Albert Katana: Jest Pan wiceprzewodniczącym organizacji promującej zrównoważoną wołowinę. Co Pan czuje, gdy w Europie jest sprzedawana, legalnie, wołowina z zakazanym w Unii hormonem?
Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny: Niesprawiedliwość i podwójne standardy – to jest dobre określenie na to, co się wydarzyło. Ta sytuacja podważa całkowicie zaufanie do unijnego systemu bezpieczeństwa żywności – podkreślam jednak, że do unijnego, nie polskiego systemu.
Trudna do akceptacji jest wypowiedź rzecznika Komisji Europejskiej, że to nie jest problem, bo ilość tej wołowiny to jeden promil importu. Takie podejście dowodzi braku odpowiedzialności wobec zdrowia konsumentów, jest niedopuszczalne. Od lat słyszymy, że żywność sprowadzana do Unii Europejskiej jest bezpieczna, i nagle okazuje się, że nie, bo zawiera substancje, których nie powinna zawierać. A Komisja mówi – to nie jest problem, bo raz, że było mało, a dwa, zjedliście tylko połowę.
Na szczęście ta wołowina nie trafiła do Polski, prawda?
Jacek Zarzecki: Ogólnie bardzo mało importujemy wołowiny z krajów Mercosuru – w roku 2024 z Brazylii przyjechało niewiele ponad 170 ton wołowiny, więc to są jakieś śladowe ilości. Ale tak, na liście dziesięciu krajów, do których ta wołowina trafiła, nie ma Polski.
Dziwi mnie, że niektórzy sugerują, że jednak ta wołowina mogła przyjechać do kraju. Nie ma żadnych danych, które by mówiły o tym, że ta wołowina trafiła do Polski. Analiza przesyłek wskazuje, że nie ma takiej możliwości.
Co nie znaczy, że nie trzeba podjąć działań, aby wzmocnić zaufanie do polskiego systemu kontroli importu.
Minister Krajewski zapowiedział, że takie działania zostaną podjęte i będą to surowe kontrole obejmujące wszelkie substancje zakazane w Unii...
Jacek Zarzecki: Kontrole już są, natomiast minister Krajewski zapowiedział już dużo wcześniej, że częstotliwość kontroli będzie zwielokrotniona. Te zapowiedzi były zresztą powiązane z ogłoszeniem wsparcia dla sektora wołowiny i deklaracją ofensywy eksportowej poprzez otwieranie nowych rynków zbytu w krajach trzecich.
Jako Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny natychmiast po upublicznieniu informacji o estradiolu w importowanej wołowinie wystąpiliśmy do Dyrekcji Generalnej Zdrowia Komisji Europejskiej z wnioskiem o przeprowadzenie pilnego audytu systemu kontroli w Brazylii i czasowe zawieszenie zatwierdzeń zakładów mięsnych objętych nieprawidłowościami. Zaapelowaliśmy też o zwiększenie częstotliwości badań laboratoryjnych, oraz przyspieszenie reakcji na wyniki kontroli. Nie może dochodzić do takich sytuacji, że system zaczyna działać dopiero wtedy, gdy już połowa danego produktu skażonego została skonsumowana.
W 2024 r., służby unijny wykazały, że Brazylia nie jest w stanie udowodnić, że mięso eksportowane do UE nie jest skażone zakazanymi substancjami. W 2025 r. wyszło na jaw, że Brazylia po prostu eksportuje do Unii Europejskiej mięso zawierające te substancje.
Teraz kontrole ze strony europejskiej są iluzoryczne i nie przekraczają 1 procenta importowanych produktów. Reakcja Komisji Europejskiej na to, co się stało, jest również iluzoryczna – to wykluczenie jednostki certyfikującej i zapowiedź rekontroli w roku 2026.
Wszyscy wiążą tę konkretną partię wołowiny z estradiolem z umową UE-Mercosur. Ale ta wołowina nie trafiła do UE w ramach tej umowy. Może więc dołączone do umowy klauzule ochronne, choć pozbawione zębów, czyli zasady wzajemności i automatyzmu reakcji, będą skuteczne?
Jacek Zarzecki: Klauzule wzajemności muszą zafunkcjonować. Inaczej nie będzie stuprocentowej gwarancji co do tego, że importowane produkty nie zawierają zakazanych środków. Poza tym reakcja na naruszenia musi być automatyczna.
To są te postulaty, które zgłaszali polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego, przede wszystkim Krzysztof Hetman z komisji AGRI i Dariusz Joński z komisji INTA, oraz Adam Jarubas i Andrzej Halicki. Te postulaty zostały zaakceptowane przez Parlament i przedstawione do dalszych prac w trilogu.
