Dlaczego rolnicy protestują?
W Warszawie trwa ogólnopolski protest rolników oraz przedstawicieli różnych środowisk zawodowych. Organizatorem jest NSZZ „Solidarność” (w tym NSZZ Rolników Indywidualnych) oraz Solidarność Pracownicza. Trasa protestu jest dostępna TUTAJ.
Protest rolników w Warszawie jest wyrazem sprzeciwu wobec nieudolnej polityki prowadzonej przez polski rząd oraz obecny resort rolnictwa. Wśród głównych postulatów protestujących rolników znalazły się następujące żądania:
- referendum w sprawie Zielonego Ładu,
- sprzeciw wobec polityki klimatycznej UE (ETS i regulacje),
- poprawa opłacalności produkcji rolnej,
- ograniczenie importu żywności spoza UE,
- wsparcie dla polskich gospodarstw,
- zatrzymanie pogarszającej się sytuacji w rolnictwie.
Czytaj dalej pod FOTO:
Rolnicy alarmują: gospodarstwa są na granicy
Nastroje wśród rolników obecnych na proteście nie są najlepsze. Jeden z producentów rolnych z gm. Grębocice (woj. dolnośląskie) wprost przyznaje, że rolników za chwilę nie będzie. W jego magazynach wciąż zalegają zbiory z zeszłego sezonu, takie jak pszenica czy rzepak. Jak mówi, od 3 lat jest na emeryturze, z której dokłada do 30-hektarowego gospodarstwa.
– Gospodaruję od 1984 r. Takiego zła w rolnictwie, jak jest teraz, to jeszcze nie było. Potrzebne jest rozwiązanie systemowe. Niestety, ale rolnictwo trzeba dotować, jeżeli nie będzie dotowane, nie będzie polskiego rolnictwa i nie będzie chleba – mówi.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Brak opłacalności dobija rolników z Dolnego Śląska
Z kolei Bogusław Barnaś, znany działacz i lider struktur rolniczych w regionie Zagłębia Miedziowego, pełniący funkcję przewodniczącego rolniczej „Solidarności” w tym rejonie, zwraca uwagę na kompletny brak opłacalności w rolnictwie.
– Buraki są poniżej kosztów produkcji. Dziś proponują nam cenę skupu niższą niż dwa lata temu za nadwyżki, więc jesteśmy pod kreską. W zeszłym roku zapłacono nam za ziemniaka skrobiowego 2,30 - 2,40 zł/kg, a w tej chwili jest to 1,30 zł/kg – wylicza.
Zdaniem Barnasia niezbędna jest radykalna zmiana kierunków polityki i odbudowa polityki rolnej.
– W naszym mniemaniu, w tej chwili, polityki rolnej kompletnie nie ma. Nie ma polityki ochronnej, jest tylko sytuacja kryzysowa. Sprzedałem już zboża po 700 zł/t. Nie da się kupować nawozów po 2 tys. i sprzedawać pszenicy po 700 zł. Kiedyś zboże kosztowało 1,6 tys., 1,5 tys. czy 1,2 tys. zł, a nawozy były w cenie do tego adekwatnej – wspomina.
Rolnik zwraca również uwagę na wysokie ceny paliwa rolniczego, zwłaszcza w uprawie ziemniaka.
– Profesjonalny hodowca ziemniaka wykonuje od 8 do 10 profesjonalnych zabiegów, a każdy wyjazd w pole to jest paliwo – dodaje.
Co więcej, podkreśla, że na wsi nie ma młodych, którzy chcieliby przejmować gospodarstwa po rodzicach.
– Moi koledzy mają po 2-3 synów i 300, 400 500-hektarowe gospodarstwa. Zostają z tym sami, bo młodzi w zagłębiu miedziowym wolą ryć pod ziemią w niebezpiecznych warunkach za 6 czy 8 tys. zł, dlatego że z uprawy ziemi tyle nie wyciągną – kończy.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Rolnicy z Południowej Wielkopolski
Na proteście rolników w Warszawie są obecni również rolnicy ze Stowarzyszenia Rolników Południowej Wielkopolski:
Maciej Zawadzki ze Stowarzyszenia Rolników Południowej Wielkopolski przyznaje, że w obecnych warunkach rolnictwo stało się drogim hobby, na które już niewielu rolników jest stać.
