rolnictwa prowadzi rozmowy ze środowiskiem rolniczym. Jak relacjonuje, spotkania z przedstawicielami resortu nie przekładają się na żadne konkrety, a rolnicy nie otrzymują odpowiedzi na najważniejsze pytania.
— Jak się zachodzi do ministerstwa, to jest monolog ministrów półgodzinny albo i godzinny, a dopiero potem jest pięć minut zadawania pytań, a nie ma żadnych konkretnych rozwiązań – mówi Komorowski.
W jego opinii nie widać dziś ani realnej woli spotkania się z rolnikami, ani gotowości do ustalenia konkretnych działań. Zamiast tego dominuje przeciąganie rozmów i brak rozwiązań.
Bydło mięsne w dół
Komorowski w rozmowie odnosi się również do sytuacji własnego gospodarstwa. Mówi, że nadal zajmuje się produkcją odsadków, część byków sprzedaje w wadze ciężkiej. W gospodarstwie utrzymuje bydło ras angus i hereford.
Jak zaznacza, również w tym segmencie kryzys jest już bardzo odczuwalny. Wskazuje na gwałtowne spadki cen przy sprzedaży większych sztuk, które przekładają się na realne straty ponoszone przez hodowców.
— W tej chwili jest około 4,5 zł obniżki na dużych byczkach. To jest prawie 2 tysiące złotych straty na każdej sztuce – mówi Komorowski. Jego zdaniem tak gwałtowne tąpnięcie cen powinno zostać sprawdzone, bo nie widać dla niego jasnego uzasadnienia. Dlatego uważa, że sprawą powinny zainteresować się odpowiednie instytucje.
Jak ma wyglądać protest w Warszawie?
Mówiąc o samej organizacji protestu, Komorowski wskazuje, że uczestnicy planują spotkać się około godziny 11:30. Od rana mają być podstawiane autokary, które dowiozą rolników do Warszawy. Jak relacjonuje, udział potwierdziły również inne województwa, więc protest ma szerszy charakter.
Podkreśla przy tym, że nie będzie to manifestacja jednej organizacji. Choć protest odbywa się pod szyldem Solidarności, mają w nim uczestniczyć także inne organizacje rolnicze, związki zawodowe i przedstawiciele różnych środowisk społecznych.
Plan zakłada przejście pod Sejm. Komorowski mówi również, że prawdopodobnie liderzy organizacji będą chcieli złożyć petycję lub inne dokumenty. Jednym z istotnych tematów ma być poparcie dla inicjatywy prezydenta dotyczącej referendum w sprawie Zielonego Ładu i ETS-u.
— Wydaje mi się, że jutro jest ten właśnie dzień, gdzie mimo prac polowych trzeba po prostu wyjechać do Warszawy i pokazać tę siłę z innymi środowiskami, z innymi grupami – dodaje.
Protest sygnałem ostrzegawczym
Z wypowiedzi Łukasza Komorowskiego jasno wynika, że protest ma być nie tylko próbą zwrócenia uwagi na bieżące problemy, ale także ostrzeżeniem przed dalszym osłabianiem polskiego rolnictwa. W jego ocenie stawką jest już nie tylko opłacalność pojedynczych gospodarstw, lecz także przyszłość całych sektorów produkcji rolnej i bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