Zadziwiające jest to, że Komisja Europejska znała już wyniki kontroli z Brazylii, gdy otrzymała propozycję klauzul ochronnych, a mimo to nie zgodziła się na wzajemność i automatyzm. Widać wyraźnie, że rolnictwo jest kartą przetargową w umowach handlowych, wykładaną na stół, gdy trzeba coś uzyskać dla innych branż.
Liczymy na to, że Parlament Europejski znów podniesie tę sprawę. Zwróciliśmy się w tej sprawie do Komisji Rolnictwa PE, apelując o wzmocnienie klauzul ochronnych.
Wiemy również, że minister rolnictwa Stefan Krajewski na nasz wniosek poruszył tę sprawę na posiedzeniu Rady ds. Rolnictwa i Rybołówstwa UE.
Pomimo wszystkich zastrzeżeń formułowanych przez Europejczyków, za zgodą Amerykanów z Mercosur Rada UE uruchomiła tymczasowe stosowanie umowy handlowej. Jak tę decyzję ocenia PPZW?
Jacek Zarzecki: To jest przede wszystkim policzek wymierzony milionom rolników. Ja tylko przypomnę, że przeciwko tej umowie w Brukseli protestowali europejscy rolnicy ze wszystkich krajów Unii Europejskiej.
Ale to jest też policzek wymierzony jedynemu w UE organowi wybieranemu w demokratycznych wyborach, czyli Parlamentowi Europejskiemu, który zdecydował się skierować tę umowę do Trybunału Sprawiedliwości – nie po to, żeby ją zablokować, tylko żeby sprawdzić czy ona jest zgodna z prawem unijnym.
Z naszego punktu widzenia to sytuacja niedopuszczalna. Unia Europejska szczyci się tym, że jest fundamentem demokracji, przestrzenią dialogu, szukania kompromisów – a Komisja Europejska z mocą walca drogowego idzie wbrew woli nie tylko rolników, nie tylko Parlamentu Europejskiego, ale też wbrew woli wszystkich mieszkańców UE.
Przypomnę, że przeprowadzone przez nas badania opinii publicznej wykazały, iż blisko 90% ankietowanych oczekuje, aby produkty z krajów Mercosur były wytwarzane zgodnie z tymi samymi standardami i normami, które obowiązują europejskich rolników.
Widać więc, że przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen bardziej zależy na uruchomieniu tej umowy, niż poszanowaniu woli mieszkańców UE. Rolnictwo pełni rolę karty przetargowej w tej umowie, i nie wróży to dobrze na przyszłość.
Z informacji, które zamieszczacie w mediach, wynika, że sektor wołowiny rozpoczął ofensywę poprzedzającą atak z kierunku amerykańskiego – za chwilę w sklepach ma pojawić się polska wołowina najwyższej jakości, sygnowana marką „Polska Wołowina”. Czy będzie to ofensywa skuteczna?
Jacek Zarzecki: Sektor wołowiny, wspólnie z Inspekcją Weterynaryjną, Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz KOWR-em podejmuje ofensywę eksportową, polegającą na otwieraniu nowych rynków. Ma to na celu zapewnienie stabilności i opłacalności produkcji polskim hodowcom i producentom wołowiny. Dzisiaj sektor wołowiny jest najbardziej stabilnym sektorem rolno-spożywczym w Polsce i zrobimy wszystko, żeby tak zostało.
W najbliższym czasie odbędą się dwie misje handlowe – do Filipin i do Wietnamu. Na finiszu jest umowa o dopuszczenie polskiej wołowiny na rynek Korei Płd – podczas negocjacji wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza ze stroną koreańską kwestia wołowiny wybrzmiała bardzo mocno.
Naszym atutem nie jest na pewno cena – polska wołowina jest jedną z najdroższych w Unii Europejskiej. Musimy więc znaleźć inne przewagi konkurencyjne – dziś tą przewagą jest dobrostan, ale chcemy, żeby była nią również wołowina kulinarna, niskoemisyjna, oparta na produkcji zrównoważonej.
Współpraca w tym zakresie pomiędzy sektorem wołowiny i organami państwa jest bardzo dobra – jest pełne zrozumienie, gramy do jednej bramki.
Niebawem do Unii Europejskiej wejdzie Ukraina – możliwe, że już w roku 2028. Presja importowa zbóż będzie jeszcze większa, więc hodowla bydła może być tym sektorem, który będzie szansą dla polskiej produkcji roślinnej. Sektor wołowiny może być kołem zamachowym polskiego rolnictwa…
Jacek Zarzecki: Już dziś sektor wołowiny, obok sektora drobiu i sektora mleka jest motorem napędowym polskiego eksportu, a więc polskiego rolnictwa. Ale nie jestem przekonany, że Ukraina szybko wejdzie do Unii Europejskiej – żadna ze stron nie jest na to przygotowana, ani formalno-prawnie, ani finansowo, ani gospodarczo.
