Weź udział w konkursie i wygraj odpicowanego Ursusa!  
   

Your browser version is not supported. Download the latest browers, or use other.

Zamknij

r e k l a m a

Partner portalu

Nie dajmy zarżnąć polskiej produkcji świń!

15.11.2018

Drukuj

Nie dajmy zarżnąć polskiej produkcji świń!

Artykuł dostępny

r e k l a m a

Długo rolnicy nie mogli doczekać się na możliwość zabrania  głosu. Spotkanie w Sali Kolumnowej Sejmu otworzył prof. Andrzej Kowalski, który wprowadził do sytuacji na światowych rynkach, ale wszystkim brakowało wskazania przyczyn obecnej sytuacji na rynkach.

W kolejnym referacie prof. Aldona Skarżyńska próbowała wyjaśnić już coraz bardziej zniecierpliwionym rolnikom, jak wygląda struktura kosztów w zależności od wielkości gospodarstwa według danych FADN – pokazując dosyć oczywiste dla zgromadzonych rolników dane. Efekt skali to spadek kosztów produkcji o ok. 12- 14 %. Wraz ze wzrostem skali produkcji rośnie cena sprzedaży w ciągu kilku lat to ok. 11%.

– O ile koszty bezpośrednie nie zmieniają się znacząco wraz ze wzrostem skali, to znacznie spadają koszty pośrednie – podkreślała prof. Aldona Skarżyńska.

Sytuacja jest dramatyczna

– Nie przyjechaliśmy z całego kraju, by słuchać wykładów, my dziś mamy poważne zagrożenie egzystencji dla naszych gospodarstw produkujących świnie – zaczął Grzegorz Majchrzak, prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej, wiceprezes Krajowego Związku Grup Producentów Rolnych. Rolnicy wiedzą, jakie mają koszty produkcji, ale co dalej, skoro dochody są na minusie? – pytał Majchrzak.

r e k l a m a

Jego zdaniem rolnicy już nie tylko krzyczą, ale płaczą z powodu dramatu sytuacji, którego rząd nie widzi. – Jak długo można wytrzymać w obecnej sytuacji cen poniżej 4 zł/kg żywca, poniżej kosztów produkcji – mówił Grzegorz Majchrzak.

Przy tak niskim pogłowiu trzody rolnicy nie otrzymują godziwej zapłaty, nie egzekwuje się przepisów antydumpingowych w obliczu importu wieprzowiny z Belgii. To właśnie import po zaniżonych cenach z Belgii, która chce się wyzbyć wieprzowiny dramatycznie zaniża ceny na krajowym rynku. Obecne problemy to skutek ASF.

Zatrzymać import?

Polecany artykuł

Rolnicy wyjdą z długów? Sejm uchwalił specjalną ustawę

Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR apelował, że skoro mamy chronić Polskę przed ASF, to powinniśmy zatrzymać import wieprzowiny z Belgii. Czego domagali się także inni rolnicy obecni na sali. Jednak dr Krzysztof Jażdżewski przestrzegał przed wprowadzaniem polityki zamykania się krajów w ramach Unii Europejskiej, gdyż sami jesteśmy ofiarami takich pomysłów chociażby ze strony sąsiadów.

– Nie wprowadzajmy zasad, które dla nas samych są niekorzystne – apelował dr Jażdżewski.

Agrarsklep

TABLICZKA OSTRZEGAWCZA – NIE WCHODŹ PROGRAM OCHRONY ZDROWIA (ŚWINIE)

TABLICZKA OSTRZEGAWCZA – NIE WCHODŹ PROGRAM OCHRONY ZDROWIA (ŚWINIE)

Płacisz tylko

0,00 zł

Cena regularna 5,00 zł

KUP PRODUKT
Aleksander Dargiewicz też przyczynę dramatycznej sytuacji widzi właśnie w ASF rozlewającym się po Europie.

– ASF szaleje w Rumunii, gdzie nie mogą sobie z nim poradzić, dostał się do Belgii i to jest przedsmak dramatu, jaki może nas czekać, gdyby ASF dostał się do Niemiec – informował Dargiewicz. Jego zdaniem, Belgia produkując tylko 1 mln ton wieprzowiny musiała pozbyć się mięsa, którego nie mogła sprzedać do krajów trzecich i to zachwiało rynkiem w Europie. Gdyby się okazało, że Niemcy, które eksportują prawie 500 tys. to wieprzowiny do Chin nie mogły jej sprzedać, to ta ilość dramatycznie zaleje Europę.

– Czy ASF dotrze do Niemiec? To raczej pytanie nie czy, ale kiedy i na to powinna się Komisja Europejska przygotować. Gdyby tak się stało, dla nas byłby to dramat – przestrzegał Dargiewicz. Trudno jest bowiem przekonać kraje importujące wieprzowinę do uznania regionalizacji. W Europie można obracać mięsem z kraju, gdzie jest ASF, ale z regionów niezagrożonych. Stąd presja na Europejski rynek w sytuacji, gdy ASF pojawia się w kraju eksportera na rynki trzecie.

Pozorna bioasekuracja

Marek Walczak, hodowca z Ostrowite k. Trzemeszna przytaczał zatrważające przykłady niedbalstwa w zakresie bioasekuracji nawet w regionach zagrożonych ASF, a także opieszałości służb weterynaryjnych, które do zasad bioasekuracji same się nie dostosowują.

