Ziemniaki prosto z gospodarstwa
Pomysł na kartoflomat pojawił się u Franciszka Perkowskiego z bardzo praktycznego powodu – chciał znaleźć sposób na sprzedaż większej ilości ziemniaków bez konieczności oddawania ich do skupu. Gospodarstwo znajduje się w okolicach Krynek, w miejscu, które ma dodatkowy atut – ruch turystyczny. W pobliżu znajdują się Kruszyniany, znane m.in. z meczetu i kuchni tatarskiej. To sprawia, że przez okolicę przejeżdża sporo osób, które mogą być zainteresowane lokalnymi produktami.
– W naszych okolicach jest dosyć dużo turystów, bo jadą do Kruszynian, do meczetu, na tatarskie jedzenie. Jest po prostu duży ruch i potencjał do sprzedaży ziemniaków w takim obiekcie – tłumaczy Franciszek. I jak się okazuje, potencjał ten rzeczywiście udało się wykorzystać.
Kartoflomat: klient wybiera worek i sam płaci
Kartoflomat nie przypomina skomplikowanego automatu vendingowego. To prosta, własnoręcznie wykonana konstrukcja, która działa przede wszystkim dzięki zaufaniu. Każdy worek ziemniaków ma dołączoną kartkę z informacją o jego wadze i cenie. Klient wybiera więc konkretny worek, sprawdza należność, a następnie wrzuca pieniądze do skrzynki albo płaci BLIK-iem. System może wydawać się ryzykowny. Co jednak z uczciwością klientów?
– Są uczciwi zdecydowanie. Jeśli miałbym procentowo powiedzieć, ile jest kradzieży, to myślę, że mniej niż 1 procent – mówi młody rolnik. To pokazuje, że sprzedaż bezobsługowa może działać również w niewielkim gospodarstwie. Zwłaszcza gdy klient wie, że kupuje bezpośrednio od rolnika i ma prosty sposób zapłaty.
Zobacz także: Kiszone warzywa z Doliny Baryczy – jaki jest przepis na biznes z duszą?
Mały punkt, ale można sprzedać kilka ton
Franciszek nie ukrywa, że kartoflomat nie jest rozwiązaniem pozwalającym zbyć całą produkcję gospodarstwa. Nie taki zresztą był jego cel. – Nie można sprzedać dużych ilości, na przykład tirowych, ale mniejsze, po kilka ton, jeśli jest turystyczna okolica, jak najbardziej – wyjaśnia.
W jego przypadku rozwiązanie sprawdza się szczególnie wtedy, gdy dopisuje pogoda i wzrasta ruch turystyczny. – Szczególnie w weekendy, jeśli jest ciepło, to naprawdę spore ilości sprzedajemy przez taką budkę – mówi. Dzięki temu część ziemniaków zamiast trafić do skupu zostaje sprzedana bezpośrednio konsumentom.
Kartoflomat z dwóch kół od WSK-i
Konstrukcja urządzenia również jest przykładem tego, że do rozpoczęcia sprzedaży bezpośredniej nie zawsze potrzebne są duże inwestycje. Franciszek zbudował kartoflomat wspólnie z tatą. Liczył się pomysł. Bazą jest niewielki wózek wykorzystujący dwa koła od WSK-i. Do tego wykonano daszek, umieszczono napis „kartoflomat”, a w środku znalazła się skrzynka na pieniądze. Prosta konstrukcja spełnia więc swoje zadanie. Nie chodziło o stworzenie skomplikowanej maszyny, lecz o przygotowanie wygodnego punktu, w którym można wystawić ziemniaki i pozwolić klientom kupować je wtedy, gdy przejeżdżają w pobliżu.
Pół hektara ziemniaków i dwie odmiany
W gospodarstwie Franciszka ziemniaki zajmują około pół hektara. Uprawiane są dwie odmiany – Catania i Tonacja, mniej więcej po połowie areału. Kartoflomat jest więc sposobem na zagospodarowanie części produkcji poprzez sprzedaż bezpośrednią. To także przykład tego, jak młody człowiek może spojrzeć na tradycyjną produkcję rolną z nieco innej perspektywy. Samo wyprodukowanie ziemniaków to jedno. Znalezienie sposobu, aby dotrzeć z nimi do klienta, to drugie.
„Jak zaczynam to robić, dostaję chęci do życia”
Franciszek ma dopiero 17 lat, ale rolnictwo już teraz zajmuje ważne miejsce w jego życiu. Jak sam przyznaje, trudno mu jednoznacznie powiedzieć, co najbardziej fascynuje go w pracy na gospodarstwie. – Prawdę mówiąc, to tak do końca sam nie wiem, ale jak zaczynam to robić, to takiej chęci do życia z tego dostaję – opisuje. W jego wypowiedzi trudno nie zauważyć autentycznej pasji do pracy w gospodarstwie. To zajęcie, które daje mu satysfakcję.
Rolnictwo w rodzinie
Na decyzję o zainteresowaniu rolnictwem wpływa również rodzinna historia gospodarstwa. Franciszek podkreśla, że ziemia i gospodarstwo są częścią jego dziedzictwa. – Duży wpływ na mnie ma świadomość, że gospodarstwo to nasze dziedzictwo, po dziadach, pradziadach i chcę je kontynuować – podkreśla. Kartoflomat jest więc czymś więcej niż tylko pomysłem na sprzedaż ziemniaków. Pokazuje, że młode pokolenie może szukać własnych sposobów na rozwijanie rodzinnego gospodarstwa, wykorzystując przy tym lokalne możliwości.
Kartoflomat: pomysł prosty, ale skuteczny
Historia 17-letniego Franciszka pokazuje, że czasami do znalezienia nowego kanału sprzedaży nie potrzeba kosztownej technologii. Wystarczy obserwacja tego, co dzieje się wokół gospodarstwa. W tym przypadku takim impulsem był ruch turystyczny. Zamiast zastanawiać się wyłącznie, gdzie oddać ziemniaki do skupu, młody rolnik zadał sobie pytanie, czy można sprzedać je bezpośrednio osobom przejeżdżającym przez okolicę. Powstał kartoflomat, a wraz z nim prosty model sprzedaży oparty na samoobsłudze i zaufaniu. Niewielka konstrukcja, kilka worków ziemniaków i płatność gotówką albo BLIK-iem wystarczyły, by stworzyć dodatkowy kanał sprzedaży gospodarstwa. A przede wszystkim – jak pokazuje przykład Franciszka – czasem dobry pomysł na rolnictwo zaczyna się od prostego pytania: jak zrobić coś inaczej niż wszyscy?
fot. Franciszek Perkowski