Wywróciłoby to wspólną politykę rolną – a raczej to, co po niej zostanie, jeśli propozycje Komisji Europejskiej wejdą w życie. Aczkolwiek dla mnie bardzo pozytywną informacją jest jeden z ostatnich tweetów premiera polskiego rządu, że na polskie rolnictwo, wspólną politykę rolną i na polską wieś trafi 48,3 miliarda.
To byłby największy budżet Unii od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, i maksymalna kwota, jaką moglibyśmy osiągnąć, większa, niż dostałyby Włochy i Niemcy. Oczywiście mówimy tutaj o wszystkich środkach na rolnictwo, rural target i możliwości wcześniejszego uruchomienia środków z rezerwy.
Przyjdzie czas na to, żeby powiedzieć „sprawdzam”, bo taka informacja to nie jest zwykły tweet, ale mocna deklaracja polityczna, w której padają konkretne kwoty. Niewątpliwie jest to wielki sukces PSL-u i wielki sukces ministra rolnictwa.
Import wołowiny z Mercosur na rynek UE stał się faktem, ale polski system kontroli jest skuteczny – może dzięki temu, póki co, w Polsce tej wołowiny są śladowe ilości. Jednocześnie spożycie wołowiny w kraju nie przekracza 4 kg na osobę. Czy to nie jest dobry moment, by sektor zawalczył o rynek krajowy?
Jacek Zarzecki: Powtarzamy od lat, że konsument krajowy jest dla nas najważniejszy, bo on gwarantuje stabilność w przypadku zachwiania eksportu. Rozwój rynku wewnętrznego poprzez zwiększenie spożycia krajowego wołowiny pozostaje jednym z naszych priorytetów i kierunkiem działań sektora.
W roku 2015 to spożycie nie przekraczało 1,3 kilograma, dziś to ok. 4 kg na osobę. Oczywiście, chcielibyśmy żeby to spożycie było na poziomie średniej unijnej, czyli około 10 kilogramów na osobę. Dlatego też realizujemy różnego rodzaju programy promocyjne zachęcające polskich konsumentów do jedzenia wołowiny.
W te działania włącza się tworzenie marki „Polska Wołowina” – chcemy, żeby polski konsument jadł polską wołowinę nie tylko w ramach patriotyzmu konsumenckiego, ale także dlatego, że jest ona smaczna. Marka zagwarantuje, że ten smak będzie powtarzalny, a kupno wołowiny nie będzie loterią. Jeżeli ten system uda nam się wdrożyć, będziemy pierwszym krajem w Unii Europejskiej, który taki system ma i go realizuje.
To bardzo ważne, że zaangażowały się w ten projekt zakłady mięsne, bo bez nich to byłby tylko suchy dokument, który nic nie wnosi. One widzą w tym potencjał i szansę. Nie ma praktycznie restauracji, w której nie serwuje się tatara, steka, a coraz częściej są także poliki czy nawet ogony wołowe. Mamy jednak nadzieję, że wołowina będzie nie tylko daniem restauracyjnym, ale że wróci do domowej kuchni.
Wbrew pozorom to mięso nie musi być drogie – w końcu wołowina to nie tylko antrykoty, rostbefy czy polędwice, ale też zrazowa czy ligawa. Na majowego grilla świetne są takie elementy jak czapa zrazowej, rozbratel czy łopatka.
Naszej wołowiny nie musimy się wstydzić – jest chętnie kupowana w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Chcemy, żeby była chętnie kupowana także przez Polaków.
Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny wydała wczoraj oświadczenie w sprawie zastosowania umowy tymczasowej pomiędzy UE a Mercosur. Co jest najważniejsze w tym oświadczeniu?
Jacek Zarzecki: Przede wszystkim to, że uruchomienie tej umowy odbywa się wbrew woli Parlamentu Europejskiego, wbrew woli milionów europejskich rolników i tak naprawdę wbrew woli konsumentów. Oczekiwania sektora Polskiej Platformy Zrównoważonej nie są wygórowane – to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa żywności konsumentom, wyciągnięcie wniosków z sytuacji ze skażoną wołowiną z Brazylii i przede wszystkim oczekiwanie równych i sprawiedliwych zasad handlu.
Bez tego nie będzie uczciwej konkurencji i to jest najważniejsze przesłanie tego stanowiska.
Dziękuję za rozmowę
