Temat został poruszony podczas niedawnej konferencji prasowej sektora mleczarskiego w Warszawie.
Eksperci otwarcie mówili o ogromnej presji wywieranej przez sieci handlowe i o sprzedaży masła po cenach, które – ich zdaniem – nie mają nic wspólnego z realnymi kosztami produkcji. Rząd przyznaje, że prowadzi rozmowy z dyskontami i chce ograniczyć nieuczciwe praktyki.
Masło tańsze niż koszt produkcji?
Najmocniejsze słowa podczas konferencji padły ze strony przedstawicieli branży mleczarskiej. Wskazywano, że promocje na masło stały się elementem brutalnej wojny cenowej pomiędzy sieciami handlowymi.
– Masło, które jeszcze rok temu kosztowało 8–9 zł za kostkę, dzisiaj można kupić za 88 groszy. To jest cena poniżej kosztów produkcji i wiadomo, że sieci handlowe wywierają ogromną presję zarówno na przetwórcach, jak i na producentach mleka – mówiła Agnieszka Maliszewska, prezes zarządu Polskiej Izby Mleka.
Branża podkreśla, że tak niskie ceny nie oznaczają nagłego spadku kosztów w mleczarstwie. Wręcz przeciwnie – zakłady nadal mierzą się z wysokimi kosztami energii, transportu, paliwa i opakowań.
Wiceminister rolnictwa Małgorzata Gromadzka przypominała, że sektor funkcjonuje pod silną presją kosztową, a dodatkowym zagrożeniem są nowe regulacje środowiskowe oraz rosnące koszty opakowań.
Sieci wykorzystują masło jako wabik na klientów
Eksperci obecni na konferencji tłumaczyli, że masło stało się klasycznym produktem promocyjnym, na którym sieci często świadomie ograniczają marżę lub nawet sprzedają poniżej własnego zysku po to, by przyciągnąć klientów do sklepu.
Jeden z uczestników zwracał uwagę, że formalnie trudno mówić o dumpingu w rozumieniu prawa handlowego.
– Sieci nie sprzedają poniżej kosztów produkcji, bo nie są producentem. One mówią: mamy na koniec wykazać zysk. A co sprzedajemy tanio, żeby utrzymać klienta, a co drogo – to nasza sprawa – tłumaczył ekspert podczas konferencji.
To właśnie dlatego kostka masła bywa wykorzystywana jako tzw produkt na wabia. Sieć może stracić na jednej pozycji, ale odzyskać marżę na innych zakupach klienta.
Rząd: nie jesteśmy bezsilni
Temat masła i agresywnych promocji wywołał podczas konferencji serię pytań do resortu rolnictwa. Dziennikarze pytali wprost, czy państwo jest bezsilne wobec sprzedaży masła po 88 czy 99 groszy.
Wiceminister Małgorzata Gromadzka zapewniała, że ministerstwo rozpoczęło rozmowy z sieciami handlowymi.
– Nie jesteśmy bezsilni. Obecnie również spotykamy się z sieciami handlowymi po to, żeby stworzyć kodeks dobrych praktyk i artykułujemy postulaty ze strony branży – powiedziała.
MRiRW chce także większej przejrzystości w oznaczaniu produktów i relacjach handlowych.
– Jesteśmy na etapie tworzenia rozporządzenia w kontekście producenta rzeczywistego, żebyśmy mogli badać kwestie dotyczące nieuczciwego traktowania i dominacji sieci handlowych – dodała wiceminister.
Według ministerstwa problemem jest także długi łańcuch dostaw oraz słaba pozycja producentów wobec dużych sieci handlowych.
Branża: sieci nie kupują masła po 90 groszy
Przedstawiciele mleczarstwa podkreślali, że promocyjna cena w sklepie nie oznacza, iż przetwórcy sprzedają masło po tak niskiej stawce.
– Sieci handlowe nie kupują tego masła po 90 groszy od przetwórcy – padło podczas konferencji.
To oznacza, że obniżki są elementem strategii marketingowej sieci, a nie odzwierciedleniem realnej sytuacji kosztowej w mleczarstwie.
Jednocześnie branża ostrzega, że długotrwała wojna cenowa może odbić się na całym łańcuchu dostaw – od zakładów mleczarskich po gospodarstwa utrzymujące bydło mleczne. Już dziś producenci wskazują na niskie ceny mleka i niepewność inwestycyjną.
Rolnicy i mleczarnie pod presją
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że sektor mleczarski stoi dziś przed podwójnym wyzwaniem: z jednej strony musi utrzymać konkurencyjność eksportową, a z drugiej mierzy się z presją cenową w kraju.
Przedstawiciele branży alarmowali, że gospodarstwa mleczne coraz częściej zastanawiają się, czy dalej inwestować i rozwijać produkcję.
– Mamy gospodarstwa, które stoją dziś na rozdrożu i zastanawiają się, czy zwiększać produkcję, czy inwestować w swoje gospodarstwa – wskazywano podczas prezentacji raportu o przyszłości mleczarstwa do 2035 r.
Sektor obawia się, że dalsze pogłębianie presji cenowej może przyspieszyć rezygnację części hodowców z produkcji mleka.
Czy tanie masło zniknie ze sklepów?
Na razie nic nie wskazuje na szybki koniec agresywnych promocji. Największe sieci handlowe (Lidl, Biedronka, Dino) nadal walczą o klientów ceną, a masło pozostaje jednym z najmocniejszych produktów przyciągających ruch do sklepów.
Jednak coraz głośniej mówi się o potrzebie uregulowania relacji między handlem a producentami żywności. Ministerstwo zapowiada dalsze rozmowy z branżą i sieciami, a mleczarze liczą, że uda się wypracować rozwiązania ograniczające najbardziej agresywne praktyki cenowe.
Dla konsumentów tanie masło oznacza chwilową ulgę przy kasie. Dla rolników i mleczarni to jednak sygnał, że presja w całym łańcuchu dostaw osiąga poziom, który może odbić się na przyszłości polskiego mleczarstwa.
Czas na większą kontrolę?
Warto odnotować, że w kuluarach konferencji padało pytanie, czy agresywne promocje na masło nie stają się już zagrożeniem dla całego rynku mleka. Branża mleczarska otwarcie mówi o ogromnej przewadze sieci handlowych i wykorzystywaniu masła jako produktu mającego przyciągnąć klientów do sklepów za wszelką cenę.
– Codziennie obserwujemy masło po 88 groszy, po 99 groszy. Państwo lepiej wiecie, że to są ceny dumpingowe – mówiła jedna z dziennikarek podczas dyskusji. Przedstawiciele sektora podkreślali jednak, że tak niska cena nie ma związku z realnymi kosztami produkcji.
Problem w tym, że presja cenowa przenosi się na mleczarnie i rolników. – Mały gospodarz sam nie udźwignie ciężaru, jeżeli chodzi o ceny – ostrzegano podczas debaty. Dlatego branża coraz głośniej domaga się ograniczenia nieuczciwych praktyk handlowych i większej kontroli nad relacjami między sieciami a producentami żywności.
Krzysztof Zacharuk