Grażyna Wzięł jest rolniczką z okolic Kalisza w Wielkopolsce. W swoim gospodarstwie zajmuje się uprawą warzyw. Jak mówi, na protest przyjechała, bo mimo że ma 19 ha, jest na minusie.
– W tamtym roku młodego ziemniaka nie szło nigdzie sprzedać. Mówią, że to ze względu na pogodę. Zabraniają hodować zwierzęta, bo produkują CO2, a rolnicy przechodzą na produkcję warzyw. Zostały nam warzywa. Nie sprzedaliśmy pietruszki i kapusty – mówi.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Rolnicy są na minusie
Grażyna Wzięł jest rolniczką z okolic Kalisza w Wielkopolsce. W swoim gospodarstwie zajmuje się uprawą warzyw. Jak mówi, na protest przyjechała, bo mimo że ma 19 ha, jest na minusie.
– W tamtym roku młodego ziemniaka nie szło nigdzie sprzedać. Mówią, że to ze względu na pogodę. Zabraniają hodować zwierzęta, bo produkują CO2, a rolnicy przechodzą na produkcję warzyw. Zostały nam warzywa. Nie sprzedaliśmy pietruszki i kapusty – mówi.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Brak opłacalności produkcji
Paweł Wróbel jest rolnikiem z powiatu kępińskiego, który w swoim gospodarstwie zajmuje się zarówno produkcją mleka, jak i hodowlą trzody chlewnej. Jak mówi, na protest przyjechał, bo nie zgadza się z restrykcjami, nierównym traktowaniem i ilością papierologi, którą musi zajmować się polski rolnik.
– Mnie przerastają te wszystkie wymogi i dokumenty. Wydaje się, że polski rolnik, jeśli chce pracować, to będzie umiał je wypełniać, ale ta dokumentacja i wymogi nas przytłaczają – tłumaczy i dodaje, że poza tym, rolnikom doskwiera również brak opłacalności produkcji. Mleko w jego mleczarni jest po 1.60 zł/l.
Czytaj dalej pod WIDEO:
"Bez pracy rolnik nie wyżyje"
Na proteście rolników w Warszawie nie zabrakło rolników z Małopolski. Jeden z nich opisuje sytuację w rolnictwie w tej części Polski, wskazując na rozdrobnienie gospodarstw i problemy z opłacalnością. Jak przyznaje, obecnie rolnictwem zajmują się już tylko sympatycy i osoby mające świadomość, że jeśli nic się nie zmieni, to w Polsce zabraknie zdrowej żywności.
– Rolnik w górach bez pracy nie wyżyje na małym areale. Mleko sprzedaję ludziom i wykorzystuję na własne potrzeby. gdyby nie dodatkowa praca, to byłoby ciężko – mówi Wojciech Włodarczyk z NSZZ RI „Solidarność”.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Rolnik z okolic Radomia pokazuje zdjęcia zmarzniętych czereśni, których w tym roku nie sprzeda w swojej agroturystyce, ponieważ zmarzły. Od rządu oczekuje rekompensat, ale na razie nie usłyszał żadnych propozycji.
– Czereśni nie będzie. Nie ma wsparcia, nie ma propozycji. Uważamy, że dzieje się źle i jest coraz gorzej – mówi.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Rolnicy z Kujaw i Podlasia
Na proteście w Warszawie nie zabrakło również rolników z Kujaw i Podlasia:Protestujący podkreślali, że ich celem nie jest wyłącznie walka o własne gospodarstwa, ale także o przyszłość polskiej żywności i bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
Rolnicy zaznaczali, że bez realnego wsparcia państwa, stabilnych cen skupu i ochrony krajowego rynku coraz więcej gospodarstw będzie znikać z mapy Polski. Uczestnicy demonstracji apelowali do rządu o rozpoczęcie konkretnych rozmów i przygotowanie rozwiązań, które poprawią sytuację na wsi. Jak zapowiadali organizatorzy, jeśli postulaty rolników nadal będą ignorowane, protesty mogą przybrać jeszcze większą skalę w najbliższych miesiącach.
Tekst: Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
Foto, Wideo: Kamila Szałaj