– Inspekcja weterynaryjna podczas kontroli nie przestrzega takich zasad, bo nawet nie wie jak ma być ubrana – argumentował Walczak. Wielu rolników było zdania, że za mało zdecydowane są działania zwalczające ASF, a rolnikom nie daje się żadnej alternatywy.

– Od trzech lat domagamy się konkretnych zasad strategii zwalczania ASF i jej nadal nie ma – argumentowała poseł Dorota Niedziela (PO). – Bioasekuracja jest na papierze, bo jak to ma zrobić inspekcja weterynaryjna, która na dziś potrzebuje 500 lekarzy weterynarii, bo tyle jest wakatów, a ci ludzie mogą tam zarobić 2 tys. złotych. Jej zdaniem, jak na skalę potrzeb ponad 177 tys. obecnie tys. gospodarstw utrzymujących świnie przyjęcie 10 tys. wniosków na dofinansowanie bioasekuracji jest porażką. A rolnicy muszą w sądzie dochodzić odszkodowań za świnie zlikwidowane z powodu ASF.

Tucz nakładczy problemem dla rynku

Kolejny żywo poruszany problem to tucz nakładczy. Zdaniem rolników to właśnie zakłady mięsne w ramach tuczu nakładczego decydują ile ma zostać w kieszeni rolnika i potem na rynku muszą zrekompensować to ceną skupowanych świń.

– To ekonomia wymusza tucz nakładczy, często u rolników, którzy nie mają wyjścia – komentowali rolnicy. Poseł Zbigniew Ajchler stwierdził: – Tucz nakładczy jest prowadzony przez firmy zagraniczne, a rolnicy nie mają wyjścia. Ale należy się tego tuczu pozbyć i nie doprowadzać rolników do roli niewolników we własnych gospodarstwach. To spotkanie powinno wskazać, co rząd chce i w którym kierunku pójdzie. My tego problemu nie rozwiążemy.

Z kolei poseł Dorota Niedziela pytała czy ministerstwo wie, jaka jest skala tuczu nakładczego i czy minister ma pomysł na tucz nakładczy? Na co obecny wiceminister rolnictwa Tadeusz Romańczuk odpowiedział, że ministerstwo nie ma pełnej informacji o tuczu nakładczym i apelował do rolników o współpracę, by działali razem.

Wiceminister Romańczuk przedstawił też ogólny plan działań w zakresie PROW oraz w przyszłości. Jednak zabrakło w nim odniesienia się do bieżącej sytuacji na rynku. Wiceszef MRiRW zachęcał do zrzeszania się i zakładania spółdzielni, podając przykład dobrze funkcjonującego sektora mleczarskiego. Jego zdaniem, w najbliższym czasie grozi nam „wycięcie” wielu producentów trzody chlewnej, dlatego producenci powinni się zorganizować i mieć wpływ na przetwórstwo.

– Jeśli utworzymy spółdzielnię, to jesteśmy w stanie przejąć zakłady mięsne w  Polsce. Ale musimy się w tym zakresie zorganizować. Spółdzielnia jest bardzo dobrą formą własności zakładów – podkreślał Romańczuk. Obiecał, że za 2 tygodnie powstanie prawna koncepcja tworzenia takich spółdzielni i zapraszał rolników do współpracy.

Poseł Ajchler apelował, by rząd w ramach przejmowania zakładów przetwórczych zdecydował się na zakup zakładów mięsnych Pini Polonia w Kutnie. – A zamiast tego mamy pozytywną opinię UOKiK nt. przejęcia zakładów Piniego przez giganta mięsnego Smiethfield, należącego obecnie do Chińczyków.

Nie ma przetwórstwa, nie ma cen


Wiceminister Tadeusz Romańczuk zgodził się z apelem prezesa Lubelskiej Izby Rolniczej o uruchomienie zakładów ubojowych na terenach zagrożonych ASF, gdzie rolnicy dostają o 1 zł/kg niższe ceny. Obiecał, że już niedługo będzie mógł przedstawić bardziej konkretne propozycje w tym zakresie i zapraszał rolników do współpracy.

Gotowej recepty brak

Na dzisiejszym spotkaniu w Sejmie padło wiele zarzutów i krytyki pod adresem w zasadzie wszystkich ekip rządzących, bo jak stwierdził rolnik z Kujawsko-Pomorskiego: „Przez wiele lat nie zrobiono nic w trzodzie chlewnej – wszyscy jesteście winni temu, co się dziś dzieje z polską wieprzowiną”. I niestety trudno mu nie przyznać racji, gdyż sektor ten od samego wejścia do Unii Europejskiej, kiedy byliśmy potęgą był zostawiony na łaskę i niełaskę wolnego rynku. A jednocześnie zakłady przetwórcze trafiły do kapitału, który nijak jest powiązany z bazą surowcową i rolnicy absolutnie nie są elementem łańcucha, tylko zostają przed bramą tych zakładów.

Rolnicy wyjechali z Warszawy rozczarowani.

Karol Bujoczek
Fot. Bujoczek

Polecane dla Ciebie:

article icon

Prognozy dla oleistych na pięć minut przed żniwami rzepaku

Czytaj

Czytaj artykuły w naszej aplikacji!

Aplikacja TAP jest już dostępna

Galeria zdjęć

Pokaż więcej zdjęć z tej galerii

r e k l a m a

Komentarze (?)

r e k l a m a

więcej artykułów z tej kategorii

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody