Polska pozostaje największym producentem mięsa drobiowego w Unii Europejskiej i jednym z kluczowych eksporterów na świecie. Sektor, który przez lata był symbolem sukcesu naszego rolnictwa, wciąż rośnie, jednak wolniej niż w przeszłości.
Jednocześnie mierzy się z coraz wyższymi kosztami, chorobami zwierząt (głównie grypą ptaków i rzekomym pomorem drobiu), a także presją regulacyjną.
Wyszliśmy obronną ręką z opresji
– Ubiegły rok był wyjątkowo niestabilny, szczególnie w marcu i kwietniu, gdy mieliśmy dużo ognisk grypy ptaków. Wtedy pytano, jak sytuacja wpłynie na potencjał produkcyjny Polski. Dziś już wiemy, że nasza produkcja w zeszłym roku była bardzo zbliżona do tej z 2024 roku – mówi Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej.
– Ilościowo było to ok. 3,5 mln ton mięsa. Jeśli chodzi o eksport – wyniósł ponad 2 mln ton i również był zbliżony do poziomu, jaki mieliśmy w 2024 r. – zaznacza ekspert i podkreśla, że szczegółowe dane powinny pojawić się w najbliższych tygodniach. – Wtedy będziemy mogli powiedzieć jeszcze więcej.
Wiadomo, że wartość eksportu wzrosła o blisko 15%. Z czego to wynika?
– Ceny wzrosły, ponieważ pojawiło się dużo większe niż zwykle zapotrzebowanie na mięso drobiowe ze strony krajów, które podobnie jak Polska zmagały się z grypą ptaków. Niestabilność powodowała, że zdarzały się momenty, kiedy zapotrzebowanie było bardzo wysokie, a to z kolei windowało ceny. Można powiedzieć, że pod względem handlu stanęliśmy na wysokości zadania – chociaż polska produkcja się nie zwiększyła, to zarobiliśmy więcej – cieszy się Goszczyński.
Choroby oznaczają potężne wydatki
Czy utrzymanie pozycji z 2024 roku to dobra wiadomość? Chociaż na pierwszy rzut oka można mieć wątpliwości, to biorąc pod uwagę sytuację związaną z grypą ptaków i rzekomym pomorem drobiu, trzeba się cieszyć.
Szacuje się, że 2025 rok był pod tym względem jednym z najtrudniejszych dla polskiego drobiarstwa od lat.
Potwierdza to Inspekcja Weterynaryjna, która informuje, że w ubiegłym roku wykryto 128 ognisk wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI).
Łączne koszty, jakie Inspekcja Weterynaryjna poniosła do 31 grudnia 2025 r. na zwalczanie ognisk HPAI u drobiu wyniosły 1 227 092 387,23 zł. Wypłacono odszkodowania (za ptaki oraz za jaja) na kwotę 936 825 971,28 zł.
Polska była jednym z krajów UE najbardziej dotkniętych ogniskami choroby, co prowadziło do masowej likwidacji stad oraz czasowych ograniczeń eksportowych. Skutki ekonomiczne takich epizodów są ogromne – zarówno dla producentów, jak i dla całego łańcucha dostaw, w tym wylęgarni, ubojni i zakładów przetwórczych.
Koszty cały czas idą w górę
Obecny rok nie zapowiada się lepiej, ponieważ łączne koszty, jakie Inspekcja Weterynaryjna poniosła do 31 tycznia 2026 r. na zwalczanie ognisk grypy ptaków wyniosły już 7 845 940,35 zł.
Wypłacono odszkodowania dla czterech gospodarstw za 4 024 szt. ptaków na kwotę 95 230,49 zł.
Pozostałe wydatki, jakie poniosła IW do dnia 31.01.2026 r. w ramach zwalczania ognisk grypy ptaków u drobiu stwierdzonych w 2026 r. (koszty badań laboratoryjnych, zabicie ptaków, przeprowadzona dezynfekcja itp.) wyniosły 7 750 709,86 zł.
Wszyscy dorzucamy się do problemów
Te dane jasno pokazują, że na sukces branży drobiarskiej składamy się wszyscy, jednak – jak przekonuje Krajowa Rada Drobiarstwa – zyski dla gospodarki całego państwa są znacznie wyższe niż poniesione koszty.
Dariusz Goszczyński zwraca uwagę, że najnowsze dane uwidoczniają, że przyszłość branży zależy przede wszystkim od eksportu oraz zdolności do adaptacji do nowych warunków rynkowych.
A jest, o czym mówic, ponieważ polska branża drobiarska od ponad dekady utrzymuje pozycję numer jeden w Unii Europejskiej pod względem produkcji mięsa drobiowego. W 2024 roku w kraju wyprodukowano ok. 3,5 mln ton drobiu, co stanowiło blisko jednej piątej całej produkcji unijnej.
Znaczna część tej produkcji trafia na rynki zagraniczne. Eksport przekroczył 2 mln ton rocznie, a jego wartość sięga kilku miliardów euro. Polska jest dzięki temu trzecim eksporterem drobiu na świecie, ustępując jedynie Brazylii i Stanom Zjednoczonym.
Najważniejszymi odbiorcami pozostają kraje Unii Europejskiej – przede wszystkim Niemcy, Francja i Holandia – choć znaczenie rynków pozaunijnych systematycznie rośnie.
Struktura produkcji jest wyraźnie zdominowana przez kurczęta brojlery, które odpowiadają za blisko 90% wolumenu. Produkcja indyków, kaczek i gęsi ma mniejsze znaczenie ilościowe, ale często wyższą wartość dodaną.
Eksport jako fundament sektora
Polski model drobiarstwa jest silnie zorientowany na sprzedaż zagraniczną. Szacuje się, że nawet ok. 60% eksportu trafia na rynki unijne, co czyni branżę szczególnie wrażliwą na zmiany regulacyjne i sytuację gospodarczą w Europie.
Konkurencyjność polskiego drobiu opiera się przede wszystkim na relatywnie niskich kosztach produkcji, wysokiej wydajności ferm oraz nowoczesnym przetwórstwie. Dzięki temu polskie mięso jest atrakcyjne cenowo przy zachowaniu standardów jakości wymaganych na rynku UE.
Jednocześnie otwierają się nowe kierunki eksportu. Zniesienie ograniczeń importowych przez niektóre kraje azjatyckie zwiększa potencjał sprzedaży poza Europą, co w dłuższej perspektywie może ograniczyć zależność od rynku unijnego.
Wysokie koszty i presja regulacyjna
Pomimo dobrej pozycji rynkowej sektor działa w coraz trudniejszych warunkach ekonomicznych. Do najważniejszych problemów należą: rosnące ceny energii i pracy, wysokie koszty pasz, presja środowiskowa związana z polityką klimatyczną UE, a także rosnące wymagania dotyczące dobrostanu zwierząt.
Produkcja drobiu jest szczególnie wrażliwa na ceny zbóż i śruty sojowej, które stanowią główny składnik pasz. Wahania na globalnych rynkach natychmiast przekładają się na rentowność ferm.
Silna pozycja krajowa i wysoka konsumpcja
Polacy należą do największych konsumentów mięsa drobiowego w Europie. Spożycie wynosi około 27–28 kg na osobę rocznie, znacznie powyżej średniej światowej.
Drób jest postrzegany jako mięso stosunkowo tanie, łatwe w przygotowaniu i bardziej akceptowalne zdrowotnie niż wieprzowina czy wołowina. To sprawia, że popyt wewnętrzny pozostaje stabilny nawet w okresach spowolnienia gospodarczego.
Nie stracić impetu, nadal iść do przodu
Prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej podkreśla, że polska branża drobiarska pozostaje jednym z filarów krajowego sektora rolno-spożywczego i jednym z nielicznych obszarów rolnictwa o globalnej konkurencyjności. Skala produkcji, wysoka wydajność oraz rozwinięty eksport zapewniają jej silną pozycję.
Jednocześnie przyszłość sektora zależy od kilku kluczowych czynników. Trzeba tu wymienić przede wszystkim: dywersyfikację rynków zbytu poza UE, ograniczenia ryzyka epizootycznego, dostosowanie do polityki klimatycznej i wymogów dobrostanu, a także utrzymania konkurencyjności kosztowej.
Czy jeżeli branża skutecznie odpowie na te wyzwania, ma szansę utrzymać pozycję jednego z globalnych liderów? Zdecydowanie tak. Jeśli jednak straci impet, utraci również przewagę, na której opiera się jej dotychczasowy sukces.
Krzysztof Zacharuk
